Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Jestem kandydatem” – powiedział Joe Biden na piątkowym (12 lipca) wiecu w Detroit. „Nigdzie się nie wybieram”.
„Oto, co wiem – wiem, jak mówić prawdę, odróżniam dobro od zła... i wiem, że Amerykanie chcą prezydenta, a nie dyktatora" – mówił Joe Biden, prezydent USA do wyborców zebranych na wiecu w Deroit. Wystąpienie było elementem kulejącej kampanii przed wyborami prezydenckimi, której najważniejszym dotychczasowym punktem była debata z kontrkandydatem Donaldem Trumpem.
Podczas niej Joe Biden wydawał się zagubiony, mylił wątki, mówił niewyraźnie. Po fatalnym wystąpieniu, 19 Demokratów wezwało, aby zrezygnował z wyścigu po fotel prezydenta. Demokraci wybraliby wówczas innego kandydata. „Czas iść naprzód. Z nowym liderem” – powiedział w oświadczeniu Mike Levin z Kalifornii.
Przeczytaj także:
Część Demokratów jednak wciąż uważa, że Biden powinien ubiegać się o reelekcję.
„Jadę z Bidenem, bez względu na to, w którą stronę pójdzie” – powiedział kongresmen James Clyburn w programie „Today” stacji NBC.
„Biorę udział w wyścigu i zwyciężymy” – zapewniał Biden w Detroit. „Najwyższy czas, abyśmy przestali traktować politykę jak rozrywkę lub reality show” – mówił na wiecu w mieście nazywanym „Motortown”, ze względu na zlokalizowane w Detroit duże zakłady motoryzacyjne. Uczestnicy wiecu przynieśli ze sobą transparenty z napisem „Motown is Joetown” i skandowali „Nie odchodź”.
Dla Bidena ważnym elementem odbudowywania wizerunku po debacie był zakończony 11 lipca szczyt NATO w Waszyngtonie. Po szczycie komentatorzy nie zostawiają jednak na nim suchej nitki.
"Na pierwszy rzut oka był to pracowity szczyt NATO, na którym nie brakowało rezultatów: bardzo potrzebne systemy obrony powietrznej i myśliwce dla Ukrainy oraz zobowiązanie, że Kijów jest na nieodwracalnej ścieżce do członkostwa, a także ostrzeżenie Sojuszu w kierunku Chin za dyskretną pomoc dla Rosji, która kontynuuje atak na Ukrainę. Jednak za tą aktywnością czai się urwisko w postaci wyborów w USA. W waszyngtońskiej gorączce zmartwieniem jest nie tyle zdrowie Joe Bidena, co zdolność Demokratów do pokonania Donalda Trumpa w listopadowych wyborach. Rzeczywistość jest taka, że NATO nie będzie dawać swojej rady, jeśli Stany Zjednoczone będą sceptyczne, niezdecydowane lub niezaangażowane” – skomentował „The Guardian”.
„Financial Times” pisał: „Sojusznicy z NATO rzetelnie powstrzymywali się od jakichkolwiek publicznych uwag związanych ze zdrowiem Bidena w obawie przed ingerencją w listopadowe wybory lub wytrąceniem z równowagi krytycznego sojusznika".
Biden podczas czwartkowej (11 lipca) konferencji prasowej zaliczył kilka istotnych wpadek. W pewnym momencie zwrócił się do swojej wiceprezydent Kamali Harris, jako do „wiceprezydenta Trumpa”. Kilka godzin wcześniej przedstawił prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego jako „prezydenta Putina”.
Według sondażu NPR/PBS opublikowanego 12 lipca wynika, że Biden prowadzi z Trumpem w stosunku 50 do 48 proc., co stanowi niewielki wzrost w porównaniu z ankietą przeprowadzoną przed debatą kandydatów na prezydenta 27 czerwca. Reuters podaje jednak, że Biden traci pozycję w kilku podzielonych politycznie stanach, które mogą zadecydować o wyniku wyborów.