Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Atak zimy sparaliżował ruch na drogach na północy kraju. Trasa S7 i inne drogi wojewódzkie są stopniowo udrażniane, ale w środę ma padać dalej i to w prawie całej Polsce.
We wtorek w całej Polsce panowały trudne warunki pogodowe. W województwie warmińsko-mazurskim intensywne opady śniegu doprowadziły do wypadków na drogach, wielogodzinnych korków oraz awarii prądu.
Najtrudniejsze warunki były na drodze ekspresowej S7, która została zablokowana. „Intensywnie padający śnieg powodował zaspy, które uniemożliwiał stworzenia korytarzy życia, z czasem udało się udrożnić drogę, dając możliwość ewakuacji. W tej chwili ruch na S7 odbywa się jednym pasem” – stwierdził Stanisław Bukowiec, wiceminister w Ministerstwie Infrastruktury na konferencji prasowej.
"Technicznie da się przejechać trasą S7, ale jazda jednym z głównych polskich szlaków komunikacyjnych, wciąż wygląda bardzo źle” – mówił w środę na antenie TVN24 Rafał Dąbrowski, burmistrz Ostródy. W miejscowym magistracie noc spędziło kilkanaście osób, które w nocy utknęły w korkach.
W środę rano nieprzejezdne i zamknięte dla ruchu pozostawały drogi wojewódzkie: 515 Susz – Dzierzgoń, 541 Lubawa – Kaplewo, 513 Babiak – Lidzbark Warmiński, 604 Nidzica – Wielbark.
Tylko we wtorek, według danych MSWiA, służby podjęły 381 interwencji związanych z usuwaniem skutków fatalnej pogody – najwięcej w woj. warmińsko-mazurskim. W Elblągu poziom wody w rzece Elbląg przekroczył stan ostrzegawczy. A władze zasypanego śniegiem Olsztyna zaapelowały do mieszkańców, żeby korzystali z transportu publicznego: uruchomione darmowe przejazdy.
Intensywne opady śniegu sparaliżowały też Mazowsze. Z powodu trudnych warunków atmosferycznych we wtorkowy wieczór część lądujących w Warszawie samolotów przekierowano na inne lotniska. W środę podróżujący też mogą spodziewać się opóźnień ze względu, jak podaje rzecznik prasowy lotniska, „na konieczność odladzania samolotów przed startem”.
A śnieg nie przestaje padać. Według IMGW „w wąskim pasie powiatów: lidzbarskim, olsztyńskim, nidzickim, działdowskim, mławskim, grubość pokrywy śnieżnej może szacunkowo wynosić od 40 do 65 cm”. W najbliższych godzinach spodziewane jest atak kolejnej silnej śnieżycy na terenie m.in. województwa mazowieckiego. W zachodniej części województwa warmińsko-mazurskiego i na wschodzie pomorskiego utrzymane zostało ostrzeżenia III stopnia przed intensywnymi opadami śniegu.
Trudnych warunkach na drogach można spodziewać się też na południu kraju, szczególnie na Podhalu.
W środę o godz. 16 odbyło się posiedzenie sztabu kryzysowego. Wziął w nim udział premier Donald Tusk. „Musimy być przygotowani na warianty najbardziej pesymistyczne. Nie może dojść do żadnego złego czy tragicznego zdarzenia z powodu tego, że czegoś nie dopatrzyliśmy. To musi być naszym przykazaniem numer jeden” – stwierdził premier.
„Czekamy na najnowsze informacje pogodowe. Zakładając , że informacje z rana mówiące, że możemy spodziewać się gwałtownych opadów śniegu muszą mobilizować nas do najwyższej gotowości” – mówił Marcin Kierwiński, szef MSWiA.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Wołodymyr Zełenski poinformował, że Ukraina rozmawia z prezydentem USA Donaldem Trumpem i przedstawicielami Koalicji Chętnych o możliwości rozmieszczenia wojsk amerykańskich w Ukrainie po zakończeniu wojny. Jednak podkreślił, że decyzję podejmie Ameryka.
We wtorek, 30 grudnia prezydent Ukrainy skomentował wypowiedź premiera Polski Donalda Tuska o tym, że Stany Zjednoczone mogą rozmieścić swoje wojska w Ukrainie w ramach zapewnienia gwarancji bezpieczeństwa po osiągnięciu porozumienia pokojowego. Zełenski nie potwierdził gotowości Stanów Zjednoczonych do podjęcia takiego kroku, podkreślając, że takie informacje powinni ogłaszać sami Amerykanie.
„Może to potwierdzić prezydent USA. To są wojska USA, dlatego to właśnie Ameryka podejmuje takie decyzje. Oczywiście rozmawiamy o tym zarówno z prezydentem Trumpem, jak i z przedstawicielami Koalicji Chętnych. Chcielibyśmy tego. Byłoby to silne stanowisko w kwestii gwarancji bezpieczeństwa” – powiedział Zełenski dziennikarzom.
Kilka godzin wcześniej premier Tusk mówił tak:
„Pokój jest na horyzoncie. Nie ulega wątpliwości, że zdarzyły się rzeczy, które są podstawą do nadziei, że ta wojna może się zakończyć i to dość szybko. Ale to jest ciągle nadzieja, ciągle daleko od stuprocentowej pewności.
Kluczowym efektem ostatnich dni jest amerykańska deklaracja gotowości uczestnictwa USA w gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy po zawarciu pokoju, łącznie z obecnością amerykańskich wojsk, np. na granicy czy na linii kontaktowej między Ukrainą a Rosją” .
Według Tuska takie deklaracje pojawiły się po raz pierwszy.
Wypowiedź Tuska pojawiła się po wtorkowych rozmowach z przedstawicielami Koalicji Chętnych, przywódcami kluczowych krajów europejskich, a także z premierem Kanady, szefami instytucji europejskich i sekretarzem generalnym NATO. Było to kolejne spotkanie poświęcone zakończeniu wojny w Ukrainie oraz tzw. negocjacjom pokojowym.
Przypomnijmy, w niedzielę 28 grudnia prezydent USA Donald Trump przyjął Włodzimierza Zełenskiego w posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie. Prezydenci mieli rozmawiać o 20-punktowym planie pokojowym, który Ukraina przedstawiła 24 grudnia.
Po spotkaniu Zełenski oświadczył, że ten plan pokojowy (wypracowany przez Ukrainę i liderów europejskich) został uzgodniony w 90%, a gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy – w 100%.
Prezydent USA Donald Trump był zadowolony ze spotkania, powiedział, że są „bardzo blisko” porozumienia o zakończeniu wojny, chociaż „trudne kwestie” nadal pozostają nierozstrzygnięte. Chodzi o kwestie terytorialne – Rosja chce, żeby ukraińskie wojska wyszły z terytoriów Donbasu, które kontrolują; Rosja nie zajęła je, ale wpisała do swej konstytucji oraz o funkcjonowanie Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej (największej w Europie) w Enerhodarze.
Według prezydenta Francji Emmanuela Macrona kolejne spotkanie Koalicji Chętnych powinno się odbyć na początku stycznia w Paryżu. Europejscy liderzy planują sfinalizować konkretne wkłady każdego państwa w system gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy.
Przeczytaj także:
„Mam świetne relacje z przewodniczącym Xi” – przekonuje Donald Trump
Drugi dzień trwają największe od 2022 roku chińskie ćwiczenia wojskowe wokół Tajwanu. Ćwiczenia odbywają się w siedmiu strefach z każdej strony wyspy.
Ministerstwo Obrony Narodowej Tajwanu przekazało, że chińskie armia w prowincji Fujian (chińskiej prowincji położonej najbliżej Tajwanu położonej), wystrzeliła 10 pocisków, które wylądowały wewnątrz granicy 24 mil morskich, którą Tajwan uważa za swoje terytorium. Nigdy wcześniej podczas ćwiczeń wojskowych Chińczycy nie uderzali w cele tak blisko Tajwanu.
Chińskie wojsko potwierdziło, że ostrzelało obszar na północ od Tajwanu, a także, że przeprowadziło ostrzał artylerią dalekiego zasięgu na południe od wyspy.
Ze strony Chin to poważna demonstracja siły wobec wyspy, którą rząd w Pekinie uważa za integralną część swojego terytorium. Według Chin ćwiczenia są ostrzeżeniem dla ewentualnych niezależnych sił separatystycznych i zewnętrznej pomocy międzynarodowej dla Tajwanu.
Ćwiczenia nie martwią jednak Donalda Trumpa. Dlaczego? Bo Xi Jinping zapewnił go, że Tajwanu nie zaatakuje.
Podczas konferencji prasowej po spotkaniu z Benjaminem Netanjahu na Florydzie Trump został zapytany, czy Chiny zaatakują Tajwan. Odpowiedział:
„Mam świetne relacje z przewodniczącym Xi, a on nic mi o tym nie powiedział i nie sądzę, żeby miał to zrobić”.
Trump dodał, że Chiny od wielu lat organizują ćwiczenia wokół Tajwanu, więc nie ma się czym przejmować.
Chińskie ćwiczenia nie są preludium do ataku na Tajwan. Tak drastycznej eskalacji nie należy się spodziewać w najbliższych tygodniach. Jednocześnie jednak prawdopodobieństwo takiego ruchu znacznie wzrosło w ostatnich latach. Amerykańska armia zakłada, że Chińczycy osiągną operacyjną zdolność do ataku na Tajwan w 2027 roku.
To nie oznacza automatycznie, że taki atak nastąpi w ciągu dwóch lat. Tajwan wciąż jest istotnym partnerem handlowym Chin, na Tajwanie produkuje się bardzo istotną dla globalnej gospodarki ilość układów scalonych. Atak mógłby poważnie zagrozić globalnej gospodarce.
Nowa amerykańska strategia bezpieczeństwa narodowego zakłada zwiększenia bezpieczeństwa w rejonie Cieśniny Tajwańskiej poprzez wzmocnienie amerykańskiego odstraszania. Słowa Trumpa idą jednak w zupełnie innym kierunku.
Przeczytaj także:
Obecna fala protestów zaczęła się od strajków handlarzy. W dzisiejszej sytuacji niezadowolenie może się jednak szybko rozlać na wiele grup społecznych
Trzeci dzień w kilku miastach Iranu trwają publiczne protesty. Ich główną przyczyną jest trudna sytuacja ekonomiczna. Według danych Centrum Statystyk Iranu inflacja w grudniu wyniosła 52,6 proc. – to wzrost o ponad trzy punkty procentowe w stosunku do listopada. Średnioroczny poziom inflacji wynosi obecnie 42 proc. Odzwierciedla to kiepski stan całej gospodarki. Według innych najnowszych danych, w pierwszym półroczu irańska gospodarka skurczyła się o 0,6 proc., a jeśli wyłączyć sektor paliwowy – o 0,8 proc.
Pogarszająca się sytuacja gospodarstw domowych i wielu małych firm popchnęła częśc z ponad 92 mln obywateli Republiki Islamskiej do wyrażenia swego niezadowolenia na ulicach niektórych miast. Na razie protesty przebiegają w większości spokojnie i pokojowo. Na licznych filmach publikowanych w mediach społecznościowych słuchać też jednak polityczne hasła, nawołujące do obalenia systemu Republiki Islamskiej.
Późnym wieczorem w poniedziałek 29 grudnia prezydent Iranu Masud Pezeszkian odniósł się do protestów w koncyliacyjnym tonie. W mediach społecznościowych napisał, że sytuacja materialna obywateli jest jego podstawową troską.
„Powierzyłem ministrowi spraw wewnętrznych misję, aby wysłuchał słusznych żądań protestujących, tak, by rząd z całą mocą działał na rzecz rozwiązywania problemów i reagował na nie odpowiedzialnie”.
To nietypowa dla władz Republiki Islamskiej reakcja na protesty społeczne. Trudno jednak wyrokować, czy faktycznie przerodzi się w konstruktywny dialog z protestującymi.
W odpowiedzi na pogłębiające się spadki wartości waluty projekt budżetu na 1405 rok* proponuje denominację i odcięcie ostatnich trzech zer z banknotów oraz utworzenie „nowego riala”. Najpierw jednak ustawa budżetowa musi zostać przyjęta. A jej projekt jest trudny, bo odzwierciedla spadające dochody z eksportu ropy i coraz większe uzależnienie od dochodów podatkowych. Na razie w poniedziałek 29 grudnia Madżles projekt odrzucił.
*oficjalny irański kalendarz liczy lata od momentu, gdy prorok Mahomet wyemigrował z Mekki do Medyny w 622 roku. Rok rozpoczyna się, gdy w naszym kalendarzu mamy 21 marca, wtedy też zaczyna się nowy rok budżetowy
Iran w ostatnich latach był świadkiem szybkich przemian społecznych, które w ostatnim roku znacznie przyspieszyły. Choć nakaz zakrywania głowy przez kobiety w miejscach publicznych dalej obowiązuje, w ostatnim czasie władza znacznie ograniczyła jego egzekwowanie. Silne protesty na tle społecznym, gospodarczym i politycznym wybuchały w kraju w 2017, 2019 i 2022 roku. Władzy udawało się je opanować, ale często ogromnym kosztem – w ostatniej dużej fali protestów w 2022 i 2023 roku zginęło między 200 osób (oficjalne dane rządowe) a 551 osób (szacunek organizacji Iran Human Rights).
Jest zdecydowanie za wcześnie, by wyrokować, w jakim kierunku podąży obecna fala protestów. Ale sytuacja gospodarcza jest fatalna i będzie rodzić niezadowolenie społeczne. A władza nie ma dziś w ręku zbyt wielu narzędzi, by poprawić ją skutecznie i szybko.
Sporą częścią przyczyn tych problemów są międzynarodowe sankcje nałożone m.in. za prace nad irańskim programem atomowym. Udało się je częściowo znieść po długich rozmowach dyplomatycznych z lat 2013-2015. Ale wysiłek dyplomatyczny został zniweczony, gdy w 2018 roku Donald Trump ogłosił jednostronne wyjście z porozumienia. Dziś rozmowy między USA a Iranem są bardzo utrudnione m.in. ze względu na amerykański sojusz z Izraelem i ideologiczną niechęć do USA ze strony Iranu.
Od nawrotu sankcji w 2018 roku irańska inflacja tylko w jednym miesiącu spadła poniżej 20 proc. Wcześniej oscylowała na poziomie, który uznalibyśmy z naszej perspektywy za wysoki, choć w irańskich warunkach stabilny – między 6 a 12 proc.
Iran zmaga się też ze skutkami trwającej ponad dekadę dotkliwej suszy. Władze nie potrafią opanować sytuacji i zaproponować rozwiązań, które poprawiłyby sytuację hydrologiczną. Teheran, 10-milionowa stolica kraju może w najbliższym czasie mieć poważne problemy z dostępem do wody.
Dodatkowo polityczną niestabilność wprowadzają konsekwencje wojny z Izraelem w czerwcu tego roku. Izraelczycy twierdzą, że irańskie rakiety balityczne wciąż im zagrażają. Kolejna runda wymiany ognia nie jest pewna, ale nie można jej też w najbliższych miesiącach wykluczyć. Dziś nikt w kręgach władzy głośno nie mówi o obaleniu przywódcy Republiki Islamskiej, Alego Chameneiego. W kwietniu Chamenei kończy jednak 87 lat, a stan jego zdrowia nie jest dobry. Różne frakcje w skomplikowanym, porewolucyjnym irańskim systemie władzy szykują się do walki o sukcesję.
Przeczytaj także:
Nowy świąteczny spot Łomży jest emitowany od początku grudnia 2025 roku we wszystkich dużych stacjach telewizyjnych. Decyzja KRRiT jest odpowiedzią na liczne skargi widzów, którzy uznali wykorzystanie wizerunku św. Mikołaja w reklamie alkoholu za nieakceptowalne.
Reklama, którą można było oglądać w święta, przedstawia świętego Mikołaja, który zasiada przed choinką i popija piwo. W Mikołaja wcielił się znany polski aktor Tomasz Karolak.
Świąteczna reklama piwa wywołała tak liczne oburzenie, że do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zaczęły spływać skargi. Przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zleciła kontrolę reklamy i wezwała wszystkich nadawców do natychmiastowego zaprzestania emitowania kontrowersyjnej reklamy piwa.
„Do KRRiT wpłynęło do tej pory ponad 20 skarg” – czytamy w oświadczeniu. „Widzowie oburzeni są wykorzystaniem postaci św. Mikołaja, jednoznacznie kojarzonego z dziećmi i czasem Świąt Bożego Narodzenia. W skargach zwracają uwagę, że reklama godzi w tradycyjne wartości i pozytywne skojarzenia, zastępując je nieuprawnionym i zdeformowanym wizerunkiem postaci św. Mikołaja, co może naruszać art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji” – można przeczytać w komunikacie.
„Nie ma zgody KRRiT na obrazę wartości, zaś dobro społeczne podlega ochronie. Niewątpliwie pokazanie postaci św. Mikołaja w negatywnym kontekście narusza przytoczoną ustawową normę. Jest to epatowanie brakiem szacunku, dobrego wychowania, ale i zakłócanie atmosfery Świąt” – wskazała dr Agnieszka Glapiak przewodnicząca KRRiT.
Głosy krytyczne widać nie tylko od internautów, lecz także od znanych postaci ze świata kultury i rozrywki. Negatywnie o reklamie piwa wypowiedziały się m.in. Joanna Jabłczyńska, Beata Sadowska oraz Ilona Łepkowska.
Do grona krytyków dołączają także politycy. Oburzenia nie kryje wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat.
„Złożyłam wniosek do KRRiT o zakaz emisji piwa. Musimy powiedzieć stop patoreklamom alkoholu w telewizji” — napisała na Instagramie.
Biejat określiła spot jako szkodliwy i zwróciła uwagę, że dla wielu osób mógł on stać się bolesnym przypomnieniem trudnych doświadczeń z dzieciństwa, kiedy alkohol niszczył świąteczną atmosferę w rodzinie. Podkreśliła również, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego typu przekazów i nie powinny one pojawiać się w przestrzeni publicznej.
"Umieralność z powodu zaburzeń poalkoholowych w Polsce jest trzy razy wyższa niż średnia w UE. Ludzie mają dość, stawiają opór lobby alkoholowemu, a mimo to ma się ono w Polsce świetnie – napisała w mediach społecznościowych ministra funduszy i polityki regionalnej Katarczyna Pełczyńska-Nałęcz.
"Alkohol zabija dziś w Polsce co siódmego mężczyznę z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym. Ten przerażający wskaźnik wzrósł u nas dwukrotnie – mówił w rozmowie ze Sławomirem Zagórskim dr Jacek Moskalewicz, ekspert w dziedzinie polityki antyalkoholowej. Rozmowę można odsłuchać poniżej:
Przeczytaj także: