0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

15:54 15-06-2026

Prawa autorskie: Jack GUEZ / AFPJack GUEZ / AFP

Izraelski minister z zakazem wjazdu do Schengen? Jest „optyczna większość”

Itamar Ben Gwir ma już zakaz przekraczania polskiej granicy.

Co się wydarzyło?

Na unijnym forum widać „optyczna większość”, która mogłaby przesądzić o restrykcjach wobec Itamara Ben Gwira, ministra bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela. Poinformował o tym szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Chodziłoby o zakaz wjazdu izraelskiego polityka do Strefy Schengen. Polska już wcześniej podjęła taką decyzję w związku z reakcją Ben Gwira po operacji zatrzymania na wodach międzynarodowych statków flotylli Global Sumud. Aktywiści grupy próbowali przełamać blokadę dostaw pomocy humanitarnej dla Strefy Gazy, płynąc łodziami w kierunku jej wybrzeży.

Itamar Ben Gwir zamieścił w mediach społecznościowych materiał filmowy, na którym słychać, jak szydzi z zatrzymanych działaczy. Po zatrzymaniu i deportacji obywateli Unii Europejskiej z Izraela Polska, Francja, Wielka Brytania i Portugalia zażądały wyjaśnień od izraelskich służb dyplomatycznych. Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Maciej Wiewiór przekazał, że izraelski chargé d’affaires „usłyszał bardzo wyraźną opinię strony polskiej na temat tego, co można było zobaczyć na nagraniach w internecie”. W związku z tym Ben Gwir został objęty 5-letnim zakazem wjazdu na polskie terytorium.

Na unijnym forum trwa dyskusja nie tylko o zakazie wjazdu, ale i zamrożeniu aktywów należących do Ben Gwira. Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas dała jednak do zrozumienia, że tak daleko idące sankcje wymagałyby nieosiągalnej do tej pory jednomyślności.

Jaki jest kontekst?

Itamar Ben Gwir jest jedną z najbardziej wyrazistych i kontrowersyjnych postaci rządu w Tel Awiwie. Na nagraniu, w związku z którym może teraz doczekać się unijnych sankcji, widać go w porcie Aszod, gdzie przetrzymywano zatrzymanych aktywistów. „Witajcie w Izraelu. To my jesteśmy panami domu” – rzucił w kierunku działaczy izraelski minister.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych i prominentnych polityków w Izraelu w ostatnich dniach wypowiada się też między innymi na temat szans na zakończenie wojny USA i Izraela przeciwko Iranowi. Po zapowiedzi porozumienia pokojowego przez Donalda Trumpa stwierdził, że umowa ta nie będzie wiążąca dla Izraela, który chce wciąż być militarnie obecny w Libanie.

Przeczytaj także:

14:12 15-06-2026

Prawa autorskie: Fot . Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plFot . Kuba Atys / Ag...

Olimpijczycy dostaną pieniądze, których zabrakło po plajcie Zondacrypto. Piesiewicz pomija Tomasiaka

Medaliści tegorocznych Zimowych Igrzysk Olimpijskich otrzymają środki, które zostały im wypłacone w tokenach Zondacrypto. Przez upadek sponsora Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie mogli spieniężyć swoich nagród.

Co się wydarzyło?

Pieniądze, które miały zostać wypłacone przez Zondacrypto w formie tokenów – a których nie mogli zrealizować trzej sportowcy i dwaj trenerzy – zostały przelane na ich konta dzięki wsparciu prywatnych sponsorów, bez udziału państwowych spółek. O pozyskaniu funduszy poinformował Radosław Piesiewicz, szef PKOl.

Ich wypłata stała się niemożliwa po plajcie giełdy kryptowalut. Łącznie Zondacrypto miała im przekazać 1,1 miliona złotych w tokenach. Środki od Zondy mieli otrzymać medaliści olimpijscy, ale i zawodnicy, którzy podczas Zimowsych Igrzysk w Mediolanie i Cortinie zajęli miejsca od czwartego do ośmego. Środki na wypłaty dla nich – łącznie 280 tysięcy złotych – udało się zabezpieczyć już wcześniej dzięki jednemu ze sponsorów Polskiego Komitetu Olimpijskiego

Piesiewicz podziękował za wsparcie i cierpliwość sportowcom i trenerom – ale nie wszystkim.

„Polski Komitet Olimpijski wypłacił wszystko, od A do Z. I nasze nagrody, do których się zobowiązaliśmy, i te za naszych sponsorów. Chciałem serdecznie podziękować Władkowi (Siemirunnemu – medaliście w łyżwiarstwie szybkim – przyp. aut.), Pawłowi Wąskowi (skoczowi, medaliście w konkursie duetów) i dwóm trenerom. Rozmowa z nimi i ich zrozumienie było niesamowite. Dziękuję im za to, że wytrzymali to” – mówił Piesiewicz. Piesiewicz nie wymienił w tym gronie kolejnego z utytułowanych olimpijczyków z Mediolanu i Cortiny – skoczka Kacpra Tomasiaka.

Matka trzykrotnego medalisty olimpijskiego mówiła w mediach o burzliwym przebiegu rozmów z PKOl. Według niej prezes Komitetu zaproponował Tomasiakowi wypłatę ratalną należnych środków, która zajęłaby około siedmiu lat. Jak przekazała, Piesiewicz miał zasugerować w czasie spotkania z zawodnikami i trenerami, by ci podziękowali mu za załatwienie sprawy. Tomasiak za swój sukces otrzymał również mieszkanie. Pomysł ten został przypisany szefostwu PKOl, jednak w rzeczywistości była to własna inicjatywa dewelopera – stwierdziła w jednym z wywiadów Kinga Tomasiak.

Jaki jest kontekst?

Zondacrypto, znana wcześniej jako BitBay, została sponsorem generalnym PKOl w październiku 2025 roku. W związku z tym PKOl zapowiedział, że po raz pierwszy w historii nagrody otrzymają również olimpijczycy, którzy zajęli miejsca 4–8 podczas zimowych igrzysk we Włoszech. Nagrody miały zostać przekazane w tokenach. Wypłatę środków z tokenów uniemożliwiła jednak niewypłacalność i upadek spółki.

17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie giełdy kryptowalut. Postępowanie dotyczy podejrzenia oszustw o znacznej wartości oraz prania brudnych pieniędzy. Do tej pory wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwach, a przesłuchano kilkuset pokrzywdzonych oraz świadków. Początkowo szacowano straty na co najmniej 350 milionów złotych. Wśród poszkodowanych znaleźli się także polscy sportowcy, którzy nie zdążyli wymienić tokenów na gotówkę.

W OKO.press opisywaliśmy bezradność polskich organów wobec działalności giełdy kryptowalut, a także polityczne tło sprawy oraz powiązania Zondacrypto z obcymi służbami.

Przeczytaj także:

12:20 15-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Wojciech Habdas / Agencja Wyborcza.plFot. Wojciech Habdas...

Dobrych ludzi jest więcej! Pół miliona na autobusy dla Winnicy

Weekend wystarczył, by Tomasz Sikora z Fundacji Sikorki na Ukrainie zebrał przeszło pół miliona złotych na wykup starych kieleckich autobusów, które posłużyć mogą mieszkańcom ukraińskiej Winnicy. Nieodpłatne podarowanie zużytych pojazdów zablokowali kieleccy radni i ich ksenofobia.

Co się wydarzyło?

„Dzięki zdobytemu przez pięć lat doświadczeniu, na wschodzie wygrywamy coraz więcej bitew. Czas zacząć wygrywać je w Polsce, w prowadzonej przez Rosję wojnie kognitywnej. (...) Razem silni! A wy kremlowskie marionetki – idźcie na c*uj” – napisał Tomasz Sikora z Fundacji Sikorki na Ukrainie.

To ta organizacja jako pierwsza zareagowała na nienawistną postawę radnych z Kielc. Sikora na popularnym portalu zrzutka.pl zaproponował, by stare i niesłużące już kielczanom autobusy z miasta wykupić. Zbiórce nadał wymowny tytuł „Politycy blokują – my jedziemy dalej”.

Sikora zaledwie w weekend zebrał przeszło pół miliona złotych, co było celem akcji. W momencie publikacji tej notki na koncie jest już niemal 530 tysięcy złotych.

Sikora już zapowiedział, że jeśli Kielce nie zgodzą się na wykup starych pojazdów, Fundacja kupi je gdzieś indziej. A jeśli zbierze więcej pieniędzy – kupi więcej autobusów, niezbędnych w kraju, w którym infrastruktura energetyczna jest przez Rosję systematycznie niszczona.

Akcję Tomasza Sikory można wesprzeć TUTAJ.

Jaki jest kontekst?

Kielce w maju wymieniły część floty autobusowej. 15 siedemnastoletnich solarisów wycofano z jazdy po ulicach miasta. Mer Winnicy, miasta partnerskiego Kielc, zapytał, czy polski samorząd nie mógłby im tych starych, zużytych pojazdów, oddać.

Delegacja z Winnicy, razem z merem Sergiejem Morgunowem miała przyjechać do Kielc 11 czerwca, na uroczystą sesję rady miasta, odebrać pojazdy i podziękować Polakom za pomoc. Przyjazd odwołano, a jak poinformowała prezydentka Kielc Agata Wojda, mer wycofał prośbę pisząc, że nie chce budzić negatywnych emocji w Polsce. Współpraca między miastami sięga 1958 roku.

Wszystko z powodu miejskich radnych, którzy zażądali, by nie udzielać pomocy Ukraińcom twierdząc, że ci są „niewdzięczni”. Radni PiS, z przewodniczącym Maciejem Jakubczykiem na czele (niezrzeszonym w partii) podnieśli też, że wolą, by autobusy poszły na złom niż ułatwiły funkcjonowanie Ukraińcom w Winnicy, bowiem jedna z ulic w mieście nosi imię Stephana Bandery. W Ukrainie jest symbolem walki o ukraińską niepodległość. W Polsce jednoznacznie kojarzy się ze zbrodnią wołyńską.

„Tymi autobusami chcieliśmy wygrać jedną bitwę. Pokazać, że głos niektórych polityków nie jest głosem narodu. Że Polacy w swoim codziennym życiu chcą, żeby Winnica dostała te autobusy. Stąd się wzięła inicjatywa” – tłumaczył Marcelowi Wandasowi na łamach OKO.press Tomasz Sikora. I dodaje, że walka o stare autobusy z Kielc jest również elementem wojny informacyjnej, którą z Rosją przegrywamy.

„W Sejmie są ludzie, którzy powielają kremlowską narrację i postawy. I oni będą uchwalać ustawy, będą tworzyć budżet, będą wybierać sędziów Trybunału Konstytucyjnego i Stanu, prezesa NBP, Rzecznika Praw Obywatelskich, a w rządzie będą odpowiedzialni za budżet państwa, będą realizowali politykę bezpieczeństwa, będą nadzorowali służby wywiadowcze, kontrwywiadowcze, będą realizowali zadania z zakresu obronności państwa. I dla mnie to jest jasne, że tę wojnę w Polsce przegrywamy” – wskazuje Sikora.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także:

11:40 15-06-2026

Prawa autorskie: Fot. Toby Melville / POOL / AFPFot. Toby Melville /...

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer: zakaz mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży od 2027

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zapowiedział zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież poniżej 16. roku życia. Rząd chce uchwalić przepisy do końca roku, a zakaz miałby wejść w życie wiosną.

Co się wydarzyło?

Dzieci poniżej 16. roku życia nie będą mogły korzystać z mediów społecznościowych w Wielkiej Brytanii — zapowiedział premier Keir Starmer w dzisiejszym (15 czerwca) wystąpieniu na Downing Street, informuje „The Guardian”.

Zakaz ma objąć główne platformy społecznościowe. Rząd planuje też osobne ograniczenia dla innych produktów internetowych, m.in. aplikacji gamingowych. Chodzi m.in. o usunięcie możliwości czatowania z nieznajomymi.

— Media społecznościowe sprawiają, że dzieci są nieszczęśliwe, ułatwiają dręczycielom nękanie i krzywdzenie ich, a nawet mogą szkodzić ich zdrowiu psychicznemu — powiedział Starmer.

Premier przekonywał, że decyzja nie jest łatwa i nie oznacza negowania korzyści, jakie internet może dawać młodym ludziom. — Ale rządzenie zawsze polega na wyborach i dla mnie jest jasne, że całkowity zakaz jest właściwym wyborem — powiedział premier.

Starmer przyznał, że przepisy będą trudne do uchwalenia, regulowania i egzekwowania. Odrzucił jednak argument, że nastolatki i tak będą omijać zakaz. — Nie mówimy: „O, nastolatek jakoś zdobył alkohol, więc nie zawracajmy sobie głowy zakazem sprzedaży alkoholu dzieciom” — powiedział Starmer.

Brytyjski rząd twierdzi, że dziewięcioro na dziesięcioro rodziców poparło minimalny wiek 16 lat dla dostępu do aplikacji w konsultacjach przeprowadzonych pod hasłem „Growing up in the online world” („Dorastając w świecie online”).

Meta, YouTube i Snapchat zareagowały już na ogłoszenie premiera, twierdząc, że zakaz, który uniemożliwiłby dzieciom korzystanie z ich platform, wypchnie je do „mniej bezpiecznych serwisów”, informuje „The Guardian”.

Jaki jest kontekst?

Europa od kilku lat szuka sposobu na ograniczenie wpływu smartfonów i platform cyfrowych na dzieci. Całkowity zakaz używania telefonów w szkołach wprowadziły Francja, Belgia i Holandia. W Finlandii smartfon może służyć tylko do nauki, a Portugalia ograniczyła liczbę dni, w których można korzystać z urządzeń.

Polska planuje wprowadzenie całkowitego zakazu używania smartfonów w szkołach podstawowych od 1 września tego roku.

Przeczytaj także:

Badania nie dają jednak prostych odpowiedzi. Z diagnozy PISA 2022 wynikało, że co trzeci polski 15-latek rozprasza się telefonem podczas lekcji. Ograniczenia mogą więc pomagać w dyscyplinie i koncentracji.

Według badania „Nastolatki 3.0” co dziesiąty młody internauta jest w sieci nocą w dni powszednie, a w dni wolne — 20 proc. uczniów i uczennic. Z badań Narodowego Programu Zdrowia wynika, że codziennie ze smartfona korzysta 86 proc. uczniów szkół podstawowych. Diagnoza zlecona przez ministerstwo edukacji pokazała, że 60 proc. nastolatków odczuwa chroniczne zmęczenie związane z używaniem telefonów.

W 2025 roku SOS dla edukacji sprawdziło, jak wygląda tzw. smartfonoza oczami rodziców, nauczycieli i uczniów. Z ankiety wynikało, że telefon posiada niemal każdy uczeń w Polsce, za wyjątkiem klas 1-3 – tam ze smartfona korzysta co drugie dziecko

Jednocześnie badanie opublikowane w „The Lancet Regional Health”, obejmujące 30 szkół w Anglii, nie wykazało, że restrykcyjne zakazy poprawiają dobrostan uczniów lub ich wyniki w nauce. Uczniowie używali telefonów mniej w szkole, ale nadrabiali ten czas poza lekcjami.

10:59 15-06-2026

Prawa autorskie: FOT. DOMINIK GAJDA / Agencja Wyborcza.plFOT. DOMINIK GAJDA /...

Biskup ze Śląska molestował ministranta? Kuria: czekamy na poszkodowanych

1985 rok. Ksiądz kończy chodzić po kolędzie, wraca na plebanię i tam zaczyna dotykać ministranta. Katowicka kuria od lutego bada zawiadomienie dotyczące biskupa Gerarda Bernackiego. Teraz prosi innych skrzywdzonych: o zgłoszenie i rozmowę

Co się wydarzyło?

„Zwracamy się z prośbą do wszystkich, którzy mogli doświadczyć krzywdy ze strony zmarłego bp. Gerarda Bernackiego, a także do osób posiadających wiedzę o ewentualnych krzywdach, przestępstwach lub okolicznościach mogących mieć znaczenie dla wyjaśnienia sprawy, o kontakt” – to fragment komunikatu, jaki w poniedziałek, 15 czerwca, pojawił się na stronie Archidiecezji Katowickiej.

Metropolita powołał specjalny zespół, którego celem jest zbadanie, czy biskup Bernacki, który współkierował śląską diecezją przez 24 lata (między 1988 a 2012 rokiem), molestował lub wykorzystywał seksualnie dzieci.

Decyzja o powołaniu zespołu jest następstwem wyznania mężczyzny, który twierdzi, że jako ministrant, jeszcze w latach 80, był wykorzystywany przez Bernackiego.

Szymon Piegza oraz Magdalena Rigamonti na łamach Onetu opisali, że mężczyzna ten zgłosił się kurii już w lutym. „Na początku 1985 r. razem z ks. Bernackim chodził po kolędzie. Po skończonej wizycie duszpasterskiej wracali na plebanię i właśnie tam duchowny miał obmacywać chłopca. Skrzywdzony zapewnia, że do takich sytuacji doszło co najmniej kilka razy” – piszą dziennikarze Onetu.

Mężczyzna zgłosił oficjalne zawiadomienie, a ponieważ Gerard Biernacki nie żyje (zmarł w 2018 roku), nie można przeprowadzić wewnątrzkościelnego procesu. Kuria zdecydowała się jednak zbadać sprawę.

Jak potwierdza ksiądz Rafał Sitek, rzecznik katowickiej archidiecezji, zespół pracuje od 1 kwietnia. Przeanalizował dokumentację, wysłuchał skrzywdzonych – i czeka na zgłoszenie innych. „Mamy świadomość, że podjęcie takiego kontaktu może wiązać się z trudnymi emocjami i powrotem do bolesnych doświadczeń. Każda osoba zgłaszająca się do zespołu zostanie wysłuchana z szacunkiem, życzliwością, z poszanowaniem jej godności oraz troską o jej bezpieczeństwo i prywatność” – czytamy w komunikacie archidiecezji.

Jaki jest kontekst?

Biskup Gerard Bernacki zakończył pracę duchownego w 2012 roku, w atmosferze skandalu. Ówczesny papież Benedykt XVI nałożył na niego nie tylko obowiązek opuszczenia kurii, ale i zakazał sprawowania posług religijnych na terenie Katowic. Duchowny przez sześć lat, aż do śmierci, mieszkał w zakonach braci bonifratrów.

Formalnie rezygnację złożył sam biskup Bernacki. Rezygnację złożono jednak zgodnie z zapisem 401 par. 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego, który mówi, że „usilnie prosi się biskupa [...], który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy sprawować swojego urzędu, by złożył rezygnację z urzędu”.

Powodem decyzji papieża były problemy alkoholowe księdza Bernackiego. Nie wiadomo, czy do tej pory Watykan lub śląska kuria miały wiedzę na temat czynów pedofilskich biskupa.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: