Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W Czechach sytuacja jest dramatyczna: ewakuowano już 12 tys. osób. Suma opadów w wielu miejscach jest większa niż w 1997 roku. „Musieliśmy skakać przez okna, by wydostać się z domu”
W poniedziałek 16 września czeska policja poinformowała o pierwszej śmiertelnej ofierze wielkiej wody. Mężczyzna utonął w rzece Krasovka w pobliżu miejscowości Bruntal w województwie morawsko-śląskim. Służby poszukują siedmiu zaginionych osób. Tylko od wczoraj ze względu na silne opady w Czechach ewakuowano 12 tys. osób. 250 tys. pozostaje bez prądu.
Czeski Instytut Hydrometeorologiczny poinformował, że od poniedziałku opady nie będą tak intensywne, jak w weekend. Deszcze przemieszczają się ze wschodu na zachód i na południe.
W dorzeczu Odry woda zaczęła opadać, ale pogarsza się sytuacja w dorzeczu Morawy.
Ekstremalnie trudna sytuacja jest w Boguminie na polsko-czeskiej granicy. Fala kulminacyjna dopiero zbliża się do miasta, a już teraz większość ulic jest pod wodą. Mieszkańcy nie mają prądu, nie działa też sieć komórkowa.
Litovel, miasto nad rzeką Morava, jest zalane w 70 proc. Do części budynków nie ma innego dostępu niż helikopterami. Fala kulminacyjna powinna dojść do miasta w poniedziałek po południu.
„Jak woda opadnie całkowicie, to będą znane straty. W 1997 roku tak nie było, wtedy tutaj było sucho. Teraz mój garaż i piwnica są zalane. Do piwnicy jeszcze nie wchodziłem i chyba nie chcę. Najgorsze za nami, ale przed nami jeszcze wiele pracy. Jeszcze kilka dni temu tu na rogu stał sklep. Właściciel przez trzy godziny próbował wypompować wodę, ale w końcu się poddał” – opowiadał Jan Prihoda na antenie TVN24, mieszkaniec powiatu Jesioniki, blisko granicy z Polską.
„Do niedawna tutaj stał mój dom, ale teraz już go nie ma” – relacjonował Jan Schopf. „W ciągu 10 minut wody napadało tyle, że nie byłem w stanie wejść do samochodu. Musieliśmy użyć traktora, by przenieść auto w suche miejsce. Sami musieliśmy skakać przez okna, by wydostać się z domu”.