Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Donald Trump liczył na pomoc sojuszników z NATO w odblokowaniu cieśniny Ormuz, ale entuzjazmu i konkretów wciąż brak
Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia i Japonia wydały wspólne oświadczenie, w którym wyrażają gotowość do udziału „w odpowiednich działaniach” mających na celu zapewnienie bezpiecznego przepływu przez cieśninę Ormuz.
Oświadczenie zaczyna się od słów potępienia dla irańskich ataków na nieuzbrojone statki w Zatoce Perskiej, infrastrukutrę energetyczną oraz zablokowanie szlaku handlowego.
„Wzywamy Iran do natychmiastowego zaprzestania gróźb, zaminowywania, ataków dronów i rakiet oraz innych prób blokowania cieśniny dla żeglugi handlowej, a także do przestrzegania rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2817” – czytamy. „Swoboda żeglugi jest podstawową zasadą prawa międzynarodowego, w tym na mocy Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza”.
Kraje apelują o wprowadzenie natychmiastowego moratorium na ataki na infrastrukturę cywilną, w tym instalacje naftowe i gazowe. Deklarują też, że wesprą najbardziej poszkodowanych w związku z kryzysem paliwowym i podejmą współpracę z innymi państwami produkującymi ropę w celu zwiększenia wydobycia.
Przed wybuchem amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem cieśnina Ormuz odpowiadała za przepływ 30 proc. światowych zasobów ropy. Jej zamknięcie doprowadziło do kryzysu na rynku paliw. Prezydent USA Donald Trump nie tyle poprosił, ile wezwał inne kraje, niezaangażowane w konflikt, żeby pomogły mu ustabilizować sytuację. Groził nawet, że jeśli tego nie zrobią, NATO „czeka bardzo zła przyszłość”. W pierwszej reakcji kraje NATO odpowiedziały zgodnie, że „to nie ich wojna”. Wówczas Trump stwierdził, że sam sobie poradzi na Bliskim Wschodzie, a w zasadzie to nigdy nikogo nie potrzebował do pomocy.
W praktyce USA chcą zaangażować Wielką Brytanię, Niemcy, czy Francję do eskorty statków handlowych w cieśninie Ormuz. Jak pisze brytyjski dziennik The Guardian, rozmowy pomiędzy Amerykanami a sojszunikami wciąż się toczą, ale sytuacja jest zbyt niebezpieczna, żeby taki plan można było zrealizować w najbliższym czasie.
Stąd najprawdopodbniej w oświadczeniu enigmatyczna wzmianka o gotowości do zaangażowania się w „odpowiednie działania”, których celem jest zapewnienie bezpiecznego przepływu, bez precyzowania, co to dokładnie oznacza.
Jak ocenił Jacob Funk Kirkegaard, ekspert europejskiego think tanku Breugel w rozmowie z dziennikarką OKO.press Pauliną Pacułą, w tej sytuacji europejscy przywódcy nie mieli innej możliwości, niż odmówić Trumpowi.
„Wojna prowadzona przez USA i Izrael na Bliskim Wschodzie jest bez wątpienia nielegalna. Jest też szalenie niepopularna wśród europejskiej opinii publicznej, a Trump jest coraz gorzej ocenianym przez Europejczyków prezydentem” – mówił Kirkegaard.
Pomimo że Iran traci przywódców wojskowych i politycznych, Teheran wciąż dysponuje skutecznym systemem rozproszonego dowodzenia i rozmieszczania sił, co oznacza, że może kontynuować ataki.
Przeczytaj także: