Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Drony, które spadły na terytorium bałtyckich krajów, najprawdopodobniej były skierowane na rosyjski port Ust-Ługa.
Nad ranem w przestrzeń powietrzną Estonii wleciał dron, który potem rozbił się o komin elektrowni Auvere. Bezzałogowiec spadł również na Łotwie, w okręgu krasławskim, na granicy z Rosją i Białorusią. W obu przypadkach obiekty były nieuzbrojone, nikomu nic się nie stało.
Estońskie władze poinformowały, że dron uderzył w komin tamtejszej elektrowni o 3:43. Wszystko wskazuje na to, że nie był to celowy atak. Mimo to bezzałogowiec zabezpieczony został przez śledczych i zbadany przez saperów. W związku z incydentem wieczorem ma zostać zwołane nadzwyczajne posiedzenie rządu w sprawie bezpieczeństwa.
Bez większych szkód obeszło się również na Łotwie. Tamtejsze władze przyznały, że dron pochodził z Ukrainy.
„Bezzałogowy statek powietrzny, który wkroczył do przestrzeni powietrznej Łotwy, został zidentyfikowany jako dron pochodzenia ukraińskiego na podstawie analizy znalezionych szczątków” – potwierdziło dowództwo łotewskiej armii. Najprawdopodobniej maszyna zboczyła z kursi podczas ukraińskich ataków na rosyjski port Ust-Ługa.
W nocy z 25 na 26 marca Ukraina dokonała zmasowanego ataku dronowego na obwód leningradzki. Spowodował on znaczne uszkodzenia w terminalu energetycznym w porcie Ust-Luga – podały ukraińskie wojsko. Według lokalnych władz, systemy obrony przeciwlotniczej zneutralizowały 56 dronów nad tym obszarem.
Rosyjskie ministerstwo obrony zgłosiło zestrzelenie 389 ukraińskich dronów nad 13 regionami kraju, w tym nad okupowanym Krymem. Rano gubernator obwodu leningradzkiego, Aleksandr Drozdenko, poinformował o pożarze w terminalu, a nieoficjalne źródło przekazało agencji Reuters, że port został natychmiast zamknięty, a kilka zbiorników z ropą uległo zapłonowi.
Przeczytaj także:
Premier Węgier Viktor Orbán zapowiedział wstrzymanie przesyłu gazu do Ukrainy przez Węgry. W ten sposób urzeczywistniają się wcześniejsze zapowiedzi rządu w Budapeszcie, który oskarża Kijów o blokowanie przepływu ropy naftowej rurociągiem „Przyjaźń”.
Ukraina twierdzi, że leżący na jej terenie odcinek uległ trudnej w naprawie awarii po rosyjskim ataku pod koniec lutego. Orbán twierdzi jednak, że wschodni sąsiad Węgier chce zdestabilizować i tak trudną sytuację na rynku paliw. Węgry i Słowacja jako jedyne z państw Unii Europejskiej utrzymały wysoki stopień uzależnienia od rosyjskiej ropy po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
„Dopóki Ukraina nie dostarczy ropy, nie otrzyma gazu z Węgier. Będziemy chronić bezpieczeństwo energetyczne Węgier, utrzymując chronioną cenę benzyny i obniżoną cenę gazu! Wkrótce wystąpię przed rządem i przedstawię ważny wniosek; Ukraina od 30 dni blokuje funkcjonowanie rurociągu naftowego »Przyjaźń”«. Jak dotąd skutecznie bronimy się przed szantażem ze strony Ukrainy, a dzięki cenom chronionym (czyli ustalanym centralnie – przyp. aut.) Węgrzy płacą najniższe ceny na stacjach benzynowych w całej Europie. Musimy jednak pójść o krok dalej – w celu przełamania blokady gazowej i zapewnienia Węgrom bezpiecznych dostaw energii konieczne są teraz kolejne działania” – przekazał Orbán za pośrednictwem mediów społecznościowych.
„W związku z tym stopniowo wstrzymujemy dostawy gazu z Węgier do Ukrainy, a pozostałą u nas ilość gazu magazynujemy w kraju. Dopóki Ukraina nie dostarczy ropy, nie otrzyma gazu z Węgier. Ponieważ Ukraina atakuje również południowy gazociąg zaopatrujący Węgry, musimy gromadzić zapasy. Dlatego zamiast ukraińskich zasobów napełniamy obecnie węgierskie magazyny gazu. Chronimy bezpieczeństwo energetyczne Węgier, utrzymujemy chronioną cenę benzyny oraz obniżoną cenę gazu” – argumentował Orbán.
Węgry i Słowacja, po wstrzymaniu dostaw „Przyjaźnią”, sprzeciwiły się przekazaniu Ukrainie pożyczki opiewającej na 60 mld euro. Unijne wsparcie ma wspomóc normalne działanie państwa i wysiłki wojenne Kijowa. Na Węgrzech prezydent Wołodymyr Zełenski jest jedną z głównych postaci kampanii przed wyborami parlamentarnymi, zaplanowanymi na 12 kwietnia. Rządzący Fidesz przedstawia Ukrainę jako państwo nieprzyjazne i obiecuje, że jest gwarantem spokoju dla Węgrów, którzy pod rządami Orbána nie zostaną zaangażowani w konflikt z Rosją. Jednocześnie rząd w Budapeszcie utrzymuje ciepłe stosunki z Moskwą. Dziennikarskie ustalenia wskazują na kontakty minsitra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem podczas trwania unijnych szczytów. Szijjártó miał mu na bieżąco przekazywać informacje o ustaleniach pomiędzy unijnymi liderami.
„W kampaniach prowadzonych przez Fidesz wizerunek Zełenskiego pojawia się często jako symbol zewnętrznego nacisku lub potencjalnego zagrożenia, wobec którego rząd musi „bronić” interesów Węgier. To klasyczny zabieg: łatwiej mobilizować wyborców poprzez wskazanie wyraźnego „zewnętrznego aktora” niż poprzez eksponowanie własnego lidera. Praktycznie cała kampania Fideszu jest w tej chwili oparta na motywie wrogiego nastawienia wobec Ukrainy” – mówiła w wywiadzie z OKO.press ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich, Ilona Gizińska. – „W stolicy Węgier wyraźnie widać, że wizerunek Zełenskiego jest w tej kampanii intensywnie wykorzystywany. Ale to tylko część strategii, bo obok tego pojawiają się bezpośrednie ataki na lidera opozycji Pétera Magyara i próby ustawienia go po jednej stronie z Unią Europejską i Ukrainą, czyli w roli negatywnych graczy.”
Przeczytaj także:
Danię czekają rozmowy koalicyjne, w których karty mogą rozdawać politycy centrum sceny politycznej.
Wtorkowe wybory parlamentarne w Danii zakończyły się zwycięstwem rządzącej Partii Socjaldemokratycznej, która uzyskała 21,9% głosów. Wynik ten określany jest jednak „klęską mimo zwycięstwa”, bo wynik sprawującej władzę formacji jest historycznie niski. Cztery lata temu socjaldemokraci zdobyli 27,5 proc. głosów. Żadne z ugrupowań nie może liczyć na samodzielną większość w parlamencie.
Drugie miejsce zajęła Socjalistyczna Partia Ludowa z wynikiem 11,6%, a trzecie – Partia Liberalna, która uzyskała 10,1%, co jest jej najgorszym wynikiem w historii. Czwartą pozycję zajęła partia Sojusz Liberalny z 9,4% głosów. Nieoczekiwanie wysoki wynik osiągnęła skrajnie prawicowa Duńska Partia Ludowa, zdobywając 9,1% poparcia.
Rządzący dotąd blok lewicowy może liczyć na 84 mandaty, podczas gdy partie prawicowe mają łącznie 77 miejsc. Aby utworzyć rząd, potrzebne jest 90 mandatów w 179-osobowym Folketingu. W tej sytuacji kluczową rolę odegra centrowa partia Umiarkowani, która zdobyła 7,7% głosów, co przekłada się na 14 mandatów.
Duńscy komentatorzy zwracają uwagę na stosunkowo wysoki wynik Umiarkowanych, którzy w praktyce mogą rozdawać karty w rozmowach koalicyjnych. W efekcie stanowisko może stracić premierka Mette Fredriksen, którą zastąpić może lider centrowej formacji i dotychczasowy minister spraw zagranicznych Lars Lokke Rasmussen. Polityk pełnił tę funkcję już dwukrotnie – w latach 2009–2011 oraz 2015–2019, wówczas jako lider Partii Liberalnej.
Frekwencja w tegorocznych wyborach wyniosła 84%, co jest najniższym wynikiem od 1990 roku.
Przeczytaj także:
Amerykański wywiad potwierdził występowanie dwóch rodzajów min morskich w Cieśninie Ormuz.
Według danych pozyskanych przez wojskowych w wodach przesmyku oddzielającego Zatokę Perską od Morza Arabskiego obecne są miny Maham 3, wyposażone w czujniki akustyczne, wykrywające obecność statku z odległości trzech metrów. Drugi z rodzajów min to Maham 7, zatapiany na głębokości od trzech do 90 metrów, i używany do niszczenia mniejszych jednostek.
Dziennik „Financial Times” podał, że Iran może dopuścić do ruchu przez Ormuz jednostki z krajów, które uzna za przyjazne, przy koordynacji tranzytu i ustalaniu jego tras z rządem w Teheranie. Irańskie władze miały skierować taki komunikat do Międzynarodowej Organizacji Morskiej, zrzeszającej 176 krajów. Jednocześnie poinformowały, że podjęły „niezbędne i proporcjonalne działania, by uniemożliwić agresorom i ich zwolennikom wykorzystanie cieśniny Ormuz do prowadzenia wrogich operacji”.
W mediach coraz częściej pojawiają się informacje o „haraczu”, który Irańczycy mają pobierać od załóg statków, które chcą przepłynąć cieśninę.
„Liczne doniesienia potwierdzają, że Iran oferuje przeprawę przez swoje wody terytorialne w cieśninie w zamian za kwotę sięgającą nawet 2 mln dolarów. To próba wymuszenia, a tankowce chętnie płacą” – stwierdziła w rozmowie ze stacją CBS Natalie Klein z amerykańskiego think-tanku Defence of Democracies.
Cieśnina, przez którą przepływało około 20 proc. światowych transportów ropy, pozostaje zamknięta dla ruchu statków po ataku Izraela i USA na Iran. Teheran zaminował jej wody, atakuje też statki, które chcą przedostać się na Morze Arabskie. Wpływa to na rosnące ceny ropy i zwyżki cen paliw na stacjach. Najpopularniejsze gatunki ropy utrzymują ceny w okolicach 100 dolarów. Przed wybuchem konfliktu było to około 70 dolarów. Przez cieśninę przepływają również transporty skroplonego gazu LNG z Kataru.
Przeczytaj także:
Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto przyznał, że konsultuje z Rosją tematy poruszane na forum Unii Europejskiej – przekazał portal Telex.
Dziennik „Washington Post” ujawnił w sobotę 21 marca, że minister Szijjarto regularnie przekazywał swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi Siergiejowi Ławrowowi relacje na żywo ze spotkań UE. Węgierski polityk początkowo zdementował te doniesienia, określając je jako „fake newsy”.
Jednak – jak podaje PAP – w rozmowie z węgierskim portalem Telex przyznał, że „konsultuje się z osobami ważnymi dla Węgier, aby przed i po naradach ministrów spraw zagranicznych państw UE rozmawiać z nimi o podejmowanych tam decyzjach lub decyzjach, które mają zostać podjęte”.
Na pytanie, czy Ławrow znajduje się wśród osób, z którymi się konsultuje, Szijjarto odpowiedział, że Rosja jest ważnym partnerem Węgier, np. w zakresie dostaw energii. Dodał, że rozmawia też z „Turkami, Izraelczykami i Amerykanami”. „Zazwyczaj konsultuję się ze wszystkimi naszymi ważnymi partnerami, których dotyczą podejmowane tam decyzje. Nie wiem, co w tym dziwnego. To istota polityki zagranicznej i dyplomacji”.
Jak podaje PAP w swojej depeszy, Szijjarto potwierdził również zapis swojej rozmowy z Ławrowem z 2020 r., opublikowanej 23 marca przez dziennikarza śledczego Szabolcsa Panyiego. W rozmowie tej Szijjarto miał zwrócić się z prośbą do szefa MSZ Rosji o organizację spotkania ówczesnego premiera Słowacji Petera Pellegriniego z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem. Chciał w ten sposób pomóc Pellegriniemu w wyborach parlamentarnych na Słowacji. Do spotkania doszło trzy dni przed głosowaniem, które ugrupowanie Pellegriniego przegrało, a on sam stracił tekę szefa rządu.
Przywódca węgierskiej opozycji Peter Magyar zapowiedział „natychmiastowe zbadanie sprawy” w przypadku wygrania przez jego partie Tisza wyborów parlamentarnych 12 kwietnia. Napisał w mediach społecznościowych, że „Peter Szijjarto zmawia się z Rosjanami, zdradzając interesy Węgier i Europy. To zdrada, za którą grozi dożywocie”.
Zareagował także premier Donald Tusk, który w poście na platformie X napisał: „Minister spraw zagranicznych Orbana potwierdził, że systematycznie informował Moskwę o tym, o czym przywódcy UE rozmawiali za zamkniętymi drzwiami. Co za hańba”.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także: