Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Spotkanie najpewniej się odbyło, ale ogłoszenie nie było konsultowane z Emiratami. Dla ZEA to wizerunkowy kłopot
W środę wieczorem biuro izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu opublikowało zaskakujące oświadczenie. Jest na tyle krótkie, że możemy przytoczyć je w całości:
„W trakcie Operacji Ryczący Lew premier Netanjahu potajemnie odwiedził Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie spotkał się z prezydentem Zjednoczonych Emiratów Arabskich szejkiem Mohamedem bin Zajedem. Ta wizyta doprowadziła do historycznego przełomu w relacjach między Izraelem a ZEA”.
Oświadczenie ewidentnie nie było konsultowane z Emiratczykami. Ministerstwo spraw zagranicznych ZEA bardzo szybko zaprzeczyło, by taka wizyta miała miejsce. W oświadczeniu dodało również, że wzajemne stosunki między ZEA a Izraelem nie są oparte na sekretnych i nieoficjalnych ustaleniach.
Komentatorzy wskazują na to, że strona emiracka jest wściekła z powodu Izraelskiego komunikatu. Wykorzystują je już Irańczycy. Irański minister spraw zagranicznych ogłosił już, że oświadczenie Netanjahu potwierdza to, co irańskie służby wiedzą od dawna. I dodał, że Iran zamierza wyciągnąć konsekwencję za tego rodzaju współpracę z Izraelem.
Izrael utrzymuje dziś oficjalne stosunki dyplomatyczne jedynie z pięcioma spośród 22 krajów Ligi Arabskiej. ZEA są jednym z nich. Stosunki zostały nawiązane w zainicjowanych przez Donalda Trumpa Porozumieniach Abrahamowych z 2020 roku. Porozumienie poszerzyło listę tych krajów z dwóch (sąsiedzi Izraela Egipt i Jordania) do pięciu (poza ZEA także Bahrajn i Sudan).
Wojna z Iranem przybliżyła Izrael i Emiraty do siebie. ZEA były najsilniej atakowanym przez Iran krajem Zatoki Perskiej. A Izrael wsparł ZEA swoimi systemami obrony przeciwlotniczej. Po 2020 roku ważni politycy izraelscy odwiedzali Emiraty, ale nigdy nie był to premier Izraela. Dla Netanjahu ogłoszenie wizyty na Półwyspie Arabskim może być sygnałem, że zacieśnia on stosunki między Izraelem a krajami arabskimi.
Ogłoszenie tego wbrew partnerom z ZEA może jednak tym stosunkom zaszkodzić. Emiratczycy muszą dbać też o delikatne stosunki z arabskimi sąsiadami. Wszystko wskazuje na to, że pomimo zaprzeczenia ze strony Emiratów, wizyta faktycznie się odbyła. Ówczesny członek sztabu Netanjahu, Ziw Agmon, napisał w mediach społecznościowych, że wizyta się odbyła, a Netanjahu został przyjęty z honorem godnym królów (Agmon nie pełni już swojej funkcji, został z niej usunięty po tym, jak nazwał Żydów pochodzenia marokańskiego „pawianami”)
Izraelskie oświadczenie utrudni więc rozmowy z sąsiadami, którzy wciąż nie chcą nawiązać stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Daje też Iranowi dodatkowy pretekst w wypadku kolejnych ataków na ZEA.
Przeczytaj także:
Najbliższe wybory są zaplanowane na październik tego roku. W zeszłym tygodniu pracę stracił minister obrony z partii Postępowi, a partia wycofała poparcie dla rządu
Premierka Łotwy Evika Siliņa ogłosiła dziś, że podaje się do dymisji. Siliņa objęła urząd we wrześniu 2023 roku, gdy upadł rząd premiera Krišjānisa Kariņša, również z partii Nowa Jedność. Siliņa utworzyła nową koalicję razem ze Związkiem Zielonych i Rolników oraz z Postępowymi. Razem, koalicja dysponowała minimalną większością 51 osób w 100-osobowym parlamencie.
Rezygnacja Siliņy oznacza upadek koalicji. Ten de facto wydarzył się już wczoraj, gdy Postępowi przekazali, że nie będą już popierać rządu.
„W tej chwili polityczna zazdrość i wąskie partykularne interesy wzięły górę nad odpowiedzialnością. Widząc silnego kandydata na stanowisko ministra obrony, polityczne zrzędy wybrały kryzys – kryzys rządowy. Dlatego ogłaszam swoją rezygnację. Nie jest to łatwa decyzja, ale w tej sytuacji jest to decyzja właściwa” – przekazała premierka w oświadczeniu.
Kolejne wybory zaplanowane były na październik 2026 roku. Nie jest na razie jasne, czy oznacza to nieco przyspieszone wybory, czy rząd mniejszościowy do października. Konsultacje polityczne w tej sprawie rozpoczną się jutro.
Jeszcze wczoraj partia twierdziła, że premierka nie zamierza rezygnować. Kryzys spowodowany incydentem dronowym z zeszłego tygodnia okazał się jednak zbyt duży. W czwartek 7 maja na terytorium Łotwy z terytorium Rosji wleciało kilka dronów. Łotewska obrona przeciwlotnicza nie zdołała ich zestrzelić, a ostrzeżenia dla ludności zostałt wystosowane zbyt późno.
W związku z tym pracę stracił minister obrony Andris Sprūds z Postępowych. Partia nie zaakceptowała potencjalnego zastępcy, a to ostatecznie doprowadziło do rezygnacji premierki.
Przeczytaj także:
Prokuratura twierdzi, że ma dowody, że prezydent Wrocławia Jacek Sutryk nie studiował w Collegium Humanum. Dzięki dyplomowi uczelni polityk zarobił niemal pół miliona złotych
Wrocławska „Gazeta Wyborcza” dotarła do dowodów, jakie prokuratura zamierza przedstawić sądowi w sprawie afery z dyplomem prezydenta Wrocławia, Jacka Sutryka. Według oskarżenia nie istnieją dowody, według których Jacek Sutryk studiował na Collegium Humanum. Dyplom ten umożliwił mu natomiast zasiadanie w zarządach trzech spółek samorządowych:
W ciągu dwóch lat Sutryk zarobił w nich łącznie niemal pół miliona złotych.
W akcie oskarżenia napisane jest również, że Sutryk podczas studiów, z których posiada dyplom, nie zaliczył żadnego z 16 przedmiotów. Nie zdał też egzaminu kończącego studia.
Założona w 2018 roku uczelnia Collegium Humanum była wykorzystywana do szybkiego uzupełniania braków wykształceniu przez polityków wszystkich opcji. W związku z aferą w czerwcu 2024 roku Collegium Humanum zmieniło nazwę na Uczelnia Biznesu i Nauk Stosowanych Varsovia.
W informacji prokuratury z listopada 2025 roku czytamy:
„Jacek S. dokonał elektronicznej rekrutacji na studia podyplomowe MBA w Collegium Humanum, podpisano antydatowaną umowę, a Jacek S. wpłacił 9,5 tys. zł tytułem czesnego” – czytamy w informacji prokuratury.
W czerwcu 2020 roku, bez faktycznego odbycia studiów, Sutryk miał odebrać świadectwo ukończenia studiów podyplomowych. W zamian były rektor Collegium Humanum, Paweł Cz. „miał otrzymać funkcję w radzie programowej Wrocławskiego Parku Technologicznego”.
Prokuratura informuje też, że z zabezpieczonej dokumentacji wynika, że Paweł Cz., na podstawie umów zlecenia, miał wykonywać na rzecz spółki Wrocławski Park Technologiczny czynności doradcze, za które do czerwca 2022 roku otrzymał łączne wynagrodzenie w wysokości 75 tys. zł, mimo że „w rzeczywistości nie świadczył tych usług”.
Przeczytaj także:
Wojsko rosyjskie przeprowadziło jeden z największych ataków na Ukrainę. Wskutek ostrzału w dzielnicy Darnyckiej zawaliła się część bloku. Ratownikom udało się uratować 27 osób. Jednak pod gruzami mogą nadal znajdować się ludzie.
Według Sił Powietrznych Ukrainy w nocy 14 maja (od godz. 18:00 13 maja) Rosjanie wystrzelili w kierunku Ukrainy 731 środków powietrznego ataku – 56 pocisków i 675 bezzałogowych statków powietrznych. Głównym celem ataku był Kijów. Ukraińskiej obronie przeciwlotniczej udało się zestrzelić lub unieszkodliwić 693 cele – 41 rakiet i 652 drony różnych typów.
Odnotowano uderzenia 15 rakiet i 23 bojowych bezzałogowych statków powietrznych w 24 lokalizacjach, a także upadki zestrzelonych (odłamki) bezzałogowych statków powietrznych w 18 lokalizacjach. Siły Powietrzne dodały, że atak wciąż trwa, do przestrzeni powietrznej Ukrainy wkroczyło kilka nowych grup bojowych bezzałogowych statków powietrznych.
W stolicy Ukrainy od trzeciej w nocy słychać było wybuchy. W skutek ataku w Kijowie uszkodzono budynki mieszkalne i infrastrukturę cywilną w kilku dzielnicach miasta. Według prezydenta Ukrainy w Kijowie odnotowano zniszczenia w 20 miejscach. „Są to zwykłe budynki mieszkalne, szkoła, klinika weterynaryjna oraz inne obiekty infrastruktury cywilnej” – napisał Wołodymyr Zełenski w mediach społecznościowych.
Według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy w dzielnicy Darnyckiej doszło do uderzenia w wielopiętrowy budynek mieszkalny, w którym zawaliły się konstrukcje. Ratownikom udało się uratować 27 osób, trwa akcja poszukiwawcza. W sumie zniszczono 18 mieszkań.
Pod innym adresem odnotowano spadek odłamków na teren stacji benzynowej.
W dzielnicy Obolońskiej odłamki spadły na teren otwarty oraz na trzypiętrowy budynek parkingu i centrum biznesowego. Również pod innym adresem odłamki uszkodziły mieszkanie w budynku mieszkalnym na 12. piętrze oraz uderzyły w 25-piętrowy budynek w trakcie budowy, są ranni.
W dzielnicy Dniprowskiej w wyniku ataku doszło do pożaru na dachu pięciopiętrowego budynku mieszkalnego. Jedna osoba została poszkodowana. W innym miejscu dron uderzył w pięciopiętrowy budynek. Odnotowano również uszkodzenia prywatnego budynku mieszkalnego. Pod innym adresem w wyniku ataku doszło do pożaru kilku garaży i zaparkowanego samochodu.
Są też zniszczenia w innych dzielnicach. Na lewym brzegu stolicy występują przerwy w dostawach wody.
„W stolicy 40 osób odniosło obrażenia w wyniku zmasowanego ataku wroga. Wśród nich jest dwoje dzieci. 31 rannych trafiło do szpitala, w tym jedno dziecko” – poinformował Witalij Kłyczko, mer Kijowa. Są dwie ofiary śmiertelne.
Zniszczenia są również w obwodzie kijowskim, gdzie uszkodzono prywatne domy mieszkalne, mieszkania, budynki gospodarcze oraz samochody. W wyniku nocnego ataku siedem osób zostało rannych, w tym dziecko.
„Odnotowano też ataki terrorystyczne na infrastrukturę energetyczną w Kremenczuku oraz na obiekty portowe i zabudowę mieszkaniową w Czarnomorsku” – dodał Wołodymyr Zełenski.
Aktualizacja, 11:55
W dzielnicy Darnyckiej, gdzie zawaliła się część bloku, liczba ofiar śmiertelnych zwiększyła się do trzech. Na miejscu działają psychologowie z Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy, którzy rozmawiają z poszkodowanymi oraz wspierają rodziny ofiar śmiertelnych i osób, których wciąż się poszukuje.
„Mamy informacje o ponad 10 osobach zaginionych – trwają poszukiwania” – poinformował Ihor Kłymenko, minister spraw wewnętrznych Ukrainy. Dodał, że w akcji poszukiwawczej bierze udział 6 zespołów z psami ratowniczymi.
„Ponad 1500 ratowników i policjantów bierze udział w usuwaniu skutków intensywnego ostrzału rosyjskiego. Spośród nich prawie 600 pracuje w Kijowie” – napisał szef ukraińskiego MSW. Dodał, że wiele osób zostało również rannych w wyniku porannego ataku Rosji na Charków – odnotowano tam 28 ofiar.
Wczoraj, 13 maja HUR, ukraiński wywiad wojskowy poinformował, że Rosja rozpoczęła zmasowany atak powietrzny na Ukrainę, który może mieć długotrwały charakter. Siły Powietrzne Sił Zbrojnych Ukrainy poinformowały o przegrupowaniu rosyjskiego lotnictwa taktycznego, co może świadczyć o przygotowaniach do zmasowanego ataku na Ukrainę.
Według danych ukraińskiego wywiadu, w pierwszej fali ataku rosyjscy żołnierze wykorzystują znaczną liczbę dronów bojowych w celu przeciążenia ukraińskiego systemu obrony powietrznej i zniszczenia obiektów cywilnych. Następnie wystrzeliwują znaczną liczbę pocisków manewrujących z baz powietrznych i morskich, a także pocisków balistycznych.
W ciągu dnia (13 maja) Rosjanie wystrzelili w kierunku Ukrainy 753 bojowe drony. A biorąc pod uwagę nocny atak, w ciągu poprzedniej doby odnotowano ponad 892 drony. Zginęło sześć osób, a dziesiątki zostało rannych.
„Od początku wczorajszego dnia Rosjanie wystrzelili ponad 1560 dronów w kierunku naszych miast i gmin. Z pewnością nie są to działania tych, którzy uważają, że wojna dobiega końca”– napisał dziś (14 maja) rano prezydent Zełenski. „Ważne jest, aby nasi partnerzy nie milczeli na temat tego ataku. Równie ważne jest dalsze wspieranie ochrony naszej przestrzeni powietrznej. Program PURL jest potrzebny, aby Ukraina mogła się bronić przed takimi atakami balistycznymi. W interesie wszystkich, którzy pragną pokoju, leży również dalsze wywieranie presji na Rosję”.
Przeczytaj także:
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz napisał na X: „Ta sprawa nie dotyczy Polski”. Chodzi o doniesienia portalu Army Times, według których siły lądowe USA odwołały planowane rotacyjne przemieszczenie ponad 4 tys. żołnierzy brygady pancernej do Polski.
„Ta sprawa nie dotyczy Polski – wiąże się z zapowiadaną wcześniej zmianą obecności części sił zbrojnych USA w Europie. Szybko rozwijające się zdolności Sił Zbrojnych RP i obecność sił USA w Polsce wzmacniają wschodnią flankę NATO” – wyjaśnił Władysław Kosiniak-Kamysz we wpisie na X.
Odnosi się do opublikowanego 13 maja wieczorem artykułu portalu Army Times.
„Armia USA odwołała rozmieszczenie w Polsce 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej 1. Dywizji Kawalerii — ponad 4000 żołnierzy i towarzyszącego im sprzętu. Przedstawiciel armii potwierdził tę decyzję w środę, ale nie podał szczegółów i odesłał wszystkie pytania do Departamentu Obrony, który nie odpowiedział na prośbę o informacje” – podał portal.
Army Times powołuje się na słowa senatora USA Jacka Reeda, który powiedział, że armia amerykańska „stoi w obliczu deficytu budżetowego wynoszącego co najmniej 2 miliardy dolarów w wyniku przedłużających się działań, w tym rozmieszczenia Gwardii Narodowej w Waszyngtonie oraz udziału jednostek w kontroli granic USA”. To, jak sugeruje portal, miało być powodem decyzji o odwołaniu rozmieszczenia żołnierzy w Polsce.
„Przedstawiciel armii potwierdził tę decyzję w środę, ale nie podał szczegółów i odesłał wszystkie pytania do Departamentu Obrony, który nie odpowiedział na prośbę o informacje” – czytamy.
Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk odniósł się do doniesień, pisząc na X: „Ten komunikat dotyczy Niemiec. Nie dotyczy Polski. Polska sukcesywnie zabiega o zwiększenie obecności wojsk amerykańskich”.
Obecnie w Polsce rotacyjnie stacjonuje ponad 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy. W 2025 roku Pentagon wycofał jedną brygadę wojsk USA rotacyjnie stacjonującą wówczas w Rumunii. W kwietniu 2025 ogłoszono, że około 5 tysięcy żołnierzy zostanie wycofanych z Niemiec.
Przeczytaj także: