0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

godzinę temu

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Warszawa ma nowe wiceprezydentki

Rafał Trzaskowski musiał wybrać nowe zastępczynie po trzęsieniu ziemi w ratuszu w związku z aferą w Szpitalu Południowym. „Przed nami jeden cel: odbudować zaufanie” – deklarował prezydent Warszawy

Co się wydarzyło

15 lipca prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski ogłosił nazwiska nowych wiceprezydentek. Obie są wieloletnimi urzędniczkami, a nie polityczkami Koalicji Obywatelskiej.

Magdalena Młochowska, która w ratuszu pracuje od 2013 roku i do tej pory była dyrektorką ds. zielonej Warszawy, zajmie się polityką mieszkaniową. „To obszar, który dobrze znam, byłam dyrektorką biura polityki mieszkaniowej. To element polityki społecznej. Bo np. w TBS są placówki społeczno-wychowawcze, a rewitalizacja to lepszy zasób mieszkaniowy, ale i wysoka jakość przestrzeni publicznych” – mówiła Młochowska podczas konferencji prasowej.

Opiekę nad ochroną zdrowia przejmie Izabela Marcewicz-Jendrysik – dotychczasowa dyrektorka Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji. Jak mówiła, zgodziła się na objęcie nowej funkcji, bo jest „idealistką, która zawsze stawia interes pacjenta na pierwszym miejscu”.

„Spotykamy się w okolicznościach bardzo trudnych dla sfery zdrowia, nie tylko w Warszawie, ale i w ogólnopolskiej. Doczekaliśmy kryzysu. Paradoksalnie: to bardzo bolesne, czego doświadczamy, natomiast kryzys może być dźwignią do zmian, stymulacją do zatrzymania się i zredefiniowania priorytetów” – mówiła Marcewicz-Jendrysik.

Sam prezydent Warszawy swój wybór motywował wysokimi kompetencjami i doświadczeniem obu wiceprezydentek, które pracę zaczną wraz z końcem lipca. „Są związane z Warszawą, znają nasze priorytety, wiedzą, jak funkcjonuje ratusz. Pozwoli to przejść od razu do wytężonej pracy” – deklarował Trzaskowski. „Przed nami jeden cel: codzienną pracą służyć mieszkankom i mieszkańcom, odbudować zaufanie dla naszych polityk, dla warszawskiego systemu ochrony zdrowia” – dodał.

Trzaskowski poinformował też, że we wszystkich miejskich szpitalach, nie tylko w Szpitalu Południowym, prowadzone są audyty.

Jaki jest kontekst

3 lipca Rafał Trzaskowski nieoczekiwanie ogłosił, że dwie poprzednie wiceprezydentki złożyły dymisję. Renata Kaznowska, która w ratuszu pracowała od 30 lat, straciła stołek, bo nadzorowała obszar zdrowia. Co więcej, miała bronić Dawida Kacprzyka, młodego lekarza związanego z KO, od którego zaczęła się afera w Szpitalu Południowym, w konflikcie z byłym ordynatorem Emilem Jędrzejewskim, czyli sygnalistą portalu Zero. Za to Machnowska-Góra była członkinią rady nadzorczej w Szpitalu Południowym i choć praktycznie niczego nie nadzorowała, „dwie dymisje brzmią lepiej niż jedna”.

Decyzja miała więc wymiar polityczny: chodzi o uratowanie wizerunku samego prezydenta Warszawy, jak i całej partii. Jak pisała w OKO.press Agata Szczęśniak, Trzaskowski zrobił to, czego nie robi premier Donald Tusk.

„W sytuacji, gdy poszkodowani są ludzie (tu: pacjenci szpitala i wszyscy podatnicy, którzy, jak się okazało, sfinansowali Porsche Dawida Kacprzyka), dymisja polityka nie ma charakteru wyłącznie PR-owego. Po prostu za czyny lub zaniechania ponosi się polityczną odpowiedzialność. To oczekiwanie podstawowej sprawiedliwości, którego władze miasta nie zaspokajały. Nie zaspokajał go też Tusk i na razie wciąż tego nie robi, przenosząc odpowiedzialność za skandaliczne wydarzenia na lekarzy” – pisała nasza dziennikarka.

Przeczytaj także:

Jednym z głównych wątków afery w warszawskim Szpitalu Południowym było stworzenie nieformalnej ścieżki obsługi dla polityków i ich rodzin, obejmującej specjalny salonik VIP oraz dostęp do świadczeń medycznych bez kolejki. Sprawa doprowadziła do kontroli, śledztwa oraz zapowiedzi zmian organizacyjnych w stołecznych szpitalach.

Afera w Szpitalu Południowym wywołała również szerszą dyskusję dotyczącą funkcjonowaniu publicznej ochrony zdrowia. Chodzi m.in. o wysokie zarobki części lekarzy pracujących na kontraktach, łączenie kilku etatów, ograniczanie podaży nowych lekarzy oraz zasady finansowania świadczeń. Rząd przygotował przepisy, które mają umożliwić zbieranie danych o łącznych wynagrodzeniach lekarzy z różnych miejsc pracy oraz wprowadzić limity stawek godzinowych w publicznych placówkach.

Przeczytaj także:

12:01 15-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Robaszew...

Szczuł na Ukrainki, stanie przed sądem. Prokuratura: „wyraził żal”

54-latek, który w miejskim autobusie w Bielsku-Białej zwyzywał 11-letnie dziewczynki oraz popchnął jedną z nich, otrzymał zarzuty. Prokuratura przekazuje, że „wyraził żal”. Do sprawy odniósł się Ambasador Ukrainy w Polsce. „Każdy, kto ma odwagę powiedzieć ”dość„ nienawiści, czyni nasze społeczeństwo silniejszymi” – powiedział w nagraniu.

Co się wydarzyło?

Mężczyźnie przedstawiono zarzut popełnienia przestępstwa z art. 257 kodeksu karnego, polegającego na publicznym znieważeniu z powodu ich przynależności narodowej.

Jak informuje Małgorzata Moś-Brachowska, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, śledczy pod lupę wzięli nie tylko wyzwiska kierowane w stronę 11-latek, ale i popchnięcie jednej z nastolatek, co uznano na naruszenie nietykalności cielesnej. „Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa i złożył obszerne wyjaśnienia, w których wyraził żal za swoje zachowanie” – przekazuje rzeczniczka.

Mężczyzna jest pod nadzorem policji, ma zakaz kontaktowania się z dziewczynkami, nie może również pojawić się w odległości mniejszej niż 50 metrów od nich.

W Bielsku-Białej zaatakowano 11-latki. Amabsador Ukrainy zabiera głos

"Są zasady, które stanowią fundament każdego demokratycznego społeczeństwa. Nie podlegają one negocjacjom, ani politycznym sporom.

Nikt nie ma prawa poniżać, zastraszać ani okazywać agresji wobec drugiego człowieka. A gdy agresja wymierzona jest w dziecko, zostają przekroczone wszelkie granice" – tymi słowami Wasyl Bodnar, Ambasador Ukrainy w Polsce rozpoczął nagranie, w którym dziękuje polskim władzom i służbom za zdecydowaną reakcję w sprawie pasażera autobusu [a jak się później okazało, kierowcy Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego przebywającego na zwolnieniu lekarskim] w Bielsku-Białej, który zwyzywał i zaatakował 11-latki z Ukrainy.

„To historia o człowieczeństwie, empatii i zdrowej reakcji społeczeństwa” – zaznaczył Bodnar. „Kiedy jedna z pasażerek stanęła w obronie ukraińskiej dziewczynki, zrobiła coś więcej, niż tylko zareagowała. Pokazała temu dziecku, że nie jest ono samo. (...) Nie pozwoliła, by obojętność zwyciężyła. Kiedy kierowca autobusu usłyszał krzyki i natychmiast podjął interwencję, a następnie na najbliższym przystanku wyprosił agresywnego pasażera z autobusu, pokazał, że odpowiedzialność ma realny wymiar – stanął w obronie dziecka” – podniósł Ambasador.

Dyplomata podziękował władzom i służbom za błyskawiczną i zdecydowaną reakcję. Odniósł się również do świadków zdarzenia – zwracając uwagę, że ich postawa miała tu znaczenie niebagatelne.

„Chcę z całego serca podziękować wszystkim Polakom, którzy nie pozostają obojętni. Wszystkim, którzy są gotowi stanąć w obronie drugiego człowieka, niezależnie od jego narodowości. Wszystkim, którzy nie milczą, gdy krzywdzony jest słabszy. I wszystkim, którzy pokazują, że ludzka solidarność jest większa od nienawiści i agresji. Każdy, kto ma odwagę powiedzieć ”dość„ nienawiści, czyni nasze społeczeństwo silniejszymi” – przypomniał Wasyl Bodnar.

Jaki jest kontekst?

W sobotę, 11 lipca, w bielskim autobusie linii numer 8, 54-letni mężczyzna zaatakował dwie młode dziewczynki z Ukrainy. Na nagraniu, które trafiło do sieci, słychać jak dorosły mężczyzna kieruje w stronę 11-latek wulgarne i nienawistne słowa.

„Gówniary wyrosły na naszych pieniądzach. To się skończy niedługo. Będziecie wyp****ć na swoją Ukrainę” – mówi.

Jedna z dziewczynek pyta: „Po co pan tak mówi do mnie?”

– „Ja wiem, gdzie ty mieszkasz! Znasz cię, kur!”** – odpowiada agresor.

– „Gdzie?” – dopytuje dziewczynka.

– „Gdzie? Na Ukrainie!”

– „Nie, ja mieszkam w Polsce” – odpowiada nastolatka.

– „Nie pyskuj, nie pyskuj!” – słyszy w odpowiedzi.

Gdy jedna z pasażerek interweniuje, mężczyzna zwraca się w jej stronę ze słowami: „Nie dotykać? A ty co? Sama jesteś ukraińską kur. Wypie****** z tego kraju”.

Sprawcą ataku na Ukrainki był kierowca Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej, który od dłuższego czasu przebywał na zwolnieniu chorobowym. Bielski przewoźnik już poinformował, że mężczyzna został zwolniony z pracy. „Nie ma i nie będzie naszej zgody na jakiekolwiek przejawy agresji, przemocy czy dyskryminacji. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zakończeniu współpracy z tym pracownikiem. MZK w Bielsku-Białej oraz Miasto Bielsko-Biała stanowczo potępiają wszelkie zachowania motywowane nienawiścią i uprzedzeniami. Wspólnie z Prezydentem Miasta Bielska-Białej skontaktujemy się z osobami poszkodowanymi, aby omówić możliwe formy wsparcia oraz zadośćuczynienia” – ogłosiła w poniedziałek miejska spółka.

W odpowiedzi na falę internetowych komentarzy, które usprawiedliwiają postawę 54-latka i próbują relatywizować skandaliczną postawę mężczyzny, bielski MZK opublikował kolejne oświadczenie, w którym analizuje całe zajście, na podstawie zapisu monitoringu. Z nagrania bezsprzecznie wynika, że jedna z poszkodowanych wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu niżej. „Sytuacja ta – jakkolwiek odstępująca od przyjętych standardów – w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami. Ponadto z analizy monitoringu wynika, że sytuacja ta nie zakłócała komfortu podroży innych pasażerów, gdyż młode pasażerki głównie były zajęte korzystaniem z telefonów komórkowych” – przekazuje spółka.

I dodaje, że sprawca podszedł do poszkodowanych, zwrócił im uwagę, co spowodowało natychmiastowe przełożenie nóg na podłogę. „Z dalszej analizy monitoringu wynika, iż taka sytuacja trwała przed dłuższą chwile, a sprawca przyglądał się pokrzywdzonym bez żadnych towarzyszących reakcji. Po dłuższej chwili widać, iż niepowodowany żadnym zachowaniem sprawca zaczyna impulsywnie reagować, używając przekleństw i okrzyków” – relacjonuje MZK.

Fala agresji, której ofiarami padają nastolatkowie

Historia z Bielska-Białej to kolejny atak na ukraińskich nastolatków w ostatnich tygodniach. Na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup.

Przeczytaj także:

26 czerwca 14-letni Dawid został zaatakowany na przystanku autobusowym, gdy wracał z kolegami znad Jeziorka Czerniakowskiego w Warszawie. Rówieśnik poprosił Dawida, żeby ten pokazał mu na hulajnodze różne sztuczki. Po tym, jak chłopak odmówił, w jego kierunku padły „słowa pełne nienawiści na tle narodowościowym”. Dalej – jak relacjonowało TOK FM – prawdopodobnie wtrącił się ojciec chłopca. Miał uderzyć 14-letniego Ukraińca pięścią w twarz. Chłopak miał podbite oko, siniaki na rękach i twarzy.

Przeczytaj także:

Na początku maja w Warszawie ofiarą napaści padł 16-letni Artem, który z czwórką przyjaciół spacerował po Moście Świętokrzyskim. Nastolatka zaatakowało około dziesięciu Polaków. Nie spodobało się im, że rozmawiali w swoim języku. Artem trafił do szpitala. Był operowany. Miał pękniętą czaszkę, zmasakrowaną twarz i bóle głowy.

„Niemal codziennie dochodzi w Polsce do aktów agresji słownej i fizycznej wymierzonych w Ukraińców oraz obywateli Polski wspierających Ukrainę. Dzieje się to na ulicach i w Sejmie. Kłamliwą kampanię antyukraińską nacjonaliści rozpętali w mediach społecznościowych i w sympatyzujących z nią mediach tradycyjnych. Kampania ta narusza polskie prawo i dewastuje debatę publiczną. Co gorsza, pod naporem tej brudnej fali, rządzący odbierają ukraińskim uchodźcom świadczoną im wcześniej pomoc państwową. Stosują nieproporcjonalne kary za wykroczenia popełniane przez Ukraińców. Współtworzą atmosferę zagrożenia dla 200 tys. ukraińskich dzieci w polskich szkołach” – podniósł polski PEN Club w oświadczeniu opublikowanym 15 czerwca. I dodali:

Wzywamy polskie władze i wszystkich ludzi dobrej woli, aby wspólnym wysiłkiem państwa i społeczeństwa obywatelskiego skuteczniej bronić społeczność ukraińską w Polsce przed nacjonalistyczną kampanią kłamliwych oskarżeń, niechęci i uprzedzeń.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

10:10 15-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Burze nad Polską. IMGW ostrzega przed ulewami i gradem

Po dwóch dniach nawałnic, które zalały ulice, uszkodziły budynki i zmusiły setki osób do opuszczenia domów i miejsc pracy, w środę 15 lipca groźna pogoda nadal utrzymuje się nad centralną, południową i południowo-wschodnią Polską.

Co się wydarzyło?

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia drugiego stopnia przed burzami obowiązujące w środę w województwach śląskim, opolskim, małopolskim i podkarpackim, a także w częściach łódzkiego, mazowieckiego i lubelskiego.

IMGW prognozuje tam od 35 do 55 litrów deszczu na metr kwadratowy, lokalnie do 70 litrów, porywy wiatru do 75 km/h i grad. Ostrzeżenia pierwszego stopnia przed silnym deszczem z burzami obejmują Opolszczyznę, większość Dolnego Śląska i południową Wielkopolskę. Może tam spaść 40–60 litrów wody na metr kwadratowy.

W oparciu o prognozy IMGW Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało alert do mieszkańców województw małopolskiego i podkarpackiego oraz do niektórych powiatów w województwach: śląskim, lubelskim, lubuskim i dolnośląskim.

Według prognozy zagrożeń meteorologicznych IMGW obszar objęty ostrzeżeniami pierwszego stopnia przed burzami obejmie w czwartek (16 lipca) większość kraju z wyjątkiem pasa województw północnych.

Jaki jest kontekst?

Problemy związane z gwałtowną pogodą trwają od nocy z poniedziałku na wtorek (13/14 lipca), kiedy burze z ulewnym deszczem i silnym wiatrem spowodowały szkody przede wszystkim na południu Polski.

Na Dolnym Śląsku największe utrudnienia wystąpiły w Jeleniej Górze, gdzie służby otrzymały ponad 300 zgłoszeń, dotyczących przede wszystkim podtopionych posesji i połamanych drzew.

Jak podaje TVN24, w Jeleniej Górze zawaliła się ściana i został uszkodzony dach budynku produkcyjno-magazynowego. Ewakuowano z niego 213 osób. W Kamiennej Górze woda wdarła się do laboratorium i gabinetów diagnostycznych Powiatowego Centrum Zdrowia. W Łomnicy powalone drzewa zablokowały lokalne drogi, a w Wojanowie wiatr zerwał dachy z dwóch domów. Prewencyjnie ewakuowano obozy harcerskie w powiatach wałbrzyskim, bolesławieckim, kamiennogórskim, oleśnickim i karkonoskim.

We Wrocławiu nawalny deszcz zalał ulice i wiadukt przy ul. Reymonta, co wymusiło objazdy sześciu linii tramwajowych. Media donoszą także o szkodach w Przemyślu (woj. podkarpackie), Sosnowcu, Jaworznie (śląskie) i Chrzanowie (małopolskie).

Letnie burze są w Polsce zjawiskiem typowym i jednoznaczne połączenie ich z kryzysem klimatycznym byłoby niemądre. Niemniej analiza danych w dłuższym okresie może nasuwać wnioski co do wpływu obecnego i przyszłego ocieplenia klimatu na intensywność gwałtownych zjawisk pogodowych (co ciekawe, częstość występowania burz w Polsce spada – poinformował w 2023 roku portal Nauka w Polsce).

Według Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) im cieplejsza jest atmosfera, tym więcej pary wodnej może się w niej znaleźć (wynika to z ogólnych praw fizyki determinujących dynamikę atmosfery). W skali całego świata wzrost średniej temperatury o każdy 1°C oznacza około 7% więcej pary wodnej w powietrzu.

Większa ilość pary wodnej sprzyja silniejszym ulewom. Badania i modele klimatyczne wskazują, że ekstremalne opady mogą nasilać się o około 4–8 proc. na każdy 1°C ocieplenia. Tymczasem Ziemia ociepliła się już o ok. 1,4°C względem okresu sprzed przyspieszenia emisji gazów cieplarnianych, czyli lat 1850-1900. W Europie ocieplenie jest wyraźnie większe i wynosi aż 2,4°C.

Dodatkowe ryzyko wynika z rekordowo ciepłego Morza Śródziemnego. Pod koniec czerwca temperatura jego powierzchni była miejscami nawet o 8°C wyższa od średniej z lat 1991–2020. Gdy obfitujące w parę wodną bardzo ciepłe powietrze morskie w rejonie Zatoki Genueńskiej zetknie się z chłodnym powietrzem, z reguły napływającym znad południowej Francji, powstaje tzw. niż genueński, który może przemieścić się nad Polskę, przynosząc ekstremalne opady.

Tak właśnie stało się we wrześniu 2024 roku, gdy niż Boris przyniósł katastrofalne opady i powódź na południowym zachodzie Polski.

Przeczytaj także:

09:35 15-07-2026

Prawa autorskie: Fot, Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych UkrainyFot, Państwowa Służb...

Rosyjski atak na Odessę. Są ofiary śmiertelne

Rosjanie atakują miasto piątą dobę z rzędu. Jest to rosyjska odpowiedź na ukraińskie uderzenia. W nocy ukraińskie siły bezzałogowe trafiły 20 statków należących do tzw. „floty cieni” Rosji w pobliżu Krymu. Wcześniej w ciągu 9 dni Ukraińcy zniszczyli 116 statków na Morzu Azowskim.

Co się wydarzyło?

Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały o tym, że w nocy z 14 na 15 lipca rosyjskie wojska przeprowadziły na Ukrainę atak przy użyciu 2 kierowanych pocisków oraz 122 uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych różnych typów. Pociski i drony zostały wystrzelone z przestrzeni powietrznej okupowanego terytorium Ukrainy oraz z Rosji.

Ukraińska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła/unieszkodliwiła 101 wrogich bezzałogowych statków powietrznych. Rakiety oraz 18 dronów dotarły do celów.

Ponadto około godziny 07.00 czasu lokalnego Rosjanie przeprowadzili kolejny nalot na obwód odeski.

Jak poinformował Ołeh Kiper, szef odeskiej obwodowej administracji wojskowej zmasowany atak rakietowo-dronowy na obwód odeski trwa już piątą dobę z rzędu.

„Wróg celowo atakuje ludność cywilną oraz infrastrukturę cywilną, przemysłową i portową regionu” – napisał Kiper w mediach społecznościowych.

W wyniku uderzenia rakiety w Odessie uszkodzony został siedmiopiętrowy budynek mieszkalny. Zginęły trzy osoby, trzy osoby zostały ranne – trafiły do szpitala. Ratownikom udało się uratować trzy osoby, w tym dwoje dzieci.

Wskutek nocnych i porannych ataków na miasto uszkodzeniu uległ również budynek niemieszkalny oraz gazociąg. Wybuchł pożar, który strażacy szybko ugasili. Ponadto uszkodzeniu uległ budynek oraz magazyn gotowej produkcji zakładu produkcyjnego, ciężarówki. Na południu obwodu w wyniku ataku wrogich dronów uszkodzono kabinę operatorską stacji benzynowej.

Trwa likwidacja skutków ataku.

Zniszczenia w innych regionach

Według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy w obwodzie czernihowskim wskutek rosyjskiego ataku zginął mężczyzna. Bezzałogowiec uderzył w jego dom.

W obwodzie żytomierskim doszło do ataku na stację benzynową. Dwie osoby odniosły obrażenia. Zostały hospitalizowane z obrażeniami o różnym stopniu ciężkości.

Ratownicy szybko ugasili pożar, który wybuchł w miejscu zderzenia.

Wczoraj wieczorem Rosjanie przeprowadzili też atak na dzielnicę mieszkalną na obrzeżach Sum. Według wstępnych informacji użyto przy tym amunicji kasetowej. Siedem osób zostało rannych, w tym 11-letni chłopiec. Dwie osoby znajdują się w stanie krytycznym. Miały miejsce również ataki w obwodzie sumskim, dotyczyły obiektów infrastruktury cywilnej.

W nocy i rano rosyjskie drony zaatakowały dwie stacje benzynowe w regionie. Został ranny 63-letni, który z licznymi ciężkimi obrażeniami został przewieziony do szpitala.

Kilka godzin później ukraińska policja poinformowała, że rano 15 lipca rosyjskie wojska przeprowadziły kolejne sześć ataków z użyciem kierowanych bomb lotniczych na Sumy, w wyniku których zginęły trzy osoby, a 17 zostało rannych. W wyniku ostrzału uszkodzono obiekt infrastruktury krytycznej, pomieszczenia placówki medycznej, a także kilka samochodów.

Wieczorem pod atakiem był Izium w obwodzie charkowskim – doszło do uszkodzeń i zniszczeń obiektów cywilnych, mienia przedsiębiorstw komunalnych, sprzętu rolniczego oraz domów prywatnych; wybuchły pożary.

Rosjanie zaatakowali też trzy rejonu obwodu dnipropetrowskiego przy użyciu dronów i artylerii. Są zniszczenia na obiektach cywilnych, był pożar na farmie. Został ranny mężczyzna.

Jaki jest kontekst?

Zintensyfikowane ataki na Odessę piątą dobę z rzędu pokazują bezradność Rosji, która przez skuteczne ukraińskie ataki na rafinerie i transporty dostaw nie może bezpiecznie eksportować ropę oraz mierzy się z brakiem paliwa, m.in. na okupowanym Krymie. Ukraina ma plan „odciąć” półwysep od Rosji. Oprócz problemów z paliwem, są tam problemy z dostawami prądu i wody.

Jak poinformował dziś (15 lipca) dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy Robert Browdi, „Madyar” w nocy ukraińskie siły bezzałogowe trafiły 20 statków należących do tzw. „floty cieni” Rosji w pobliżu okupowanego Półwyspu Krymskiego.

Spośród wszystkich 20 trafionych statków: 17 tankowców do przewozu ropy, 2 tankowce do przewozu gazu oraz 1 holownik.

Ukraińcy zajęli się Morzem Czarnym po udanych atakach na Morzu Azowskim.

Według Madyara w ciągu 9 dni ukraińskim Siłom Systemów Bezzałogowym udało się zniszczyć 116 statków na Morzu Azowskim.

W dzisiejszym wpisie Madyar skomentował oświadczenie ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, który wcześniej nazwał ukraińskie ataki na rosyjskie tankowce na Morzu Azowskim „czystym terroryzmem, gorszym od piractwa”.

„Żadnego piractwa, Ławrow – to po prostu biznes” – napisał Madyar.

Według agencji Reuters w związku z ukraińskimi atakami zablokowane są szlaki morskie prowadzące do Morza Azowskiego: żegluga po Kanale Don-Azowskim, łączącym rzekę Don z Morzem Azowskim, została tymczasowo wstrzymana, podobnie jak przyjmowanie wniosków o przepłynięcie Cieśniny Kerczeńskiej, łączącej Morze Azowskie z Morzem Czarnym.

Przeczytaj także:

09:27 15-07-2026

Prawa autorskie: Fot. Brendan SMIALOWSKI / AFPFot. Brendan SMIALOW...

Rząd USA przeznacza miliony na wsparcie MAGA w Europie

Departament Stanu USA oferuje granty dla organizacji w Europie, które chcą walczyć z „cenzurą” oraz podejmować tematy „migracji, suwerenności oraz nadużywania prawa” tak, by rozwijać „więzi cywilizacyjne” z USA.

Co się wydarzyło?

Departament Stanu USA ogłosił nabór wniosków o granty dla europejskich organizacji pozarządowych oraz instytucji edukacyjnych, które chcą realizować projekty zgodne z priorytetami administracji Donalda Trumpa – donosi „Financial Times”.

W ogłoszeniu wskazano, że projekty powinny dotyczyć m.in. „suwerenności narodowej, migracji, cenzury oraz nadużywania prawa” i rozwijać „wspólną filozofię polityczną, prawną oraz wspólne zachodnie dziedzictwo cywilizacyjne”, wzmacniając „więzi cywilizacyjne” między Stanami Zjednoczonymi a Europą – pisze dziennik.

„Instytucje ponadnarodowe i rządy wykorzystują władzę państwową, by podważać podstawowe zasady demokratycznego rządzenia poprzez zbyt szeroko sformułowane i nieprecyzyjne przepisy dotyczące mowy nienawiści oraz regulacje dotyczące treści publikowanych w internecie, które nadzorują i karzą wypowiedzi, jednocześnie tłumiąc udział obywateli w życiu politycznym” – czytamy w ogłoszeniu.

Program przewiduje granty o wartości od 1 do 3 mln dolarów dla pojedynczych projektów. Łączna pula środków wynosi blisko 5 mln dolarów. Według dokumentów Departamentu Stanu finansowanie ma trafić do dwóch lub trzech organizacji.

Jaki jest kontekst?

Jak zwraca uwagę „Financial Times”, gdy wcześniej informował o planach przekierowania części środków na wsparcie związanych z ruchem MAGA europejskich think tanków i organizacji, rzecznik Departamentu Stanu zapewniał, że USA „nie finansują i nie będą finansować” partii politycznych w Europie ani w innych częściach świata.

Tuż po objęciu władzy Donald Trump zdecydował o wstrzymaniu finansowania wielu programów pomocy zagranicznej realizowanych przez USAID oraz rozpoczął likwidację lub głęboką redukcję finansowania instytucji promujących demokrację, prawa człowieka i niezależne media na świecie. Na cięciach ucierpiały m.in. organizacje humanitarne, prodemokratyczne think tanki oraz programy wspierające społeczeństwo obywatelskie w wielu krajach.

Rząd USA wstrzymał też finansowanie amerykańskich mediów finansowanych z budżetu federalnego, takich jak Voice of America, Radio Wolna Europa/Radio Swoboda czy Radio Free Asia. W przypadku Voice of America zwolniono lub wysłano na przymusowe urlopy zdecydowaną większość pracowników, a stacja bardzo ograniczyła działalność. Radio Wolna Europa zostało zmuszone do głębokiej restrukturyzacji i redukcji zatrudnienia, co spowodowało ograniczenie działalności do priorytetowych kierunków, przede wszystkim Rosji, Ukrainy i Iranu.

Przeczytaj także: