Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Anna Paluch od 30 lat zajmuje mieszkanie komunalne w Krościenku, mimo że jej miesięczne dochody przekraczają 20 tys. zł brutto. Posłanka PiS nie wyprowadza się, bo...buduje dom. Resort rozwoju chce skończyć z takimi nadużyciami
Ministerstwo rozwoju przygotowało projekt ustawy „o ochronie prawa lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie kodeksu cywilnego”. W sejmowych kuluarach propozycja nazywana jest lex Anna Paluch – od nazwiska posłanki PiS, która mimo wysokich dochodów od lat zajmuje mieszkanie komunalne. Dziś gminy mogą weryfikować dochody tylko tych najemców, którzy dostali przydział lokalu z preferencyjnym stawkami czynszu po 2019 roku. Resort rozwoju proponuje, żeby sprawdzać dochody wszystkich najemców co trzy lata. Jeśli prawo wejdzie w życie, gminy zyskają prawo do wypowiadania najmu w przypadku, gdy ktoś zarabia znacznie powyżej kryterium socjalnego. Projekt ustawy trafi pod obrady Sejmu po wakacjach.
Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Paluch od ponad 30 lat zajmuje mieszkanie komunalne w Krościenku. Lokal znajduje się samym centrum turystycznej miejscowości położonej nad Dunajcem.
Miesięczne opłaty wynoszą 116 zł.
Z najnowszego oświadczenia majątkowego wynika, że w 2025 roku Anna Paluch otrzymała 148,3 tys. uposażenia poselskiego oraz 42,3 tys. diety parlamentarnej. To daje prawie 200 tys. zł brutto rocznie. Równocześnie posłanka PiS pobiera emeryturę — to kolejne 87,4 tys. zł. Łącznie daje to średnio niemal 23 tys. zł przychodów miesięcznie.
Anna Paluch twierdzi, że jest ofiarą reprywatyzacji. Lokal komunalny zajęła, gdy straciła zakładowe mieszkanie po ojcu. Już przed wyborami parlamentarnym w 2023 roku obiecywała, że niebawem odda mieszkanie, bo kończy budowę domu. To było trzy lata temu. A łopaty pod inwestycję zostały wbite w 2021 roku. W najnowszym oświadczeniu majątkowym Paluch twierdzi, że na miejscu trwają prace wykończeniowe. Nowa nieruchomość ma być warta 800 tys. zł.
Paluch, nazywana „podhalańską baronową PiS” przekonywała w mediach, że zarabia skromnie, bo dochody podane w oświadczeniu majątkowym to kwoty brutto.
Gdy na antenie Radia Kraków dziennikarz dopytywał ją, kiedy w końcu odda mieszkanie, odpowiedziała: „Jak zdążę zbudować. Kto budował dom, wie, jakie to jest drogie przedsięwzięcie. My zarabiamy średnią krajową”.
Mieszkanie komunalne przysługuje osobom, które znajdują się w trudnej sytuacji materialnej, a ich dochody są zbyt niskie, aby wynająć mieszkanie na wolnym rynku. Anna Paluch nie spełnia żadnego z tych kryteriów. Co więcej, prawo mówi wprost, że najemcą gminnego lokalu komunalnego nie może być ktoś, kto ma własną nieruchomość mieszkalną w tej samej gminie.
Na koniec 2025 roku na przydział mieszkania komunalnego w kraju czekało 45 tys. gospodarstw domowych. Najwięcej i najdłużej czeka się w dużych miastach, w mniejszych gminach raczej kilkanaście miesięcy (o ile gmina inwestuje w mieszkania, a nie tylko je wyprzedaje). Średnio w kolejce spędza się 3,5 roku, ale rekordziści potrafią czekać na klucze od gminy po kilkanaście lat.
Przeczytaj także:
„To hybrydowy scenariusz zamachu” – ocenił szef niemieckiego MSW Alexander Dobrindt, po groźnych incydentach, do których doszło na lotnisku Lipsk/Halle. Służby nie wykluczają udziału sił obcych
Jak informuje Reuters, podejrzany obiekt znaleziony w środę w pobliżu pasa startowego na lotnisku Lipsk/Halle to dron z detonatorem i materiałami wybuchowymi. Według niemieckich mediów miał on znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie ukraińskiego samolotu transportowego typu Antonow. Służby tymczasowo wstrzymały ruch lotniczy, a policja zabezpieczyła bezzałogowiec, używając do tego specjalnego robota do rozbrajania ładunków wybuchowych. Pierwsze ustalenia wskazują, iż bezzałogowiec na lotnisko przyleciał, a nie został podłożony.
Już po incydencie, zaledwie 6 km od Lipska na wysokości 400 metrów samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem. Maszyna wylądowała w Hanowerze, a wypadek nie doprowadził do większych szkód. Niemiecka policja ustala, czy oba zdarzenia są ze sobą powiązane. „Bild” podał, że incydenty zostały sklasyfikowane przez służby jako przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu państwa. Niewykluczone, że doszło do sabotażu.
Szef niemieckiego ministerstwa spraw wewnętrznych w wywiadzie dla stacji ARD stwierdził, że mamy do czynienia z „hybrydowym scenariuszem zamachu”. „Po raz pierwszy na terenie lotniska znajdował się dron z materiałem wybuchowym. Musimy być świadomi zagrożenia. Politycy muszą odpowiedzieć na to zagrożenie” – mówił Alexander Dobrindt. Jak dodał, ładunek nie był dziełem amatora, ale profesjonalistów. I uznał, że „nie można wykluczyć udziału sił obcych”.
Jak pisała w OKO.press Anna Mierzyńska, od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie głównym aktorem w wojnie hybrydowej jest Kreml. Rosja skutecznie przeprowadziła już 49 akcji sabotażowych w Europie. W Niemczech wcześniejsze śledztwa dotyczyły m.in. próby podłożenia ładunków wybuchowych w pociągach. Zatrzymano wówczas trzech Ukraińców. Sami szukali kontaktu z rosyjskimi funkcjonariuszami. Bomby miały wybuchnąć w czasie przewożenia transportu towarów na Ukrainę. Mężczyźni rozpoczęli już testy – wysyłali paczki z nadajnikami GPS na ukraińskie adresy.
Rosja w działaniach dywersyjnych ucieka się też do podpaleń, prób zniszczenia infrastruktury krytycznej, ataków hakerskich, czy szpiegostwa. Werbuje do tego zleceniobiorców z całego świata, wykorzystując media społecznościowe. Wybór cudzoziemców ma nie tylko ukrywać źródło ataku, ale przede wszystkim podsycać negatywne emocje wobec migrantów.
Przeczytaj także:
Prezydent USA Donald Trump domaga się od ministra wojny Hegsetha wyjaśnień, dlaczego nie powiedziano mu, że amerykańskie zapasy amunicji zostały poważnie uszczuplone. Brakuje mu uzbrojenia na wojnę z Iranem, nie mówiąc o pomocy Ukrainie.
„Washington Post” („WP”) poinformował, że rozsierdzony Trump na posiedzeniu gabinetu mówił, że został wprowadzony w błąd w kwestii poważnych niedoborów uzbrojenia. Zgodnie z relacją informatorów gazety Trump powiedział Hegsethowi, że był przekonany, iż problem z zapasami amunicji „został już rozwiązany”. Hegseth miał zwalić winę na swojego zastępcę.
Biały Dom zaprzecza tym doniesieniom. Ale nie temu, że Amerykanie zużyli ogromną część swojego kluczowego uzbrojenia na trwającej od 28 lutego wojnie z Iranem.
Reuters podał, że amerykańskie siły zbrojne zużyły tam znaczną część zapasów pocisków precyzyjnego rażenia. Wykorzystano „niemal wszystkie” pociski ATACMS i PrSM. Z raportu waszyngtońskiego think tanku CSIS wynika, że wojsko USA posiada mniej niż 1000 pocisków przechwytujących Patriot oraz mniej niż 250 pocisków przechwytujących THAAD.
Według jednego ze źródeł Reutersa od początku wojny USA zużyły też nieco mniej niż połowę swoich światowych zapasów pocisków manewrujących Tomahawk.
Przeczytaj także:
Według „WP” Trump jest coraz bardziej sfrustrowany i rozczarowany Hegsethgem, jednym z największych zwolenników działań militarnych przeciwko Iranowi. Sekretarz wojny przekonywał Trumpa, że będzie to szybkie oraz łatwe zwycięstwo.
Jeden z rozmówców gazety przekazał, że niedobory – zwłaszcza pocisków kierowanych dalekiego zasięgu oraz rakiet przechwytujących, wykorzystywanych w obronie przeciwlotniczej – są jednym z powodów, dla których Trump w ostatnich dniach wycofał się z przeprowadzenia kolejnych zmasowanych uderzeń na Iran.
Wiedząc to, Rosja zaczęła ją ostrzeliwać pociskami balistycznymi. 5 sierpnia Rosja wystrzeliła na Kijów 24 rakiety balistyczne, zabijając co najmniej 17 osób. Wstępne dane ukraińskich sił powietrznych wykazały, że ich obrona zestrzeliła 98 ze 115 rosyjskich dronów, ale żadnego z pocisków balistycznych.
Atak ujawnił pogłębiającą się przepaść między rosnącym wykorzystaniem przez Rosję rakiet dużej prędkości a ograniczonymi zapasami zaawansowanych pocisków przechwytujących na Ukrainie, niezbędnych do ich zatrzymania.
Cytowany przez Guardiana Serhij Bieskrestnow, doradca prezydenta Ukrainy ds. rozwoju technologii obronnych, oszacował, że
Rosja jest w stanie wystrzelić 100 pocisków balistycznych miesięcznie.
W lipcu Moskwa atakowała Kijów rakietami średnio co trzy dni. Według ukraińskich sił powietrznych systemy rakietowe Patriot są jedynymi systemami na uzbrojeniu Ukrainy, które są w stanie przechwycić rosyjskie rakiety Iskander-M, S-400 i Cyrkon.
Ukraina liczyła na pomoc Trumpa – ten nawet ją obiecał. Teraz okazuje się, że nie wiedział, jaki jest realny stan jego magazynów z uzbrojeniem.
Teraz z pomocą próbuje przyjść NATO. Po środowym apelu prezydenta Zełenskiego o pomoc sekretarz generalny Sojuszu Mark Rutte zapewnił: „NATO pracuje nad tym, aby Ukraina otrzymała pilnie potrzebną obronę powietrzną”.
Przeczytaj także:
Naczelny Sąd Administracyjny oddalił w środę kasacje ws. dotacji i subwencji dla PiS. – Miażdżący dla PiS wyrok podtrzymany! – stwierdził szef MF Andrzej Domański.
NSA oddalił kasację wniesioną przez PiS dotyczącą wyroku warszawskiego WSA z czerwca 2025 r., gdy sąd – odpowiadając na skargę ze strony PiS – stwierdził, że minister finansów miał prawo nie wypłacać dotacji partii na podstawie decyzji PKW pomniejszającej subwencję z powodu odrzucenia sprawozdania wyborczego po wyborach parlamentarnych 2023 roku.
NSA podkreślił także, że nieskuteczne była interwencja Sądu Najwyższego w tej sprawie, bowiem orzeczenie na korzyść PiS wydała Izba Kontroli SN, która nie jest prawidłowo utworzonym sądem.
Jak pisała Maria Pankowska w OKO.press, 5 maja 2025 r. odbyło się posiedzenie Państwowej Komisji Wyborczej, na którym głosowano w sprawie subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości. Na podstawie wyników wyborów z 2023 roku subwencja powinna wynosić 25,9 mln zł rocznie. Ale już w 2024 r. roku – po odrzuceniu przez PKW sprawozdania PiS za wybory – została pomniejszona o 10,8 mln złotych.
Członkowie PKW obradowali nad dwoma wersjami informacji dla ministra finansów, na podstawie której ma on wypłacać subwencję w kolejnych trzech latach. Minister Andrzej Domański od stycznia 2025 roku czeka na ostateczną wykładnię PKW w tej sprawie.
PKW początkowo głosowała nad przywróceniem pierwotnej wysokości subwencji (do poziomu 25,9 mln zł). Cztery osoby były za, cztery przeciw. Większość (4:3) uzyskała za to propozycja utrzymania kwoty subwencji zmniejszonej o 11 mln zł rocznie – ze względu na wykorzystanie przez PiS niedozwolonych środków w kampanii wyborczej w 2023 roku. Pismo z taką informacją zostało przekazane ministrowi finansów.
Decyzja PKW oznaczała, że PiS w kolejnych trzech latach miał otrzymywać rocznie ok. 15 mln zł. Przelewy na konto partii przekazywane są co miesiąc, w równych ratach.
Przypomnijmy, o co poszło. Otóż Państwowa Komisja Wyborcza w sierpniu 2024 roku zakwestionowała sprawozdanie komitetu wyborczego PiS za kampanię z 2023 roku. Doszukała się nieuprawnionych wydatków o wartości 3,6 mln złotych. To koszty kampanii, które PiS miał ponosić z wykorzystaniem środków spoza funduszu wyborczego – np. organizacja wydarzeń o charakterze wyborczym za pieniądze państwowe.
Sierpniowa uchwała PKW zobowiązywała PiS do oddania trzykrotności zakwestionowanej kwoty (10,8 mln zł) do budżetu państwa z wyborczej dotacji. O taką samą kwotę zmniejszona miała zostać także subwencja, którą partia otrzymuje co roku. Działając na podstawie tej uchwały, Minister Finansów zaczął wypłacać PiS odpowiednio mniejsze raty subwencji.
Tymczasem PiS zakwestionowało sierpniową uchwałę PKW. Skargę złożyło do obsadzonej nielegalnymi neosędziami Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. A ta 11 grudnia 2024 uznała skargę za zasadną, zmuszając PKW do zmiany decyzji. Na przełomie roku Komisja wydała kolejną, niejednoznaczną uchwałę: z jednej strony przyjęła decyzję IKNiSP, a z drugiej przypomniała, że w świetle europejskiego prawa ta Izba SN nie jest sądem.
Sprawę ostatecznie zamyka dzisiejsze, 5 sierpnia 2026 roku, orzeczenie NSA.
Przeczytaj także:
W pierwszej połowie 2026 r. zamrożone w Europie aktywa Banku Centralnego Rosji wygenerowały 1,4 mld euro zysków z odsetek. Środki zostaną przekazane Ukrainie.
1,4 mld euro – tyle dochodów z odsetek od zamrożonych rosyjskich aktywów trafi do Ukrainy. Komisja Europejska poinformowała, że środki wpłynęły 3 sierpnia.
Pieniądze pochodzą z odsetek naliczonych od sald gotówkowych z aktywów Banku Centralnego Rosji zamrożonych w Unii Europejskiej. Aktywa te są przechowywane przez europejskie centralne depozyty papierów wartościowych, czyli instytucje odpowiedzialne za rozliczanie i przechowywanie instrumentów finansowych, przede wszystkim Euroclear w Belgii.
To piąty transfer tego rodzaju od czasu uruchomienia mechanizmu wykorzystania zysków z zamrożonych rosyjskich aktywów. Poprzednia transza została przekazana w marcu 2026 r. Obecna obejmuje dochody wypracowane w pierwszej połowie 2026 r. Łącznie od czasu zamrożenia rosyjskich aktywów wygenerowały one już 8 mld euro nadzwyczajnych zysków.
„Rosja musi zapłacić za zniszczenia, które spowodowała. I właśnie do tego wykorzystujemy dochody z zamrożonych rosyjskich aktywów. Udostępniamy Ukrainie kolejne 1,4 mld euro. Środki te pomogą Ukrainie kontynuować obronę przed nielegalną wojną prowadzoną przez Rosję” – powiedziała w środę przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
Pieniądze pochodzą z aktywów Banku Centralnego Rosji zamrożonych w ramach unijnych sankcji po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. Same aktywa pozostają zablokowane, a odsetki, które wypracowują, nie są przekazywane Rosji. Rada UE zdecydowała, że wypracowane w ten sposób zyski będą wykorzystywane na wsparcie Ukrainy.
95 proc. środków trafi do Mechanizmu Współpracy Kredytowej dla Ukrainy (Ukraine Loan Cooperation Mechanism – ULCM), a pozostałe 5 proc. zasili Europejski Instrument na rzecz Pokoju (European Peace Facility – EPF).
Mechanizm ULCM finansuje bezzwrotne wsparcie, które pomaga Ukrainie spłacać pożyczki udzielone przez Unię Europejską i państwa G7 w ramach programu Extraordinary Revenue Acceleration (ERA). Łączna wartość programu wynosi 45 mld euro.
Środki przekazane do Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju mają natomiast finansować najpilniejsze potrzeby wojskowe i obronne Ukrainy.
Przeczytaj także: