Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Z całego serca składam Ci, błyskotliwemu, niezwykłemu człowiekowi i politykowi, serdeczne życzenia, z okazji Twoich 80. urodzin! – napisał do Trumpa Putin, a treść listu ogłosiła telewizja, podkreślając serdeczny jego ton. Trump miał obiecać Putinowi wznowienie mediacji z Ukrainą. Ale do Trumpa dodzwonił się też prezydent Zełenski.
Z okazji 80. urodzin Trumpa Putin wysłał mu życzenia, a następnie prezydenci rozmawiali przez telefon. Była to trzynasta rozmowa od czasu objęcia przez Trumpa urzędu w 2025 r., więc nie jest już medialną sensacją.
Po tym, jak Kreml poinforował o rozmowie, także Kijów ogłosił, że prezydent Zełenski rozmawiał dziś z Trumpem.
Z relacji o rozmowie Putina z Trumpem wynika, że Putin robił wszystko, by Trump nie odwrócił się od niego. Na zaczynającym się 16 czerwca szczycie G7 prezydent USA może się dowiedzieć od sojuszników i samej Ukrainy, że Rosji na wojnie w Ukrainie idzie źle, więc wojnę da się zakończyć, zwiększając presję na Rosję – a nie na Ukrainę.
Przeczytaj także:
„Wysoko cenię wzajemne zrozumienie, jakie się między nami wytworzyło i które pozwala nam bezpośrednio i szczerze omawiać wszelkie, nawet najbardziej złożone, kwestie z zakresu stosunków dwustronnych i międzynarodowych” – napisał Putin.
O rozmowie telefonicznej Putin-Trump poinformował doradca Putina Uszakow. „Prezydent Rosji nie krył szacunku dla walecznego ducha Donalda Trumpa, jego zdolności do znoszenia ciosów, skutecznego pokonywania przeszkód i wytrwałego dążenia do celów”. Trump miał obiecać Putinowi, że jego wysłannicy, zięć Kushner i partner biznesowy Witkoff wrócą na rozmowy do Moskwy, jak tylko Przestaną być „ściśle zaangażowani w sprawy Iranu”.
„W odniesieniu do konfliktu ukraińskiego, Donald Trump po raz kolejny podkreślił potrzebę zakończenia działań wojennych. Oświadczył, że jest gotowy wpłynąć zarówno na swoich europejskich partnerów, jak i na Kijów, w tym podczas zbliżających się spotkań na szczycie G7”. Według Uszakowa Trumpa miały zmartwić ataki Ukrainy na Rosję, gdyż „z pewnością utrudniają rozwiązanie konfliktu”. A „jak najszybsze zakończenie wojny otworzy perspektywy na zbudowanie prawdziwie nowej jakości relacji amerykańsko-rosyjskich”.
Putin miał przekonywać Trumpa, że ukraińskie ataki na Rosję „nie zmienią krytycznej sytuacji Ukrainy na polu bitwy”. Ale – obawia się Putin — na spotkaniu G7 we francuskim Evian, na które właśnie leci Trump, Europejczycy przedstawią mu sytuacje „dokładnie odwrotnie”.
Putin też najwyraźniej tłumaczył się z odmowy spotkania z prezydentem Zełenskim, który mu to zaproponował w otwartym liście. Wyjaśnił Trumpowi, że oczywiście spotka się z Zełenskim, ale nie w kraju neutralnym, tylko w Moskwie.
Przeczytaj także:
Putin mówił też Trumpowi, że Zełenski chce w Ukrainie czcić „nazistowskich zbrodniarzy”, na co Trump miał wspomnieć o sojuszu USA i ZSRR w czasie II wojny.
Jeśli chodzi o rozmowę Zełenski-Trump, to Wołodymyr Zełenski poinformował w mediach społecznościowych, że on i Trump „rozmawiali o sprawach, które mogą teraz pomóc w zaprowadzeniu pokoju, a ja poinformowałem prezydenta o najnowszych wydarzeniach na polu bitwy i o tym, jak nasza pozycja się wzmocniła”.
„Uzgodniliśmy, że omówimy więcej podczas naszego spotkania na szczycie G7. Mamy kilka dobrych pomysłów, które mogą pomóc w promowaniu pokoju i ochronie życia” – dodał Zełenski. Pochwalił Trumpa za celne uwagi dotyczące sytuacji na Krymie.
To, z jaką żarliwością Putin spieszy, by złożyć życzenia Trumpowi, jest nowością w relacjach między nimi. Sytuacja jest jednak nowa. Już w maju Putin dzwonił do Trumpa, żeby załatwić rozejm na defiladę w Moskwie 9 maja. Ukraińskie drony sięgały bowiem stolicy Rosji. Ukraińcy zgodzili się na rozejm pod warunkiem uwolnienia tysiąca jeńców.
Potem Amerykanie zrezygnowali z mediacji między Ukrainą a Rosją. Uznali, że strony nie są w stanie się porozumieć – bowiem Ukraina wspierana przez państwa Europy nie przyjmuje rosyjskiego dyktatu. Ostatnie rozmowy odbyły się w lutym, a potem USA zaangażowały się w konflikt w Iranie.
Tymczasem sytuacja na wojnie w Ukrainie zaczęła się zmieniać na niekorzyść Rosji. Wbrew opowieściom Putina o tym, że jego armia „nieustannie posuwa się do przodu”, front utknął. Natomiast wzrosła presja ukraińska na Rosję. Ukraińcy przejęli przy pomocy dronów kontrolę nad bezpośrednim zapleczem frontu, odcinają też od dostaw okupowany Krym. Zniszczyli prowadzące tam mosty i kontrolują główne szlaki transportowe. Jednocześnie atakują zakłady przemysłu zbrojeniowego, rafinerie i porty w Rosji – nawet ponad tysiąc kilometrów od granicy. Rosja nazywa to „atakami na cele cywilne”, choć ewidentnie chodzi o uniemożliwienie Rosji dalszego prowadzenia wojny.
Przeczytaj także:
Putin przyznał 12 czerwca, że ataki na Rosję są dotkliwe – ale wierzy, że nie złamią gospodarki i nie wywołają napięć społecznych. Zapowiada też, że niebawem jego armia znajdzie odpowiedź na ukraińskie drony i coraz częściej używane rakiety. Na razie jednak obiecał tylko więcej ataków na miasta Ukrainy.
Przeczytaj także:
„Na wojnę z Polską nikt się nie wybiera” – powiedział PAP Mykyta Poturajew, ukraiński parlamentarzysta z prezydenckiego ugrupowania Sługa Narodu.
„Plany są takie, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski pojedzie na Konferencję na rzecz Odbudowy Ukrainy (Ukraine Recovery Conference 2026), którą zaplanowano 25–26 czerwca w Gdańsku” – powiedział PAP ukraiński deputowany Mykyta Poturajew. „Są takie plany i wiem, że wszyscy planujemy przyjazd. Chociaż nie mogę mówić w imieniu prezydenta” – dodał.
Konferencja ma umocnić „międzynarodowe wsparcie dla odbudowy kraju, a także stymulowanie inwestycji w ukraińską gospodarkę. Wydarzenie będzie skoncentrowane na sektorach najbardziej dotkniętych rosyjską agresją: energetyce, infrastrukturze krytycznej oraz logistyce. Konferencja położy również szczególny nacisk na wzmocnienie zdolności obronnych Ukrainy” – informują organizatorzy.
Deputowany Mykyta Poturajew dodał, że „na wojnę z Polską nikt się nie wybiera”. Odniósł się też do kontrowersji wokół nazwania Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”. Ta decyzja wywołała kontrowersje w Polsce.
„Nie można mówić, że wszyscy w UPA to bandyci. Czy w tej sytuacji wszystkie chłopaki z AK też byli bandytami?” – komentował, podkreślając, że dyskusja na ten temat „dawno poszła w nieodpowiednią stronę”.
Wcześniej pojawiały się przecieki, że w związku z aferą wokół batalionu im. Bohaterów UPA, Zełenski nie pojawi się w Gdańsku. „Ze strony ukraińskiego rządu, z którym jesteśmy w kontakcie, dochodzą słuchy, że Zełenski może nie pojawić się w Gdańsku na konferencji. Słychać argumenty, że ukraiński prezydent może nie chcieć pojawić się w kraju sojuszniczym, gdzie nie zostanie ciepło przyjęty, a wręcz możliwe są protesty” – mówił anonimowo członek polskiego rządu w rozmowie z WP.
Sprawę nadania kontrowersyjnej z polskiej perspektywy nazwy batalionowi szeroko komentował prezydent Karol Nawrocki. Uważa, że w związku z tą decyzją, Polska powinna odebrać Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Z jego inicjatywy odebranie odznaczenia było jednym z punktów zwołanego na 8 czerwca posiedzenia Kapituły Orderu Orła Białego. Kapituła przedstawiła Karolowi Nawrockiemu opinię w tej sprawie, ale nie ogłosiła jej publicznie. Przedstawiciele KPRP informowali, że prezydent podejmie decyzję w tej sprawie „w odpowiednim czasie”.
Przeczytaj także:
Szwajcaria odrzuciła w niedzielę w referendum propozycję ograniczenia liczby ludności do 10 milionów — tak wynika z sondaży opublikowanych przez krajowego nadawcę SRF. To porażka antyimigranckich partii
Wstępne prognozy opublikowane przez krajowego nadawcę SRF wskazują, że około 45 proc. wyborców popiera propozycję, a 55 proc. jest przeciw. W kontrowersyjnym referendum Szwajcarzy mieli przyjąć lub odrzucić propozycję ograniczenia populacji na poziomie 10 milionów osób do 2050 roku.
Jeśli w ciągu dwóch lat populacja osiągnęłaby 10 milionów, Szwajcaria powinna znieść zasadę swobody przemieszczania się – taki pomysł miała skrajnie prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa, promująca to rozwiązanie.
„Ostatecznie chodzi nam o ochronę tego, co kochamy i o to, by Szwajcaria pozostała wspaniałym miejscem do życia” – powiedział jeden z pomysłodawców referendum, Yvan Pahud ze Szwajcarskiej Partii Ludowej. Tak naprawdę skrajnej prawicy zależy na zatrzymaniu migracji do kraju.
Populacja Szwajcarii wynosi 9,1 miliona i rośnie znacznie szybciej niż w sąsiedniej UE. Obcokrajowcy stanowią prawie 28 proc. populacji – podaje Reuters.
Skrajna prawica w Szwajcarii od lat prowadzi kampanię na rzecz ograniczania migracji do ich kraju. Na plakatach umieściła populistyczne hasła, że tylko jeden na dziesięciu imigrantów jest wykwalifikowanym pracownikiem, a dziewięć na dziesięć mieszkań trafia w ręce przyjezdnych.
Referendum, które porównano do głosowania w Wielkiej Brytanii w sprawie Brexitu w 2016 r., zaniepokoiło przedsiębiorców, którzy obawiali się, że może ono doprowadzić do końca swobodnego przepływu pracowników między Szwajcarią a UE, jej głównym partnerem handlowym – podaje agencja Reuters.
„Ludzie martwią się również o takie kwestie, jak zapewnienie wystarczającej liczby opieki i pracowników służby zdrowia. Panuje też przekonanie, że w obecnej sytuacji międzynarodowej nie jest rozsądne, aby mały kraj tak robił” – komentuje w rozmowie z Reutersem Urs Bieri z firmy sondażowej GFS Bern. ”Od samego początku przedstawiano to jako inicjatywę chaosu. Wyborcy obawiali się negatywnych konsekwencji dla relacji Szwajcarii z UE i dla rynku pracy" – dodaje.
Agencja poprosiła o komentarz również Patricka Leisibacha, eksperta ds. migracji w think tanku Avenir Suisse. Jego zdaniem rolę odegrały argumenty ekonomiczne, ponieważ ludzie obawiają się, jak głosowanie „tak” wpłynie na ich codzienne życie.
„Zastanawiają się: »Kto będzie mnie obsługiwał w restauracji?« i »Kto się mną zaopiekuje, kiedy się zestarzeję?«. Chodzi raczej o osobiste dobro, które sprawiło, że ludzie odrzucili tę inicjatywę” – powiedział.
Przeczytaj także:
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer poinformował, że polecił siłom zbrojnym przejąć tankowiec rosyjskiej floty cieni. Statek zamierzał przepłynąć przez kanał La Manche.
„Dziś wczesnym rankiem wydałem rozkaz naszym Siłom Zbrojnym przechwycenia tankowca floty cieni, który próbował przepłynąć przez kanał La Manche. Ta udana operacja zadaje Rosji kolejny cios i przypomina tym, którzy podsycają wojnę Putina na Ukrainie, że nie damy im się ukryć. Chcę podziękować wszystkim zaangażowanym, w tym naszym Siłom Zbrojnym i funkcjonariuszom organów ścigania, którzy dbają o bezpieczeństwo tego kraju 24 godziny na dobę, 365 dni w roku” – napisał na X premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer.
Na zdjęciu: akcja przejęcia statku z floty cieni przez Francję, marzec 2026
Brytyjskie ministerstwo obrony podało, że tankowiec Smyrtos został zajęty przez komandosów brytyjskiej marynarki wojennej oraz specjalnie wyszkolonych funkcjonariuszy Narodowej Agencji ds. Przestępczości (NCA). Do czasu zakończenia śledztwa statek będzie przetrzymywany pod nadzorem u południowego wybrzeża Wielkiej Brytanii.
To pierwsza taka akcja przeprowadzona przez Wielką Brytanię – wcześniej brytyjskie służby jedynie wspierały Francję i USA w podobnych operacjach.
Jako „flotę cieni” określa się tankowce i statki handlowe pod obcymi banderami, które są wykorzystywane przez Rosję do transportu m.in. ropy, żeby uniknąć sankcji nałożonych przez państwa Zachodu.
Jak pisze „Financial Times”, statki-cienie „pojawiły się po raz pierwszy jako sposób na obejście sankcji na eksport ropy przez Iran, zwłaszcza po zaostrzeniu ograniczeń w 2010. Tankowce zaczęły przeprowadzać transfery ładunku między statkami na pełnym morzu, aby ukryć ich pochodzenie”. Udawało im się „zniknąć z radarów” i ukryć swoje ruchy przed organami regulacyjnymi. „Następnie, w 2022 r., stosowanie tych metod gwałtownie wzrosło, gdy Kreml próbował obejść sankcje nałożone w związku z pełnoskalową inwazją na Ukrainę. Obecnie ponad 1000 statków przewozi ropę rosyjską, irańską lub wenezuelską, co stanowi prawie jedną piątą światowej floty tankowców”.
Przejęcie tankowca przez brytyjskie wojsko to kolejna tego typu operacja w ciągu ostatnich tygodni. 31 maja 2026 francuska marynarka wojenna zatrzymała na międzynarodowych wodach Atlantyku tankowiec Tagor. Znajdował się ponad 400 mil morskich (740 km) na zachód od cypla Bretanii. Płynął z Murmańska w Rosji.
Przeczytaj także:
Po 33 latach na trasę Ostrołęka – Łomża wróciły pociągi pasażerskie. „Polska była dumna przez ostatnie lata ze swoich dróg i autostrad, ale mieliśmy takie poczucie, że trochę o kolejach zapomniano, a dzisiaj Polska staje się największym inwestorem w Europie, jeśli chodzi o koleje” – mówił w Łomży premier Donald Tusk.
W sobotę 13 czerwca po raz pierwszy od 33 lat pasażerowie mogli przejechać między Ostrołęką a Łomżą. Był to inauguracyjny, promocyjny przejazd. Rozkładowy ruch pociągów wrócił do Łomży na stałe dziś, 14 czerwca. Przewoźnicy Polregio i PKP Intercity zapewnią sześć par połączeń w dni robocze oraz pięć par w weekendy.
„Uruchamiamy bezpośrednie połączenia do Ostrołęki, Białegostoku i Olsztyna, a za rok mieszkańcy będą mogli bezpośrednio dojechać także do Warszawy nowoczesnymi pociągami produkowanymi przez polską firmę Newag” – zapowiedział Donald Tusk podczas inauguracyjnego przejazdu z Łomży. „Łomża nie jest wyjątkiem, a swego rodzaju przykładem tego, co robimy. Nasz rząd przywraca pociągi do kolejnych miejscowości – nie tylko do dużych miast, ale też do mniejszych ośrodków. Chcemy włączyć i już to realizujemy, do sieci połączeń dalekobieżnych wszystkie powiaty” – dodał.
Łomża doczeka się również nowego dworca. "PKP S.A. ogłosiła już przetarg na zaprojektowanie i budowę nowoczesnego dworca kolejowego w ramach programu Dworce Przyjazne Pasażerom” – czytamy w oficjalnym komunikacie.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak wyliczał w Łomży, że powrotem połączeń kolejowych mogą cieszyć się również Marcinkowice w Małopolsce, które po latach odzyskały połączenie z Nowym Sączem. „Kartuzy, Somonino także wracają na kolejową mapę Polski. Przywróciliśmy połączenie z Ciechocinkiem. Tylko w maju zakończyliśmy budowę 25 nowych przystanków kolejowych w całej Polsce” – wymieniał.
„Powrót kolei do Łomży wpisuje się w realizację programu »Nasza Kolej«, który zakłada inwestycje o wartości 180 mld zł do 2032 roku” – podaje podlaski urząd wojewódzki.
18 miliardów ma zostać przeznaczonych na produkcję nowych pociągów w polskich zakładach. 13,4 mld rząd planuje wydać na walkę z wykluczeniem komunikacyjnym. Zapowiadana jest też budowa 4700 km nowych linii kolejowych i inwestycja w kolej dużych prędkości – na odcinku 480 km pociągi będą mogły rozwijać prędkość do 350 km/h.
Przeczytaj także: