Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Po sobotnich i niedzielnych aktach wandalizmu francuskie ministerstwo spraw wewnętrznych wprowadziło godzinę policyjną w kilku miastach i w części Paryża.
Zakaz wychodzenia na ulicę będzie obowiązywał od jedenastej wieczorem do szóstej rano na paryskim Placu Republiki, gdzie w weekend miały miejsce szczególnie brutalne zamieszki i w okolicach Hal, gdzie doszło do wandalizowania i rozkradania sklepów. Podobny zakaz, ale od ósmej rano, będzie obowiązywał m.in. w Lille – tam w sobotę spłonął podpalony przez zamaskowanych sprawców XIX-wieczny ratusz – oraz Nicei.
Premier Sébastien Lecornu i minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez zapowiedzieli przywrócenie porządku na ulicach po burzliwym weekendzie, podczas którego masowe i w przeważającej większości pokojowe demonstracje francuskiej młodzieży domagającej się lepszych warunków edukacji zostały zawłaszczone przez grupy osób ścierających się z policją i plądrujących sklepy.
W sobotę 17 i niedzielę 18 października według informacji francuskiego ministerstwa sprawiedliwości aresztowano z tego powodu 2,513 osób. Zniszczonych zostało 2 tys. sklepów. Szef resortu Gérald Darmanin przyznał, że organy porządku zawiodły, dopuszczając do takiej eskalacji zamieszek, za które według premiera Lecornu odpowiedzialność ponosi „nieformalna sieć" prowokatorów ze skrajnej lewicy.
We wrześniu w jednej ze szkół pod Paryżem licealiści rozpoczęli protest przeciwko niedofinansowaniu edukacji, zwłaszcza na przedmieściach: złym warunkom nauki i nauczycielskim wakatom. Protesty szybko rozlały się po całej Francji – w ciągu tygodnia było to już 180 placówek. W szczycie, na początku października demonstracje objęły jedną czwartą francuskich liceów.
Początkowo sporadycznie dochodziło do aktów przemocy, m.in. podpalania samochodów, jednak ostatni weekend przyniósł znaczącą zmianę. Zdaniem obserwatorów brak kontroli nad sytuacją ze strony prezydenta Emmanuela Macrona wzmocni prezydenckie szanse jego głównej przeciwniczki Marine Le Pen w nadchodzących wiosennych wyborach. A skrajna prawica widzi winnych wandalizmu przede wszystkim w pochodzących spoza Europy mieszkańcach przedmieść.
The New York Times w swoim dzisiejszym newsletterze zwraca uwagę, że Macron nie dotrzymał obietnic ożywienia gospodarki, dzięki którym zdobył prezydencki fotel – i obecna sytuacja w kraju jest w jakiejś mierze konsekwencją jego porażki.