Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Eksplozje w Moskwie i w 14 regionach Rosji. Rekordowa liczba dronów i rakiet. To początek ukraińskiego odwetu za ostatnie naloty na Kijów i inne miasta Ukrainy, w których zginęło ponad 25 osób
W nocy z soboty na niedzielę 17 maja i we wczesnych godzinach porannych Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły zmasowane uderzenie dronowe i rakietowe na Rosję. Nie można wykluczać, że był to ukraiński atak powietrzny o największym jak dotąd natężeniu. Tak przynajmniej wynika z raportu rosyjskiego MON, który poinformował o „zestrzeleniu” rekordowej liczby 1054 ukraińskich dronów. Rzecz jasna na danych rosyjskiego MON nie możemy polegać, jednak resort nigdy dotąd nie podawał tak dużej liczby ukraińskich bezzałogowców, które miała zostać zneutralizowana przez rosyjską obronę przeciwlotniczą.
Część dronów i pocisków została skierowana nad stolicę Rosji. Drony nad Moskwą były widoczne gołym okiem z wielu punktów, nad miastem i w mieście rozległy się nocą liczne eksplozje. Cele ukraińskich ataków znajdowały się łącznie w 14 regionach Rosji. Atakowane były również Krym i obiekty na wybrzeżu Morza Czarnego i Morza Azowskiego.
W rejonie Moskwy celami uderzeń Ukraińców były m.in. Moskiewska Rafineria Ropy Naftowej, zakłady Angstrem, które dostarczają półprzewodniki dla rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, stacja przepompowywania ropy naftowej Soniecznogorska oraz stacja przepompowywania ropy naftowej Wołodarskoje. Trafione zostały również budynki w samym mieście – w tym mieszkalne.
Rosyjskie władze informują o co najmniej 4 ofiarach śmiertelnych ukraińskiego zmasowanego uderzenia.
"Od godziny 3 nad ranem siły obrony powietrznej odpierają zakrojony na szeroką skalę atak bezzałogowych statków powietrznych na stolicę” – informował w godzinach porannych gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow.
Ukraiński atak na Rosję ma charakter odwetowy i został oficjalnie zapowiedziany przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. To odpowiedź na 3-dniowe rosyjskie naloty na Kijów i inne miasta Ukrainy, w wyniku których zginęło ponad 25 ofiar cywilnych, a nie mniej niż 50 osób zostało rannych. W nocy ze środy na czwartek 14 maja Rosjanie zbombardowali blok mieszkalny w Kijowie. W wyniku ataku budynek zawalił się, grzebiąc mieszkańców pod gruzami – zginęły 24 osoby.
Odwet na Rosji w postaci zmasowanych uderzeń ukraińskich dronów i rakiet oficjalnie zapowiedział po tragedii w Kijowie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Ukraina ma uderzyć także w „osoby bezpośrednio odpowiedzialne za popełnienie zbrodni wojennych przeciwko Ukrainie i Ukraińcom” – zapowiedział Zełenski.
Mieszkańcy hiszpańskiej Andaluzji głosują dziś w wyborach regionalnych. Spodziewane jest zwycięstwo konserwatystów z Partii Ludowej. Obserwatorzy zwracają też baczną uwagę na wyniki skrajnie prawicowej partii Vox
W położonej w południowej części Hiszpanii Andaluzji odbywają się w niedzielę 17 maja wybory regionalne. Spodziewane jest w nich ponowne zwycięstwo konserwatystów z Partii Ludowej – co nie jest dobrą wiadomością z punktu widzenia rządzących Hiszpanią socjalistów. Istotny będzie też wynik skrajnie prawicowej partii Vox – ewentualne zwiększenie jej stanu posiadania może mieć wpływ na politykę całego kraju.
Przed wyborami opinia publiczna Andaluzji żyła m.in. tzw „aferą onkologiczną”, w wyniku której regionalne władze musiały wziąć odpowiedzialność za niepoinformowanie ok. 2300 mieszkanek Andaluzji o niejednoznacznych wynikach ich przesiewowych badań mannograficznych – co najmniej 6 z nich zmarło następnie na raka.
Afera mocno uderza w konserwatywnego premiera regionu Juana Manuela Moreno, jednak nie wydawało się to mieć spodziewanego wpływu na przedwyborcze sondaże Partii Ludowej.
Wybory w Andaluzji traktowane są przez hiszpańską klasę polityczną i komentatorów jako rodzaj barometru nastrojów przed wyborami ogólnokrajowymi. To najludniejszy z regionów 48-milionowej Hiszpanii. Mieszka w nim aż 9 milionów obywateli tego kraju.
Tradycyjnie ten region był bastionem rządzących dziś Hiszpanią socjalistów, jednak już w 2022 roku zdecydowanie poprawili tam wynik konserwatyści z Partii Ludowej – szef regionalnych struktur partii Juan Manuel Moreno Bonilla pełni dziś funkcję premiera Andaluzji.
W szerszym – ogólnohiszpańskim – kontekście wynik konserwatystów z 2022 roku był jedną z pierwszych oznak stopniowego słabnięcia rządów Pedro Sancheza, który funkcję premiera objął już 8 lat temu.
Na tym nie koniec. Moreno jest bowiem jednym z krajowych liderów umiarkowanego skrzydła Partii Ludowej konkurującego z prawicowo-populistyczną frakcją obecnej prezydentki Madrytu Isabel Diaz Ayuso. Dobry wynik Moreno w regionie może więc być jednym z motywów decyzji o kursie, jaki w przyszłości obierze cała jego partia.
Następne wybory parlamentarne w Hiszpanii planowane są w 2027 roku.
Nowy szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki wypowiedział się w sprawie wstrzymania rotacji żołnierzy US Army w Polsce. „To nie dotyczy bezpośrednio i docelowo Polski”. O co chodzi?
Szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki wypowiedział się w sprawie planowanego przez Pentagon wstrzymania rotacji 4000 amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce. To komunikat bardzo podobny w tonie do wydanego wcześniej przez szefa Ministerstwa Obrony Narodowej, wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. „W ocenie BBN doniesienia o wstrzymaniu rotacji i zmniejszeniu obecności USA nie dotyczą bezpośrednio i docelowo Polski” – napisał Grodecki w oświadczeniu na platformie X.
„Polska jest i będzie kluczowym sojusznikiem USA w Europie. Amerykańskie zaangażowanie w Polsce jest bardzo wysokie. Nie została podjęta żadna decyzja o zmniejszeniu zaangażowania, co potwierdziliśmy z przedstawicielami Pentagonu i Sił Zbrojnych USA” – tak wypowiadał się z kolei szef MON.
Choć oba te komunikaty zostały sformułowane w sposób dość ezopowy, może to oznaczać, że docelowo liczba żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Polsce nie zmieni się w sposób znaczący. A przynajmniej, że takie informacje mają szefowie MON i BBN.
I Grodecki, i Kosiniak-Kamysz donoszą się do doniesień amerykańskich mediów na temat bardzo konkretnej decyzji, która zapadła w Pentagonie. Chodzi o wstrzymanie rotacji do Polski stacjonującej w Fort Hood w Texasie w USA 2. Brygady Pancernej z 1. Dywizji Kawalerii US Army liczącej około 4000 żołnierzy. Amerykańskie brygady pancerne kierowane są do Polski na dziewięciomiesięczne tury – w tym wypadku żołnierze, którzy mieli być zmiennikami dla swych kończących turę w Polsce towarzyszy broni, nie pojadą do naszego kraju. Informację tę (nieoficjalnie potwierdzoną m.in. przez źródła Reutersa) można uznać za wysoce wiarygodną – choć nie została ona dotąd w sposób jednoznaczny potwierdzona przez Pentagon ani Biały Dom.
Równolegle jednak Amerykanie rozważają wycofanie z Niemiec części stacjonujących w tym kraju żołnierzy, co ma być „karą” nałożoną przez Donalda Trumpa na ten kraj w związku z brakiem niemieckiego zaangażowania w wojnę USA i Izraela z Iranem. Z wypowiedzi Trumpa można wnioskować, że chodzi o około 5 tysięcy żołnierzy. Wśród jednostek wycofywanych z Niemiec ma być np amerykański 2 Pułk Kawalerii (pancerny).
Ezopowe komunikaty polskich oficjeli – wraz z równie mglistymi komunikatami USA – mogą świadczyć o tym, że finalnie część amerykańskich jednostek z Niemiec (lub jednostek będącymi ich zmiennikami według harmonogramu rotacji) zostanie przesunięta do Polski. Nie można również wykluczać innych ruchów ze strony USA – np zmiany dywizji pancernej, której poszczególne brygady miałyby być wysyłane do naszego kraju.
W Polsce stacjonuje obecnie ok. 9600 żołnierzy USA.
Przeczytaj także:
W sobotę 16 maja po południu we włoskiej Modenie doszło do ataku – kierujący samochodem osobowym wjechał w tłum przechodniów. 8 osób zostało rannych – w tym 4 ciężko. Wśród rannych są 2 turystki – Polka i Niemka
W sobotę 16 maja po południu w położonej w północnej części Włoch Modenie doszło do ataku z użyciem samochodu osobowego. Sprawca wjechał w tłum przechodniów spacerujących w centrum miasta. W wyniku ataku rannych zostało osiem osób – w tym 2 turystki: Polka i Niemka. Dwie z rannych osób straciły nogi – lekarze po ataku oceniali, że stan łącznie czworga rannych jest ciężki.
Sprawca ataku po tym, jak jego auto zatrzymało się ostatecznie w sklepowej witrynie, usiłował uciec z miejsca zdarzenia, wymachując nożem. Zatrzymał go i obezwładnił jeden z przechodniów – i zarazem świadków zdarzenia – Luca Signorelli. Signorelli został w trakcie szamotaniny z napastnikiem dwukrotnie dźgnięty nożem.
Sprawca ataku – Salim El Koudri – okazał się 31-letnim obywatelem Włoch pochodzenia marokańskiego urodzonym w Seriate pod Bergamo. Do 2024 roku leczył się psychiatrycznie – stwierdzono u niego schizoidalne zaburzenia osobowości. Po ataku policja badała, czy nie był pod wpływem narkotyków lub innych substancji. Brak informacji na temat jego deklarowanych motywów.
W ostatnim czasie we Włoszech nie dochodziło do poważniejszych zdarzeń o charakterze terrorystycznym.
W ciągu ostatniego roku włoskie służby udaremniły kilka usiłowań przeprowadzenia ataków lub zamachów terrorystycznych. W marcu w Perugii zatrzymany został nastolatek, który planował przeprowadzenie masakry w miejscowym liceum artystycznym. We wrześniu w Viterbo tuż przed rozpoczęciem odbywającej sie w tym mieście wielkiej procesji zatrzymano z kolei dwóch uzbrojonych po zęby mężczyzn z tureckiej mafii – wiele wskazuje jednak, że zamierzali oni wziąć udział w akcji uwolnienia swego aresztowanego kilka godzin wcześniej bossa.
W listopadzie z kolei w Pomezii przed domem Sigfrida Ranucciego, dziennikarza śledczego, eksplodowała bomba domowej roboty – uszkadzając samochody Ranucciego i jego córki. Nie było ofiar ani rannych.
Policja zatrzymała 53-latka podejrzanego o rozsyłanie do służb fałszywych zgłoszeń dotyczących zagrożenia życia. Funkcjonariusze podkreślają, że w ostatnich dniach do takich incydentów dochodziło kaskadowo. Tomasz Sakiewicz uważa, że to kolejny atak rządu na TV Republikę
W piątek 15 maja 2026 funkcjonariusze policji podjęli interwencję w mieszkaniu redaktora naczelnego Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Zgłoszenie, które okazało się fałszywe, dotyczyło zagrożenia życia dziecka. W sobotę 16 maja komenda Stołecznej Policji poinformowała, że jeszcze wczoraj późnym wieczorem zatrzymała podejrzanego o rozsyłanie nieprawdziwych zawiadomień. W mieszkaniu 53-letniego mężczyzny zabezpieczono sprzęt informatyczny. „Czynności procesowe prowadzone są intensywnie, z wykorzystaniem wszystkich dostępnych narzędzi i zasobów. Policja współpracuje w tym zakresie również z podmiotami świadczącymi usługi informatyczne, w tym dostawcami Internetu” – czytamy w komunikacie policji.
Tomasz Sakiewicz oskarżył funkcjonariuszy o działanie na polityczne zlecenie. Policjantów nazwał „przebranymi w mundur bandytami, którzy podają się za policję”.
„Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że znajduje się tu jakieś dziecko w zagrożeniu. Powiedzieli, że rozkują ją, gdy się wylegitymuje, ale to było niemożliwe, ponieważ była skuta” – relacjonował na antenie Telewizji Republika.
Policjanci dementowali, że zatrzymali asystentkę Sakiewicza, ale nie odnieśli się do zarzutów o to, że sami nie chcieli się wylegitymować.
Funkcjonariusze tłumaczyli, że zgłoszenie, które uruchomiło przeszukanie, przyszło z Biura Rzeczniczka Praw Dziecka. Na czat zaufania napisało dziecko, które przekazało, że jest w trakcie popełniania samobójstwa i „już odkręciło butlę z gazem”. Okazało się, że zgłoszenie miało na celu zmylenie służb ratunkowych.
Redaktor naczelny Telewizji Republika w ostatnich dniach informował, że jego redakcja pada ofiarą fałszywych donosów. „Sami zgłosiliśmy na policję, że padamy od kilku dni ofiarą fejków i niepotwierdzonych informacji. Niedługo później w tej sprawie głos zabrało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB), które stwierdziło, że zagrożenie, iż jakikolwiek z donosów, które pojawiają się wokół nas, się sprawdzi, jest niewielkie” – mówił Sakiewicz w rozmowie z Onetem.
Policjanci informowali, że podobne zgłoszenia o możliwym zagrożeniu życia ludzkiego były w ostatnich dniach wysyłane do służb w sposób „kaskadowy”.
„W ostatnim czasie do różnych instytucji, firm oraz podmiotów działających na terenie Warszawy kierowane są informacje dotyczące zagrożenia bezpieczeństwa dla określonych obiektów lub zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi. Tego typu wiadomości mają często charakter masowy i są rozsyłane równolegle do wielu odbiorców” — informowali policjanci.
Telewizja Republika przekonuje, że pada ofiarą zmasowanego hejtu. Gdy w środę 13 maja pod siędzibę stacji podjechał radiowóz i wóz straży pożarnej, pracownicy firmy nadawali o jej „siłowym rozwiązaniu”. Autorem rzekomego zamachu miał być rząd Donalda Tuska. Telewizja Republika przekonywała swoich odbiorców, że policja będzie deprecjonować takie incydenty, ale to początek kampanii wymierzonej w prawicowego nadawcę.
Policja dementowała te rewelacje.
Przeczytaj także: