Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Będziemy walczyli o to, żeby zamach smoleński, zbrodnia smoleńska, została w końcu ujawniona i jeśli tylko będą takie możliwości, ukarana, bo ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść, musimy ich ukarać i tak będzie" – powiedział dziś Jarosław Kaczyński.
W piątek 10 lipca rano Jarosław Kaczyński pojawił się na placu Piłsudskiego w Warszawie, by złożyć wieniec pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. Prezesowi PiS towarzyszyli między innymi Zbigniew Bogucki oraz Sławomir Cenckiewicz. Jak relacjonuje Onet, na miejscu byli już jednak wcześniej przeciwnicy obchodów miesięcznic smoleńskich. Ich demonstrację chroniła policja, odgradzając barierkami od gromadzących się członków i zwolenników PiS. Sprawiło to, że politycy mieli utrudniony dostęp do pomnika. Jak podaje Onet, prezes PiS wdał się w dyskusję z funkcjonariuszami policji. Według relacji Faktu z ust prezesa miało paść porównanie funkcjonariuszy do Gestapo. W czasie tych dyskusji między pozostałymi zgromadzonymi doszło do przepychanek. „Między zgromadzonymi pod pomnikiem ludźmi doszło do aktu agresji. Jeden z mężczyzn uderzył innego ręcznym statywem do robienia zdjęć. Później usiłował oddalić się z miejsca zdarzenia” – czytamy.
Ostatecznie politycy PiS złożyli wieńce kilka metrów od pomnika.
Chwilę później głos zabrał Jarosław Kaczyński, mówiąc, że politycy PiS są „miesiąc w miesiąc obrażani, atakowani, łącznie z pogróżkami zabójstwa”, a „policja nie interweniuje”.
„Mamy do czynienia z bojówkami rządzącej partii, a nie z policją i z tego trzeba będzie wyciągnąć wnioski. Trzeba będzie budować wszystko od początku, powołując jakąś gwardię obywatelską, która będzie bardzo zdecydowana” – mówił Kaczyński. Stwierdził, że „wszystkie nasze służby są do przebudowy”.
Dodał też, że ludzie organizujący pod pomnikiem kontumiesięcznice odpowiedzą za to, co robili. Zapowiedział też, że gdy PiS wróci do władzy, zbadane zostanie, czy nie dzieje się to na zlecenie rosyjskie.
Do wydarzeń pod pomnikiem smoleńskim odniosła się publicznie Komenda Stołecznej Policji. W długim oświadczeniu zaznaczono, że „wszystkie czynności wykonywane przez funkcjonariuszy realizowane są wyłącznie na podstawie i w granicach obowiązującego prawa” i że ich celem jest zapobieganie „eskalacji napięć, naruszeniom porządku publicznego oraz wszystkim zagrożeniom bezpieczeństwa ludzi i mienia”. Sami funkcjonariusze zaś „realizują swoje ustawowe zadania w sposób bezstronny, kierując się wyłącznie obowiązującymi przepisami prawa oraz oceną sytuacji”, a „podejmowane decyzje i interwencje nie są uzależnione od poglądów, funkcji, przekonań ani przynależności organizacyjnej osób uczestniczących w tych wydarzeniach”.
Zaapelowano też do „wszystkich uczestników zgromadzeń o respektowanie obowiązujących przepisów prawa oraz stosowanie się do poleceń wydawanych przez policjantów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo”.
Głos zabrał także szef MSWiA Marcin Kierwiński.
„Skandaliczne zachowanie posła Kaczyńskiego wobec Polskiej Policji. To hańba że były wicepremierem ds.bezpieczeństwa atakuje funkcjonariuszy i polski mundur. Policja dba o porządek publiczny i bezpieczeństwo każdego obywatela. Czasy polityków ponad prawem Panie Kaczyński minęły" – napisał w mediach społecznościowych minister.
Podczas wypowiedzi dla mediów na placu Piłsudskiego Jarosław Kaczyński odniósł się także do kwestii samej katastrofy smoleńskiej.
„My wiemy, że ludzie, którzy rządzili Polską w 2010 roku, liczyli, że ta sprawa zostanie, czyli sprawa katastrofy, a w istocie zamachu smoleńskiego, zostanie zapomniana. Nie może zostać zapomniana, bo to jest sprawa naszej suwerenności, naszej godności. Nie możemy być narodem, którego wolno zabijać" – powiedział Jarosław Kaczyński w oświadczeniu.
„Będziemy walczyli o to, żeby zamach smoleński, zbrodnia smoleńska, została w końcu ujawniona i jeśli tylko będą takie możliwości, ukarana, bo ona miała swoich współsprawców także w Polsce i musimy ich dopaść, musimy ich ukarać i tak będzie" – dodał.
Opublikowany w lipcu 2011 roku raport opracowany przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod przewodnictwem Jerzego Millera ocenił, że bezpośrednią przyczyną katastrofy Tu-154M w Smoleńsku było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania w warunkach uniemożliwiających kontakt wzrokowy z ziemią. Ustalenia wykazały szereg nieprawidłowości – zarówno po stronie polskiej przygotowania lotu, jak i zaniedbania po stronie kontrolerów rosyjskich z lotniska w Smoleńsku.
Śledztwo prokuratorskie w sprawie katastrofy smoleńskiej trwa od 2010 roku. W 2016 roku, za rządów PiS, zostało przekazane do dalszego prowadzenia Zespołowi Śledczemu nr 1 w Prokuraturze Krajowej. Jak podsumowuje Jacek Gądek w Newsweeku „od początku prokuratorzy uzyskali łącznie kilkaset opinii biegłych różnej specjalności i zgromadzili mnóstwo elektronicznych danych. Ponadto przesłuchali ponad tysiąc świadków. Akta sprawy liczą ok. 2 tys. tomów — po 200 stron każdy".
„Z publicznych wypowiedzi prokuratorów wynika, że dowody zgromadzone w śledztwie smoleńskim nie pozwalają na stwierdzenie, że był to zamach" – czytamy.
Przeczytaj także: