0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

19:21 22-10-2026

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Dwukadencyjność w samorządach zostaje. Sejm odrzucił projekt PSL

Projekt PSL znoszący limit kadencji władz gmin przepadł dwoma głosami. Przeciwko zagłosowało 10 posłów koalicji. Jeśli ustawa wejdzie w życie, po wyborach lokalnych w roku 2029 stanowiska straci ponad 60 proc. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Co się wydarzyło?

Sejm 22 października odrzucił projekt PSL znoszący dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Za było 213 posłów, przeciw 215, a dziewięcioro wstrzymało się od głosu.

O porażce ludowców zdecydowały podziały w koalicji rządzącej. Przeciw projektowi ludowców zagłosowało bowiem 15 koalicjantów: czworo z KO (Robert Dowhan, Klaudia Jachira, Franciszek Sterczewski i Małgorzata Tracz), sześcioro z Lewicy (m.in. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Wanda Nowicka i Anna Maria Żukowska), troje z Polski 2050 (Adam Gomoła, Bożenna Hołownia i Adam Luboński) oraz dwoje z Centrum (Rafał Komarewicz i Ryszard Petru).

Od głosu wstrzymał się marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty – jego poparcie miało być polityczną „zapłatą” za głosy PSL-u za ustawami aborcyjnymi, które przeszły przez Sejm we wtorek.

Od głosu wstrzymało się troje posłów Polski 2050. W głosowaniu nie uczestniczyło też siedmioro posłów KO, w tym premier Donald Tusk (przebywa w Indiach).

Projekt odrzucili również wszyscy głosujący posłowie PiS, Rozwoju Plus i Razem. Pięcioro posłów Konfederacji poparło zniesienie dwukadencyjności, siedmioro było przeciw, a czworo wstrzymało się od głosu.

Po głosowaniu PSL zapowiedziało, że będzie dążyć do wprowadzenia analogicznego ograniczenia liczby kadencji także dla parlamentarzystów.

„Skoro mamy dwie kadencje dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, to takie same zasady powinny być dla posłów i senatorów!” – napisali ludowcy na oficjalnym profilu partii na X. Taką odpowiedź na odrzucenie projektu zapowiadał w październiku lider PSL, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

Zadowolenia z wyniku nie krył poseł KO Franciszek Sterczewski. “Dobre wieści dla lokalnej demokracji! Sejm zdecydował, że dwukadencyjność w samorządach zostaje. Dlatego (niestety wbrew niektórym), ale z pełnym przekonaniem głosowałem za utrzymaniem tej zasady” — napisał na X Sterczewski.

Jaki jest kontekst?

Ustawa ograniczająca liczbę kadencji władz samorządów to spadek po PiS. Partia Kaczyńskiego odpowiadała w ten sposób na zapotrzebowanie społeczne na zmianę w samorządach. Jednak cel polityczny był ewidentny: przewagę we władzach na poziomie lokalnym ma od lat środowisko Platformy Obywatelskiej (nawet jeśli burmistrzowie czy prezydenci nie występują pod szyldem partii). PiS chciał dać szansę bliskim sobie politykom na objęcie najwyższych stanowisk w samorządach.

Od 2018 roku prezydenci, burmistrzowie i wójtowie mogli rządzić maksymalnie przez dwie kadencje. Za to kadencja była dłuższa, bo trwała pięć, a nie — jak wcześniej — cztery lata.

PSL złożył projekt znoszący dwukadencyjność w lipcu 2025. Partia ma silną reprezentację na poziomie samorządów i na tym buduje swoje polityczne wpływy. Zniesienie dwukadencyjności miało zjednać PSL-owi tych samorządowców, którzy rozglądają się za innym politycznym patronem wobec kiepskich notowań sondażowych partii.

Podczas wysłuchania publicznego projektu ustawy PSL Andrzej Andrysiak, dziennikarz i ekspert od polityki samorządowej, przekonywał, że zniesienie dwukadencyjności służy „interesowi wąskiej grupy 2 500 wójtów, burmistrzów, prezydentów”. Argumentował: „Nie ma środowisk ani społecznych, ani obywatelskich, które broniłyby wielokadencyjności (…). Dwukadencyjność jest dziś jedynym dostępnym narzędziem dla wspólnot lokalnych do ograniczenia nieprawidłowości w samorządach”.

W rozmowie z OKO.press Andrysiak mówił: — Zwykle, gdy mówimy o „samorządzie”, mamy na myśli wielkie miasta oraz ich prezydentów: Trzaskowskiego, Sutryka, Dulkiewicz. To jednak tylko drobny wycinek rzeczywistości. W Polsce mamy 2 tys. wójtów, burmistrzów i prezydentów małych miejscowości. I tam rządzi zupełnie inna logika – bardziej przypominająca manufakturę niż instytucję demokratyczną. Niestety, debata o samorządzie niemal w całości toczy się wokół tych większych graczy.

Wspomniana Aleksandra Dulkiewicz, prezydentka Gdańska, zauważyła, że w przypadku utrzymania zasady dwukadencyjności w wyborach samorządowych w 2029 roku dojdzie do wymiany ponad 60 proc. wójtów, burmistrzów oraz prezydentów w kraju. „Pytanie jest dzisiaj zasadnicze: czy to jest po prostu bezpieczne dla państwa? Myślę, że musimy sobie w tej sprawie sami na to pytanie odpowiedzieć” – pytała Dulkiewicz, która sama straciłaby możliwość kandydowania po raz kolejny na stanowisko prezydenta miasta.

Zniesienie dwukadencyjności popierają m.in. Unia Metropolii Polskich, Związek Województw RP czy Ruch Samorządowy „Tak dla Polski”, któremu przewodzi prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Jednocześnie za zniesieniem ograniczenia jest KO, a za utrzymaniem — ze względów oczywistych — PiS.

Ustawą zajmie się teraz Senat, po czym trafi ona na biurko prezydenta Nawrockiego.

Czytaj dalej:

Przeczytaj także: