Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ministerstwo cyfryzacji podatek od zysków gigantów technologicznych ma przedstawić jeszcze w 2025 roku. W rządzie zdania są podzielone, ale kierunek obrany przez Lewicę popierają PiS, Konfederacja i organizacje społeczne
Minister cyfryzacji i wicepremier Krzysztof Gawkowski zapowiedział, że w ciągu kilku miesięcy jego resort przedstawi „model podatku cyfrowego od zysków i przychodów big tech-ów w Polsce”. Środki pozyskane z opodatkowania gigantów technologicznych miałyby wspierać krajowy rynek innowacji oraz media.
Thomas Rose, nominat Donalda Trumpa na ambasadora USA w Polsce, pomysł Gawkowskiego nazwał „autodestrukcyjnym podatkiem”, który zaszkodzi relacjom obu krajów. „Prezydent Trump również odpowie odwetem, jak i powinien zrobić. Odwołajcie podatek, aby uniknąć konsekwencji” – napisał Rose na platformie X.
Z pomysłem podatku cyfrowego wyszła Lewica, a co na to reszta koalicjantów?
Ministra edukacji Barbara Nowacka na antenie Polsat Graffiti przyznała, że rząd w sprawie propozycji podatku cyfrowego czekają trudne rozmowy, bo na pierwszym miejscu stoi bezpieczeństwo obywateli. „Polski rząd musi pokazać jak będzie wyglądać ten podatek, na czym będzie polegać, ale nie będziemy się wycofywać ze względu na czyjeś tweety. Z niczego nie będziemy się wycofywać ze względu na tweety. Dyplomacji, polityki nie uprawia się na Twitterze” – stwierdziła Nowacka.
Polityczka Trzeciej Drogi, ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz komentowała, że choć samo rozwiązanie jest dobre, to nie jest to dobry moment, żeby wychodzić z podobnymi deklaracjami. Na szali są bowiem relacje z USA, których według Pełczyńskiej nie należy niepotrzebnie zaogniać. Od zapowiedzi ministra Gawkowskiego odciął się też resort finansów. W odpowiedzi przesłanej mediom biuro prasowe MF podkreśla, że to minister finansów odpowiada za regulacje podatkowe, a żadne prace w sprawie podatku cyfrowego w resorcie Domańskiego się nie toczą.
Sam Gawkowski na antenie Radia Zet skrytykował odpowiedź Rose'a. „Opowiadanie o tym, że jakikolwiek polityk, czy szef korporacji może powiedzieć innemu państwu, że »nie masz prawa nad czymś pracować legislacyjnie«, to jest chore. Stawianie na głowie demokracji. Na to nigdy się nie zgodzę jako człowiek Lewicy i członek tego rządu” – komentował.
Wiadomo, że Gawkowski ma wsparcie swojego klubu. „Polska nie jest niczyją kolonią. Nikt nam nie będzie dyktował, jakie podatki możemy wprowadzać, a jakie nie” – napisała na platformie X Magdalena Biejat kandydatka Lewicy na prezydenta.
Pomysł popierają także politycy PiS. Były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński stwierdził, że kierunek obrany przez Gawkowskiego jest właściwy, bo międzynarodowe korporacje powinny płacić w Polsce takie same podatki jak rodzime firmy. „Trzeba wdrożyć sprawdzony w innych krajach mechanizm i nałożyć jak np. Włochy podatek od wartości sprzedanych reklam” – mówił Cieszyński.
Za ma być też Konfederacja. „W szczegółach będziemy się wypowiadać, kiedy zobaczymy projekt, ale co do zasady popieramy opodatkowanie wielkich korporacji, które prowadzą tu działalność” – komentował Przemysław Wipler, dodając, że temat podatku cyfrowego jest dobrym narzędziem negocjacji z Amerykanami.
List intencyjny do rządu w tej sprawie szykują również organizacje społeczne.
Już w 2018 roku Komisja Europejska wydała rekomendacje w sprawie wprowadzenia podatku cyfrowego. Dodatkowe daniny od zysków największych graczy, miały pomóc wyrównać konkurencję na rynku technologicznym. Poszczególne państwa członkowskie, w oczekiwaniu na wprowadzenie spójnego rozwiązania dla całej UE, zaczęły samodzielnie wdrażać rekomendacje. Lewica w Polsce za wzór stawia model francuski, gdzie podatek dotyczy głównie profilowanych reklam na platformach Mety i Google, a konkretne kwoty są powiązane z liczbą aktywnych użytkowników w kraju. W 2020 roku fundacja Instrat szacowała, że wprowadzenie 7 proc. podatku od skonsolidowanych przychodów spółek świadczących usługi cyfrowe, zapewniłaby wpływy do budżetu w wysokości ok. miliarda złotych rocznie (i nawet 2 mld w ciągu 5 lat).
Nad podatkiem cyfrowym w 2019 roku pracował rząd Mateusza Morawieckiego, ale z pomysłu wycofał się po wizycie ówczesnego wiceprezydenta USA w Polsce. Mike Pence podczas konferencji prasowej podziękował rządowi za zrozumienie i porzucenie planów, wyprzedzając oficjalny komunikat polskich władz.
W lutym 2020 roku projekt ustawy w tej sprawie w Sejmie złożył klub Lewicy. „Wielkie korporacje, które świadczą usługi cyfrowe, mają pozycję monopolistyczną. Korporacje zarabiają miliardy złotych na użytkownikach z Polski. Źródłem ich zysków jest wiedza o naszych zachowaniach. Nasze dane są sprzedawane za duże pieniądze i służą później m.in. do wyświetlania profilowanych reklam. Platformy są darmowe tylko pozornie: korzystając z nich, każdy z nas regularnie dokłada się do ich zysków. Korporacje zarabiają na tym astronomiczne sumy. Często mają większe budżety niż państwa narodowe” – argumentowała Lewica.
Przeczytaj także: