Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W nocy i wieczorem Rosja zaatakowała dronami miejscowości przyfrontowe Ukrainy. W obwodach dniepropetrowskim i zaporoskim pięć osób zginęło, a 13 zostało rannych.
Ołeksandr Hanża, szef dniepropietrowskiej administracji wojskowej poinformował, że w nocy 4 lutego, Rosjanie zaatakowali dronami hromadę wasylkiwską. Zginęła 68-letnia kobieta i 38-letni mężczyzna. Dwie inne osoby zostały ranne i hospitalizowane, są w stanie średnio ciężkim.
Wskutek uderzenia wybuchły pożary. Jeden dom prywatny został zniszczony, uszkodzone zostały trzy domy, budynki gospodarcze, samochód, nieużywany budynek i budynek administracyjny, linia energetyczna. Oprócz tego pod atakiem rosyjskich dronów oraz systemów rakietowych Grad były inne hromady obwodu dniepropetrowskiego. Została uszkodzona infrastruktura i linia energetyczna.
Wczoraj, 3 lutego, wieczorem około godziny 18:00 rosyjskie drony atakowały też Zaporoże. Według Iwana Fedorowa, szefa zaporoskiej administracji wojskowej, zginęły dwie osoby – 18-letni chłopak i dziewczyna, 11 osób zostało rannych w tym troje dzieci. 15-letnia dziewczynka jest w stanie ciężkim.
Lekarze zdiagnozowali rany odłamkowe, urazy czaszkowo-mózgowe i stłuczenia.
Uszkodzono wielopiętrowe budynki, sklepy i samochody.
„Rosjanie zaatakowali miasto wieczorem, kiedy ludzie wracali do domów” – napisał Fedorow.
Alarm przeciwlotniczy w Zaporożu trwał ponad 27 godzin.
Dziś rano Fedorow poinformował o kolejnej ofierze w obwodzie zaporoskim. W ciągu doby okupanci przeprowadzili 790 ataków, w tym naloty, drony, ostrzał z artylerii na 32 miejscowości obwodu.
Przeczytaj także:
Jak poinformowała Chersońska prokuratura, rano, 4 lutego armia rosyjska ostrzelała z artylerii też Chersoń. Zginął 38-letni mężczyzna. Rosjanie zaatakowali też dronem samochód służb medycznych. Zginęła pielęgniarka z lokalnej przychodni, kierowca samochodu odniósł obrażenia.
Dziś wojska rosyjskie zaatakowały również Drużkówkę w obwodzie donieckim pociskami kasetowymi i bombami lotniczymi.
„Trafili prosto w targowisko, gdzie każdego ranka gromadzi się mnóstwo ludzi. To kolejne celowe zbrodnie wojenne i kolejny dowód na to, że wszystkie rosyjskie deklaracje o »rozejmie« są nic nie warte” – napisał szed Donieckiej administracji wojskowej Wadym Fiłaszkin.
Według ostatnich danych wskutek ataku zginęło siedem osób, osiem zostało rannych. Fiłaszkin zaznaczył, że ostateczna liczba ofiar na razie nie jest ustalona.
Jak podaje rosyjska propagandowa agencja TASS, według rosyjskiego Ministerstwa Obrony w ciągu 24 godzin rosyjskie wojska zaatakowały w Ukrainie „obiekty infrastruktury paliwowej i energetycznej wykorzystywane przez ukraiński kompleks wojskowo-przemysłowy i Siły Zbrojne Ukrainy, a także tymczasowe miejsca rozmieszczenia sił ukraińskich i najemników zagranicznych w 153 dystryktach”.
Miejscowości przyfrontowe nieustannie są ostrzeliwane. Rosyjskie drony z ładunkami wybuchowymi zabijają cywili w domach, w autobusach, na przystankach.
1 lutego, w okolicach Pawłohradu rosyjskie drony spadły w pobliżu autobusu dowożącego z nocnej zmiany górników z miejscowej kopalni. 12 osób zginęło, 16 zostało rannych i przebywa w szpitalu.
Przeczytaj także:
Donald Trump mówi, że Władimir Putin „dotrzymał słowa” w sprawie ogłoszonego „energetycznego rozejmu” i przez tydzień (25 stycznia – 1 lutego) nie atakował obiektów energetycznych. (Chociaż wcześniej nie było wiadomo od kiedy ten tydzień się zaczyna).
Mimo to Rosja przeprowadza inne ataki różnych typów i zabija ludzi. Są one teraz najważniejszym przekazem w rosyjskiej propagandzie. Mówi ona Rosjanom, że w ich efekcie Ukraina będzie się musiała zgodzić na warunki kapitulacji dyktowane przez Moskwę. Żadne ustalenia z Amerykanami czy Europejczykami nie mają znaczenia. W Abu Zabi zaczyna się dziś kolejna tura amerykańsko-ukraińsko-rosyjskich rozmów w sprawie pokoju. Rosjanie mówią, że nie będzie ona rozstrzygająca.
Przeczytaj także:
To kolejny taki przypadek w ostatnich dniach.
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych potwierdziło, że w polską przestrzeń powietrzną wleciały kolejne obiekty zza naszej wschodniej granicy. W nocy z 3 na 4 lutego wojskowe systemy radiolokacyjne wykryły balony, które przeleciały granicę Polsko-Białoruską (za komunikatem DORSZ dokładnie „obiekty o charakterze balonów”).
DORSZ uspokaja, że balony „były monitorowane i nie stwarzały zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu lotniczego ani obywateli RP”.
„Współpraca Sił Zbrojnych RP ze służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa pozwala tym służbom na szybką reakcję, w tym przejęcia obiektów i zatrzymania osób podejrzanych o te incydenty. Siły Zbrojne RP 24/7 pozostają w gotowości do zapewnienia bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej” – podkreślało dowództwo.
O poprzednim taki przypadku wojsko infformowało w nocy z 30 na 31 stycznia. Wojskowi potraktowali to wydarzenie jako wrogi akt. „Zdarzenie to stanowi kolejne z serii incydentów o charakterze hybrydowym obserwowanych na wschodnim obszarze Polski” – stwierdzili przedstawiciele DORSZ.
Najpoważniejszym do tej pory incydentem tego typu było wtargnięcie rosyjskich dronów w Polską przestrzeń powietrzną w nocy z 9 na 10 września 2025 r. Interweniowały wtedy polskie i sojusznicze samoloty stacjonujące w naszym kraju w ramach współpracy NATO-wskiej. Polskie niebo niebawem ma być uważniej monitorowane. W piątek podpisano umowę na dostawę nowoczesnego systemu obrony antydronowej dla polskich sił zbrojnych. W ceremonii uczestniczyli premier Donald Tusk oraz wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. System o nazwie San, opracowywany przez Polską Grupę Zbrojeniową we współpracy z firmą APS i norweskim Kongsbergiem, ma za zadanie zabezpieczać przed atakami wrogich dronów.
Przeczytaj także:
14 osób zginęło w wyniku zderzenia łodzi motorowej transportującej migrantów ze statkiem patrolowym greckiej straży przybrzeżnej.
Do tragedii doszło u wybrzeży wyspy Chios na wschodnim Morzu Egejskim. Straż przybrzeżna przeprowadziła akcję ratunkową i odnalazła w wodzie 24 osoby z motorówki i dwóch funkcjonariuszy, których następnie przewiezione do szpitala na lądzie. Czternastu migrantów, starających się dotrzeć do Europy, nie udało się uratować.
Służby ustalają przebieg zdarzenia i nie informują na razie o kierunku, z którego nadpłynęła łódź. Nie wiadomo również, ile osób było przewożonych łodzią motorową, straż przybrzeżna nie podaje też tożsamości poszkodowanych.
W lokalnych mediach ukazały się nagrania mające pokazywać wydarzenia z wybrzeży Chios. Widać na nich co najmniej jedną osobę przenoszoną w kocu z łodzi straży przybrzeżnej do samochodu służb oraz dwójkę dzieci prowadzonych w kierunku tego samego pojazdu.
Grecja jest punktem docelowym niebezpiecznych przepraw przez morze, które podejmują osoby z Afryki, Azji oraz Bliskiego Wschodu zagrożone ubóstwem i skutkami konfliktów zbrojnych. Grecja utrudniła warunki ubiegania się o azyl, zaostrzając przepisy migracyjne, narażając się również na zarzuty o stosowanie pushbacków.
Organizacje broniące praw człowieka donosiły o 14 482 pushbackach na greckich granicach w 2024 roku. W Polsce, głównie na granicy polsko-białoruskiej, miało ich być 13 600. Dwa lata temu rząd w Atenach został ukarany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w związku ze śmiercią postrzelonego przez straż graniczną syryjskiego uchodźcy. Jego rodzinana mocy wyroku otrzymała 80 tysięcy euro.
Przeczytaj także:
Po zakończeniu tygodnia Putina bez ostrzeliwania infrastruktury energetycznej Ukrainy w środku mroźnej zimy rosyjska Cerkiew Prawosławna ogłosiła tydzień bez przeklinania
„Większość regionów Rosji ogłosiła dziś rozpoczęcie »Tygodnia Życzliwych Słów«. W niektórych miejscach jest to prawdziwy tydzień, w innych zaś – »Miesiąc Życzliwych Słów«. To seria wydarzeń mających na celu autentyczną współpracę na rzecz promowania czystości mowy i zapobiegania wulgaryzmom. Wydarzenia odbywają się głównie w placówkach edukacyjnych, ale w niektórych społecznościach mają szerszy zakres – obejmują instytucje kulturalne, biblioteki i przestrzenie publiczne” – wyjaśnił pop Klujew, założyciel Ogólnorosyjskiego Ruchu Społecznego na rzecz Ochrony Języka Rosyjskiego „Dobrosłowo” oraz przewodniczący Międzyregionalnego Ruchu Społecznego na rzecz Obrony Rodziny, Ojcostwa, Macierzyństwa i Dzieciństwa „Prawosławny Komitet Rodziców”.
O inicjatywie Cerkwi poinformowały rosyjskie oficjalne media. Objaśniły, że „Tydzień Życzliwych Słów to wyjątkowy tydzień poświęcony promowaniu uprzejmości i pozytywnej komunikacji. Celem wydarzenia jest przypomnienie ludziom o znaczeniu życzliwych słów i ich wpływie na innych”.
Pop Klujew zaznaczył, że organizowanie patroli wyłapujących przeklinających w miejscach publicznych jest zbędne:
„Jeśli mijamy piaskownicę i są tam dzieci, które używają takiego języka, musimy do nich podejść, zatrzymać się i zgłosić uwagę”
- objaśnił pop.
1 lutego skończył się inny rosyjski tydzień – ograniczonego ostrzeliwania Ukrainy. Teraz Rosja ostrzeliwuje sąsiednie państwo bez ograniczeń.
3 lutego przeprowadziła gigantyczny atak na Kijów, ponownie niszcząc jego infrastrukturę energetyczną. Relacja z ataku była czołówką wieczornych wiadomości telewizyjnych. Prowadzący program podkreślał, że Rosja miała prawo zaatakować Ukrainę, gdyż obiecała tego nie robić tylko przez tydzień, a tydzień ten właśnie minął. Propaganda z satysfakcją dodawała, że mróz w Kijowie przekracza 20 stopni.
Przeczytaj także:
„To długi czas – jeden tydzień” – skomentował atak Donald Trump. Przekazał, że rosyjski atak go nie zdziwił, ale tydzień bez ostrzału to jego osobisty duży sukces
Rosyjska Cerkiew nie tylko rozumie Putina, jak Trump, ale też szczerze go wspiera. Podczas kazania z okazji Objawienia Pańskiego (19 stycznia) patriarcha „Moskwy i Wszechrusi” Cyryl nazwał Putina prawdziwie prawosławnym przywódcą: "Żyjemy w czasach, gdy głową naszego państwa jest prawdziwie prawosławny przywódca, nie, jak to się mówi, z protokołu, ale z przekonania, prawosławny przywódca, Władimir Władimirowicz (Putin – red.). To oczywiście świadczy o tym, że cud Boży dokonał się za sprawą modlitw świętych”.
Za chwilę w Abu Zabi zacznie się kolejna runda pokojowych rozmów między Ukrainą, USA i Rosją. Rosja już zapowiedziała, że przestanie strzelać dopiero wtedy, gdy przejmie kontrolę nad Ukrainą i będzie mogła przeprowadzić tam czystki za „działania antyrosyjskie”. Do takich działań należy np. skuwanie rosyjskich napisów w ukraińskich pomników.
Przeczytaj także:
Według Axios rozmowy mają się odbyć w piątek 6 lutego w Stambule. Na dziś nadzieja na ich pozytywny wynik nie jest duża
„Biorąc pod uwagę apele przyjaznych nam krajów regionalnych o odpowiedź na propozycję rozmów zgłoszoną przez prezydenta USA, poleciłem ministrowi spraw zagranicznych przygotowanie gruntu pod sprawiedliwe i uczciwe negocjacje… o ile powstanie atmosfera wolna od gróźb i nieracjonalnych oczekiwań” – napisał dziś w mediach społecznościowych prezydent Iranu Masud Pezeszkian.
To pierwsze tak otwarte przyznanie ze strony Iranu, że kraj ten jest gotowy do rozmów z Amerykanami. Dominujący ton ze strony Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego był w temacie kontaktów z USA konfrontacyjny. W tekście z oficjalnej strony urzędu Chameneiego z 27 stycznia czytamy:
„Donald Trump, prezydent Stanów Zjednoczonych, swoim postępowaniem i działaniami politycznymi wykpił już i tak kruche reguły międzynarodowego systemu i otwarcie przeszedł do zastraszania. Nie interesuje go ani dyplomacja, ani porządek prawny; zamiast tego stara się narzucić swoją wolę za pomocą gróźb i zastraszania".
1 lutego Chamenei ostrzegał: jeśli Amerykanie rozpoczną wojnę z Iranem, to rozleje się ona na cały region.
Nieoficjalne doniesienia medialne mówią, że rozmowy mogą odbyć się w piątek 6 lutego w Stambule. Na razie jednak żadna ze stron tego nie potwierdziła. W próby namówienia Irańczyków na rozmowy zaangażowane były w ostatnich dniach różne państwa regionu. Premier Kataru Muhammad ibn Abd ar-Rahman Al Sani rozmawiał z bliskim współpracownikiem Chameneiego Alim Laridżanim. Prezydenta Pezeszkiana do otwarcia rozmów namawiał jego egipski odpowiednik, Abd al-Fattah as-Sisi.
Miesiąc temu w Iranie od kilku dni masowe protesty przeciwko rządowi i jego polityce ekonomicznej rosły w siłę. Od 8 do 10 stycznia rząd krwawo stłumił protesty. Ze względu na odcięcie dostępu do internetu przez rząd i brak niezależnych dziennikarzy na miejscu, wciąż nie znamy dokładnego przebiegu zdarzeń i liczby ofiar. Z doniesień, które się do nas przedostają można jednak stwierdzić, że ofiary śmiertelne można najpewniej liczyć w tysiącach.
W trakcie protestów prezydent USA groził reżimowi z Teheranu, że wspomoże protestujących. W ostatnich dwóch tygodniach Trump wywierał presję na Iran zwiększając amerykańską obecność wojskową w rejonie Zatoki Perskiej.
Obserwujemy więc kolejną odsłonę wrogich stosunków amerykańsko-irańskich. W 2025 roku Trump również próbował rozmów dyplomatycznych z Irańczykami na temat ich programu atomowego. Wówczas jednak obustronny brak zaufania sprawił, że nie doszło do żadnych ustaleń. W końcowej fazie rozmów Amerykanie wiedzieli, że Izrael zaatakuje Iran. Amerykanie dołączyli się do wojny, atakując irańskie instalacje związane z programem atomowym.
W konsekwencji Iran jest dziś w trudniejszej sytuacji. Jesteśmy blisko faktycznych rozmów. Trump najpewniej oczekuje szybkiego sukcesu, a najlepiej – zgody Iranu na wszystkie amerykańskie żądania. Dla Iranu takie wyjście byłoby upokarzające i nieakceptowalne. Irańczycy będą najpewniej chcieli osiągnąć jak najszersze zniesienie sankcji, Amerykanie – przynajmniej rezygnację przez Iran z programu atomowego. To bardzo odległe pozycje.
Jednocześnie Axios pisze, że Trump jest dziś mniej chętny, by przeprowadzać atak na Iran. Jeśli Amerykanie chcieliby osiągnąć zmianę reżimu politycznego w Teheranie, sama kampania z powietrza, nawet intensywna, może być niewystarczająca. O inwazji lądowej nie ma w tym momencie mowy. Przygotowania do takiej kampanii trwają miesiącami, a nie ma dziś żadnych sygnałów, by trwały.
Szanse na skuteczne rozwiązanie obecnych napięć w piątkowych rozmowach są więc nikłe. A jeśli nie pociągną za sobą kolejnych spotkań – nie można wykuczyć, że Trump ostatecznie zdecyduje się na jakiś rodzaj uderzenia militarnego. A tym samym pogłębi chaos i pogroszy i tak trudną sytuację zwykłych Irańczyków.
Przypomnijmy jeszcze – skuteczne rozmowy między USA i Iranem udało się przeprowadzić za kadencji Baracka Obamy. Udało się wówczas osiągnąć zniesienie sankcji (co pozwoliło Iranowi na poprawienie sytuacji gospodarczej) i skuteczne ograniczenie wzbogacania uranu przez Iran (potwierdzały to kontrole Międznarodowej Agencji Energii Atomowej).
Wówczas jednak rozmowy trwały 20 miesięcy i wymagały wielu spotkań. A Donald Trump nie lubi czekać.
Przeczytaj także: