Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Kryzys wybuchł wokół ustawy budżetowej na 2024 rok. Rząd nie może zdobyć wystarczającego poparcia dla proponowanego budżetu. Dziś po południu zaplanowano debatę oraz głosowanie nad wotum nieufności.
Premier Francji Michel Barnier zaproponował projekt ustawy budżetowej, w którym zapisano podwyżki podatków oraz cięcia wydatków, mające zmniejszyć deficyt, oscylujący obecnie wokół 6 proc. PKB. Premier chce obniżenia deficytu do 5 proc. w przyszłym roku.
W rządzie brakuje jednak wystarczającego poparcia dla tego projektu, szczególnie ze względu na sprzeciw skrajnie prawicowej partii Marine Le Pen, Zjednoczenia Narodowego.
Barnier ogłosił, że przyjmie część budżetu dotyczącą ubezpieczeń społecznych bez głosowania — pozwala mu na to francuska Konstytucja. W odpowiedzi opozycja złożyła wniosek o wotum nieufności. Dziś – 4 grudnia – o 16:00 rozpocznie się dyskusja w parlamencie, a trzy godziny później zaplanowano głosowanie. Prezydent Emmanuel Macron ma specjalnie wrócić do kraju z wizyty w Arabii Saudyjskiej.
Administracja Barniera, która objęła urząd dopiero we wrześniu, może być pierwszą we Francji odsuniętą od władzy przez wotum nieufności od 1962 r. Jej upadek z rąk skrajnie prawicowych i lewicowych partii byłby poważnym ciosem dla Europy na kilka tygodni przed powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu — komentuje brytyjski „Guardian”.
„Francuzi mają dość upokarzania i złego traktowania. Nie możemy zostawić rzeczy takimi, jakimi są” — powiedziała dziennikarzom w poniedziałek Marine Le Pen. Sam Barnier komentował, że sytuacja Francji jest już „trudna pod względem budżetowym i finansowym” oraz „bardzo trudna pod względem gospodarczym i społecznym”. W rozmowach z mediami dodawał, że „we Francji panuje duże napięcie”, a aby kraj odzyskał stabilność polityczną, powinien pozostać u władzy.
Jeśli wotum nieufności zostanie przegłosowane, administracja Barniera będzie dalej działać jako rząd techniczny. Sam premier zostanie na stanowisku do momentu, aż prezydent Macron wybierze jego następcę i znajdzie dla niego poparcie. To może potrwać nawet do stycznia 2025.
Prezydent Francji Emmanuel Macron powołał Michela Barniera na premiera aż 60 dni po przedterminowych wyborach parlamentarnych, na początku września 2024.
Był to najdłuższy w historii Francji okres przejściowy między rezygnacją poprzedniego a powołaniem nowego szefa rządu.
Lipcowe, przyspieszone wybory parlamentarne we Francji zdobywając 180 miejsc, wygrała lewicowa koalicja Nowy Front Ludowy, złożona z opozycyjnej wobec Macrona, skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI), Partii Socjalistycznej (PS), Partii Komunistycznej i mniejszego ugrupowania Ekologów. NFL nie zdobyła jednak większości w Zgromadzeniu Narodowym, która dawałaby szansę na samodzielne rządzenie.
Michel Barnier mianowany przez Emmanuela Macrona to polityk, który przez całe życie związany był z prawicą. Należy do partii Republikanie, która zajęła w wyborach czwarte miejsce z wynikiem 39 miejsc. Wcześniej Barnier był dwukrotnym komisarzem UE oraz głównym negocjatorem brexitu.
Przeczytaj także: