Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Ustawa praworządnościowa” Waldemara Żurka trafiła do Sejmu. Jej przyjęcia chce cały obóz rządzący. Dagmara Pawełczyk-Woicka, szefująca neo-KRS-owi z nominacji Zbigniewa Ziobry projekt nazywa „szaleństwem”, PiS z kolei, że to „gwałt na sprawiedliwości” i „karykatura praworządności”. Obserwujemy procedowanie kolejnego projektu, który trafi prosto do kosza?
„Państwo, które nie zapewnia pewności prawa, przestaje być państwem prawa” – komentował Patryk Jaskulski, poseł KO wskazując na konieczność przyjęcia tzw. ustawy praworządnościowej. Rząd jest zgodny; przepisy przyjąć trzeba, bo jak mówił w Sejmie Paweł Śliz w imieniu Polski 2050, „obecny stan prawny to rosyjska ruletka. Obywatele muszą mieć pewność, że rozwój jest ważny, spadek został nabyty skutecznie, a przestępca został skazany prawomocnie”.
Negatywne skutki wadliwych przepisów i wątpliwie powołanych neosędziów boleśnie odczuła para z Giżycka, która rozwiodła się, a kiedy wniosła o podział majątku sędzia Sądu Rejonowego uznał, że nie przeprowadzi podziału, ponieważ o rozwodzie orzekał neo-sędzia. I jego zdaniem ta decyzja nie ma mocy prawnej. Gdyby chaos prawny został uporządkowany, podobnych problemów można byłoby uniknąć.
Spodziewany sprzeciw zgłasza jednak prawica. Dagmara Pawełczyk-Woicka, szefowa KRS-u nominowana na to stanowisko przez swojego kolegę Zbigniewa Ziobrę mówiła w Sejmie, że projekt ustawy jest szaleństwem. „Powiedzieć, że projekt jest alogiczny, niezgodny z Konstytucją, to jakby nic nie powiedzieć. To będzie koniec sądownictwa ”- grzmiała. „Rzeczywistym celem projektu jest zemsta, zemsta i pokazanie społeczeństwu, kto ma władzę (...) Chodzi o wdrukowanie w świadomości sędziów, że mamy władzę i jej nie oddamy” – twierdziła upolityczniając sprawę.
Prawo i Sprawiedliwość złożyło wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. Marcin Warchoł z PiS na mównicy sejmowej krzyczał, że ustawa to „gwałt na sprawiedliwości” i „karykatura praworządności”. Twierdził, że Waldemar Żurek propozycją zmiany w przepisach traktuje sędziów gorzej niż hitlerowców. „Nawet tam nie było usuwania masowo sędziów!” – mówił. „To jest rekord świata, rekord zemsty na demokratycznie wybranych sędziach” – grzmiał polityk PiS. Sprzeciw wyraziła też Konfederacja. Ryszard Wilk uznał, że otworzy drogę do podważania dowolnych powołań sędziowskich w przyszłości.
Przeciwko zmianom, a dokładniej sposobowi ich wprowadzenia, jest również partia Razem, która, powołując się na Helsińską Fundację Praw Człowieka wskazuje, że ustawa narusza art. 180 Konstytucji RP gwarantujący sędziom nieusuwalność ze stanowisk. Projekt ustawy Waldemara Żurka krytykuje też Rzecznik Praw Obywatelskich, który twierdzi, że przepisy są niekonstytucyjne. Minister Żurek twierdzi jednak, że zarzuty te nie mają zastosowania, bowiem neosędziowie nie byli wybrani legalnie.
Po tym, jak 30 grudnia rząd przyjął projekt tzw. ustawy praworządnościowej, przepisy dotyczące uregulowania kwestii neo-sędziów i neo-KRS, trafiły do Sejmu. 21 stycznia odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy, rządowego, „o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa przez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa podjętych w latach 2018-2025”.
To sztandarowy projekt reform Waldemara Żurka, ministra sprawiedliwości.
„Mówimy o destrukcji strukturalnej, która nie była dziełem przypadku, a efektem metodycznych działań prawnych i faktycznych. W efekcie prawo, zamiast być tarczą dla obywatela, stało się elementem demontażu sądownictwa” – mówił w Sejmie minister Żurek. I wskazywał, że „niszczycielskiej presji” poddano Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy czy właśnie Krajową Radę Sądownictwa, która, jak mówił Żurek, jest „grzechem pierworodnym, który zainfekował cały system powołań sędziowych”.
Stąd projekt zmian zaprezentowany w Sejmie. Zakłada on, że:
Projekt ustawy popiera część organizacji sędziowskich, w tym sędziowie z Iustitii, którzy sądzą, że dzięki niemu można rozwiązać problem neosędziów szybko. Przeciw są organizacje neosędziów, ale i część prawników wspierających przywracanie praworządności. Zmiany negatywnie oceniła Helsińska Fundacja Praw Człowieka i rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek. Opowiadają się oni za indywidualną weryfikacją neosędziów zamiast przesądzania ich losu ustawą, co zdaniem RPO i HFPC pogłębi tylko kryzys w sądownictwie.
Z drugiej strony: Polska prawo zmienić musi, bo jak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka, powołania neosędziów prowadzą do systemowego łamania prawa do sądu. Jak wyliczył minister sprawiedliwości, z powodu chaosu prawnego, Polska zapłaciła już 5,5 miliona złotych kary. I za każdą kolejną przegraną w ETPCz sprawę (a jest ich tam już 1,1 tysiąca), Polska i polscy obywatele będą musieli zapłacić 10 tysięcy euro.
Ustawa musi zyskać przychylność polityków, zostać przegłosowana w Sejmie, Senacie, a potem zostać podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego. Biorąc pod uwagę temperaturę dyskusji już podczas pierwszego czytania, a także wcześniejszych wypowiedzi prezydenta, można wnioskować, że weto jest niemal pewne.
Prezydent w listopadzie zapowiadał własny projekt ustawy. Jak dotąd jednak nie przedstawił szczegółów sprawy.
Przeczytaj także: