Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
1,4 mld dolarów – tyle prezydent USA zarobił w 2025 roku na biznesach związanych z kryptowalutami. Kiedyś Trump określał ten rynek mianem „placu zabaw dla oszustów”, dziś sam czerpie z niego zyski. I to będąc jego głównym regulatorem
30 czerwca 2026 amerykańskie Biuro Etyki Rządowej opublikowało oświadczenie majątkowe Donalda Trumpa. Dokument liczy 927 stron i opisuje finansowe imperium prezydenta USA.
W 2025 roku największym źródłem dochodów Trumpa nie były wcale nieruchomości, ale rynek aktywów cyfrowych. Trump zarobił na nich w sumie 1,4 mld dolarów. Jak podaje Reuters, najwięcej pieniędzy przyniosły mu inwestycje w World Liberty Financial, czyli firmie, którą założył razem z synem i Steve'em Witkoffem (specjalnym wysłannikiem Białego Domu ds. Bliskiego Wschodu). 594 mln dolarów zysku pochodziło ze sprzedaży tokenów. To dziewięć razy więcej niż rok wcześniej, gdy Trump deklarował, że w World Liberty zarobił 54,7 mln dolarów. Jak podaje The New York Times, z każdego przychodu ze sprzedaży tokenów 75 proc. trafiało do jednej z firm Trumpa — konstrukcja ta gwarantowała prezydentowi zyski, nawet w przypadku spadku kursu tokenu. Kolejne 200 mln pochodziło ze sprzedaży udziałów w przedsiębiorstwie.
635 mln dolarów Trump zarobił na obrocie memecoinów w swoim kolejnym biznesie CIC Digital LLC. Co ciekawe, kryptowaluta $TRUMP weszła na rynki zaledwie kilka dni przed tym, jak Trump po raz drugi zasiadł w Białym Domu.
Cały majątek Trumpa szacowany jest na 7,6 mld dolarów. Na ponad 50 mln dolarów, czyli powyżej najwyższego progu w oświadczeniach majątkowych amerykańskich urzędników, prezydent USA wycenił m.in. posiadłość Mar-a-Lago, klub golfowy Turnberry w Szkocji oraz udziały w Trump Media & Technology Group Corp (właściciel portalu Truth Social, na którym ze światem komunikuje się prezydent USA). Wśród wykazanych zysków znalazły się też ugody zawierane z mediami (80 mln dolarów) oraz udzielnie licencji na używanie jego nazwiska — w sumie 52 mln dolarów, głównie od deweloperów z Bliskiego Wschodu.
W oświadczeniu znalazły się też liczne prezenty, wśród nich dziesięć biletów od prezesa FIFA Gianniego Infantino na finał piłkarskich mistrzostw świata. Łączna wartość biletów wynosi 15 tys. dolarów.
Jak podaje Reuters, w trakcie drugiej kadencji prezydentury rodzina Trumpa zarobiła w sumie 2,3 mld dolarów na kryptowalutach. Amerykańskie media zarzucają Trumpowi, że mimo oczywistego konfliktu interesów, nie zdecydował się wycofać z biznesu ani przekazać majątku do tzw. ślepego powiernictwa (blind trust), co sprawia, że może zarabiać na sprawowaniu urzędu.
The New York Times przypomina, że 49-procentowy udział w World Liberty nabyła firma inwestycyjna powiązana z rządem Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Chwilę później USA i ZEA podpisały umowę na eksport chipów komputerowych do sztucznej inteligencji, pomimo sprzeciwu agencji zajmujących się bezpieczeństwem.
Amerykańskie media przypominają też, że kiedyś Donald Trump był zagorzałym przeciwnikiem kryptoaktywów. Nazywał je „placem zabaw dla handlarzy narkotyków i oszustów”. Reuters zwraca uwagę, że od kiedy Trump jest prezydentem i głównym regulatorem rynku, branża cieszy się większą swobodą.
W rozmowie z agencją Reuters, zastępczyni rzeczniczki Białego Domu Anna Kelly przekazała, że prezydent „z dumą uczynił Stany Zjednoczone kryptowalutową stolicą świata”.
Przeczytaj także:
Obecny ruch antyimigrancki rośnie w kraju od kwietnia tego roku. Może wpłynąć na scenę polityczną. Protestujący domagają się wydalenia nieudokumentowanych imigrantów z innych krajów afrykańskich
Tysiące osób wzięły we wtorek 30 czerwca udział w antyimigranckich protestach w miastach Republiki Południowej Afryki. To kulminacja tygodni antyimigranckiej kampanii, w wyniku której tysiące osób opuściło kraj (25 tys. według południowoafrykańskiej policji), a cztery osoby zostały zabite.
Antyimigranckie grupy polityczne twierdzą, że wczoraj minął termin, do którego imigranci powinni opuścić kraj. Nie wynika to jednak z żadnego nowego prawa – rząd kategorycznie odrzuca te nawoływania i apeluje o spokój.
Już po protestach policja przekazała, że były one w większości pokojowe, z pojedynczymi przypadkami grabieży. Wojsko zostało jednak wysłane do pilnowania porządku w Johannesburgu i Durbanie. Pod Johannesburgu udokumentowano przypadek, gdzie protestujący chodzili od domu do domu i samozwańczo zatrzymywali osoby podejrzewane o bycie obywatelami innych krajów.
Prezydent RPA Cyril Ramaphosa powiedział w poniedziałek, że „protesty nie dają prawa by grozić i zastraszać innych, by angażować się w wandalizm i przemoc”.
Antyimigranckie protesty w RPA rozpoczęły się w kwietniu i z tygodnia na tydzień przybierały na sile. W ksenofobicznych atakach zginęły dotychczas dwie osoby pochodzące z Mozambiku, jedna z Etiopii i jedna z Malawi. Ruch sprzeciwia się bowiem przede wszystkim imigrantom z innych krajów afrykańskich.
Migranci w 2024 roku stanowili nieco ponad 4 proc. z 63 mln mieszkańców kraju. RPA jest jednym z najbogatszych krajów kontynentu pod względem PKB na osobę, jest też w czołówce poziomu życia liczonego Wskaźnikiem Rozwoju Społecznego. To jednak wciąż stosunkowo ubogi kraj, szczególnie jeśli chodzi o niższe warstwy społeczne. Według danych World Inequality Database to kraj o największych nierównościach dochodowych na całym kontynencie. Mimo tego do RPA w poszukiwaniu lepszej pracy i lepszego życia przenoszą się migranci z kontynentu – przede wszystkim obywatele sąsiednich Zibmabwe i Mozambiku. Konkurencja na rynku pracy prowokuje napięcia, jakie obserwujemy dziś na ulicach południowoafrykańskich miast.
RPA w listopadzie czekają wybory samorządowe. Część partii politycznych przejmuje antyimigrancką retorykę. Od pierwszych powszechnych wyborów w 1994 roku wszystkie wybory parlamentarne wygrał Afrykański Kongres Narodowy, partia Nelsona Mandeli. Od 2004 roku wynik wyborcy AKN regularnie spada. W 2024 roku było to już tylko 40,2 proc. wobec 69,7 proc. w 2004 roku. Wybory samorządowe będą kolejnym testem dla coraz mniej popularnej partii władzy.
Ksenofobiczna przemoc nie jest w RPA nowym zjawiskiem. W zamieszkach w 2008 zginęły 62 osoby.
Przeczytaj także:
Ukraiński parlament przegłosował ustawę o Ukraińskim Panteonie Narodowego. To, czy zostaną w nim pochowani dowódcy UPA odpowiedzialni za Rzeź Wołynia, będzie miało ogromny wpływ na relacje Ukrainy z Polską
W ekspresowym tempie ukraińska Rada Najwyższa (parlament) przyjęła projekt ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym. Za projektem głosowało 287 z 450 deputowanych. Przewodniczący izby Rusłan Stefanczuk ogłosił, że w Panteonie znajdą się „najlepsi synowie i córki narodu ukraińskiego”.
Projekt ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym przeszedł we wtorek 30 czerwca przez komisję polityki kulturalnej i informacyjnej ukraińskiej Rady Najwyższej, o czym informował Dziennik Gazeta Prawna. Komisja zagłosowała za projektem jednogłośnie.
W Polsce idea budowy Ukraińskiego Panteonu Narodowego rozpala ogromne emocje – ze względu na to, że projekt ustawy jej dotyczący prezydent Wołodymyr Zełenski złożył już po wybuchu historyczno-politycznego konfliktu z Polską dotyczącego upamiętnienia żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii. W tej chwili największe kontrowersje wiążą się z tym, czy w Panteonie znajdzie się krypta dla Dmytro Klaczkiwskiego, dowódcy UPA o pseudonimie „Kłym Sawur”, bezpośrednio odpowiedzialnego za rzeź Wołynia i dla jego następcy, Romana Szuchewycza (pseudonim „Taras Czuprynka”), który uczestniczył w procesie decyzyjnym prowadzącym do czystki etnicznej na Wołyniu i później w Galicji Wschodniej. Żadne decyzje w tej sprawie nie zostały jeszcze podjęte.
Wśród innych kandydatów do Panteonu są między innymi książęta Rusi Kijowskiej, hetmani kozaccy, przywódcy efemerycznych form niepodległej ukraińskiej państwowości z lat 1918-21, prezydenci współczesnej Ukrainy (za wyjątkiem rosyjskiego kolaboranta Wiktora Janukowycza), głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy z okresu wojny z Rosją, bohaterowie wojenni, a także wybitni artyści, duchowni czy sportowcy.
Decyzje w sprawie konkretnych nazwisk będą jednak zapadać dopiero w przyszłości.
Według projektu decyzję o pochówku danej osoby w Panteonie ma podejmować parlament na podstawie wskazań specjalnej rady. W jej skład mają wejść przedstawiciele Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UINP), niezależni historycy i członkowie organizacji społecznych. To rekomendacja rady będzie „przepustką” do tego, czy dana kandydatura do pochówku w Panteonie będzie w ogóle głosowana przez parlament.
Idea budowy Panteonu Narodowego krążyła w ukraińskiej debacie publicznej od wielu lat. Już w 2015 roku – na fali patriotycznego uniesienia wywołanego pierwszą hybrydową rosyjską inwazją na Ukrainę i okupacją Krymu i części Donbasu – Rada Najwyższa przegłosowała uchwałę wzywającą do utworzenia Panteonu.
Realizację projektu jednak odkładano – między innymi ze względu na konieczność ponoszenia przez Ukrainę wojennych wydatków jeszcze przed pełnoskalową inwazją Rosji z 2022 roku. Projekt powrócił dopiero w apogeum historyczno-politycznego zwarcia z Polską zapoczątkowanego upamiętnieniem nazwą ukraińskiej jednostki „Bohaterów UPA” i następującym po tym odebraniem Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Przeczytaj także:
Kaja Kojder-Demska to mieszkająca we wsi pod Krynkami antropolożka i psycholożka, która angażuje się w pomoc migrantom na granicy polsko-białoruskiej. W poniedziałek 29 czerwca wyszła z domu, ostatnio była widziana w sklepie w Gródku (woj. podlaskie).
O zaginięciu Kai Kojder-Demskiej poinformowała we wtorek wieczorem (30.06) rodzina i Fundacja Bezkres działająca na granicy polsko-białoruskiej.
„Kaja 45 lat, około 165 cm wzrostu, nosi czarne okulary, ma czarne, falowane włosy do ramion oraz charakterystyczny tatuaż z motywami roślinnymi na prawym ramieniu” – podaje Fundacja.
W poniedziałek, 29.06 około godziny 12.30 wyjechała z domu we wsi pod Krynkami srebrnym Fiatem Punto o numerze rejestracyjnym FZ6628V. Auto ma niesprawny tłumik, przy poruszaniu jest charakterystycznie głośne. Ubrana była w luźną, czarną sukienkę, przez pas przewiesiła nerkę.
„Po raz ostatni widziana 29.06 tuż przed godziną 13.00 w sklepie w Gródku (województwo podlaskie, powiat białostocki). Kaja miała przy sobie telefon komórkowy, który obecnie jest nieaktywny” – informuje Fundacja.
Wszystkie osoby posiadające jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu miejsca jej pobytu, proszone są o pilny kontakt z Komendą Powiatową Policji w Sokółce pod numerem +48 47 712 32 12 lub z numerem alarmowym 112. Każda, nawet najdrobniejsza informacja może pomóc.
Dekret Donalda Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia jest niezgodny z konstytucją – uznał Sąd Najwyższy USA. To jedna z najpoważniejszych porażek prezydenta przed 250. rocznicą niepodległości Stanów Zjednoczonych.
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych stosunkiem głosów 6 do 3 odrzucił we wtorek dekret prezydenta Donalda Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia – informuje agencja Reutera. Orzeczenie utrzymuje w mocy wcześniejszą decyzję sądu niższej instancji, który zablokował wejście przepisów w życie.
Dekret, podpisany przez Trumpa pierwszego dnia jego drugiej kadencji, przewidywał, że dzieci urodzone na terytorium USA nie otrzymywałyby automatycznie obywatelstwa, jeśli żaden z rodziców nie jest obywatelem Stanów Zjednoczonych ani nie posiada prawa stałego pobytu.
W uzasadnieniu wyroku prezes Sądu Najwyższego John Roberts wskazał, że obowiązująca od ponad wieku wykładnia 14. poprawki do Konstytucji USA gwarantuje obywatelstwo wszystkim dzieciom urodzonym na terytorium Stanów Zjednoczonych i „nie ma powodów, by dziś od niej odchodzić”. Odwołał się przy tym do precedensowego wyroku United States v. Wong Kim Ark z 1898 r.
Do większości dołączyło pięciu sędziów, w tym konserwatywna sędzia Amy Coney Barrett. Odrębne zdanie zgłosił konserwatywny sędzia Brett Kavanaugh, który uznał, że dekret jest sprzeczny z prawem federalnym, ale niekoniecznie z konstytucją. Zdania odrębne złożyli również Clarence Thomas, Samuel Alito i Neil Gorsuch.
Prawo do obywatelstwa z urodzenia wynika z 14. poprawki do Konstytucji USA, uchwalonej po wojnie secesyjnej. Miała ona zagwarantować obywatelstwo byłym niewolnikom i ich potomkom. Od przełomowego wyroku Sądu Najwyższego w sprawie United States v. Wong Kim Ark z 1898 r. przepis jest interpretowany jako przyznający obywatelstwo niemal wszystkim dzieciom urodzonym na terytorium Stanów Zjednoczonych, niezależnie od statusu imigracyjnego ich rodziców.
Zniesienie lub ograniczenie tzw. birthright citizenship było jedną z głównych zapowiedzi wyborczych Donalda Trumpa. Prezydent podpisał odpowiedni dekret pierwszego dnia po powrocie do Białego Domu, przedstawiając go jako element działań na rzecz ograniczenia legalnej i nielegalnej imigracji.
Wtorkowe orzeczenie było jednocześnie jednym z trzech ważnych wyroków wydanych tego dnia przez Sąd Najwyższy USA. W dwóch pozostałych sprawach konserwatywna większość opowiedziała się po myśli administracji Trumpa – utrzymała w mocy przepisy zakazujące transpłciowym uczennicom i studentkom udziału w kobiecych rozgrywkach sportowych w Idaho i Wirginii Zachodniej, otwierając drogę kolejnym stanom do wprowadzania podobnych ograniczeń.
Sąd uchylił także federalne limity dotyczące wspólnych wydatków partii politycznych i ich kandydatów na kampanię wyborczą. Uznał, że ograniczenia te naruszają konstytucyjną ochronę wolności słowa, ponieważ w amerykańskim orzecznictwie wydatki na prowadzenie kampanii są traktowane jako forma wypowiedzi politycznej. Wyrok umożliwi partiom przeznaczanie większych środków na wspólne prowadzenie kampanii z kandydatami.
Przeczytaj także: