Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Tonęli na dmuchanych materacach i przygnieceni falochronem. Według lokalnych władz zginęły co najmniej 72 osoby, które próbowały wpław dostać się do Ceuty
Jak poinformowały w niedzielę 2 sierpnia lokalne władze, do 72 wzrosła liczba śmiertelnych ofiar kryzysu migracyjnego w Ceucie. Kryzys wybuchł w czwartek i piątek, gdy ponad 60 tys. migrantów z Maroka przedarło się do hiszpańskiej eksklawy w Afryce. Większość z nich dotarła do wybrzeży Ceuty drogą morską, opływając wpław falochron Tarajal, będący morskim przedłużeniem bariery granicznej. Jak podały hiszpańskie media, wiele osób nie potrafiło pływać, na wodzie utrzymywali się, korzystając z dmuchanych kół i materacy plażowych. Stąd wysoka liczba ofiar śmiertelnych: większość z nich utonęła, reszta została przygnieciona, próbując przedrzeć się przez falochron.
„Nie wróciliśmy jeszcze do normalności, ponieważ pozostaje kilka tysięcy osób, które należy odesłać, a atmosfera nadal jest przepełniona niepokojem i obawami” – powiedział prezydent Ceuty Juan Jesús Vivas.
Kryzys został jednak w większości opanowany, bo zdecydowana większość migrantów wróciła do Maroka. Wydarzenie ma jednak poważne konsekwencje polityczne.
We wtorek 4 sierpnia w Brukseli odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie unijnych ministrów ds. wewnętrznych i sprawiedliwości. Celem ma być przywrócenie spójnego stanowiska w UE wobec migracji. Włochy i Dania, przy wsparciu Polski i Szwecji, ostro skrytykowały rząd Pedro Sancheza za to, że to rzekomo liberalna polityka migracyjna jego rządu doprowadziła do poważnego zagrożenia w całej UE. Giorgia Meloni sugerowała nawet zawieszenie współpracy z Hiszpanią w ramach strefy Schengen. Sanchez odgryzł się sojusznikom w UE, krytykując rozpowszechnianie przez nich „dezinformacji”. Premier Hiszpanii stwierdził, że reakcja niektórych państw była „samolubna, polaryzująca i niezgodna z prawem„. Podkreślił też, że szybka interwencja hiszpańskiego wojska ”uniemożliwiła jakiekolwiek dalsze nieuprawnione przemieszczanie się w kierunku Europy kontynentalnej".
Jak podaje The Guardian, podczas sobotniego spotkania przywódców UE, omawiano też potencjalne próby rozsyłania fake newsów przez Rosję w celu skłócenia krajów członkowskich.
Hiszpania podnosi, że wcześniejsze incydenty, które prowadziły do zwiększonego ruchu granicznego, np. na granicy Białorusi i Polski czy Rosji i Finlandii, były określane mianem „ataków hybrydowych” i spotkały się z solidarnością ze strony innych państw członkowskich.
Ceutę zamieszkuje 83 tys. osób. Jako jedna z dwóch hiszpańskich eksklaw w Afryce jest ona wyłączona ze Strefy Schengen. Migranci, którzy dostaną się na jej terytorium, nie mogą dalej swobodnie podróżować na kontynent.
Kryzys, który wybuchł w mijającym tygodniu, miały sprowokować władze Maroka. Migracja dla państw trzecich od lat jest sposobem wywierania presji na krajach UE. Tym razem chodziło o to, żeby Hiszpania – i cała UE – uznały prawa Maroka do Sahary Zachodniej, która dla północnoafrykańskiego kraju stanowi rezerwuar energii (odnawialnej i nie tylko). Za to jej mieszkańcy, w tym także saharyjski rząd i media, w większości żyją na wygnaniu w obozach dla uchodźców w Algierii.
Przeczytaj także:
„The New York Times” podał, cytując migrantów rozmawiających z korespondentem NYT, że władze Maroka miały zachęcać ich do przekraczania granicy.
„Zamiast wesprzeć Madryt i wspólnie wywrzeć presję na Maroko (np. poprzez utrudnienie turystyki, ograniczenie wiz dla milionów obywateli tego kraju już mieszkających w UE itd. – opcji jest wiele), liderzy z innych państw UE wykorzystują nagrania z Ceuty do taniej walki politycznej i atakowania hiszpańskiego rządu” – pisze dr Karol Wiliczyński z Jagiellońskiego Centrum Studiów Migracyjnych przy krakowskim UJ.
„Jeśli Europa nie zrozumie, że poleganie na autorytarnych sąsiadach to ślepa uliczka, a jedyną odpowiedzią na szantaż jest twarda, wspólnotowa solidarność – takie kryzysy będą się powtarzać”.
Przeczytaj także:
Do 15 mln zł kary zapłacą firmy i podmioty, które nie będą oznaczać treści wygenerowanych i zmodyfikowanych z użyciem AI. Od dziś obowiązują też nowe zasady funkcjonowania chatbotów. A to dopiero początek ucywilizowania rynku
2 sierpnia weszły w życie pierwsze regulacje unijnego Aktu o Sztucznej Inteligencji (AI Act). Najważniejsza zmiana dotyczy przejrzystości działania systemów wykorzystujących sztuczną inteligencję. Od dziś chatboty i inne interaktywne formy komunikacji, oparte na AI, będą musiały informować użytkowników, że rozmawiają z maszyną, a nie z człowiekiem. Obowiązek „przedstawienia się” dotyczy zarówno komunikacji z klientami zewnętrznymi, jak i systemów obsługujących pracowników wewnątrz firmy. Wyjątkiem pozostają platformy, które w oczywisty sposób korzystają z AI, np. w całości opierają się na dużych modelach językowych – jak ChatGPT.
Podobne oznaczenia będą musiały pojawić się w materiałach w całości wygenerowanych lub zmodyfikowanych z użyciem AI. Pod regulacje AI Act podpadają więc wszystkie formy wyświetlania czy publikacji deepfejków: obrazy, nagrania audio, materiały wideo i teksty. Jak tłumaczyła Polskiej Agencji Prasowej dr Maria Dymitruk, prawniczka specjalizująca się w regulacjach sztucznej inteligencji, chodzi o „każdy przypadek, w którym u odbiorcy można stworzyć wrażenie, że ogląda autentyczny materiał”. Regulacje dotyczą przedsiębiorstw i sektora publicznego, a nie prywatnych użytkowników. Jeśli firma stworzy reklamę z użyciem AI, będzie musiała to wyraźnie zaznaczyć i to w pierwszym kontakcie odbiorcy z treścią. W przypadku tekstów, oznaczenie nie będzie obowiązkowe, jeśli człowiek wykonał redakcję tekstu sporządzonego z użyciem generatywnej sztucznej inteligencji, czyli sprawdził treść, źródła i fakty. Wyjątkiem od przepisów są dzieła artystyczne: wówczas informacja o użyciu AI nie musi pojawić się niezwłocznie, ale np. w napisach końcowych (jeśli mówimy o filmie).
Nowe obowiązki dotyczą nie tylko wielkich platform, ale także przedsiębiorstw, agencji reklamowych, polityków, redakcji, czy influencerów. Kary za złamanie przepisów wyniosą do 15 mln euro lub 3 proc. całkowitego obrotu z poprzedniego roku.
A to dopiero początek zmian. AI Act to pierwszy na świecie kompleksowy zbiór regulacji dotyczących sztucznej inteligencji. Pełne wdrożenie przepisów potrwa do końca 2030 roku. Na 2026 przewidziano poprawę przejrzystości działania systemów opartych na AI. Kolejne lata będą wymagały od dostawców systemów AI często kosztownej zmiany modelu funkcjonowania, w zależności od stopnia ryzyka. Dla przykładu: systemy sztucznej inteligencji przeznaczone do identyfikacji biometrycznej osób fizycznych czy zarządzania kryzysowego będą podlegały największemu rygorowi.
AI Act określa też zestaw praktyk zakazanych. Systemy wykorzystujące techniki podprogowe, manipulacyjne i celowo wprowadzające w błąd będą wyłączone z użytku. Tak samo, jak np. systemy AI, które służą do profilowania prawdopodobieństwa popełnienia przestępstwa ze względu na cechy fizyczne, osobowościowe czy profil rasowy osób fizycznych czy systemy wyciągające wnioski na temat emocji osoby w miejscu pracy i instytucjach edukacyjnych.
Przeczytaj także:
Amerykanie planowali uderzyć w infrastrukturę energetyczną Iranu, ale powstrzymali ich Saudyjczycy. Jednak wizja trwałego pokoju wcale się nie przybliża
Prezydent USA Donald Trump po raz kolejny wycofał się z gróźb wobec Iranu. 2 sierpnia na platformie Truth Social opublikował post, w którym przyznał, że choć Stany Zjednoczone są gotowe do przeprowadzenia „potężnego ataku”, działania militarne zostaną wstrzymane na prośbę innych państw. Według Trumpa udało się bowiem uzgodnić ramy potencjalnego porozumienia pokojowego.
„Zgodziłem się dla dobra świata, jak również mając na uwadze przetrwanie prosperującego Iranu, na odwołanie ataku, pod warunkiem że będziemy w stanie szybko zawrzeć porozumienie” – ogłosił prezydent USA.
Po raz kolejny wymienił dwa warunki osiągnięcia pokoju:
Trump zadeklarował, że do zaprzestania działań zbrojnych zobowiązał się także Izrael.
Jak podaje amerykański portal Axios, w sobotę 1 sierpnia do wstrzymania ataku miał przekonać Trumpa saudyjski książę Mohammed bin Salman. W odpowiedzi na groźby Trumpa Iran ogłosił, że zaatakuje swoich sąsiadów. Saudyjczycy mieli „nalegać na Trumpa, aby ten złagodził napięcie”. Agencja Associated Press, powołując się na własne źródła, informowała, że sojusznicy USA obawiali się, że jeśli Amerykanie zaatakują irańską infrastrukturę energetyczną, celem odwetu będą kraje w Zatoce Perskiej.
Donald Trump od miesięcy zapowiada zadanie „potężnego ciosu” Teheranowi, ale za każdym razem wycofuje się ze swoich deklaracji. Celem negocjacyjnym obu krajów wciąż pozostaje trwały pokój, choć trudne do utrzymania jest nawet zawarte 17 czerwca wstępne porozumienie. Walki wznowiono 7 lipca, gdy Iran zaatakował trzy statki handlowe w cieśninie Ormuz. Według wstępnego porozumienia bezpieczny ruch miał wrócić na szlak handlowy w ciągu 30 dni. Umowa była jednak oszczędna co do szczegółów – Iran starał się więc narzucić kontrolę nad całą cieśniną Ormuz, w tym nad jej południową częścią, w okolicy Omanu. W efekcie irańskiego ataku na statki, które zignorowały irańskie groźby, Amerykanie rozpoczęli ostrzał południowej części Iranu, z czasem rozszerzając zakres ataków. Pod koniec lipca wojna objęła cały region. 28 lipca Iran wystrzelił pociski w stronę amerykańskiej bazy w Jordanii. W odwecie Amerykanie razem z Saudyjczykami przeprowadzili atak na bazę Al-Haszd asz-Szabi (Siły Mobilizacji Ludowej), która znajduje się w Iraku.
Przeczytaj także:
Po tym, jak świat piłkarski wypowiedział posłuszeństwo Gianniemu Infantino, FIFA wycofała się z kontrowersyjnego planu sprzedaży udziałów w Mistrzostwach Świata prywatnym inwestorom
To koniec marzeń Gianniego Infantino o komercjalizacji Mistrzostw Świata. Chodzi o pomysł stworzenie spółki FIFA Forward Enterprises o wartości 20 miliardów dolarów, która miałaby zarządzać piłkarskimi turniejami. Do 21 proc. udziałów mieli w niej dostać prywatni inwestorzy. Celem było zebranie 4,2 mld dolarów. Za wsparcie pomysłu prezesa FIFA każdy z członków federacji miał otrzymać 40 mln dolarów. Pomysł urodził się po Mistrzostwa Świata w USA, Kanadzie i Meksyku, które wzbudziły zainteresowanie ekipy Donalda Trumpa. Wydarzenie sportowe zostało potraktowane przez ludzi z ruchu MAGA i zaprzyjaźnionych inwestorów wyłącznie jako maszynka do zarabiania pieniędzy.
1 sierpnia Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej ogłosiła jednak, że pomysł Infantino nie będzie dalej procedowany. „Po wysłuchaniu wszystkich głosów stało się jasne, że plan ten stworzył podziały, które nie były naszym pierwotnym celem” – stwierdziła w oświadczeniu FIFA. „Już niebawem zamierzamy ponownie zjednoczyć wszystkie strony w duchu zaangażowania w rozwój naszej dyscypliny” – czytamy dalej.
Oświadczenie opublikowano bez podpisu Infantino.
Ta decyzja to bezpośredni efekt bojkotu, który zapoczątkowała UEFA. 30 lipca 2026 wszystkie, czyli 55 europejskich federacji piłkarskich, podjęło decyzję o nieuczestniczeniu w kolejnych Mistrzostwach Świata i innych wydarzeniach organizowanych przez FIFA. Pierwszy zagrożonym absencją turniejem byłoby rozpoczynające się 5 września Mistrzostwa Świata Kobiet do lat 20.
UEFA stanowczo odrzuciła pomysł komercjalizacji Mistrzostw Świata. "Żadna reprezentacja UEFA nie weźmie udziału w rozgrywkach FIFA, dopóki te propozycje będą obowiązywać i dopóki nie dostaniemy zapewnień, że FIFA nigdy więcej nie otworzy swojego systemu zarządzania ani rozgrywek na własność prywatną” – ogłosiła UEFA.
„Piłka nożna nie może zastawiać swojej przyszłości dla zysku finansowego
To nie tylko poważny błąd w zarządzaniu, ale także abdykacja FIFA z obowiązku bycia strażnikiem światowego futbolu. Gdy zewnętrzni inwestorzy nabędą udziały w rozgrywkach FIFA, piłka nożna zmieni się na zawsze. Zysk komercyjny stanie się zobowiązaniem. Oczekiwania inwestorów będą tworzyć codzienną presję” – stwierdzila UEFA.
Do protestu dołączyły też federacje piłkarskie z Ameryki Północnej i Azji.
Źródła w środowisku europejskiej piłki nożnej oceniają, że Gianni Infantino, który zarządza FIFĄ jak prywatnym folwarkiem, może stracić prezesurę w kolejnych wyborach.
Przeczytaj także:
W eksplozji zginęły trzy osoby, 21 osób zostało rannych. W lokalu odbywała się prywatna impreza. Z nieoficjalnych informacji wynika, że były to 55. urodziny dowódcy rosyjskich sił powietrznych
Do eksplozji doszło 1 sierpnia o godzinie 20:00 lokalnego czasu we włoskiej restauracji Balzi Rossi na placu Kudryńskim w centrum Moskwy. Ekskluzywny lokal znajduje się na parterze jednego z socrealistycznych wysokościowców w stolicy Rosji.
Państwowa Agencja Informacyjna RIA Novosti podała, że do lokalu, w którym miała odbywać się impreza zamknięta, próbowała dostać się nieznana kobieta. Wybuch nastąpił chwilę po tym, gdy została zatrzymana przez ochroniarzy. Według rosyjskich władz, w zdarzeniu zginęły 3 osoby, co najmniej 21 osób jest rannych. Śledczy nie podali dokładnych okoliczności zdarzenia ani motywów sprawcy.
Zanim rosyjski komitet terrorystyczny poinformował o możliwym zamachu, oficjalne kanały przekonywały, że doszło do wybuchu instalacji gazowej. Za to na Telegramie szybko pojawiały się doniesienia, że w lokalu odbywały się urodziny rosyjskiego generała. Chodzi o Aleksandra Czajko, głównodowodzącego rosyjskich sił kosmiczno-powietrznych. W pobliżu restauracji zaparkowanych miało być też dużo samochodów z czarnymi tablicami rejestracyjnymi, używanymi przez członków sił zbrojnych albo resortów siłowych. Informacje te są niemożliwe do weryfikacji.
Wiadomo, że teren wokół budynku został otoczony przez policję, na miejscu trwają czynności służb porządkowych. Dziennik „Kommersant”, powołując się na własne źródła, informował, że bomba domowej roboty została zdetonowana zdalnie przez kogoś innego, a kobieta, która ją niosła, mogła wcale nie wiedzieć o ładunku wybuchowym. Celem miało być okaleczenie i zabicie gości bawiących się na letnim tarasie restauracji. Według świadków ładunek był wypełniony metalowymi kulkami, co spowodowało poważne obrażenia u wielu gości.
W 2026 roku FSB poinformowało, że wzmocni ochronę wysokich rangą oficerów wojskowych w związku z serią zabójstw, o które Moskwa obwinia Kijów. Chodzi m.in. śmierć Darii Duginy, córki ideologa rosyjskiego nacjonalizmu, która zginęła sierpniu 2022 roku w eksplozji ładunku wybuchowego, który znajdował się w samochodzie. Podejrzewa się, że prawdziwym celem zamachu był jej ojciec. W grudniu 2024 roku bomba przymocowana do hulajnogi eksplodowała przed blokiem mieszkalnym w Moskwie, zabijając generała Igora Kiriłłowa, szefa rosyjskich wojsk ochrony przed bronią chemiczną.
Generał Aleksandr Czajko, który miał być celem ataku z 1 sierpnia, na początku pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą dowodził siłami rosyjskiego Okręgu Wschodniego. Ukraiński wymiar sprawiedliwości ściga go przede wszystkim za zbrodnie wojenne przeciwko ludności cywilnej w Buczy. Czajko miał też kierować atakiem na Kijów. Wśród listy przestępstw, o które jest oskarżany, znalazło się m.in. wydanie rozkazu przeprowadzenia ataku powietrznego na wielopiętrowe bloki w Borodziance. Zginęło wówczas 30 osób. W maju 2026 roku Władimir Putin mianował Czajkę głównodowodzącym rosyjskich sił powietrznych.
Przeczytaj także: