Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W koalicji rządzącej nie ma zgody co do tego, czy znieść ograniczenie kadencji samorządowców. Jeśli ustawa PSL przejdzie, zostanie zatrzymana wielka wymiana władz samorządowych w 2029 roku
W środę 21 października 2026 zniesienie dwukadencyjności poparła sejmowa Komisja Nadzwyczajna do spraw zmian w kodyfikacjach o poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy – Kodeks wyborczy.
Trzecie czytanie i ostateczne głosowanie jest zaplanowane na czwartkowy wieczór (22 października 2026). Nie wiadomo jednak, czy do niego dojdzie.
W koalicji rządzącej trwa bowiem publiczna awantura.
Ostro wystąpiła w obronie dwukadencyjności Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra funduszy i polityki regionalnej. Napisała na platformie X: „Ponad połowa dużych miast w Polsce z nowymi włodarzami już za 2 lata! Wyobrażacie to sobie? Wszystkie zagrzane spółeczki i posadeczki sprawdzone i skontrolowane przez następców. Utarte „kanały komunikacji” z deweloperką zerwane. A na listach w Sejmie nowa konkurencja”.
Według Pełczyńskiej-Nałęcz możliwość rządzenie samorządem tylko przez dwie kadencje to „największa zmiana systemowa, wietrząca [polską] politykę od początku III RP”.
Na ten wpis zareagował Miłosz Motyka, minister energii, małopolski radny wojewódzki i sekretarz PSL w jednym. Stwierdził, że to „mieszkańcy powinni móc w pełni decydować czy komuś przedłużyć mandat sprawowania władzy o kolejną kadencję, czy nie. Tak, jak mogą też, w drodze referendum, ten mandat odebrać. Na tym polega samorząd – że wspólnoty lokalne decydują o sobie, bez tego typu ograniczeń ustalanych przy jednej ulicy w Warszawie. Trzeba kompletnie nie rozumieć istoty samorządu, by trwać przy antyobywatelskich i niekonstytucyjnych zmianach rządu PiS, przeciwko którym wyrażaliśmy wspólny sprzeciw. To jest dopiero chora polityczna perwersja. Właściwie gorszą perwersją byłoby tylko uderzanie w rząd, w którym się jest”.
Ustawa ograniczająca liczbę kadencji władz samorządów to spadek po PiS. Partia Kaczyńskiego odpowiadała w ten sposób na zapotrzebowanie społeczne na zmianę w samorządach. Ale cel polityczny był ewidentny: przewagę we władzach na poziomie lokalnym ma od lat środowisko Platformy Obywatelskiej (nawet jeśli burmistrzowie czy prezydenci nie występują pod szyldem partii). PiS chciał dać szansę bliskim sobie politykom na objęcie najwyższych stanowisk w samorządach.
Od 2018 roku prezydenci, burmistrzowie i wójtowie mogli rządzić maksymalnie przez dwie kadencje. Za to kadencja była dłuższa, bo trwała pięć, a nie — jak wcześniej — cztery lata.
Projekt znoszący dwukadencyjność w lipcu 2025 złożył PSL, który ma silną reprezentację na poziomie samorządów i na tym buduje swoje polityczne wpływy. Zniesienie dwukadencyjności mogłoby zjednać PSL-owi tych samorządowców, którzy rozglądają się za innym politycznym patronem wobec kiepskich notowań sondażowych partii Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Jakie są argumenty za i przeciwko ustawie?
Podczas wysłuchania publicznego projektu ustawy PSL Andrzej Andrysiak, dziennikarz i ekspert od polityki samorządowej przekonywał, że zniesienie dwukadencyjności służy „interesowi wąskiej grupy dwóch i pół tysiąca wójtów, burmistrzów, prezydentów”. Argumentował: „Nie ma środowisk ani społecznych, ani obywatelskich, które broniłyby wielokadencyjności (…). Dwukadencyjność jest dziś jedynym dostępnym narzędziem dla wspólnot lokalnych do ograniczenia nieprawidłowości w samorządach”.
W rozmowie z OKO.press Andrysiak mówił: „Zwykle, gdy mówimy o „samorządzie”, mamy na myśli wielkie miasta oraz ich prezydentów: Trzaskowski, Sutryk, Dulkiewicz. A to tylko ułamek rzeczywistości. W Polsce mamy 2 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów małych miejscowości. I tam rządzi zupełnie inna logika – bardziej przypominająca manufakturę niż instytucję demokratyczną. Niestety, debata o samorządzie niemal w całości toczy się wokół tych większych graczy”.
Właśnie wspomniana Aleksandra Dulkiewicz, prezydentka Gdańska, zauważyła, że w przypadku utrzymania zasady dwukadencyjności w 2029 r. dojdzie do wymiany 61 procent wójtów, burmistrzów oraz prezydentów w kraju. „Pytanie jest dzisiaj zasadnicze: czy to jest po prostu bezpieczne dla państwa? Myślę, że musimy sobie w tej sprawie sami na to pytanie odpowiedzieć” – pytała Dulkiewicz, która sama straciłaby możliwość kandydowania po raz kolejny na stanowisko prezydenta miasta.
Zniesienie dwukadencyjności popierają m.in. Unia Metropolii Polskich, Związek Województw RP czy Ruch Samorządowy „Tak dla Polski”, któremu przewodzi prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Jednocześnie za zniesieniem ograniczenia jest Koalicja Obywatelska, a za utrzymaniem — ze względów oczywistych — PiS.
Nowa Lewica prawdopodobnie się podzieli. PSL ma poprzeć m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Poparcie dla tego projektu miałoby być polityczną „zapłatą” za głosy PSL-u za ustawami aborcyjnymi, które przeszły przez Sejm we wtorek.
Niepewne są jednak głosy partii Pełczyńskiej-Nałęcz, która też prawdopodobnie się podzieli. Nie wszyscy posłowie popierają stanowisko swojej szefowej.
Przeczytaj także: