Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Jens Spahn, szef klubu parlamentarnego chadeków (CDU) w Bundestagu, zrezygnował ze stanowiska po tym, jak amerykańska surogatka urodziła mu i jego mężowi dziecko. CDU sprzeciwia się bowiem legalizacji surogacji w Niemczech
„W ciągu ostatnich kilku dni zdałem sobie sprawę, że moje osobiste szczęście – założenie rodziny z mężem i zostanie ojcem – jest nie do pogodzenia z moją funkcją polityczną” – tak Jens Spahn, szef klubu parlamentarnego rządzącej CDU w Bundestagu, bliski współpracownik kanclerza Friedricha Merza i jeden z najważniejszych polityków niemieckiej chadecji, uzasadnił w sobotę 18 lipca swoją rezygnację ze stanowiska. Spahn podał się do dymisji po tym, jak surogatka ze Stanów Zjednoczonych urodziła mu i jego mężowi dziecko, co wywołało falę niezadowolenia zarówno w partyjnych szeregach, jak i wśród bardziej konserwatywnych wyborców CDU. Partia sprzeciwia się bowiem legalizacji surogacji na terytorium Niemiec.
W Niemczech korzystanie z usług surogatek jest zabronione. Za utrzymaniem zakazu opowiada się konsekwentnie właśnie partia Spahna. W lutym tego roku sprawa była przedmiotem głosowania na kongresie CDU – delegaci opowiedzieli się przeciwko legalizacji surogacji. W przeszłości również sam Spahn wypowiadał się bardzo krytycznie na temat surogacji i osób korzystających z tego typu usług.
Niemieckie prawo nie zabrania natomiast korzystania z usług surogatek poza granicami kraju.
Sprawa Spahna sprawiła, że w Niemczech wznowiona została dyskusja na temat legalizacji surogacji. Sam przypadek byłego szefa klubu parlamentarnego uważany jest przy tym zarówno przez przeciwników, jak i zwolenników zakazu, za przykład stosowania przez polityków podwójnych standardów – innych wobec ogółu obywateli, a innych wobec samych siebie jako klasy uprzywilejowanej.
Od soboty trwa nowa faza wzmożonych amerykańskich ataków na Iran. To odwet za śmierć 2 amerykańskich żołnierzy w trafionej pociskami balistycznymi przez Iran bazie w Jordanii
Amerykańska armia atakuje pociskami rakietowymi i dronami uderzeniowymi liczne cele w Iranie. Eksplozje słyszano m.in. w rejonie portowego miasta Bandar Abbas i na wyspie Keszm. Zaatakowany również miał zostać położony nad cieśniną Ormuz irański port Sirik. Niszczone są również mosty i inne elementy infrastruktury transportowej wewnątrz kraju. Amerykańskie dowództwo twierdzi, że celami ataków były „irańskie instalacje radarowe, jednostki obrony powietrznej, siły morskie oraz magazyny rakiet i dronów".
Iran z kolei twierdzi, że przeprowadził udane ataki na dwie amerykańskie bazy w Kuwejcie. Miały to być "zakrojone na szeroką skalę ataki z wykorzystaniem dronów kamikaze na skład amunicji armii amerykańskiej w Camp Udairi oraz na system radarowy Patriot i radar lotniczy w bazie lotniczej Ali Al Salem w Kuwejcie”.
Obie strony konfliktu prowadzą wzajemny ostrzał rakietowo-dronowy od ośmiu dni – co stanowi wznowienie wojny po trwającym do 7 lipca rozejmie. Zawieszenie broni zostało zerwane przez Amerykanów na skutek irańskich ataków na statki w cieśninie Ormuz.
W trakcie weekendu 18-19 lipca Amerykanie dodatkowo zintensyfikowali ataki. Ma to stanowić odwet za śmierć 2 amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli na skutek piątkowego (17 lipca) irańskiego ataku pociskami balistycznymi i dronami na wykorzystywaną przez USA bazę lotniczą położoną w Jordanii. Po ataku łączna liczba amerykańskich ofiar konfliktu wzrosła do 16.
Jeden z najbardziej znanych influencerów manosfery Andrew Tate i jego brat Tristan zostali aresztowani w Miami na wniosek Wielkiej Brytanii. Są oskarżeni o gwałty i handel ludźmi oraz rozpowszechnianie pornografii dziecięcej
Kontrowersyjny influencer Andrew Tate i jego brat Tristan zostali aresztowani w USA po tym, jak władze Wielkiej Brytanii ogłosiły, że wniosą przeciwko nim kolejne oskarżenia dotyczące przemocy seksualnej. Bracia Tate są obywatelami brytyjskimi. Zostali zatrzymani przez szeryfów federalnych podczas pobytu w Miami, gdzie organizowali wielką galę walk MMA. W nadchodzącym tygodniu mają stanąć przed sądem federalnym w Miami.
Nowe zarzuty dotyczą przede wszystkim Andrew. Brytyjski wymiar sprawiedliwości stawia mu łącznie 7 zarzutów gwałtu – już wcześniej natomiast influencer był oskarżony o m.in. handel ludźmi i rozpowszechnianie pornografii dziecięcej.
„Decyzje o postawieniu zarzutów zapadły po otrzymaniu kolejnych dowodów od policji w Bedfordshire i zwiększyły łączną liczbę domniemanych ofiar w tej sprawie do siedmiu” – mówił BBC Malcolm McHaffie, szef Wydziału ds. Przestępstw Specjalnych w brytyjskiej Prokuraturze Koronnej
Tristanowi Tate'owi brytyjska prokuratura stawia natomiast zarzuty dotyczące jednego przypadku napaści na tle seksualnym, dwóch gwałtów i trzech przypadków organizowania lub ułatwiania handlu ludźmi w celu wykorzystania seksualnego.
Do wszystkich przestępstw miało dojść w latach 2012-2016. Brytyjscy prokuratorzy stawiają braciom Tate łącznie 59 zarzutów. Andrew ma ich 42, a jego brat 17.
Brytyjska prokuratura ściga braci Tate od kilku lat. Influencerzy próbowali uniknąć postawienia przed sądem przeprowadzając się do Rumunii – już w 2024 roku Brytyjczycy uzyskali przeciwko nim Europejski Nakaz Aresztowania. W Rumunii toczy się w tej sprawie postępowanie karne – bracia Tate przez pewien czas mieli zakaz opuszczania kraju, oddano im jednak paszporty i umożliwiono wyjazd do USA pod naciskiem administracji Donalda Trumpa.
Andrew Tate jest jedną z najbardziej wpływowych postaci manosfery i globalnego alt-rightu. W swoich internetowych przekazach głosi treści mizoginistyczne, nawołuje do przedmiotowego traktowania kobiet i do odzyskiwania przez mężczyzn ich władzy symbolicznej ukształtowanej w epoce patriarchatu. Czyni to z niego naturalnego sojusznika współczesnej skrajnej, populistycznej prawicy.
Przeczytaj także:
Rosjanie wystrzelili w kierunku Kijowa około 40 pocisków balistycznych jednocześnie. To największy taki atak od początku wojny. Zginęła jedna osoba, jest też nie mniej niż 16 rannych
W nocy z soboty na niedzielę 19 lipca Rosjanie przeprowadzili zmasowane uderzenie rakietowe na Kijów. Wystrzelonych zostało około 40 pocisków balistycznych różnych typów – Iskander, Cyrkon i użyte w trybie ziemia-ziemia rakiety przeciwlotnicze z systemów S-400. Atak trwał około 40 minut – i pod względem użycia pocisków balistycznych był prawdopodobnie tym największym od początku wojny. Rosjanie użyli do tego uderzenia również około 12o dronów.
W wyniku ataku doszło do zniszczeń w dzielnicach mieszkalnych — zginęła jedna osoba, a nie mniej niż 16 zostało rannych. Ratownicy wciąż przeszukują gruzy w kilku lokalizacjach w Kijowie. Rosyjskie pociski uderzyły m.in. w blok mieszkalny, akademik i supermarket — trafione zostały też magazyny i zakłady przemysłowe. Po ataku zamknięte zostały m.in. ważna stacja kijowskiego metra — Łukjaniwska i niektóre centra handlowe.
Atak był najprawdopodobniej rodzajem rosyjskiej odpowiedzi na ukraińskie zmasowane uderzenia dronowe na liczne regiony Rosji z ostatnich dni. W sobotę Ukraińcy całkowicie zniszczyli m.in. dwa ogromne centra logistyczne platformy sprzedażowej Wildberries (rosyjski odpowiednik Ali Express).
Przeczytaj także:
Użycie pocisków balistycznych na dużą skalę znacząco zwiększyło skuteczność rosyjskiego ataku na Kijów. Ukraina zmaga się ze stałym niedostatkiem pocisków do baterii Patriot i IRIS-T, to zaś jedyne typy uzbrojenia przeciwlotniczego i antyrakietowego, za pomocą których broniący się przed rosyjską agresją kraj jest w stanie zestrzeliwać pociski balistyczne.
Fakt przekazania Ukrainie zaledwie 5 pocisków do baterii Patriot w marcu tego roku wywołał niedawno w Polsce wielką polityczną awanturę.
Przeczytaj także:
Kanadę trawi już 900 pożarów leśnych, a wiatr przesunął toksyczny dym nad USA. Pomarańczowo-brązowo łuna wisi nad miastami od Minneapolis aż po Waszyngton. Problem z toksycznym dymem ma też Nowy Jork, gdzie w niedzielę ma rozegrać się finał Mistrzostw Świata w piłce nożnej
Od kilku dni Kanada zmaga się pożarami lasów, tamtejszy rząd informuje już o 900 pożarach, z czego najwięcej z nich, i te największe, są w prowincjach Quebec i Ontario, w tym przy granicy z USA.
Wiele z nich wymknęło się spod kontroli, w niektóry rejonach doszło do ewakuacji, a prowincja Ontario poprosiła nawet rząd federalny o pomoc w jej przeprowadzeniu.
Powód? Według Narodowego Międzyagencyjnego Centrum Pożarnictwa w USA i Ministerstwa Zasobów Naturalnych Kanady to prawdopodobnie utrzymujące się upały i jednocześnie opady deszczu poniżej średniej.
W północnym Ontario i Quebecu w czerwcu odnotowano opady mniejsze o 40 proc., a temperatury przekroczyły historyczne średnie.
W związku z pożarami problem mają też Stany Zjednoczone. Wiatr przenosi bowiem chmurę zanieczyszczonego pyłem powietrza nad USA. W piątek gęsty dym dotarł już do stolicy i obecnie pomarańczowo-brązowa łuna unosi się nad miastami od Minnesoty na Środkowym Zachodzie po Waszyngton i Wirginię na wschodnim wybrzeżu.
Najgorsza sytuacja w piątek była w regionie Wielkich Jezior, przy granicy z Kanadą, jednak ostrzeżenia dotyczące jakości powietrza spowodowane dymem z Kanady wydały już władze w 18 amerykańskich stanach. To oznacza, że alertami objęte jest już ponad 100 mln ludzi — prawie jedna trzecia populacji Stanów Zjednoczonych.
To sprowokowało amerykańskiego prezydenta do działania.
„Pociągamy Kanadę do odpowiedzialności za to, że nie dba właściwie o swoje lasy i zarośla. W rezultacie Stany Zjednoczone są zalewane zanieczyszczonym i szkodliwym dla zdrowia powietrzem"
- napisał w piątek Donald Trump na Truth Social.
„Koszty są niewyobrażalne! Kanada odmówiła prowadzenia podstawowej gospodarki leśnej i usuwania zalegających pozostałości, wiedząc, że to doprowadzi właśnie do takiego rezultatu. Jest to umyślne zaniedbanie, stające się corocznym zjawiskiem, które kosztuje Stany Zjednoczone miliardy dolarów” – dodał.
Trump jednocześnie zapowiedział, że koszty tego zanieczyszczenia zostaną doliczone do ceł, które Kanada obecnie płaci.
Amerykańskiemu prezydentowi na platformie X odpowiedział premier prowincji Ontario Doug Ford:
„Sąsiedzi sobie pomagają. Ontario zawsze pomagało amerykańskim partnerom wtedy, gdy tego potrzebowali.”
I dodał:
„Niech amerykańscy politycy przestaną się skarżyć na zadymienie z powodu pożarów lasów w Kanadzie i wyślą pomoc, tak jak Kanada wysyła strażaków do USA.”
Przeczytaj także:
Lasy stanowią nawet niemal 40 proc. terytorium Kanady, a to prawie 3,7 mln km kw. W dużej mierze są to obszary niedostępne.
Kanadyjskie lasy w większości należą do skarbu państwa, a na wycinkę drzew ogłaszane są przetargi. Amerykańscy republikanie od lat uważają to za rzekome dotowanie sektora.
BBC zwraca uwagę, że Kanada mierzy się z pożarami co roku. W 2023 roku spłonęło 15 mln hektarów, w 2025 roku 8,3 mln hektarów.
A dym z pożarów lasów jest niebezpieczny dla człowieka, zawiera bowiem mieszankę bardzo małych cząsteczek zanieczyszczeń, takich jak PM2,5 i dwutlenek azotu. Według Światowej Organizacji Zdrowia wdychanie ich może powodować zaostrzenie istniejących schorzeń układu oddechowego, serca, nerek i oczu.
W wyniku tegorocznych pożarów jakość powietrza na dużym obszarze środkowego zachodu i północno-wschodnich Stanów Zjednoczonych gwałtownie pogorszyła się 15 lipca. W wielu amerykańskich miastach wskaźniki zanieczyszczenia w piątek 17 lipca mieściły się w przedziale od 100 do 500, a więc od „niezdrowe” do „niebezpieczne”.
Odczyty zanieczyszczeń IQAir dla miast w sobotę 18 lipca pokazują, że najgorsza sytuacja jest w Toronto (wskaźnik na poziomie 186) oraz w Waszyngtonie (175) i Nowym Jorku (167).
To rodzi obawy o losy finału Mistrzostw Świata w piłce nożnej, który ma się odbyć w niedzielę 19 lipca właśnie w Nowym Jorku.
Jak poinformował PAP, dym z kanadyjskich pożarów odwołał już mecz piłkarski ligi MLS Chicago Fire z Robertem Lewandowskim.
Przeczytaj także: