Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
NSA wydał wyrok w sprawie poświadczeń bezpieczeństwa Sławomira Cenckiewicza. Szef BBN wygrał w tej sprawie z rządem. To jednak wcale nie musi oznaczać, że odzyskał dostęp do informacji niejawnych.
Szef BBN Sławomir Cenckiewicz wygrał spór o dostęp do informacji niejawnych przed Naczelnym Sądem Administracyjnym.
NSA oddalił skargi kasacyjne rządu w sprawie poświadczeń bezpieczeństwa Sławomira Cenckiewicza, a to oznacza, że ma on pełny dostęp do informacji niejawnych najwyższych kategorii, zarówno krajowych i międzynarodowych.
Uzasadnienie wyroku NSA nie będzie jawne, bo zawarte są w nim informacje wrażliwe. Samo posiedzenie NSA również nie było jawne.
Rzecznik Prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Jacek Dobrzyński utrzymuję jednak, że owszem, dzisiejszy wyrok "zamyka etap sądowo-administracyjny sprawy”, ale nie oznacza on wcale, że Sławomir Cenckiewicz automatycznie odzyskał dostęp do informacji niejawnych.
„Wprost przeciwnie. Kontrolne postępowanie sprawdzające musi być prowadzone zgodnie ze wskazówkami sądów” – pisał na platformie X Jacek Dobrzyński.
Z kolei Sławomir Cenckiewicz na platformie X ogłosił „pełne zwycięstwo nad reżimem bezprawia”, a prezydent Karol Nawrocki napisał o „zwycięstwie prawdy nad kłamstwem”.
Sławomir Cenckiewicz stracił poświadczenia uprawniające do dostępu do informacji niejawnych w lipcu 2024 r.w wyniku decyzji szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, gen. Jarosława Stróżyka.
Prezes Rady Ministrów – jako organ odwoławczy – podtrzymał tę decyzję, a wówczas Sławomir Cenckiewicz wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. WSA uchylił tę decyzję w czerwcu 2025 r.
Jednak Kancelaria Prezesa Rady Ministrów na początku sierpnia 2025 r. zaskarżyła decyzję WSA właśnie w NSA.
I dziś mamy decyzję. Mówi ona, że wcześniejsze wyroki WSA stają się prawomocne i tym samym Sławomir Cenckiewicz ma pełny dostęp do informacji niejawnych – orzekł NSA.
W całym tym sporze chodziło aż o osiem poświadczeń bezpieczeństwa, dzięki którym otrzymuje się dostęp do informacji niejawnych najwyższych kategorii krajowych, w tym o klauzuli „ściśle tajne”. Chodzi również o poświadczenia, dające dostęp do w systemach międzynarodowych UE, NATO i Europejskiej Agencji Kosmicznej, w tym również tych „ściśle tajnych”.
Dodajmy, że Cenckiewicz został mianowany przez prezydenta Karola Nawrockiego na szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego w sierpniu 2026 r., choć poświadczenia uprawniające do dostępu do informacji niejawnych stracił w lipcu 2024 r. Nie mógł więc na przykład uczestniczyć w niejawnych spotkaniach Sojuszu Północnoatlantyckiego.
"To, że polski przedstawiciel nie ma dostępu do najważniejszych spotkań Sojuszu Północnoatlantyckiego „dramatycznie osłabia pozycję BBN w strukturach sojuszniczych” – mówił wówczas w komentarzu dla Radia ZET gen. Stanisław Koziej, który kierował BBN w latach 2010-2015. I dodawał: „Jest to bardzo niewygodna sytuacja dla całej instytucji, nie może to tak długo trwać”.
Przeczytaj także:
Kilka europejskich krajów już opracowuje plan, jak udrożnić żeglugę przez Cieśninę Ormuz. Po zakończeniu wojny planują tam wysłać okręty do usuwania min. Co ważne, chcą to zrobić same, bez udziału Stanów Zjednoczonych. Ale za to z Chinami i Indiami.
Francja i Wielka Brytania chcą zbudować szeroką międzynarodową koalicję, która po zakończeniu wojny w Iranie odpowiedzialna byłaby za udrożnienie żeglugi przez Cieśninę Ormuz – pisze „The Wall Street Journal”.
Według źródeł gazety, spodziewany jest udział Niemiec w tej koalicji, a zaproszone do niej dostały również Indie i Chiny, jednak nie ma potwierdzenia, czy zechcą wziąć w niej udział. Pierwsze spotkanie międzynarodowej koalicji ma się odbyć w piątek 17 kwietnia i ma mieć ono formułę spotkania wirtualnego, nie osobistego.
Co ważne, z koalicji tej wykluczone zostały Stany Zjednoczone. Choć stanowisko dwóch krajów organizujących tę koalicję jest w tej sprawie różne.
Jak pisze „WSJ”, urzędnicy francuscy są przekonani, że amerykańska obecność w koalicji sprawi, że Iran jej nie zaakceptuje. Z kolei brytyjscy dyplomaci obawiają się, że wykluczenie Donalda Trumpa rozgniewa go, a dodatkowo ograniczy zakres całej operacji.
Dodać należy, że w tym regionie to siły europejskie dysponują znacznie większymi zasobami wojskowymi niż Amerykanie.
Cieśnina Ormuz nadal jest zablokowana, mimo, że przy okazji zawarcia porozumienia o zawieszeniu broni w Iranie normalna żegluga miała zostać przywrócona.
Obecnie ruch na cieśninie blokuje nie tylko Iran, ale również Stany Zjednoczone, które w poniedziałek, po fiasku rozmów pokojowych z Iranem w Islamabadzie, rozpoczęły morską blokadę Iranu.
„Uwaga: Jeśli którykolwiek z tych statków zbliży się do naszej BLOKADY, zostanie natychmiast WYELIMINOWANY, przy zastosowaniu tego samego systemu eliminacji, którego używamy przeciwko handlarzom narkotyków na łodziach na morzu. Jest to szybkie i brutalne” – napisał w poniedziałek prezydent USA na portalu TruthSocial [pisownia oryginalna].
Jak pisała Dominika Sitnicka, jeszcze w weekend Donald Trump zapowiadał, że w blokadzie uczestniczyć będą także inne kraje. Jednak kluczowi sojusznicy USA w NATO odmówili udziału w operacji.
Reuters już wówczas informował, że Wielka Brytania i Francja nie chcą zostać wciągnięte w konflikt, dlatego w zamian proponują międzynarodową misję o charakterze defensywnym, która miałaby zabezpieczać żeglugę po zakończeniu walk.
Dziś, na bazie doniesień „WSJ” wiemy, że celem europejskiej misji w Cieśninie Ormuz ma być nadzór nad cieśniną za pośrednictwem fregat i niszczycieli, by armatorzy mieli pewność, że ich statki są bezpieczne. W grę wchodzi również regularna eskorta wojskowa statków.
Dodatkowo koalicja miałaby wysłać do Cieśniny Ormuz okręty przeciwminowe. Nie wiadomo jednak jeszcze, jak wiele jednostek pływających będzie koniecznych do wcielenia tego planu w życie.
Przeczytaj także:
„Miło tutaj być” – powiedział Peter Magyar, rozglądając się po telewizyjnym studiu publicznej stacji M1. W mediach publicznych gościł po raz pierwszy od półtora roku. Jak twierdzi, nie zaproszono go ani razu w czasie kampanii wyborczej
Po raz pierwszy od półtora roku lider węgierskiej opozycji, a obecnie premier-elekt Péter Magyar był gościem węgierskich publicznych mediów. W środę 15 kwietnia 2026 rano najpierw wystąpił w Kossuth rádió, a później w telewizji M1.
„Pani redaktor, opublikowała pani informację, że w Niemczech nie ma internetu, a nawet nadała pani informację, że w Niemczech nie uprawia się seksu” – mówił do prowadzącej rozmowę w telewizji M1.
Oba wywiady Magyar zaczął od krótkiego wystąpienia, w którym przypominał, że nie był gościem publicznych mediów od półtora roku. Mówił, że jego partia, która jak się okazało reprezentuje 3 mln Węgrów, nie była w mediach publicznych prezentowana rzetelnie.
„Jest coś dziwnego w tym, że ostatni raz byłem tu, w mediach publicznych, półtora roku temu, we wrześniu 2024 roku. Potrzebne były głosy i zgoda trzech milionów ludzi, aby ponownie wpuścić lidera najsilniejszej partii opozycyjnej i dać mu przestrzeń” – mówił, rozpoczynając rozmowę w publicznym radiu.
Oboje prowadzący zaprzeczali, jakoby nie zapraszali Magyara.
„Dzwoniliśmy do pana”. „To nieprawda” – odparł Magyar.
„Po utworzeniu rządu, jednym z naszych pierwszych kroków będzie zawieszenie nadawania wiadomości przez te media propagandowe” – powiedział. To jedna z obietnic wyborczych Tiszy. Dodał, że nie ma w sobie chęci zemsty, nie pragnie zemsty osobistej. „Nie chodzi o mnie, ale o to, że każdy człowiek zasługuje na media publiczne, które przekazują rzeczywistość”. Media publiczne nazywał „fabryką kłamstwa”.
„Pozwól mi zadać choć jedno pytanie!”. Prowadzący radiową rozmowę kilka razy próbował przerwać Magyarowi, ale ten spokojnie, a zarazem stanowczo mówił dalej, tak, że trudno było go „zagadać”. „Myślę, że słuchacze są zainteresowani tym, co planujemy” – odpowiadał Magyar na próby przerwania mu.
„W imię wolności prasy pozwók mi zadać pytanie” – „Cieszę się, że wolność prasy stała się tak ważna w tym pokoju” – odparł Magyar.
Kiedy przewodniczący Tiszy mówił, że media publiczne szerzyły kłamstwa, prowadzący próbował powiedzieć, że nie ma kontroli nad tym, kto i co mówi w studiu. „Nigdy nie słyszałem, żebyś odważył się przerwać najbardziej skorumpowanemu premierowi w historii” – odpowiedział Magyar.
Pytał, dlaczego media publiczne nie informowały o problemach Węgrów: zamykaniu szpitali, nieprzejezdnych drogach. Mówił, że pociągi na Węgrzech jeżdżą z prędkością kilku kilometrów na godzinę, ale ludzie nie mogli się o tym dowiedzieć z publicznego radia ani telewizji.
O sytuacji w węgierskich szpitalach pisał szeroko niezależny portal śledczy Direkt36. Dziennikarze dotarli do dokumentów, z których wynikało, że od 2020 roku na Węgrzech w 770 przypadkach zamknięto oddziały szpitalne lub wstrzymano dostarczanie usług zdrowotnych. Magyar przywołał tę liczbę. W mediach publicznych informacje o sytuacji w opiece zdrowotnej pojawiały się sporadycznie i wyrywkowo.
Powiedział, że zamiast wydawać 600 miliardów forintów na propagandę, rząd Fideszu lepiej przeznaczyłby je na przykład na opiekę zdrowotną.
Magyar obiecał, że jego rząd utrzyma obniżone przez Orbana ceny prądu oraz że przeznaczy 1 mld forintów na program efektywności energetycznej.
Oboje prowadzący próbowali dociskać Magyara pytaniami o unijne środki. Jak zamierza je szybko sprowadzić na Węgry. Oczekiwanie na fundusze UE po wygranej Tiszy, co pomoże rozwiązać problemy gospodarcze, było jednym z powodów zwycięstwa opozycyjnej partii.
Magyar twierdzi, że ma plan, który obejmuje między innymi wejście Węgier do Prokuratury Europejskiej, przywrócenie wolności mediów i uczelni. Węgierskich super kamieni milowych jest aż 27. Magyar twierdzi jednak, że wystarczy spełnić cztery najważniejsze wymogi, i środki do Węgier popłyną.
Te rozmowy to drugi moment, gdy Magyar pokazuje, jak różnić się będzie funkcjonowanie mediów na Węgrzech pod jego rządami. Pierwszym była poniedziałkowa konferencja prasowa z udziałem węgierskich i zagranicznych dziennikarzy (były tam również dziennikarki OKO.press). Magyar odpowiadał na pytania mediów przez trzy godziny.
Przeczytaj także:
Prezydent Karol Nawrocki 14 kwietnia podpisał 96 nominacji na pierwszy stopień oficerski dla funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – poinformował Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta.
W wieczornej rozmowie w Polsat News Leśkiewicz podkreślił, że postanowienie prezydenta ws. funkcjonariuszy jest rezultatem spotkania z 15 stycznia, uzgodnień z szefami służb, z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, a przede wszystkim – jak wskazał – z ministrem ds. koordynacji służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem.
- Pierwsze wnioski były wysłane rzeczywiście pod koniec ubiegłego roku, te trafiły po spotkaniu 15 stycznia poprawione, uzupełnione i wczoraj pan prezydent zdecydował mianowaniu na pierwszy stopień oficerski 96 funkcjonariuszy ABW – powiedział Leśkiewicz.
Przeczytaj także:
Konflikt dotyczący nominacji oficerskich trwał od pierwszych miesięcy prezydentury Karola Nawrockiego. Chodziło o 136 funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego i ABW.
Przeczytaj także:
Pałac Prezydencki twierdził, że odmowa wynika z tego, że uniemożliwia się mu pozyskiwanie informacji od służb.
„Odmówiono udzielenia istotnych informacji dotyczących bezpieczeństwa państwa przedstawicielowi prezydenta podczas posiedzenia kolegium ds. służb specjalnych. Odwołano cztery moje spotkania z szefami służb — to właśnie na nich miały zostać omówione kluczowe kwestie dla bezpieczeństwa Polski. Miały też zapaść decyzje dotyczące nominacji oficerskich” – mówił jesienią w nagraniu na platformie X Nawrocki.
W marcu Nawrocki „wyraził zgodę na mianowanie na pierwszy stopień oficerski (podporucznika) 78 żołnierzy i funkcjonariuszy SKW”. Ale nadal zwlekał z nominacjami w ABW. Wcześniej media podały, że powodem oporów prezydenta miało być traktowanie księdza Michała O. zatrzymanego za nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Zdaniem PiS ksiądz miał być torturowany.
Przeczytaj także:
Prezydent Ukrainy oświadczył, że rurociąg, którym ropa z Rosji trafia na Węgry i do Słowacji zostanie częściowo wyremontowany i będzie mógł wznowić działalność do końca tego miesiąca.
Wołodymyr Zełenski oświadczył to w Berlinie podczas konferencji prasowej w obecności kanclerza Niemiec Friedricha Merza. Ukraiński prezydent przebywał dziś, 14 kwietnia w Urzędzie Kanclerskim na międzyrządowych konsultacjach niemiecko-ukraińskich.
„Zgodnie z obietnicą, do końca kwietnia zostanie on [rurociąg Przyjaźń – red.] wyremontowany. Nie w całości, ale na tyle, by mógł funkcjonować” – powiedział Zełenski. Dodał, że nie wszystkie zbiorniki zostaną wyremontowane, ponieważ jest to „długotrwały proces”.
Głowa ukraińskiego państwa dodała również, że terminy napraw mogą zbiegać się z wypełnieniem niektórych zobowiązań przez kraje Unii Europejskiej, w szczególności przez Węgry, które wcześniej blokowały część decyzji ważnych dla Ukrainy. Chodzi m.in. o unijny kredyt 90 miliardów euro dla Ukrainy na lata 2026-2027, który Węgry zablokowały do czasu wznowienia dostaw ropy do kraju rurociągiem „Przyjaźń”. (Balazs Ujvari, rzecznik Komisji Europejskiej w komentarzu dla Suspilne 14 kwietnia poinformował, że UE planuje wypłacić Ukrainie pierwszą transzę w ramach kredytu w wysokości 90 miliardów euro w drugim kwartale 2026 roku).
Zełenski wyraził też nadzieję, że Ukraina będzie dobrze współpracować z nowymi władzami na Węgrzech.
Dostawy ropy rurociągiem „Przyjaźń” do Węgier i Słowacji zostały wstrzymane pod koniec stycznia 2026 roku po tym, jak rosyjski atak dronami uszkodził odpowiednią infrastrukturę na zachodzie Ukrainy.
W Budapeszcie i Bratysławie twierdzono, że Kijów rzekomo opóźnia przywrócenie działania rurociągu, jednak strona ukraińska odrzucała te zarzuty, podkreślając, że prace naprawcze są prowadzone tak szybko, jak to możliwe, biorąc pod uwagę złożoność uszkodzeń. W związku z tym sporem premier Węgier Viktor Orbán zablokował 20. pakiet sankcji wobec Rosji oraz przyznanie Ukrainie kredytu unijnego w wysokości 90 mld euro. Żeby rozwiązać konflikt, Unia Europejska zaoferowała Ukrainie pomoc w naprawieniu rurociągu. W liście do Zełenskiego przewodniczący UE wyrazili nadzieję, że „szybka naprawa rurociągu” pozwoli UE przyspieszyć podjęcie decyzji w sprawie planowanej dużej pożyczki dla Ukrainy oraz kolejnego pakietu sankcji wobec Rosji. W marcu Kijów poinformował, że zgodził się przyjąć pomoc, a naprawa potrwa około półtora miesiąca.
Jak pisze „Europejska Prawda”, 13 kwietnia, dzień po wyborach parlamentarnych, Péter Magyar, lider zwycięskiej partii Tisza, przyszły premier Węgier podczas konferencji prasowej oświadczył, że jego kraj będzie nadal kupował rosyjską ropę, ale jednocześnie będzie dążył do dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia w surowce energetyczne.
„Po pierwsze, zapewnia nam to bezpieczeństwo, a bezpieczeństwo energetyczne jest jedną z najważniejszych kwestii dla Węgier. Po drugie, właśnie w ten sposób można kupować ropę i gaz po najniższych cenach. Jeśli kupujesz pomarańcze z trzech miejsc – ze wschodu, zachodu i południa – to nawet w czasie konfliktu geopolitycznego lub wojny będziesz mógł je kupować, i to taniej, bo dostawcy będą ze sobą konkurować. To samo dotyczy ropy i gazu” – powiedział Magyar. Podkreślił, że przyczyną jest to, iż Węgry „nie mogą zmienić geografii”.
„Rosja będzie w pobliżu, Węgry będą w pobliżu. Dlatego będziemy starać się zdywersyfikować dostawy. Nie oznacza to, że chcemy całkowicie zrezygnować ze współpracy. Chcemy kupować ropę tanio i w sposób niezawodny” – powiedział.
Zdaniem Magyara – pisze EP – kupowanie surowców po wysokich cenach „nie leży w interesie” UE, skoro jej sąsiadem jest Rosja.
„Czasami łatwo jest rzucać wielkimi słowami – rozumiem kwestie moralne i zasadnicze oraz, podobnie jak wszyscy, popieram ochronę praw człowieka. Nie należy jednak strzelać sobie w stopę. Będziemy starać się kupować ropę i gaz z jak największej liczby źródeł” – dodał Magyar.
Przeczytaj także: