Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„To dopiero świt złotej ery Ameryki" – zapowiadał Donald Trump podczas obchodów 250-lecia USA. Najpierw trzeba jednak pokonać widmo komunizmu, które próbuje atakować kraj od środka.
W sobotę 4 lipca USA świętowały swoje 250-lecie. We wszystkich pięćdziesięciu stanach odbywały się parady, koncerty i rekonstrukcje historyczne. Świętowano także w Waszyngtonie, gdzie Donald Trump zorganizował pokaz fajerwerków i przeloty samolotów wojskowych oraz przemawiał na terenie parku National Mall.
Prezydent USA zabrał jednak głos także w piątek wieczorem. Pod górą Rushmore w Dakocie Południowej, gdzie wykute są wizerunki George’a Washingtona, Thomasa Jeffersona, Theodore’a Roosevelta i Abrahama Lincolna, Donald Trump ostrzegał przed komunizmem.
„Gdy zbliżamy się do tej wspaniałej rocznicy, widzimy tożsamość amerykańską będącą pod wznowionym atakiem. Pokolenie po tym, jak wygraliśmy w zimnej wojnie pojedynek z komunistycznym zagrożeniem, mamy teraz do czynienia z powstaniem komunistycznego zagrożenia na naszej ziemi. Ze strony nowo przybyłych do naszego kraju, którzy przynoszą ze sobą idee będące w sprzeczności z naszym sposobem życia i naszym wielkiem sukcesem (…) Komunizm to przeciwieństwo życia, wolności i dążenia do szczęścia. To śmierć, tyrania i dążenie do zła. Ale nie pozwolimy im zbyt długo grać w ich gierki, zabierać naszego czasu. Ześlemy ich na wygnanie. Wygnamy ich szybko i będziemy kontynuowali budowę naszego kraju – większego, lepszego, silniejszego niż kiedykolwiek wcześniej. Ameryka nigdy nie będzie krajem komunistycznym!” – mówił Donald Trump.
Walka z komunizmem była także wątkiem przewodnim w jego sobotnim wystąpieniu. Prezydent USA obiecywał, że nigdy nie pozwoli „mu [komunizmowi] pokazać swojej brzydkiej twarzy” w kraju.
„Nie chcemy komunistów w naszym kraju” – powiedział „To nigdy się nie sprawdziło i nigdy się nie sprawdzi (…) Chcemy powstrzymać takie zagrożenie natychmiast, zanim się pojawi. To jak rak – trzeba go wykorzenić i to szybko” – dodawał.
W swojej przemowie Trump opowiadał o amerykańskich osiągnięciach takich jak lądowanie na Księżycu, czy pierwszy lot samolotem braci Wright. Mówił także o sukcesach wojskowych, oddał hołd weteranom. Nawiązał także do aktualnych konfliktów – twierdził, że „zniszczył irańską armię”. Chwilę poświęcił również podnoszonym przez niego samego często zarzutom o rzekomo sfałszowane wybory w 2020 roku. Z tej okazji wezwał Kongres do ograniczenia głosowania korespondencyjnego i wprowadzenie wymogu dowodu obywatelstwa przy rejestracji wyborczej. Głównie skupiał się jednak na obietnicach wzrostu potęgi USA.
„To dopiero świt złotej ery Ameryki i w tym 250. dniu 4 lipca deklarujemy, tak jak uczyniono to dwa i pół wieku temu, że dla naszego kraju, dla naszych dzieci i dla sprawy wolności, wyniesiemy go na nowy poziom, na poziom, którego jeszcze nie osiągnęliśmy. Uczynimy go większym, lepszym, silniejszym i pokochamy go jeszcze bardziej” – mówił Trump.
W Waszyngtonie w sobotę panowały ekstremalne warunki. Temperatura sięgała niemal 40 stopni, a następnie pojawiło się zagrożenie gwałtownymi burzami. Teren National Mall ewakuowano. Ludzie zaczęli gromadzić się ponownie po przejściu zagrożenia. Z tego powodu uroczystości rozpoczeły się z prawie 2-godzinnym opóźnieniem.
Jak przypomina Reuters, od 1951 roku żaden prezydent USA poza Donaldem Trumpem nie wygłosił przemówienia z okazji 4 lipca na National Mall. Powodem były chęci oddzielenia uprawiania polityki od oficjalnego, państwowego upamiętnienia rocznicy. Sondaż Reuters/Ipsos wykazał, że większość Amerykanów, w tym trzy czwarte Demokratów i połowa Republikanów, uważa, że wydarzenia z okazji 250. rocznicy powstania kraju stały się zbyt polityczne.
Przeczytaj także: