0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

26 minut temu

Prawa autorskie: Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dariusz Borowic...

1300 strażaków gasi pożar w powiecie wołomińskim

„Trudno oszacować, jak długo potrwa akcja” – mówił wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski. Pożar lasu w powiecie wołomińskim jest wciąż dogaszany. Wiatr może utrudnić akcję gaśniczą.

Co się wydarzyło?

Wojewoda mazowiecki przekazał, że 1300 strażaków i 335 pojazdów państwowej i ochotniczej straży pożarnej zaangażowanych jest w gaszenie pożaru lasu w powiecie wołomińskim. W akcji uczestniczą również Lasy Państwowe, 133 policjantów i 120 żołnierzy WOT. Mariusz Frankowski dodał, że w akcję zaangażowane są obecnie trzy śmigłowce. „Będą dochodzić sukcesywnie w ciągu dnia kolejne śmigłowce, przede wszystkim Black Hawki, być może Dromadery” – mówił. Tylko w sobotę wykonano 145 zrzutów wody na tereny objęte pożarem. To około 195 tys. litrów wody.

Obszar pożaru jest „zabezpieczony i zamknięty”, ale „sytuacja jest cały czas, pod kątem pogodowym, dynamiczna”. Spłonęło 300 hektarów lasów.

„Mamy zapowiedzi burzy z wiatrem. Z jednej strony deszcz, który może pomóc, z drugiej strony podmuchy wiatru, które mogą w niektórych miejscach te zarzewia pożaru wzniecić na nowo” – powiedział wojewoda.

Na sobotniej konferencji prasowej przedstawiciele Państwowej Straży Pożarnej wyjaśniali, że na miejscu tworzone są tzw. przecinki pożarowe, czyli wycięte pasy lasu pozbawione roślinności, które mają zatrzymać ogień. „Na terenie objętym pożarem lasu pojawiają się drobne zarzewia ognia. Strażacy je dogaszają, polewają pogorzelisko wodą i monitorują miejsca o podwyższonej temperaturze” – poinformował rzecznik Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej kapitan Wojciech Gralec.

Jedną z branych pod uwagę przyczyn pożaru jest celowe podpalenie.

Jaki jest kontekst?

Pożar w miejscowości Międzyleś w powiecie wołomińskim wybuchł w czwartek 28 maja o godz. 13:37. Ewakuowano około 100 osób z zagrożonego terenu.

Według ministry klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski służby leśne „nie mają wątpliwości”, że pożar wybuchł w lesie prywatnym. Objął później tereny Nadleśnictw Mińsk i Nadleśnictwa Łochów. „Po dokończeniu akcji leśnicy będą przeprowadzać szczegółową inwentaryzację, na podstawie której podejmiemy decyzję, co dalej z tym obszarem zrobić” – mówiła.

Od początku roku odnotowano niemal 4 tys. pożarów lasów. To, jak podaje resort klimatu, o 1,5 tys. więcej niż w tym samym czasie w 2025 r.

„W lasach pozostaje bardzo sucho, wilgotność ściółki leśnej jest poniżej 10 proc., co sprawia, że każdy pożar rozprzestrzenia się bardzo szybko” – mówiła Hennig-Kloska. „Tego typu wilgotność w lasach jest charakterystyczna dla lipca, sierpnia, kiedy mamy upalne, bezdeszczowe, mocno nasłonecznione lato”.

Według mapy Instytutu Badawczego Leśnictwa w sobotę 30 maja największe zagrożenie pożarowe jest na wschodzie kraju. Na północnym zachodzie takiego zagrożenia nie ma, w pozostałych rejonach jest małe lub średnie.

Źródło: IBL

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

11:53 30-05-2026

Prawa autorskie: fot. Jakub Włodek /Agencja Wyborcza.plfot. Jakub Włodek /A...

Braun nie wystartuje na prezydenta Krakowa. Ma swojego kandydata

Właściciel kwiaciarni i niedoszły poseł będzie kandydatem Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta Krakowa. Grzegorz Braun – mimo wcześniejszych sugestii – nie wystartuje.

Co się wydarzyło?

Grzegorz Braun ogłosił, że Michał Klimek będzie kandydatem Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta Krakowa. To lokalny przedsiębiorca, który od lat prowadzi kwiaciarnię. Próbował w 2023 roku dostać się do Sejmu, jednak uzyskał tylko 445 głosów.

Braun mówił, że „Konfederacja Korny Polskiej nie zrzuca spadochroniarza”.

„Kraków musi wrócić do siebie, do swojej najlepszej formy dziejowej i politycznej” – mówił lider partii. Michała Klimka przedstawiał razem ze Stanisławem Żółtkiem, szefem partii Polexit, byłym europosłem.

Sam Klimek ogłosił, czym zamierza się zająć po objęciu stanowiska: obniżeniem podatków „do maksimum”, grupowymi zwolnieniami w urzędzie miasta i dobrych warunkach dla małych i średnich przedsiębiorców. Polityki klimatyczne są jego zdaniem „szaleństwem”.

„Stop tresurze. Niech żyje wolność, wolność gospodarcza” – mówił.

Swojego kandydata na Rynku Głównym ogłosili również Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak. Tutaj zaskoczeń nie było – kandydatem Konfederacji, tak jak zapowiadano już w dniu referendum w Krakowie, jest Bartosz Bocheńczak, sekretarz krajowy partii Nowa Nadzieja i prezes jej krakowskiego oddziału.

„Nie znam lepszego kandydata na prezydenta Krakowa. Przedsiębiorca, menadżer. To, jak on mi poprowadził tę kampanię i jak tanio to zrobił, to było mistrzostwo świata. Dowozi wszystkie tematy” – mówił Mentzen, cytowany przez krakowską „Wyborczą”.

Jaki jest kontekst?

Po referendum w Krakowie, w którym 24 maja odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego, ruszyła karuzela z nazwiskami potencjalnych kandydatów na jego stanowisko. Grzegorz Braun był jednym z nich – już podczas kampanii referendalnej sugerował, że rozważa taki scenariusz.

Poza nim wśród kandydatów wymieniało się Bartosza Bocheńczaka z Konfederacji (potwierdzono jego udział w wieczór referendalny), Aleksandrę Owcę z Razem (ogłosiła to we wtorek, dwa dni po referendum), Darię Gosek-Popiołek (ma być kandydatką Nowej Lewicy) i Łukasza Gibałę, który o włos przegrał z Miszalskim w 2024 roku. PiS i KO wciąż nie wybrali swoich kandydatów.

Wybory prezydenta Krakowa odbędą się w drugiej połowie sierpnia.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

11:07 30-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Bąkiewicz skazany za atak na aktywistkę

Robert Bąkiewicz usłyszał wyrok za szarpanie aktywistki Angeliki Domańskiej podczas protestów Strajku Kobiet w październiku 2020 r.

Co się wydarzyło?

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia 29 maja zapadł wyrok w procesie Roberta Bąkiewicza, który wytoczyła mu aktywistka Angelika Domańska. Bąkiewicz został uznany za winnego spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu poszkodowanej.

Chodzi o sprawę z 25 października 2020, kiedy po wyroku TK dotyczącym aborcji Ogólnopolski Strajk Kobiet organizował manifestacje w kościołach w całej Polsce. Manifestację w Kościele św. Krzyża w Warszawie chciała zakłócić Straż Narodowa. Na schodach przed świątynią Robert Bąkiewicz popchnął Angelikę Domańską. Aktywistka upadła, uderzyła się i straciła przytomność.

Jej radczyni prawna domagała się uznania Roberta Bąkiewicza za winnego i wymierzenia mu kary dwóch lat pozbawienia wolności bez możliwości warunkowego zawieszenia oraz 20 tys. zł zadośćuczynienia. Obrońcy Bąkiewicza chcieli, by sąd go uniewinnił.

Finalnie sąd skazał oskarżonego na 10 miesięcy prac społecznych w wymiarze 30 godzin miesięcznie i 5 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Wyrok jest nieprawomocny, a Bąkiewicz zapowiada apelację.

Jaki jest kontekst?

„Przy zbieraniu pieniędzy na tacę, jakiś mężczyzna zaczął krzyczeć, że dajecie pieniądze na morderców. Wtedy postanowiłyśmy wyjąć plakaty, stanęłyśmy na środku kościoła. Podeszło do nas kilku karków i powiedzieli, że mamy się stąd wynosić. Nie chciałyśmy, więc nas wynieśli. Mam obtarcia, oczywiście policja nic nie widziała” – tak w OKO.press relacjonowała protest w Kościele św. Krzyża jedna z uczestniczek. Podobne manifestacje odbywały się w całej Polsce po wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej, który uznał przepis zezwalający na aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu za niezgodny z Konstytucją.

„Ja postawiłam plakat z hasłem »moje ciało, moja sprawa« pod ołtarzem. Podszedł mężczyzna, który go zabrał i rozerwał, kilku mężczyzn zaczęło mnie szarpać, wyprowadzać. Położyli mi rękę na usta i mówili »zamknij się, szmato« i wyprowadzili mnie z kościoła. Nie chcieli mnie wypuścić” – opowiadała inna uczestniczka.

Policja biernie przyglądała się, jak przedstawiciele nacjonalistycznej organizacji Straż Marszu Niepodległości brutalnie czyszczą kościół z protestujących – pisali wtedy nasi reporterzy.

Angelika Domańska została zrzucona ze schodów przez Bąkiewicza i jego pomocnika, karetka przyjechała na miejsce dopiero po kilkudziesięciu minutach. Prokuratura potem umorzyła sprawę wobec Bąkiewicza. „Brak jest podstaw do przyjęcia, iż objęcie ściganiem opisanego czynu byłoby w interesie społecznym” – argumentowała. Dlatego Domańska wytoczyła narodowcowi cywilny pozew.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

09:01 30-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.plFot. Mateusz Skwarcz...

Kierwiński: „Są kolejne zatrzymania ws. fałszywych alarmów”

„Intensywne prace policji trwają. Planowane są kolejne zatrzymania i czynności śledcze. Zero tolerancji dla przestępców” – napisał szef MSWiA na portalu X.

Co się wydarzyło?

Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński napisał na X: „Kolejne zatrzymania ws. fałszywych alarmów – łącznie zatrzymano 5 osób, 3 z nich mają już zasądzony areszt. Intensywne prace policji trwają. Planowane są kolejne zatrzymania i czynności śledcze. Zero tolerancji dla przestępców”.

O trzech pierwszy zatrzymanych osobach dowiedzieliśmy się na początku tygodnia. O zatrzymaniu czwartej osoby informował Donald Tusk 28 maja.

Piątą zatrzymaną osobą jest 29-letni mieszkaniec powiatu otwockiego. Podinspektor Ewelina Gromek-Oćwieja z Komendy Stołecznej Policji przekazała TVN24, że mężczyzna jest podejrzany o wykonanie w dniu 18 maja „dwóch połączeń telefonicznych na numer alarmowy 112, informując o groźbie zdetonowania ładunku wybuchowego na terenie jednej ze stacji telewizyjnych”.

Policjanci zabezpieczyli dwa telefony komórkowe oraz komputer należące do 29-latka. Prokuratur Prokuratury Okręgowej w Warszawie wystąpił o zastosowanie wobec mężczyzny środka zapobiegawczego w postaci aresztowania na trzy miesiące. Sąd się do tego wniosku przychylił.

Jaki jest kontekst?

Między 10 a 15 maja doszło do dwunastu interwencji funkcjonariuszy policji, w związku z fałszywymi – jak się później okazało – alarmami. Zgłaszający informowali o podłożeniu ładunków wybuchowych albo o różnych sytuacjach, związanych z zagrożeniem życia lub zdrowia osób przebywających pod podawanym przez oszustów adresem.

Policja weszła między innymi do mieszkania redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza, interweniowała także przy posesji Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie. 23 maja wieczorem doszło do interwencji w domu matki prezydenta Karola Nawrockiego. „Jej mieszkanie nie było objęte ochroną SOP, dlatego straż pożarna, która otrzymała informację o pożarze pod wskazanym adresem, nie wiedziała, że chodzi o mieszkanie rodziny prezydenta Polski. Ratownicy, którzy przybyli na miejsce, stwierdzili, że nie widać zagrożenia pożarowego. Wtedy dostali drugie zgłoszenie – o zagrożeniu życia osoby, znajdującej się w mieszkaniu. Strażacy weszli więc do lokalu siłowo. Jednak mieszkanie okazało się puste” – pisała w OKO.press Anna Mierzyńska.

Przeczytaj więcej w OKO.press

Przeczytaj także:

08:17 30-05-2026

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Jednostka im. Bohaterów UPA. Ukraińskie MSZ odpowiada na krytykę

„Dla naszych wojskowych walka UPA symbolizuje wyłącznie sprzeciw wobec imperialnej polityki Moskwy i w żadnym razie nie jest wymierzona przeciwko Polakom” – pisze rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij Tychyj

Co się wydarzyło?

„Widzimy gwałtowną reakcję w Polsce na decyzję o nadaniu jednemu z ukraińskich pododdziałów nazwy upamiętniającej bohaterów UPA. Jest to przykre, ponieważ dzieje się wbrew szerszemu trendowi rozwiązywania problematycznych kwestii w relacjach ukraińsko-polskich, który obserwowaliśmy przez ostatnie półtora roku” – napisał rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij Tychyj, cytowany przez PAP.

Dalej czytamy w odpowiedzi: „Inicjując nadanie honorowej nazwy swojemu pododdziałowi, nasi wojskowi z pewnością nie mieli na celu obrażenia przyjaznego narodu polskiego. Dla nich walka UPA symbolizuje wyłącznie sprzeciw wobec imperialnej polityki Moskwy i w żadnym razie nie jest wymierzona przeciwko Polakom”.

Tychyj podkreślił również, że Ukraina nie unika trudnych tematów dotyczącej trudnej przeszłości i relacji z Polską, ale nie chce, by to stało się tematem politycznym. „Nasza historia potwierdza, że na sporach między Ukraińcami a Polakami korzysta wyłącznie Moskwa” – napisał.

Jaki jest kontekst?

W środę 27 maja prezydent Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imię „Bohaterów UPA”. Tłumaczył, że zrobił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

Na tę decyzję zareagował prezydent Karol Nawrocki, który uważa, że prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu powinien zostać odebrany Order Orła Białego. „Gloryfikowanie UPA jest rzeczą, która dostarczyła rosyjskiej propagandzie wiele tlenu do dezinformacji” – powiedział prezydent.

Dodał, że wspieranie Ukrainy w wojnie z przeciwko Rosją i przeciwko „bandycie, którym jest Władimir Putin” jest strategicznym celem Polski, jednak decyzję prezydenta Żeleńskiego skrytykował, mówiąc, że "tak nie buduje się relacji między narodami”.

Spór pomiędzy prezydentami Polski i Ukrainy starał się załagodzić premier Donald Tusk.

„Mamy bardzo poważny problem. Decyzja prezydenta Zełenskiego narusza naszą wrażliwość historyczną i moim zdaniem niepotrzebnie znowu wynosi na dość niepokojący poziom kwestię różnic historycznych, różnych interpretacji – mówił.

„Każdy naród ma prawo do swoich interpretacji, ale prezydent Zełenski i nasi ukraińscy przyjaciele muszą być świadomi, co znaczy z punktu widzenia każdej Polki i Polaka to ponure dziedzictwo UPA. Ta decyzja jest niepokojąca z punktu widzenia naszych relacji” – dodał Tusk.

Dodał również, że „oczekiwałby od obu prezydentów, żeby potrafili się wznieść ponad historyczne emocje i próbować budować trudną, ale konieczną przyjaźń polsko-ukraińską”.

Przeczytaj więcej w OKO.press