Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydent USA chce nie tylko zarządzać Cieśniną Ormuz, ale także pobierać za tę „ochronę” opłaty. A przynajmniej taką deklarację złożył w poniedziałek na antenie Fox News
W poniedziałek, 13 lipca, w porannym wywiadzie dla Fox News prezydent Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone prawdopodobnie przejmą kontrolę nad cieśniną Ormuz. „Utrzymamy kontrolę nad cieśniną i prawdopodobnie będziemy nią zarządzać. Staniemy się jej strażnikami. Być może będziemy »aniołem stróżem cieśniny«. I powinniśmy otrzymać za to rekompensatę” — powiedział Trump.
Według prezydenta USA za „ochronę” kluczowego szlaku handlowego Stany Zjednoczone będą domagać się „bardzo dużo pieniędzy”. „Otrzymamy zwrot kosztów, ponieważ inne kraje są bardzo zamożne. Są po naszej stronie i nie można oczekiwać, że będziemy to robić za darmo” — dodał Trump.
Teheran przekazał, że w niedzielę, 12 lipca, całkowicie zamknął szlak handlowy przez cieśninę Ormuz. Korpus Rewolucyjny Strażników Iranu poinformował, że ruch zostanie przywrócony, gdy uda się osiągnąć „spokój” i „stabilność”. Amerykanie twierdzą, że możliwość żeglugi w wąskim przesmyku pomiędzy Iranem a Omanem jest zachowana. Jednak według danych firmy Kpler, która zajmuje się monitorowaniem ruchu morskiego, w niedzielę przez Ormuz przepłynęło zaledwie sześć statków. To najniższy wynik od pięciu tygodni.
Trump w poniedziałkowym wywiadzie uznał, że za eskalację odpowiada Iran. „Mieliśmy umowę. Wszystko było już uzgodnione, ale oni ją zerwali. Oni zawsze zrywają umowy. Zawarliśmy już z tymi ludźmi dziesięć porozumień, więc teraz po prostu uderzymy w nich bardzo mocno” — powiedział prezydent USA.
Wiele medialnych zapowiedzi prezydenta USA nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Faktem jest jednak, że wstępne porozumienie zawarte między Iranem a Stanami Zjednoczonymi 17 czerwca jest coraz większą fikcją. Obejmowało ono całkowite zawieszenie broni na wszystkich frontach. W ostatnich dniach obserwujemy najpoważniejszą wymianę ognia od czasu podpisania tzw. Memorandum of understanding (MoU). Tylko w ciągu ostatniej doby Iran zaatakował sześć krajów Zatoki Perskiej. W poniedziałek rano syreny zawyły w Kuwejcie i Jordanii. Amerykanie w weekend odpowiedzieli atakami na 140 celów w Iranie.
W czerwcu na dalsze negocjacje obie strony dały sobie 60 dni. Trudno jednak mieć nadzieję, że do połowy sierpnia obie strony zastąpią tymczasowe porozumienie trwałym pokojem. Szczególnie że sytuacja w cieśninie Ormuz jest patowa.
Irańska Gwardia Rewolucyjna w poniedziałkowym oświadczeniu stwierdziła, że jedynym sposobem na przywrócenie normalnego ruchu statków przez cieśninę jest zaprzestanie interwencji wojskowych USA na tym obszarze. Irańczycy ostrzegli, że „dalsza ingerencja może doprowadzić do poważniejszych incydentów w globalnym sektorze ropy i gazu”.
Przeczytaj także:
Rosja została zmuszona do zawieszenia żeglugi na Morzu Azowskim po tym, jak w ciągu niecałego tygodnia ukraińskie drony zaatakowały ponad 100 statków
Szef ukraińskich sił dronowych Robert Browdy poinformował, że w weekend ukraińskie bezzałogowce zaatakowały w sumie 25 rosyjskich tankowców i cztery promy na Morzu Azowskim. Celem ataku była też rafinera ropy naftowej w mieście Syzran.
„Technologiczne upokorzenie [rosyjskiego] imperium trwa. Upadnie ono z powodu Krymu” – napisał Browdy w mediach społecznościowych. Stwierdził, że „flota cieni”, która transportuje objęte sankcjami produkty naftowe na całym świecie, „wyraźnie się kurczy” i nie może już korzystać z Cieśniny Kerczeńskiej, łączącej Morze Azowskie z Morzem Czarnym.
W poniedziałek 13 lipca liczba wszystkich trafionych rosyjskich statków w ostatnim tygodniu przekroczyła 100.
Z powodu ukraińskich ataków Rosja zawiesiła żeglugę przez Kanał Don-Azowski już w piątek 10 lipca. Trasa transportowa prowadząca przez Kercz i cieśninę Bosfor została więc praktycznie zamknięta. A przecież to właśnie tym kanałem dostarczane jest między innymi paliwo na Krym.
Były minister obrony Ukrainy Andrij Zagorodniuk stwierdził, że Kreml stracił kontrolę nad „kluczowym” korytarzem morskim. Dodał, że blokada dotyczy floty cieni, statków wojskowych oraz statków transportujących zboże skradzione z okupowanej południowej Ukrainy i przewożone przez porty w Berdiańsku i Mariupolu.
„Morze Kaspijskie nie ma żadnego połączenia z oceanami świata. Stało się jeziorem. Wszystkie jego produkty – rolne, nawozy, cokolwiek – przechodzą przez ten kanał i rzekę” – stwierdził Zagorodnyuk.
Ukraina konsekwentnie realizuje plan „izolacji Krymu” oraz intensyfikuje uderzenia w rosyjską infrastrukturę transportową, paliwową i energetyczną. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski 25 czerwca ogłosił 40-dniową operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), której celem jest zmuszenie Moskwy do zakończenia wojny.
Jewgienija Gaber, starsza analityczka w think tanku Atlantic Council, w rozmowie z brytyjskim dziennikiem The Guardian stwierdziła, że celem ukraińskich ataków jest odcięcie Krymu i „przekształcenie go w wyspę”. Jak wyjaśniała, chodzi o "stopniowe osłabianie zdolności Rosji do prowadzenia operacji ofensywnych poprzez zakłócanie logistyki, dostaw paliwa i infrastruktury transportowej oraz odcięcie jednostek wojskowych na południu Ukrainy”.
„Nie ma obecnie ani jednej rafinerii ropy, która nie zostałaby trafiona. Logistyka morska na Morzu Azowskim – wszystko to wpisuje się w tę samą strategię i koncepcję operacyjną, którą jest strategiczna neutralizacja Rosji. Jestem pewna, że będziemy świadkami kolejnych głębokich uderzeń na terytorium Rosji” – dodała Gaber.
Przeczytaj także:
„Polska staje się jednym z europejskich liderów, jeśli chodzi o aktywność w kosmosie” – ogłosił premier Donald Tusk
Lokalizację polskiego Centrum Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) ogłosili wspólnie dyrektor generalny agencji Josef Aschbacher, premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański. Choć ESA ma centra w całej Europie, to Polska jest pierwszym krajem spoza założycieli agencji, w którym powstanie taki ośrodek.
Jak przekazał premier Donald Tusk, warszawska placówka będzie zajmować się projektami związanymi z technologiami podwójnego zastosowania (dual-use), bezpieczeństwem oraz zarządzaniem kryzysowym. W skrócie chodzi więc o
wzmacnianie europejskiej polityki bezpieczeństwa poprzez obecność w kosmosie.
Szef rządu przekazał, że jednym ze wspólnych celów będzie też budowa „pierwszego polskiego statku kosmicznego”. Maszyna ma w przyszłości umożliwiać sprawniejszy transport między Ziemią a satelitami, a także ich serwisowanie i tankowanie.
Nie byłoby jednak mowy o centrum ESA w Polsce, gdyby nie dwukrotne zwiększenie wydatków na przemysł kosmiczny. „Wiemy, że każde euro zainwestowane w ten sektor zwraca się sześcio- nawet siedmiokrotnie, więc jest to po prostu dobra inwestycja w polską gospodarkę” – komentował minister Andrzej Domański.
Polska dołączyła do Europejskiej Agencji w 2012 roku, jako 20 państwo ponadnarodowej inicjatywy. Każdy z członków ESA dokłada się do budżetu organizacji, a wkład każdego z krajów pozwala na udział instytutów badawczych, firm, a w końcu również astronautów w działaniach Agencji. Branża kosmiczna od lat apelowała o zwiększenie finansowego zaangażowania w ESA.
W latach 2023-25 składka naszego kraju wyniosła niemal 500 mln euro. Pozwoliło to na większy udział polskich przedsiębiorstw w działaniach Agencji i wysłanie drugiego Polaka w kosmos. W latach 2026-28 składka wyniesie 550 mln euro. Przeznaczona będzie na projekty obserwacji Ziemi, bezpiecznej łączności, transportu kosmicznego, serwisowania na orbicie, bezpieczeństwa kosmicznego, eksploracji robotycznej oraz rozwoju technologii i aparatury dla przyszłych misji.
Jak pisał w OKO.press Marcel Wandas, podwyższenie kwoty wnoszonej przez Polskę do ESA zwiększa też szanse Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na uzyskanie statusu stałego astronauty Europejskiego Korpusu Astronautów. Pozwoli to na rozważanie jego udziału w kolejnych misjach badawczych i eksploracyjnych. Na razie posiada niższą rangę astronauty projektowego.
Przeczytaj także:
Jak przekazał Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej, agresorem był kierowca przebywający na L4. „Każda forma agresji spotka się ze zdecydowaną reakcją państwa” – stwierdził szef MSWiA
O zatrzymaniu sprawcy ksenofobicznego ataku poinformował minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński. „Każda forma agresji spotka się ze zdecydowaną reakcją Państwa. Niech to będzie przestroga dla każdego hejtera – nie będziecie bezkarni” – napisał na portalu X szef MSWiA.
Do zdarzenia doszło w niedzielę 12 lipca po południu. W autobusie linii nr 8 w Bielsku-Białej 40-letni mężczyzna zaatakował dwie młode Ukrainki. Na nagraniu, które trafiło do sieci, słychać jak kieruje w ich stronę wulgarne i nienawistne słowa.
„Gówniary wyrosły na naszych pieniądzach. To się skończy niedługo. Będziecie wyp****ć na swoją Ukrainę” – mówi.
Jedna z dziewczynek pyta: „Po co pan tak mówi do mnie?”
– „Ja wiem, gdzie ty mieszkasz! Znasz cię, kur!”** – odpowiada agresor.
– „Gdzie?” – dopytuje dziewczynka.
– „Gdzie? Na Ukrainie!”
– „Nie, ja mieszkam w Polsce” – odpowiada nastolatka.
– „Nie pyskuj, nie pyskuj!” – słyszy w odpowiedzi.
Gdy jedna z pasażerek interweniuje, mężczyzna zwraca się w jej stronę ze słowami: „Nie dotykać? A ty co? Sama jesteś ukraińską kur. Wypie****** z tego kraju”.
Oświadczenie w sprawie zajścia opublikował Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej. Wynika z niego, że sprawcą zdarzenia był „pracownik Spółki zatrudniony na stanowisku kierowcy, od dłuższego czasu przebywający na zwolnieniu lekarskim”. MZK poinformowało, że wobec mężczyzny zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe, „w tym środki dyscyplinujące przewidziane przepisami prawa pracy”.
W ostatnich miesiącach w Polsce rośnie liczba antyukraińskich ataków.
Na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup.
Przeczytaj także:
26 czerwca 14-letni Dawid został zaatakowany na przystanku autobusowym, gdy wracał z kolegami znad Jeziorka Czerniakowskiego w Warszawie. Rówieśnik poprosił Dawida, żeby ten pokazał mu na hulajnodze różne sztuczki. Po tym, jak chłopak odmówił, w jego kierunku padły „słowa pełne nienawiści na tle narodowościowym”. Dalej – jak relacjonowało TOK FM – prawdopodobnie wtrącił się ojciec chłopca. Miał uderzyć 14-letniego Ukraińca pięścią w twarz. Chłopak miał podbite oko, siniaki na rękach i twarzy.
Przeczytaj także:
Na początku maja w Warszawie ofiarą napaści padł 16-letni Artem, który z czwórką przyjaciół spacerował po Moście Świętokrzyskim. Nastolatka zaatakowało około dziesięciu Polaków. Nie spodobało się im, że rozmawiali w swoim języku. Artem trafił do szpitala. Był operowany. Miał pękniętą czaszkę, zmasakrowaną twarz i bóle głowy.
Przeczytaj także:
Wojana i Paliona oglądają miliony dzieci. UOKiK zarzuca im stosowanie agresywnej reklamy i manipulacji. Youtuberom grożą wysokie kary finansowe
13 lipca Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił zarzuty dwóm popularnym influencerom Wojanowi i Palionowi, którzy agresywnie reklamują swoje produkty za pomocą gier przeznaczonych dla dzieci.
„W jednej chwili relacjonują przebieg rozgrywki, a w następnej zachęcają do kupowania plecaków, napojów czy koszulek. Przekaz reklamowy jest wpleciony w treści o charakterze rozrywkowym” – podkreśla w swoim komunikacje prezes UOKiK.
Zdaniem UOKiK, youtuberzy zwracali się bezpośrednio do dzieci, wykorzystywali język atrakcyjny dla najmłodszych, a także w swoje przekazy wplatali kolorowe animacje i rymowanki. Odwoływali się do potrzeby akceptacji przez rówieśników, przekonując, że produkty kupiły już setki innych dzieci. Twórcy manipulowali też najmłodszymi, stosując presję czasu. Wielokrotnie podkreślali, że ich oferta jest limitowana i wkrótce zniknie. Sugerowali też, że ich produkty mają „magiczne”, „przynoszące szczęście” właściwości.
Urząd przypomniał, że przepisy krajowe i unijne, w tym ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawa o radiofonii i telewizji, zakazują bezpośredniego nakłaniania dzieci do zakupu produktów lub zachęcania ich do wywierania presji na dorosłych w celu dokonania zakupu.
Jeśli zarzuty się potwierdzą, influencerom grozi kara w wysokości do 10 proc. obrotu. Dodatkowo osoba zarządzająca Wojan Group może zostać ukarana grzywną do 2 mln zł.
W OKO.press o szkodliwej działalności Wojana i Paliona pisaliśmy w reportażu o dzieciach i internetowych trendach już w grudniu 2025 roku.
Reklamy napojów influencerów funkcjonują wśród dzieciaków jako popularne przyśpiewki, np.:
"Pij wojanka do białego ranka Kto z nami nie wypije na wioskę nie wbije Brr, brr Patapim Wojanka tu pij Albo jesteś sigma albo ni, albo ni".
Ten hit ma 10 milionów wyświetleń na Youtubie.
„W pierwszych dniach szkoły mój syn codziennie odwiedzał osiedlowe Żabki, bo tylko w tej sieci sprzedawane były wojanki. Na internetowych grupach dzieciaki chwaliły się filmikami ze zdobytymi napojami i pokazywały całe kolekcje butelek po wojankach. Znajomi rodzice potwierdzali – wszędzie jest szał” – pisała w swoim reportażu Anna Mizera-Nowicka.
Przeczytaj także: