Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W nocy na 1 sierpnia Rosja zaatakowała Ukrainę 35 rakietami i 185 dronami. Głównym celem był Kijów i region kijowski. Zełenski: To skutek tego, że nie mamy obrony przeciwbalistycznej
Jak podają Zbrojne Siły Ukrainy, Rosja wystrzeliła na Kijów cztery rakiety przeciwokrętowe Cyrkon i Onyks, 27 rakiet balistycznych Iskander-M i z wyrzutni C-400, dwie rakiety antyradarowe X-31 i dwie rakiety odpalane z samolotów X-59/69. Oprócz tego atakowały Kijów 185 statków bezzałogowych.
Obrona przeciwlotnicza zestrzeliła albo zneutralizowała 156 obiektów, w tym dwie rakiety. W cele w Kijowie i okolicach trafiły cztery rakiety przeciwokrętowe i 26 balistycznych oraz 23 dronów szturmowych.
Oprócz Kijowa i okolic rosyjskie rakiety trafiały w cele w regionie Sum, Charkowa i Połtawy.
Prezydent Zełenski poinformował po ataku, że z powodu braku rakiet do kompleksów Patriot Ukraina była zdolna zestrzelić tylko jedną z rakiet balistycznych. Zwrócił się do krajów wspierających Ukrainę o przekazanie broni do zwalczania rakiet balistycznych. „Brak rakiet przechwytujących zachęca Rosję do atakowania rakietami balistycznymi , zabijania ludzi i niszczenia budynków mieszkalnych. Każda dostawa antybalistyki ratuje życie naszych ludzi, a każda noc, gdy takiej broni nie mamy, prowadzi do tylu ofiar.”
Rosjanie, wykorzystując osłabienie ukraińskiej obrony powietrznej spowodowane niedoborem pocisków do systemów obrony przeciwlotniczej Patriot, przeprowadzili serię ataków na Kijów oraz największe ukraińskie miasta. Ponadto rosyjskie pociski balistyczne uderzyły w porty czarnomorskie, a drony nowej generacji Gerań o napędzie odrzutowym trafiły co najmniej pięć statków cumujących przy nadbrzeżach.
Miniona noc była kolejną z tej serii ataków.
Podczas niedawnej wizyty prezydenta Zełenskiego w Waszyngtonie, Donald Trump zapowiedział, że USA mogą przekazać Ukrainie licencję do produkcji rakiet do systemu Patriot. Jednak wczoraj już się wycofał z tej obietnicy, tłumacząc to m.in. tym, że Ukraina w przyszłości może zagrażać USA.
Przeczytaj także:
W piątek premier Donald Tusk poinformował, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadora Rosji w Polsce w związku z rakietą, która wczoraj uderzyła w terytorium Polski.
O tym premier Tusk napisał na X.
Od marca 2026 roku ambasadorem Federacji Rosyjskiej w Polsce jest Gieorgij Michno.
W nocy z 29 na 30 lipca na terenie miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim spadła rosyjska rakieta. Do zdarzenia doszło podczas kolejnego zmasowanego ataku na Ukrainę.
Rakieta spadła na pole uprawne, około 1,5 kilometra od najbliższych zabudowań. Nikt nie został ranny, nie odnotowano też żadnych zniszczeń poza tym, że wybuch rakiety pozostawił w ziemi lej o szerokości 10 i głębokości 5 metrów.
W czwartek szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że jeden pocisk wtargnął w polską przestrzeń powietrzną, a drugi był tego bliski, ale zawrócił przed granicą.
Polskie władze przekonują, że wojsko było gotowe do użycia siły, jednak decyzja o zestrzeleniu zawsze wymaga oceny ryzyka.
„Decyzja o zestrzeleniu jest zawsze trudną decyzją, nie ze względu na to, że ktoś się czegoś obawia, tylko zestrzelenie może spowodować czasami większe straty niż upadek swobodny rakiety, czy pocisku, czy drona i to muszą żołnierze, którzy są w akcji oceniać. Dla mnie jest ważne, że wojsko było gotowe w każdej chwili do zestrzelenia i na szczęście nie była taka masywna akcja potrzebna” – mówił premier Tusk.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, dziś poinformowała, że najprawdopodobniej na Lubelszczyźnie uderzyła rakieta o oznaczeniach Ch-101 i zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”.
W analizie znalezionych fragmentów obiektu polskim służbom pomagał m.in. ekspert, który wczoraj w tym celu przybył z Ukrainy.
„Rakieta została zbudowana w drugim kwartale tego roku w fabryce niedaleko Moskwy” – napisał dziś na X Kosiniak-Kamysz. „Oznacza to, że Rosja używa do ostrzału Ukrainy rakiet produkowanych na bieżąco. Potwierdza to informacje, że rosyjskie zapasy wojenne wyczerpały się. Tym bardziej każda pomoc Ukrainie przybliża ten kraj do końca wojny. A to niezwykle ważne dla naszego bezpieczeństwa”.
Przeczytaj także:
Do Polski nadciąga druga tego lata – po rekordowym skwarze z końca czerwca – silna fala upałów. Wysokie temperatury pogłębią kryzys wodny, zwiększą ryzyko pożarów lasów i będą zagrożeniem dla osób starszych i małych dzieci.
Gorąco w całym kraju zrobiło się już dziś, 31 lipca. O godzinie 16 termometry wskazywały co najmniej 30°C w większości stacji IMGW z wyjątkiem Pomorza i Wybrzeża.
Na sobotę (1 sierpnia) a także na poniedziałek i wtorek (3 i 4 sierpnia) IMGW wydało ostrzeżenia przed upałem. Szczególnie gorący będzie wtorek, na który w niemal całym kraju obowiązują ostrzeżenia 2. i 3. stopnia. Ten ostatni poziom obowiązuje w przypadku wystąpienia temperatury maksymalnej co najmniej 34°C przez co najmniej 2 dni.
Według prognozy średnioterminowej IMGW temperatury maksymalne w niektórych rejonach kraju po krótkotrwałym spadku tuż poniżej 30°C w poniedziałek, wzrosną do ok. 36–38°C w kolejnych dniach. Pewną ulgę ma przynieść dopiero niedziela, 9 sierpnia (należy przy tym pamiętać, że prognozy są cały czas aktualizowane i przewidywania na dłużej niż 2-3 dni mogą ulec znacznej zmianie).
Alert 3. stopnia obejmie w przyszłym tygodniu znaczną część kraju od linii Gorzów Wielkopolski – Bydgoszcz – Ostrołęka na północy do linii Wrocław – Katowice – Kraków – Przemyśl na południu. Co istotne – i niekorzystne – w niektórych miejscach temperatura nie spadnie poniżej 25°C nawet w nocy.
W upalne dni eksperci zalecają ograniczenie przebywania na słońcu i wysiłku fizycznego, picie dużej ilości wody oraz osłanianie głowy. Pod żadnym pozorem nie wolno pozostawiać w samochodach dzieci i zwierząt.
Według danych IMGW „najwięcej dni upalnych odnotowano na stacjach synoptycznych przede wszystkim w 1994, 2006, 2015 i 2019 roku”.
„W południowo-zachodniej Polsce maksimum wyniosło aż 37 dni upalnych w ciągu roku (Wrocław, 2015 r.). Norma z lat 1991-2020 dla tej lokalizacji wynosi ok. 12-14 dni, co oznacza, że w ekstremalnych latach liczba dni upalnych przekraczana jest nawet trzykrotnie” – czytamy w opracowaniu.
Fale upałów często oznaczają też brak wytchnienia nocą, ostrzega IMGW. Noc tropikalna to noc podczas której temperatura nie spada poniżej 20°C.
„Brak wyraźnego ochłodzenia w nocy to również poważne obciążenie dla organizmu. Takie warunki, zwłaszcza przy słabym przewietrzaniu, nie pozwalają na wystarczający do regeneracji i głębokiego snu wypoczynek. Większe natężenie procesów fizjologicznych w tym okresie doby stanowi obciążenie dla mózgu i serca, a przy dłuższym utrzymywaniu się fali gorąca może prowadzić do pogorszenia samopoczucia i sprawności” — piszą eksperci IMGW.
Pierwsza fala upałów tego lata przyniosła nowy rekord temperatury w Polsce. 28 czerwca stacja pomiarowa w Słubicach (woj. lubuskie) odnotowała 40.5°C, przewyższając rekordowe 40.2°C zmierzone w Prószkowie (wówczas na terenie Niemiec, dziś woj. opolskie) w 1921 roku.
Przeczytaj także:
Coraz większa liczba upalnych dni i tropikalnych nocy ma bezpośredni związek z ociepleniem klimatu wywołanym przez szybko rosnącą koncentrację gazów cieplarnianych w atmosferze. Europa należy do najszybciej ocieplających się obszarów globu – tempo wzrostu temperatury jest tu ok. dwa razy szybsze niż na całym świecie. Jednym ze skutków są pożary lasów obejmujące dziesiątki tysięcy hektarów, jak trwające właśnie pożary w Hiszpanii i Francji.
Przeczytaj także:
W piątek przed południem para polskich F-16, 40 kilometrów na północ od Kołobrzegu przechwyciła rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20. Jest to kolejny taki incydent w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
„Kolejne skuteczne przechwycenie rosyjskiego samolotu nad Morzem Bałtyckim” – napisał na X Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, szef Ministerstwa Obrony Narodowej.
„Przed południem para dyżurna naszych F-16, 40 kilometrów na północ od Kołobrzegu przechwyciła rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20. Po raz kolejny maszyna wykonywała lot w międzynarodowej przestrzeni powietrznej bez planu lotu i z wyłączonym transponderem” – poinformował szef MON. Dodał, że nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
„Siły Zbrojne RP nieprzerwanie monitorują sytuację i zdecydowanie reagują na działania Federacji Rosyjskiej, pozostając w ścisłej współpracy z sojusznikami z NATO. Bezpieczeństwo polskiego nieba pozostaje naszym najwyższym priorytetem” – podkreślił Kosiniak-Kamysz.
W ciągu ostatnich miesięcy zwiększa się aktywność rosyjskich jednostek oraz różnych prowokacji w regionie państw bałtyckich i Polski.
W połowie lipca (14-16 lipca) do przechwycenia rosyjskich samolotów nad Bałtykiem doszło przez trzy dni z rzędu. Nad Ustką i Jastrzębią Górą przechwycono rozpoznawcze Iły-20 oraz bojowe myśliwce Su-30 z bazy w Królewcu.
Przeczytaj także:
Jak pisze PAP, rosyjskie samoloty zwiadowcze oraz ostatnio też bojowe regularnie latają nad Bałtykiem z wyłączonymi transponderami i bez złożonych planów lotu. To uniemożliwia ich zdalną identyfikację i utrudnia pracę organom kontroli ruchu lotniczego, powoduje zakłócenia w cywilnym ruchu lotniczym w regionie.
Według ekspertów takie loty w pobliżu granicy państw NATO mogą świadczyć o tym, że Federacja Rosyjska testuje reakcje członków sojuszu oraz systemy obrony powietrznej.
Według Szefa MON wzmacnianie polskich sił zbrojnych i wspieranie Ukrainy pozostaje elementem bezpieczeństwa Polski, a każdy dzień walk na Ukrainie osłabia potencjał militarny Rosji, co leży w interesie państw NATO.
„Pomimo waszego wycia i dezinformacji, będziemy kontynuować pomoc dla walczącej Ukrainy” – zwracał się dziś w Sejmie Kosiniak-Kamyszdo opozycji, która ostatnio coraz głośniej występuje przeciwko przekazywania pomocy Ukrainie. Przemówienie dotyczyło incydentu z rosyjską rakietą, która wczoraj nad ranem spadła niedaleko miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim. (Prokuratura Okręgowa w Lublinie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, poinformowała, że najprawdopodobniej była to rakieta o oznaczeniach Ch-101 i zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”).
„Im więcej rakiet strąconych na terytorium Ukrainy, tym mniej zagrożenia dla Polski” – mówił wicepremier.
Przeczytaj także:
Policjanci zatrzymali 48-letnią kobietę, która zaatakowała kierowcę taksówki, który pochodzi z Ukrainy. Uderzyła go w głowę, kiedy odmówił jej zatrzymania się przy sklepie. Ze względu na to, że świadkiem zdarzenia było małoletnie dziecko – córka kobiety – materiały sprawy zostaną również przekazane do sądu rodzinnego.
Jak informuje Policja Śląska, funkcjonariusze podjęli działania po publikacji filmiku, który 30 lipca pojawił się w mediach społecznościowych.
„Mundurowi dotarli do 35-letniego obywatela Ukrainy i przyjęli od niego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Z jego treści wynikało, że mężczyzna realizował zamówiony przez kobietę kurs. Kiedy odmówił jej zatrzymania się przy sklepie, został przez nią uderzony w głowę” – czytamy w komunikacie policji.
Policjanci zabezpieczyli również zapis monitoringu z samochodu pokrzywdzonego, który może pomóc w wyjaśnieniu przebiegu całego zdarzenia.
Do incydentu miało dojść w czwartek, 30 lipca, między godziną 12.00 a 13.00 podczas kursu zamówionego przez aplikację Bolt. Według zarejestrowanego przez kierowcę wideo pasażerka, która podróżowała z małą córką, domagała się od mężczyzny zjechania z wyznaczonej trasy. Kobieta zapytała, czy kierowca mówi po polsku, a potem kazała mu zatrzymać się pod sklepem.
Kierowca odmówił. To miało wzbudzić złość pasażerki, kierowca usłyszał wulgaryzmy i wyzwiska na tle narodowościowym. Kobieta też go uderzyła, po czym wysiadła.
Według funkcjonariuszy 48-letnia kobieta, która miała dopuścić się ataku na kierowcy, sama zgłosiła się do Komisariatu Policji I w Częstochowie i została zatrzymana.
„Zgromadzone w tej sprawie materiały zostały już przekazane do częstochowskiej prokuratury celem oceny prawno-karnej. Jeszcze dziś kobieta zostanie doprowadzona do prokuratury, gdzie będą podejmowane wobec niej dalsze czynności” – informuje Policja Śląska. Dodaje, że ze względu na to, że świadkiem zdarzenia było małoletnie dziecko, „materiały dotyczące tego zdarzenia zostaną również przekazane do sądu rodzinnego celem oceny sytuacji rodzinnej i podjęcia stosownych czynności w ramach jego kompetencji”.
Coraz częściej dochodzi do aktów agresji i fizycznej przemocy wobec obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce. Jak wylicza w OKO.press Angelika Pitoń, na początku lipca we Wrocławiu został zaatakowany 19-latek z Ukrainy chwilę po tym, jak rozmawiał z mamą przez telefon po ukraińsku. Chłopak ma złamany nos, uszkodzony kręgosłup.
W połowie lipca w Bielsku-Białej mężczyzna zwyzywał 11-latki pasażerki miejskiego autobusu. Agresorowi postawiono zarzuty znieważenia trzech Ukrainek, a także naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich.
Przed tygodniem dorosła kobieta zaatakowała dwie 13-letnie dziewczynki bawiące się na placu zabaw w Legnicy.
W niedzielę, 26 lipca we Wrocławiu trzech mężczyzn pod sklepem zaatakowało parę pochodzącą z Ukrainy. Napastnikom nie spodobał się wschodni akcent Nastii i Maksyma.
Przeczytaj także:
Przemocą wobec Ukraińców mieszkających w Polsce jest zaniepokojony również prezydent Wołodymyr Zełenski. Po spotkaniu z premierem Tuskiem w Lublinie 29 lipca poinformował, że omówił z premierem m.in. „wyzwania związane z bezpieczeństwem” obywateli Ukrainy.
„Ważne jest, aby Ukraińcy, którzy z powodu wojny opuścili swoje domy i znaleźli schronienie w Polsce, czuli się bezpiecznie”– zaznaczył Zełenski.
Przeczytaj także: