0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot. Gavriil Grigorov / POOL / AFPFot. Gavriil Grigoro...

Finlandia ostrzega: Rosja może sabotować europejski przemysł zbrojeniowy

Premier Finlandii Petteri Orpo ostrzega: Rosja może nasilać działania sabotażowe. Cel? Fabryki fabryki amunicji i broni na terenie Europy

Co się wydarzyło?

„Jestem coraz bardziej pesymistyczny, ale trzeba być przygotowanym i czujnym – powiedział szef fińskiego rządu Petteri Orpo w poniedziałek 24 sierpnia podczas corocznego zjazdu fińskich ambasadorów i szefów placówek dyplomatycznych.

Premier Finlandii przypomniał przy tym ostatnie niepokojące wydarzenia w kilku krajach europejskich:

  • W stolicy Estonii w piątku na sobotę (21/22 sierpnia) podpalono siedzibę firmy produkującej bezzałogowe pojazdy i autonomiczne systemy dla wojsk lądowych. Trzy osoby podejrzane o to podpalenie zatrzymano już na Łotwie, a estoński premier Kristen Michal nie wykluczył, że za podpaleniem stała Rosja.
  • W Bułgarii eksplodował cały skład amunicji.
  • We Włoszech również doszło do pożaru w zakładach produkcji amunicji.
  • W Niemczech dron z ładunkiem wybuchowym zniszczył samolot transportowy.

„Dlatego w Finlandii musimy potraktować taki rozwój sytuacji bardzo poważnie” – mówił premier Orpo na spotkaniu z estońskimi dyplomatami.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Fiński rząd w opublikował pełny tekst wystąpienia premiera, w którym wskazano wprost:

"Różnego rodzaju działania hybrydowe i sabotażowe były wymierzone w infrastrukturę krytyczną zarówno w Finlandii, jak i w innych częściach Europy.”

Premier Finlandii swoje alarmistyczne przemówienie oparł na zaktualizowanej ocenie zagrożeń, którą otrzymał od organów bezpieczeństwa i kontrwywiadowczych a także wywiadu wojskowego. Oceny te wskazują jasno, że rośnie prawdopodobieństwo ataków sabotażowych przeprowadzanych na terenie Finlandii przez rosyjskie służby.

Finlandia, długo była neutralna, choć dzieli ją z Rosją 1300 km granicy. Zdecydowała się jednak wstąpić do NATO po po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.

Jednocześnie w 2022 roku do Finlandii napłynęła rekordowa liczba Rosjan – ponad 6 tys. To największy jednorazowy napływ od czasu upadku ZSRR.

Przeczytaj także:

13:02 25-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Wlodek / ...

Braun z zarzutami. Za „komory gazowe w Auschwitz to fake”

Lider Konfederacji Korony Polskiej usłyszał we wtorek w krakowskim oddziale IPN zarzuty. Dotyczą zaprzeczania zbrodniom ludobójstwa, popełnionym przez funkcjonariuszy III Rzeszy Niemieckiej w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Grzegorz Braun nadal twierdzi, że komory gazowe w Auschwitz są jedynie „mityczne”

Co się wydarzyło?

Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie we wtorek postawił Grzegorzowi Braunowi zarzuty, za które europosłowi grozi kara grzywny lub pozbawienia wolności do trzech lat.

Zarzuty te dotyczą "publicznego i wbrew faktom zaprzeczania zbrodniom ludobójstwa, popełnionym przez funkcjonariuszy III Rzeszy Niemieckiej w niemieckim obozie koncentracyjnym i obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu”.

IPN precyzuje, że liderowi Konfederacji Korony Polskiej zarzucono popełnienie dwóch czynów polegających na publicznym zakwestionowaniu w lipcu 2025 roku istnienia komór gazowych w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu oraz wykorzystywania ich do masowego zabijania więźniów.

„Stwierdzenia te są w oczywisty sposób sprzeczne z powszechną wiedzą historyczną opartą na dokumentach, relacjach świadków, wyjaśnieniach sprawców, ustaleniach zarówno postępowań karnych prowadzonych w przeszłości, jak też obecnie prowadzonego śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie w sprawie zbrodni ludobójstwa w obozie KL Auschwitz-Birkenau" – podał IPN w komunikacie opublikowanym po przedstawieniu zarzutów europosłowi.

Wiadomo, że Grzegorz Braun skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień, poinformował o tym dziennikarzy minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.

Grzegorz Braun natomiast po wyjściu z IPN zapowiedział, że wyjaśnienia złoży po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Jasne jest jednak, że ze swoich stwierdzeń nie ma zamiaru się wycofać.

„Państwa się szantażuje tym, że to są fakty powszechnie znane i niekwestionowane. Otóż ja je kwestionuję. Kwestionuję je tylko i aż w tym newralgicznym – jak się okazuje – punkcie, jakim są owe mityczne komory gazowe w Auschwitz – powiedział Braun przed krakowskim oddziałem IPN, gdzie usłyszał zarzuty.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Grzegorz Braun zaprzeczył istnieniu komór gazowych w Oświęcimu i wykorzystywaniu ich do masowego zabijania ludzi dwukrotnie w lipcu 2025 roku. Najpierw na antenie Radia Wnet powiedział, że „komory gazowe w Auschwitz to fake”. Zbulwersowany prowadzący wywiad przerwał rozmowę.

Wypowiedź Brauna potępiło m.in. Muzeum Auschwitz, ambasada Izraela w Polsce i Instytut Pamięci Narodowej.

Potem powtórzył tę tezę w podcaście "Jan Pospieszalski Rozmawia”.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto 14 lipca 2025 roku z zawiadomienia złożonego przez posłankę Lewicy Annę–Marię Żukowską, dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz – Birkenau dr Piotra M. A. Cywińskiego oraz prezesa Fundacji Basta Bartosza Staszewskiego.

Podstawą prawną jest art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Przeczytaj także:

12:20 25-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Grigory SYSOYEV / POOL / AFPFot. Grigory SYSOYEV...

Kreml przyznaje, że ukraińskie ataki są dotkliwe. Czy to skończy się w Rosji nacjonalizacją?

„Rosja stoi w obliczu oczywistego zagrożenia atakami dronów na infrastrukturę krytyczną” – przyznał 25 sierpnia rzecznik Putina Pieskow.

Co się stało?

„Mamy do czynienia z oczywistym zagrożeniem ataków dronów na obiekty infrastruktury krytycznej oraz obiekty, które mają, powiedzmy, kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa gospodarczego i socjalnego naszego kraju” – powiedział Pieskow na codziennym briefingu.

Dzień wcześniej Putin wydał dekret pozwalający na przejmowanie przez państwo w zarząd prywatnych obiektów infrastruktury krytycznej, których właściciele nie zapewniają im ochrony przed zagrożeniami. Dekret precyzuje, że obiekty te obejmują:

  • infrastrukturę paliwowo-energetyczną,
  • energetyczną,
  • przemysłową,
  • komunikacyjną,
  • użyteczności publicznej,
  • transportową i logistyczną,
  • a także „inne obiekty o szczególnym znaczeniu dla zapewnienia bezpieczeństwa i stabilności gospodarczej Federacji Rosyjskiej”.

Zgodnie z dekretem, tymczasowym zarządcą będzie Federalna Agencja Zarządzania Majątkiem Państwowym (Rosimuszczestwo) lub „inny podmiot” wyznaczony przez rząd.

Wicepremier Manturow zapewnił następnie, że nie oznacza to „nacjonalizacji ani zmian w strukturze własnościowej przedsiębiorstw; decyzje będą podejmowane na najwyższym szczeblu i w sposób ukierunkowany”. „Przedsiębiorstwa prywatne, obok państwowych, są ważnym elementem gospodarki narodowej”. Jednak „właściciele przedsiębiorstw podchodzą do dzisiejszych palących zagrożeń z różnym stopniem odpowiedzialności”. A w niektórych przypadkach „zapewnienie bezpieczeństwa obiektów i pracowników niestety nie jest priorytetem”.

Czy jest już jasne, które przedsiębiorstwa mogą zostać objęte takimi środkami i kiedy? „Sytuacja zostanie przeanalizowana. Będzie to analizowane przede wszystkim przez rząd i odpowiednie agencje. A tam, gdzie środki bezpieczeństwa nie zostaną podjęte w obszarach krytycznych, odpowiednie propozycje zostaną przedstawione, przeanalizowane, a następnie sformalizowane w postaci konkretnych decyzji” – odpowiedział szczegółowo Pieskow.

Nacjonalizacja nie jest dla Moskwy rozwiązaniem — Putin wierzy, że gospodarka Rosji może się rozwijać właśnie dzięki prywatnej własności, choć pod kontrolą jego i jego kolegów. Jednak z tłumaczeń Kremla widać, że daniem publiczności Kreml zmierza do nacjonalizacji.

Jaki jest kontekst?

Moskwa najwyraźniej przestaje opowiadać, że ukraińskie ataki na jej zaplecze nie mają znaczenia, poza „niedogodnościami” dla cywili i „bolesnymi stratami" w ludziach. Putin powtarzał do tej pory, że takie ataki nie mogą mieć wpływu na sytuację wojenną, gdyż nigdy wcześniej coś podobnego się nie zdarzyło.

Teraz jednak władza nie tylko przyznaje się do skali problemu, ale i wprowadza środki nadzwyczajne. Dekret Putina szczegółowo wylicza, gdzie Ukraińcy zadają Rosji straty.

Po ukraińskich uderzeniach kolejne rosyjskie rafinerie zawieszają produkcję. Benzyny 95 nie ma na 80 proc. rosyjskich stacji benzynowych. „Jedynym problemem jest benzyna. Olej napędowy i nafta – żaden problem” – powiedział 23 sierpnia w charakterystycznym dla Moskwy stylu przyznawania się do problemów wicepremier od paliw Nowak.

Jako środek nadzwyczajny Rosja stosuje też obecnie kult relikwii: w czasie prac konserwatorskich w cerkwi na Kremlu znaleziono szczątki moskiewskiego władcy z XIV wieku, Dymitra Dońskiego. Pokonał on 8 września 1389 r. w bitwie na Kulikowym Polu Tatarów wodza Zachodniej Ordy Mamaja. Teraz Kreml dorabia do tego wersję, że Tatarów Mamaja nasłał na państwo rosyjskie (które wtedy w ogóle nie istniało, aa Dymitr bronił w bitwie interesów chana Tochtamysza) papież, Genueńczycy i Litwini. Więc zwycięstwo nad nimi zapowiada zwycięstwo w Putina w Donbasie, które nastąpi niebawem.

Dlatego propaganda pokazuje, jak Putin ogląda święte kości (Dymitr Doński został prawosławnym świętym). Relikwie mają być też wysyłane w strefę działań wojennych. Jednocześnie Kreml dzień w dzień dementuje krążące po Rosji plotki, że Putin lada dzień ogłosi powszechną mobilizację.

Więcej o sytuacji na wojnie w cotygodniowej analizie płk. Piotra Lewandowskiego:

Przeczytaj także:

12:08 25-08-2026

Prawa autorskie: Fot. Zrzut ekranu/Facebook/PKOlFot. Zrzut ekranu/Fa...

Nowi podejrzani ws. Zondacrypto. Kral chce oddawać pieniądze

Prezes Zondacrypto oddał „do dyspozycji prokuratury ogromny majątek”, który powinien wystarczyć, by zaspokoić roszczenia wszystkich klientów Zondy, którzy zgłosili się do prokuratury – poinformował mec. Roman Giertych. Przyznał w końcu, że od maja jest obrońcą Przemysława Krala. Waldemar Żurek zaś ogłosił, że są w tej sprawie nowi podejrzani

Co się wydarzyło?

Mec. Roman Giertych we wtorek 24 sierpnia zamieścił oświadczenie na platformie X, w którym informuje, że od maja br. jest obrońcą Przemysława Krala, prezesa Zondacrypto.

Tym samym potwierdził medialne doniesienia, które krążyły już od tygodni w przestrzeni publicznej. Jednak jeszcze w poniedziałek 24 sierpnia, kiedy media donosiły o tym, że Przemysł Kral zdecydował się współpracować z prokuraturą i zeznawać, licząc na zmniejszenie wymiaru kary, mec. Giertych nie chciał potwierdzić, że jest jego obrońcą. Podobnie jak mec. Jacek Dubois.

Giertych w swoim wtorkowym oświadczeniu w mediach społecznościowych podał jeszcze drugą, istotniejszą informację:

„W trakcie czynności procesowych p. Kral przedłożył do dyspozycji prokuratury ogromny majątek który łącznie z tym, który został zabezpieczony już wcześniej przez organy ścigania, powinien wystarczyć do zaspokojenia wszystkich pokrzywdzonych, którzy zgłosili się jako tacy do prokuratury.”

Czy to oznacza, że wszyscy, którzy stracili pieniądze w Zondacyrpto, je odzyskają? Nie!

Mec. Giertych jasno napisał, że środki, które do dyspozycji prokuratury z własnego majątku oddał prezes Zondacrypto, są wystarczające na pokrycie strat wyłącznie tych, którzy zgłosili się do prokuratury jako poszkodowani. Ostatnie precyzyjne informacje w tej sprawie pochodzą z początku maja, wówczas do prokuratury zgłosiło się 1,5 tyś. osób poszkodowanych, których straty szacowano na 350 mln zł.

Miesiąc później, w czerwcu TVP Katowice podawała, że liczba poszkodowanych wzrosła do 3,6 tys., nie podano jednak kwoty roszczeń. Gdyby zakładać, że wzrosła ona proporcjonalnie, w czerwcu wynosiłaby 840 mln zł.

Tymczasem łączne straty wszystkich klientów Zondacrypto, wliczając tych, którzy do prokuratury się nie zgłosili i zapewne nigdy się nie zgłoszą, szacuje się na 2,4 mld zł. Część poszkodowanych się nie zgłosi, ponieważ stracili środki, które pochodziły z nielegalnych źródeł.

To oznacza, że Przemysław Kral, w ramach współpracy z prokuraturą jest gotów oddać pieniądze uczciwym klientom, a tym, którzy inwestowali nielegalnie zarobione pieniądze, nie.

Przeczytaj także:

Jaki jest kontekst?

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek we wtorek poinformował, że w śledztwie dotyczącym Zondacyrpto „jest przełom”.

„Są nowi podejrzani, nowe dowody i nowe osoby, które chcą współpracować z prokuraturą” – powiedział.

On również podkreślił, że dzięki działaniom procesowym prokuratury szanse na odzyskanie środków przez poszkodowanych są coraz większe.

Minister wyjaśnił, że na tym etapie prokuratura nie może ujawnić danych osób posiadających status podejrzanych ani treści przedstawionych im zarzutów.

Za to był bardzo precyzyjny w wyliczaniu wątków, w zakresie których badane jest, czy doszło do popełnienia przestępstw w związku z finansowaniem przez ZondaCrypto:

  • fundacji byłego Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro,
  • fundacji Przemysława Wiplera.
  • innych osób z nim współdziałających, w związku z prowadzonym procesem legislacyjnym dotyczącym rynku kryptowalut,
  • Telewizji Republika oraz jej Prezesa Tomasza Sakiewicza,
  • konferencji środowisk konserwatywnych CPAC,
  • ewentualnej korzyści majątkowej przekazanej Radosławowi Piesiewiczowi, prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego,
  • działań podejmowanych przez osoby pomagające zbiegłemu byłemu wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiemu.

Przeczytaj także:

10:46 25-08-2026

Prawa autorskie: (AP Photo/Julia Demaree Nikhinson)(AP Photo/Julia Dema...

Premier Kanady: zostaliśmy zaatakowani. Trump: to klaun

Od piątku 21 sierpnia narasta konflikt celny pomiędzy Kanadą i USA. Umowa handlowa pomiędzy tymi krajami, której zawarcie zdążył już ogłosić Donald Trump, została niespodziewanie wykolejona. Od soboty 22 sierpnia oba kraje wymieniają ciosy

Co się wydarzyło?

W ostatnich dniach Stany Zjednoczone i Kanada negocjowały zawarcie trudnej umowy handlowej. We wtorek 18 sierpnia późnym wieczorem Donald Trump odtrąbił sukces, ogłaszając publicznie, że porozumienie zostało zawarte.

Ale to nie był koniec, a dopiero początek. W piątek 21 sierpnia negocjacje zostały niespodziewanie zerwane. USA nałożyły na Kanadę natychmiast, od północy, cła na produkty eksportowane do USA przez Kanadę o wartości 20 mld dol. – i to potężne, bo w wysokości 50 proc. Chodzi m.in. o wina, meble, produkty mleczne, cement, ubrania, wędki i sprzęt do hokeja.

„Wcześniej w tym tygodniu wierzyliśmy, że zmierzamy w kierunku porozumienia, które będzie korzystne dla obu stron. W ostatnich dniach Stany Zjednoczone zaproponowały jednak nowe warunki, które były niekorzystne gospodarczo, niesprawiedliwe, podważały korzyści dla Kanady i wiarygodność jakiejkolwiek umowy. Krótko mówiąc: żądali zbyt wiele, a oferowali zbyt mało – stwierdził premier Kanady Mark Cerney.

„Nie mogliśmy zaakceptować tego, co proponowali i nie damy im tego, czego żądają – dodał i stwierdził, że Kanada i USA znalazły się „w stanie wojny handlowej”.

„Jesteś w stanie wojny, gdy zostajesz zaatakowany. My zostaliśmy zaatakowani” – dodał.

I zapowiedział, że w odpowiedzi Kanada również nałoży cła na amerykańskie produkty. Mają zacząć obowiązywać 8 września i obejmować m.in. stal, nabiał, sprzęt rolniczy, celulozę i papier oraz elektronikę.

„Kanada wyrówna cła Waszyngtonu co do dolara, by chronić kanadyjski pracowników, rolników, rodziny i firmy – powiedział Carney.

Co na to Donald Trump? Grozi kolejną rundą podwyżek ceł, tym razem podniesienie taryf miałoby dotyczyć aut i ciężarówek z Kanady z 25 do 50 proc. od początku 2027 roku.

Przeczytaj także:

Mimo tych ruchów, w poniedziałek 24 sierpnia wiceprezydent J.D. Vance powiedział, że negocjacje z Kanadą trwają. Choć jednocześnie zaznaczył, że musi "wysłać jasny i głośny sygnał premierowi Kanady, by przestał wykorzystywać mieszkańców Maine”.

„Dość tego. Oczekujemy uczciwości w naszej polityce handlowej”

- powiedział Vance. Przy tej okazji nazwał Kanadę „stanem”, niby przez pomyłkę.

Wiceprezydent wcale atmosfery nie schodził, a jeszcze tego samego dnia Donald Trump ponownie zaatakował premiera Kanady Marka Carneya i premiera prowincji Ontario Douga Forda. Na platformie społecznościowej Truth Social napisał:

„Oni nie będą mogli dalej wykorzystywać Stanów Zjednoczonych – ich klucza do przetrwania. Pamiętajcie, że większość energii elektrycznej, ropy naftowej i gazu, które Kanada otrzymuje, jest transportowana przez USA. Ktoś powinien ustawić tych klaunów do pionu, bo inaczej konsekwencje dla Kanady będą o wiele GORSZE!”

Jaki jest kontekst?

Obie strony – zarówno Kanada jak i Stany Zjednoczone przerzucają się winą za zerwanie negocjacji handlowych.

Politico pisze, że to „dramatyczna eskalacja prowadząca do wojny handlowej między dwoma krajami o głęboko zintegrowanych łańcuchach dostaw”. Podkreśla, że może ona zagrozić handlowi w Ameryce Północnej opiewającemu na wartość ponad 1 bln dol. (ok. 3,7 bln zł).

A dodatkowo zwiększyć presję gospodarczą przed listopadowymi wyborami do Kongresu USA.

Przeczytaj także: