Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Amerykanie wydają się zdeterminowani, by nie wracać do walk przed zakończeniem wyborów zaplanowanych na 3 listopada. Później ryzyko dalszej wojny znacznie wzrasta
„Financial Times” pisze dziś, że Izraelczycy przygotowali plany, by wznowić bombardowania Iranu 10 października. Plany zakładały wielodniową kampanię i ataki na infrastrukturę cywilną, taką jak elektrownie, a także na cele związane z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Zaplanowano naloty intensywniejsze niż w marcu tego roku. Izraelczycy mieli też uaktualnić listę potencjalnych celów na podstawie nowych danych wywiadowczych.
Ostatecznie jednak do ataków nie doszło. Według dziennika ofensywę miał zablokować Donald Trump, który nie chce wracać do wojny przez wyborami połówkowymi w USA 3 listopada. W poniedziałek 19 października amerykański sekretarz obrony Pete Hegseth spotkał się w Jerozolimie z Netanjahu i innymi ważnymi urzędnikami izraelskiego rządu, a Iran z pewnością był głównym tematem rozmów.
W ostatnich dwóch tygodniach Iran i USA wymieniały wiadomości za pośrednictwem państw-pośredników. Nie można jednak powiedzieć, by w ostatnim czasie dokonał się jakikolwiek przełom w rozmowach. Irańscy urzędnicy państwowi mówią anonimowo Reutersowi, że są przekonani, że kolejna runda ataków nadchodzi, lecz najpewniej dopiero po amerykańskich wyborach. Irańczycy mówią jednocześnie, że rozmowy do niczego nie prowadzą i że spodziewają się ataku.
Z kolei zintensyfikowane irańskie ataki na statki w cieśninie Ormuz nie przyniosły zmiany trendu w eksporcie energii z Zatoki Perskiej. Najnowsze dane pokazują, że w połowie października eksport ropy przekroczył już wartości sprzed marca 2026. A to obniża wpływ Iranu na sytuację.
27 października w Izraelu odbędą się wybory parlamentarne. Benjamin Netanjahu i jego Likud wcale nie mogą być pewni zwycięstwa. Władze może przejąć też centroprawica pod przewodnictwem byłego generała Gadiego Eisenkota. Wiele zależy od wyników mniejszych partii. Odwołanie się do wojny z Iranem, zagrożenia ze strony Republiki Islamskiej i domniemanego zagrożenia nuklearnego to stały zabieg polityczny Netanjahu.
Jeśli doniesienia „FT” sa prawdziwe, sporo mówi to też o praktyce politycznej Netanjahu. W prawdziwie demokratycznej praktyce rozpoczynanie intensywnej wojny, która przyniosłaby groźną odpowiedź dla własnych obywateli przed wyborami, uważane byłoby za nadużycie. Netanjahu ewidentnie gotowy jest jednak podjąć takie działanie.
Donald Trump wielokrotnie powtarzał, że wznowienia wojny przed amerykańskimi wyborami nie będzie. Ale przedłużający się pat polityczny między USA i Iranem, brak chęci do porozumienia z obu stron i słabnący Iran oznaczają, że ryzyko wznowienia ataków np. w listopadzie istnieje.
Przeczytaj także: