Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ukraińskie siły zbrojne podsumowały nocne rosyjskie ataki na ukraińską stolicę. Agresorzy użyli do niego między innymi sześciu pocisków balistycznych Iskander-M i 121 dronami różnego rodzaju.
Ukraińcom udało się zestrzelić dwa pociski typu Ch-59/69 oraz 111 dronów Szahed, Gerber i Itałmas. Nie udało się jednak uniknąć strat w Kijowie, gdzie Rosjanie uderzyli w cztery dzielnice. Miejskie włądze poinformowały o przynajmniej 10 ofiarach, poszkodowany jest między innymi 11-letni chłopiec.
„W ciągu nocy Rosja wystrzeliła ponad 120 dronów i 12 pocisków, z czego połowa to pociski balistyczne. Naszym obrońcom udało się zestrzelić większość celów – z wyjątkiem pocisków balistycznych. Oczekujemy, że nasi partnerzy dotrzymają obietnic dotyczących pakietów wsparcia uzgodnionych podczas szczytu NATO, mających na celu ochronę naszych obywateli. Musimy jak najszybciej przystąpić do prac nad umowami licencyjnymi dotyczącymi systemów Patriot oraz wspólnego europejskiego projektu obrony przeciwrakietowej” – przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Ukraińskie Wojsk Obrony Terytorialnej uszkodziły z kolei jednostki pływające na wodach Morza Azowskiego. Trafionych zostało aż 21 rosyjskich tankowców „floty cieni”, transportujących ropę zagranicę z pominięciem sankcji. Jak informuje Ukraińska Prawda, Sztab Generalny ukraińskiej armii potwierdził trafienie pociskami również czterech holowników, dwóch statków do przewozu suchych ładunków i pogłębiarki służących do zapewnienia logistyki wojskowej i portowej. Rosja zawiesiła żeglugę przez Kanał Don-Azowski, łączący rzekę Don z Morzem Azowskim.
Przez Morze Azowskie dostarczane jest między innymi paliwo na Krym. Ukraina wprowadza plan „izolacji Krymu” nasiliła uderzenia w infrastrukturę transportową, paliwową i energetyczną. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski 25 czerwca ogłosił 40-dniową operację Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), której celem jest zmuszenie Moskwy do zakończenia wojny.
Poinformował jednocześnie, że SBU „otrzymała materiały świadczące o faktycznie codziennym pogłębianiu się kryzysu związanego z paliwem, logistyką wojskową i zarządzaniem na Krymie”.
Przeczytaj także:
W Warszawie powstaną Mur Pamięci z nazwiskami wszystkich zidentyfikowanych ofiar wojen XX wieku na Ukrainie, w tym ofiar zbrodni wołyńskiej – ogłosił w sobotę premier Donald Tusk, nawiązując do rocznicy dnia masakry.
Oznacza to, że obok ofiar z Wołynia upamiętnieni zostaną również Ukraińcy, którzy zginęli w wyniku działań wojennych.
„Dlatego w Warszawie stanie Mur Pamięci z wiecznym ogniem i nazwiskami każdej odnalezionej i zidentyfikowanej ofiary. Rzeczpospolita nie zapomni o żadnej z nich” – stwierdził Tusk. – „Ofiary nie mogą pozostać bezimienne ani pozbawione godnego pochówku. Pamięć o nich to nasz wspólny obowiązek wobec ich rodzin, narodu i państwa polskiego. Dlatego podjąłem działania, by po latach wznowić poszukiwania i ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz innych polskich ofiar wojen XX wieku na Ukrainie, których ciała nie spoczęły dotąd w godnych grobach.”
W opublikowanym w mediach społecznościowych nagraniu premier podkreślił, że zbrodnia wołyńska była "ludobójstwem na Polakach i obywatelach polskich innych narodowości, dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów.
11 lipca to Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa, upamiętniający masowe morderstwa dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach Rzeczypospolitej. Tego dnia w 1943 roku doszło do kulminacji rzezi wołyńskiej. W sobotę i niedzielę zaplanowano obchody rocznicowe. Premier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że w sobotę uda się na Wołyń. Prezydent Karol Nawrocki weźmie udział w obchodach w Radrużu, wsi na dzisiejszym pograniczu polsko-ukraińskim.
Przeczytaj także:
W Jedwabnem odbyły się uroczystości upamiętnienia 85 rocznicy zbrodni. Wzięli w niej udział m.in. przedstawiciele parlamentu i prezydenta. Na miejscu pojawiła się jednak także negująca zbrodnię skrajna prawica. Grzegorz Braun odsłonił tablicę pamięci „ofiar rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.
10 lipca 2026 r. przypada 85 rocznica mordu na społeczności żydowskiej w Jedwabnem. Jak ustaliło śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej wszczęte w 2002 roku, 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem grupa ok. 40 Polaków zamordowała co najmniej 340 swoich żydowskich sąsiadów, z czego większość spalono żywcem w stodole. Według badaczy zbrodni dokonano z inspiracji Niemców, ale to Polacy mieli w niej „rolę decydującą” w tej zbrodni. Dziś w miejscu stodoły stoi pomnik upamiętniający ofiary. Odsłonięto go 25 lat temu.
W tegorocznych uroczystościach upamiętniających zbrodnię wzięli udział m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, przedstawiciel prezydenta RP Wojciech Kolarski, wiceprezes IPN Mateusz Szpytma, parlamentarzyści, duchowni różnych wyznań, dyplomaci oraz delegacja warszawskiej gminy wyznaniowej. Nie było żadnych oficjalnych przemówień.
„To jest okazja dla nas: żałować razem i pamiętać. Kiedy pamiętamy, jest szansa, że możemy zbudować lepszy świat dla naszych dzieci i wnuków” – powiedział krótko rabin Michael Schudrich w trakcie uroczystości pod pomnikiem [cyt. za PAP].
Jak co roku, w Jedwabnem w rocznicę pogromu pojawiła się także skrajna prawica, która neguje sprawstwo Polaków w tej zbrodni. Grzegorz Braun, lider Konfederacji Korony Polskiej, niedaleko pomnika ofiar ustawił krzyż z kamienną tablicą. Ma ona upamiętniać „ofiary dwóch zbrodniczych totalitaryzmów – niemieckiego nazizmu i rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.
Braun odsłonił tablicę razem z posłami Korony – Włodzimierzem Skalikiem i Romanem Fritzem. Polityk wzywał do wznowienia ekshumacji w Jedwabnem, aresztowania, ukarania i wygnania z Polski rabina Schudricha. Pomnik ofiar w miejscu stodoły nazwał „miejscem kłamstwa” i podziękował Wojciechowi Sumlińskiemu za wcześniejsze wzniesienie w okolicy pomników, które kwestionowały fakt, że zbrodni dokonali Polacy.
„Szanowni państwo, widzicie, że i komuna, i eurokomuna, i żydokomuna idą w zaparte. Idą w zaparte. I w sprawie kłamstwa Jedwabińskiego, i w sprawie kłamstwa o pogromach rzeszowskim, krakowskim, kieleckim 1945 i 1946 roku. I w Oświęcimiu i w innych miejscach pamięci-niepamięci” – mówił Braun.
Przeczytaj także:
Do otwartej w piątek stacji Choczewo doprowadzono moc z morskiej farmy wiatrowej Baltic Power. Na razie na morzu pracują 54 turbiny, docelowo ma ich być 76.
W Osiekach Lęborskich na Pomorzu uruchomiono nową stację elektroenergetyczną Choczewo, należącą do Polskich Sieci Elektroenergetycznych. W piątek 10 lipca do obiektu doprowadzono moc z pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, budowanej przez Orlen i kanadyjską spółkę Northland Power. Stacja będzie kluczowym elementem systemu przesyłu energii z morskich farm wiatrowych do krajowej sieci elektroenergetycznej.
Baltic Power to pierwsza morska farma wiatrowa w Polsce. Instalacja o planowanej mocy 1,2 GW powstaje na Bałtyku i ma składać się z 76 turbin. Obecnie na morzu zamontowano już 54 turbiny, a pierwsze z nich rozpoczęły produkcję energii. Osiągnięcie etapu tzw. first power oznacza rozpoczęcie stopniowego uruchamiania całej farmy.
„Kiedy słyszę te dane, to aż nie chcę mi się wierzyć. To, co wystaje ponad wodę, jest wyższe od Pałacu Kultury, a więc tu za chwilę blisko naszego brzegu na Bałtyku będzie stało 76 wież, każda wyższa od Pałacu Kultury" – mówił premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej przy okazji otwarcia stacji.
Tusk podkreślił także, że uruchomienie stacji oraz budowa farmy Baltic Power są ważnymi inwestycjami z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Jak zaznaczył, dywersyfikacja źródeł energii ma szczególne znaczenie w czasie napięć geopolitycznych, takich jak wojna Rosji przeciwko Ukrainie czy konflikty na Bliskim Wschodzie.
„Budowę stacji Choczewo sfinansowano w całości z Krajowego Planu Odbudowy. Jej koszt wyniósł ok. 530 mln zł. Prace zrealizowały firmy SPIE Energy Poland i Elfeko. Urządzenia na stację dostarczyły m.in.: Olmex, Hitachi Energy Poland, Siemens Polska, Telefonika Polska oraz Arteche. PSE podały, że stacja zajmuje powierzchnię 25 ha, czyli 35 boisk piłkarskich. W ramach budowy wmurowano niemal 9,5 ton fundamentów, zmontowano ponad 800 ton konstrukcji stalowych, ułożono 300 kilometrów kabli i wybudowano 8 kilometrów dróg asfaltowych” – podaje Polska Agencja Prasowa.
Zakończenie budowy farmy Baltic Power planowane jest na jesień 2026 roku. Stacja Choczewo została przygotowana w zakresie niezbędnym do przyłączenia tej inwestycji, a dodatkowo powstała linia łącząca ją ze stacją Żarnowiec. Polskie Sieci Elektroenergetyczne prowadzą także prace nad kolejnymi połączeniami dla przyszłych morskich farm wiatrowych, a całość projektu rozbudowy infrastruktury ma zostać zakończona w pierwszej połowie 2027 roku.
Przeczytaj także:
Krzysztof Bosak dementuje pogłoski, jakoby Jarosław Kaczyński miał zaproponować mu dołączenie do wielkiej prawicowej koalicji
Mariusz Gierszewski z Radia ZET, powołując się na swoje źródła, opublikował w piątek 10 lipca informację o organizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość prawicowej koalicji na wybory w 2027 roku. Zaproszenia mieli lub mają dostać: były lider ruchu Kukiz'15 Paweł Kukiz, były kandydat na prezydenta Marek Jakubiak, były lider ruchu Bezpartyjni Samorządowcy Marek Woch oraz liderzy Ruchu Obrony Granic. „Propozycję dołączenia do koalicji dostał również jeden z liderów Ruchu Narodowego i wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak [...] Równocześnie jak twierdzą nasi rozmówcy, PiS będzie podkreślał, że drugi z liderów Konfederacji Sławomir Mentzen nie ma nic wspólnego z prawicą i jest wyłącznie przedsiębiorcą „bawiącym się w politykę" – czytamy.
Plany te miały być już omawiane na kilku spotkaniach. Radio ZET jako dowód na kontakty na linii Bosak-PiS podaje zaproszenie polityka do panelu na Kongresie „Polska ambitna”, gdzie wystąpić miał z Mariuszem Błaszczakiem i Jackiem Sasinem.
Na publikację Mariusza Gierszewskiego zareagował Krzysztof Bosak.
„Dementuję wszystkie informacje mnie dotyczące zawarte w poniższym artykule jako nieprawdziwe. Przestrzegam zarazem zarówno dziennikarzy, jak i wyborców przed operacjami dezinformacyjnymi polityków zbliżonych do kierownictwa PiS" – napisał lider Ruchu Narodowego. Stwierdził, że nie otrzymał żadnej propozycji udziału w koalicji, a do tego nie był na wymienionym w tekście kongresie.
„Bylem zaproszony, ale zdecydowałem się tego dnia wziąć udział w szkoleniu wojskowym dla posłów. Jedyne co jest prawdą w tym tekście, to że szefostwo PiS fantazjuje o rozbiciu Konfederacji i rozmawia o tym z dziennikarzami” – skwitował Krzysztof Bosak.
Prawicowa koalicja, którą ma według doniesień Radia ZET przygotowywać Jarosław Kaczyński, w dużym stopniu już funkcjonuje. Marek Jakubiak oraz Paweł Kukiz, pomimo tego, że w Sejmie zasiadają w osobnych kołach poselskich, to dostali się do niego w 2023 właśnie z list Prawa i Sprawiedliwości. Lider Ruchu Obrony Granic, czyli Robert Bąkiewicz też znalazł się w 2023 roku na listach PiS, ale nie udało mu się zdobyć mandatu.
Nowością na liście jest nazwisko Marka Wocha, liderem Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni i Samorządowcy (jest to pewnego rodzaju odprysk środowiska Bezpartyjnych Samorządowców), który w 2025 roku startował w wyborach prezydenckich. Woch spośród 13 kandydatów w pierwszej turze zajął 13 miejsce i wyścig zakończył z wynikiem 18 tysięcy głosów, co przełożyło się na 0,09% poparcia.
Po wyborach prezydenckich Marek Woch zaczął zawiązywać sojusze z rozmaitymi środowiskami skrajnej prawicy i prorosyjskimi stowarzyszeniami, o czym na łamach OKO.press pisała Anna Mierzyńska. Zawarł także pakt z Grzegorzem Braunem w sprawie potencjalnego wspólnego startu w 2027 roku.
Przeczytaj także:
Pogłoski na temat potencjalnej koalicji Konfederacji i Prawa i Sprawiedliwości również krążą od ponad roku, podsycane faktem, że stosunki Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena są chłodne. Lider Ruchu Narodowego rzekomo prawie w ogóle nie rozmawia bezpośrednio z liderem Nowej Nadziei. Mentzen jest od miesięcy także ostro atakowany przez Jarosława Kaczyńskiego. I nie pozostaje mu dłużny. Inaczej wygląda sytuacja Krzysztofa Bosaka, wobec którego politycy PiS rzeczywiście wykonują publiczne gesty świadczące o szacunku.
Tej grze Prawa i Sprawiedliwości – grze na rozbicie Konfederacji – poświęcony był jeden z odcinków „Programu Politycznego” Agaty Szczęśniak i Dominiki Sitnickiej. Na razie nic nie wskazuje, by przed wyborami w 2027 roku miało dojść do rozłamu w Konfederacji. Partia jako całość ma stabilne, kilkunastoprocentowe poparcie w sondażach. Jednym z krążących scenariuszy jest taki, w którym PiS po wyborach miałoby utworzyć koalicję, ale tylko z częścią Konfederacji. Zakładając, że partia zdobędzie kilkadziesiąt mandatów i podzieli się w Sejmie na dwa kluby – Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego.
Te scenariusze rozpisywane są jednak niejako równolegle do dyskusji na temat tzw. prawicowego paktu senackiego, za którego utworzeniem politycy Konfederacji opowiadają się publicznie. Sławomir Mentzen, ze względu na swój konflikt z Jarosławem Kaczyńskim, stawia jednak warunek. Chciałby, by patronem takiego paktu był prezydent Karol Nawrocki.
Przeczytaj także: