Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Reuters: alpiniści zostali najprawdopodobniej porwani przez lawinę na Broad Peak w czwartek około południa. Pakistański Klub Wysokogórski potwierdził, że żaden z członków wyprawy nie przeżył lawiny. Na jednej z najwyższych gór świata zginęło 10 wspinaczy, w tym lider wyprawy, znany alpinista Nirmal Purja.
„Z ogromnym smutkiem potwierdzamy, że Nirmal Purja (”Nimsa„) tragicznie zginął w lawinie na Broad Peak. Otrzymaliśmy również potwierdzenie, że pozostali członkowie wyprawy niestety nie przeżyli” – przekazała firma Elite Expedition założona przez „Nimsę”.
Jak przekazuje Pakistański Klub Wysokogórski, w lawinie na Broad Peak zginęła również Nathira AI Harty, pierwsza kobieta z Omanu, która weszła na szczyt Mount Everestu, Manaslu i K2 oraz Sohail Sakhi z Pakistanu, Amerykanka Mallory Geis, wspinacz z Chin o nazwisku Wang Zhong oraz pięciu Nepalczyków: Pur Bahadur Gurung „Yukta”, Kili Pemba Sherpa, Nima Sherpa, Nawang Thindu Sherpa i Gyalu Sherpa.
W czwartek 30 lipca na Broad Peaku, na wysokości ok. 6 600 metrów nad poziomem morza (Broad Peak mierzy ponad 8 tysięcy metrów) zeszła potężna lawina.
Zaginęło 10 doświadczonych wspinaczy dowodzonych przez Nirmala Purję, wybitnego himalaistę, który w 2019 roku, w rekordowym czasie 189 dni wspiął się na 14 najwyższych szczytów świata ustanawiając rekord – pobity w 2023 roku. Wyprawę „Nimsa” zarejestrowany kamery w filmie dokumentalnym „14 szczytów: nic nie jest niemożliwe”, który można zobaczyć na Netflixie. Purja był na ośmiotysięcznikach 57 razy. Jako pierwszy himalaista zdobył K2 zimą. „Trudno o bardziej doświadczonego lidera” – napisała Martyna Wojciechowska, dziennikarka i podróżniczka.
W piątek pakistańskie służby ratunkowe, poszukujące zaginionych 10 alpinistów zlokalizowały ciała czterech z nich. Pakistański Klub Wysokogórski podał, że pozostałe ciała udało się namierzyć za pomocą dronów. Do wskazanych miejsc w sobotę rano wyruszyli szerpowie.
Broad Peak to dwunasty szczyt Ziemi, leży na granicy pakistańsko-chińskiej w sąsiedztwie K2. Do tragicznego wypadku doszło dziewięć dni po tym, jak Purja wszedł bez tlenu na Gasherbrum II w ramach swojego projektu „Hat-Trick” — do jego ukończenia brakowało mu już tylko Cho Oyu.
Zatrzymały się tramwaje, autobusy i metro. Na tę jedną minutę przechodnie stanęli w bezruchu, kierowcy przystanęli. O godzinie 17 w całej Warszawie zawyły syreny, by upamiętnić 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. W marszu organizowanym przez Roberta Bąkiewicza przeszły dziesiątki tysięcy ludzi. Krzyczeli: „jedna kula – jeden Niemiec”.
Warszawa pamięta. Na ulicach stolicy powiewają biało-czerwone i czerwono-żółte (warszawskie) flagi, autobusy i tramwaje jeżdżą udekorowane chorągiewkami, na przystankach wiszą plakaty przypominające o 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Jak pisaliśmy w OKO.press, obchody warszawskiego zrywu z 1 sierpnia 1944 roku trwają od piątku.
O godzinie 17, tzw. godzinie W, Warszawa zatrzymała się. Minutą ciszy upamiętniono walczących i poległych; pomordowanych cywilów i powstańców. Uhonorowano też tych, którzy są żywymi świadkami historii; spośród 40-50 tysięcy, którzy ruszyli do walki 1 sierpnia 1944 roku, dziś żyje tylko 225 weteranów. Połowa do dziś mieszka w Warszawie, ale nie wszyscy są w stanie uczestniczyć w uroczystościach.
Miasto Warszawa przez kilka najbliższych dni organizuje szereg wydarzeń kulturalnych i sportowych upamiętniających rocznicę wybuchu. Tuż po godzinie „W”, głównymi ulicami stolicy przeszedł liczny Marsz Niepodległości, któremu dowodzi Robert Bąkiewicz, skrajny narodowiec, oskarżony w piątek, 31 lipca, przez prokuraturę za przemówienie na jesiennym marszu antymigranckim.
Prokuratura jego hasła nawołujące do nienawiści i zabicia premiera Donalda Tuska zakwalifikowała (po raz kolejny) jako występek o charakterze chuligańskim.
Punkt o godzinie 17 Rondo Dmowskiego spowił biało-czerwony dym z setek rac i opon motorów. To stamtąd, rok po roku, rusza Marsz Niepodległości. Według Telewizji Republika w przemarszu z okazji wybuchu Powstania Warszawskiego udział mogło brać nawet 100 tysięcy ludzi. Zgromadzeni trzymali w rękach biało-czerwone flagi i kotwice Polski Walczącej.
Jeszcze przed wymarszem, jak donosi stołeczna „Wyborcza”, Bąkiewicz przeszedł do agitacji politycznej. Najpierw stwierdził, że Niemcy próbują winą za II Wojnę Światową obarczyć Polskę i zażądał reparacji od zachodniego sąsiada. Z megafonu ryczał: „Nie kupujmy u Niemca!”.
Na demonstracji co rusz skandowano: „Cześć i chwała bohaterom” i „Bóg, honor i ojczyzna”. Robert Bąkiewicz i jego zwolennicy sięgali po megafon, by wrzeszczeć również: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, „Reparacje” i „Jedna kula, jeden Niemiec”, co TV Republika tłumaczyła „historycznymi odwołaniami”.
Przeczytaj także:
Jedna z największych pride'owych imprez na świecie odbywa się w tym roku w stolicy Holandii. Na nietypowej paradzie, bo organizowanej na amsterdamskich kanałach, setki tysięcy ludzi celebruje dziś miłość i równość. Radość podszyta jest jednak strachem – bowiem i organizatorzy, i uczestnicy w pamięci mają tragiczny w skutkach ostatni zamach w Berlinie.
„O to w tym wszystkim chodzi. Chcą, żebyś się wystraszył. Żebyś się schował, ukrył. Wrócił do szafy. Dlatego ja przychodzę tu otwarcie. Będę krzyczał jeszcze głośniej” – mówi Reutersowi 32-letni Amerykanin, który od kilku lat mieszka w Holandii i przybył na amsterdamski World Pride.
To jedna z największych, najgłośniejszych i najbardziej prestiżowych parad na świecie. World Pride organizowane jest co roku lub co kilka lat, za każdym razem w innym mieście świata. W tym roku społeczność LGBT i jej sojusznicy świętują i walczą o równość w stolicy Holandii. Wybór Amsterdamu był nieprzypadkowy; Holandia świętuje w tym roku 25-lecie wprowadzenia równości małżeńskiej.
Polska do dziś w nawet minimalny sposób nie chroni par jednopłciowych. Prezydent Karol Nawrocki zawetował rządowy projekt ustawy wprowadzającej status osoby najbliższej. 23 sierpnia w życie wchodzą przepisy umożliwiające dokonanie transkrypcji aktu małżeństwa zawartego za granicą – i to dziś jedyna szansa na legalizację małżeństwa jednopłciowego w kraju. Już wiadomo, że transkrypcje te będą przedmiotem politycznych batalii w przyszłości, bowiem TK, nieuznawany przez rząd, okrzyknął, że przepisy te są niezgodne z Konstytucją.
W holenderskim przemarszu – nietypowym, bo organizowanym od trzydziestu lat na amsterdamskich kanałach, biorą udział setki tysięcy ludzi. Wśród nich Rob Jetten, premier Holandii i wyoutowany gej. Organizatorzy World Pride szacują, że do Amsterdamu zjedzie nawet pół miliona ludzi. Swoje łódki mają zarówno holenderska policja, straż pożarna, ministerstwo obrony, jak i Europejska Agencja Leków z główną siedzibą w Amsterdamie.
Impreza, niezwykle huczna, bo trwająca niemal dwa tygodnie (od 25 lipca do 8 sierpnia) zbiegła się w czasie z zamachem dokonanym na Paradzie Równości w Berlinie. Tydzień temu, równo z otwarciem World Pride, 21-letni Abdul Ballout, Niemiec libańskiego pochodzenia wjechał w tłum ludzi w parku Tiergarten.
29 osób zostało rannych. Życia jednej z uczestniczek Parady, 65-letniej Polki, która do Berlina przyjechała razem z córką, nie udało się uratować. Temat zamachu na społeczność LGBT+ był szeroko dyskutowany w Holandii, a władze zapowiadały zastosowanie szczególnych środków bezpieczeństwa, by ochronić uczestników amsterdamskiej parady.
Sobotnia parada jest głównym punktem World Pride. Jego kulminacja przypada na 8 sierpnia. Uczestnicy zbiorą się w Martin Luther Kingpark, a następnie przejdą na Museumplein. Na marszu powiewać mają m.in. flagi krajów, w których homoseksualność wciąż podlega karze.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
22 polityków państw UE, w tym premier Donald Tusk, domagają się nadzwyczajnego spotkania ministrów spraw wewnętrznych w sprawie kryzysu migracyjnego. "Ministrowie powinni w szczególności rozważyć zwiększone wsparcie ze strony Frontexu oraz skuteczność współpracy UE z Marokiem” – piszą przywódcy. I realizują główny cel sztucznego naporu na granicę z Hiszpanią
"Mamy obowiązek skutecznie zapobiegać nielegalnej migracji i nieustannie z nią walczyć poprzez koordynację naszych działań, wzmocnienie naszych granic zewnętrznych oraz zajęcie się wszystkimi obszarami polityki, które mogą stanowić czynniki przyciągające, takie jak legalizacja bardzo dużej liczby migrantów o nieuregulowanym statusie” – pisze 22 unijnych przywódców w liście do irlandzkiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Jednym z sygnatariuszy listu, udostępnionego Polskiej Agencji Prasowej, jest premier Donald Tusk.
Unijny politycy wprost obarczają winą za sytuację z Ceuty liberalną politykę Hiszpanii i niedawne orzeczenie hiszpańskiego Sądu Najwyższego, zgodnie z którym migranci przybywający drogą morską nie mogą być automatycznie odsyłani.
„W świetle powagi sytuacji zwracamy się do irlandzkiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej o zwołanie w trybie pilnym nadzwyczajnej wideokonferencji ministrów spraw wewnętrznych. Spotkanie to powinno umożliwić wspólną ocenę sytuacji oraz uzgodnienie skoordynowanej europejskiej reakcji, w tym szybką mobilizację dostępnych instrumentów UE oraz niezbędne wsparcie dla Hiszpanii w celu przywrócenia skutecznej kontroli zewnętrznej granicy Unii zapobieżenia dalszym niekontrolowanym przekroczeniom granicy. Ministrowie powinni w szczególności rozważyć zwiększone wsparcie ze strony Frontexu oraz skuteczność współpracy UE z Marokiem” – napisali przywódcy cytowani przez PAP.
W ten sposób realizują jeden z głównych interesów precyzyjnie wyreżyserowanej operacji, jaką jest gwałtowny napór na granicę Maroka z Hiszpanią.
Jak wyjaśnia w materiale dla OKO.press Krzysztof Katkowski wydarzenia w Ceucie są na wskroś polityczne. Maroko traktuje migrację jako instrument nacisku na Madryt i Brukselę w sprawie uznania Sahary Zachodniej za część Maroka. A ostatnia próba przedostania się nawet 60 tysięcy osób do Hiszpanii i Europy stała się pretekstem do skondensowanego, amerykańskiego i europejskiego, ataku na politykę migracyjną lewicowego rządu Hiszpanii.
List polityków unijnych powstał z inicjatywy szefowych rządów Włoch i Danii Giorgii Meloni i Mette Frederiksen. Wśród sygnatariuszy nie ma przywódców Irlandii, gdyż jej premier jest jednym z adresatów, Hiszpanii, której sprawa dotyczy, a także Francji, Luksemburga i Portugalii. Włochy oficjalnie zawiesiły też zasady Schengen wobec Hiszpanii, a finlandzkie MSW ogłosiło, że Hiszpania oficjalnie zawiodła w ocghronie zewnętrznych granic strefy Schengen i w związku z tym ... nie powinna w niej być.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez skrytykował państwa, które – zamiast zaoferować wsparcie – domagały się ograniczenia udziału Hiszpanii w strefie Schengen. Sam też zaapelował o pilne zwołanie nadzwyczajnego spotkania ministrów spraw wewnętrznych UE i podkreśił, że reakcja części państw członkowskich na wydarzenia w Ceucie była „samolubna, polaryzująca i niezgodna z prawem”, a zawrócenie migrantów i opanowanie sytuacji odbyło się przy „bardzo ograniczonym wsparciu” ze strony Unii.
Kryzys w Ceucie wykorzystuje już Donald Trump. Amerykański prezydent straszy obywateli filmami z hiszpańskiej granicy mówiąc, że „to samo czeka Stany Zjednoczone, jeśli republikanie nie wygrają wyborów”. „Dziś mamy najbezpieczniejszą granicę na świecie. Ale jeśli nie wygramy kolejnych wyborów, czeka nas coś o wiele gorszego” – straszy prezydent USA.
W czwartek i piątek około 60 tys. migrantów przedarło się z Maroka do hiszpańskiej eksklawy, Ceuty, zamieszkanej przez 83 tys. osób. W ciągu niespełna 48 godzin hiszpańskie władze przywróciły pełną kontrolę nad granicą, udzieliły pomocy humanitarnej i zawróciły ludzi. Jak informuje hiszpańskie MSZ większość z nich (przynajmniej 48 tysięcy osób) wróciło do Maroka.
Powrót wciąż trwa. Migranci spokojnie przechodzą przez granicę, w wodzie nie ma już osób próbujących dotrzeć do Ceuty. To właśnie tą drogą ludzie tu docierali, opływając wpław falochron Tarajal, stanowiący morskie przedłużenie bariery granicznej. Wielu z nich, jak podają hiszpańskie media, nie umiało pływać i korzystało jedynie z dmuchanych kół plażowych. Z różnym skutkiem; obecnie mówi się o blisko sześćdziesięciu ofiarach śmiertelnych, jedynie po stronie migranckiej.
Hiszpańska Ceuta stała się miejscem największego kryzysu migracyjnego od 2021 roku na granicy UE z Marokiem. Ogromna skala kryzysu sugeruje jednak celowe działanie – pisze Krzysztof Katkowski w OKO.press.
I wskazuje, że kryzys w Ceucie wybuchł w momencie, gdy dane unijnej agencji Frontex za pierwsze półrocze 2026 roku pokazywały spadek nielegalnych przekroczeń granic UE o 37 procent. Podobny mechanizm stosowały wcześniej Turcja wobec Grecji i Bułgarii oraz Białoruś wobec Polski.
Co ważne: Ceuta funkcjonuje w szczególnym reżimie i została wyłączona ze strefy Schengen. Migranci, którzy dostaną się do enklawy, nie mogą swobodnie podróżować dalej na kontynent, bo przy opuszczaniu miasta obowiązuje szczegółowa kontrola dokumentów.
„The New York Times” podał, cytując migrantów rozmawiających z korespondentem NYT, że władze Maroka miały zachęcać ich do przekraczania granicy.
„Zamiast wesprzeć Madryt i wspólnie wywrzeć presję na Maroko (np. poprzez utrudnienie turystyki, ograniczenie wiz dla milionów obywateli tego kraju już mieszkających w UE itd. – opcji jest wiele), liderzy z innych państw UE wykorzystują nagrania z Ceuty do taniej walki politycznej i atakowania hiszpańskiego rządu” – pisze dr Karol Wiliczyński z Jagiellońskiego Centrum Studiów Migracyjnych przy krakowskim UJ. „Jeśli Europa nie zrozumie, że poleganie na autorytarnych sąsiadach to ślepa uliczka, a jedyną odpowiedzią na szantaż jest twarda, wspólnotowa solidarność – takie kryzysy będą się powtarzać”.
Przeczytaj także:
„Sąsiadów się nie wybiera. Ale można wybrać, jak ich traktować” – piszą organizatorzy niedzielnej demonstracji w obronie Ukraińców i Ukrainy. Pikieta solidarnościowa odbędzie się również w Poznaniu. „To apel o normalność” – mówią organizatorzy.
W niedzielę, 2 sierpnia, w samo południe, pod Kolumną Zygmunta odbędzie się pikieta pod hasłem: „Jak to sąsiedzi”. Ma ona wyrazić solidarność z Ukraińcami i sprzeciwić się mowie nienawiści, jakiej doświadczają w Polsce. Sami organizatorzy – jak Dzmitry Halko, dziennikarz i publicysta pochodzący z Białorusi, demontrację nazywają „pikietą dobrosąsiedzką”.
„Można się kargulić. Można się pawlaczyć. Jak to sąsiedzi. Byle nie putinić” – piszą w zaproszeniu na niedzielną demonstrację.
„Sąsiadów się nie wybiera. Ale można wybrać, jak ich traktować. A od tego zależy, jak oni potraktują ciebie. Możecie latami wysysać z siebie siły. Albo nawzajem dodawać sobie sił. 82 lata temu Moskwa czekała, aż Warszawa wykrwawi się do końca. Dziś czeka, aż Polacy i Ukraińcy skłócą się ze sobą. Metody się zmieniają. Cel pozostaje ten sam: osłabiona Polska, osłabiona Europa. Niech się obejdą smakiem” – czytamy.
Wychodzimy, by promować dobre sąsiedztwo i stawić czoła sztucznie podsycanej nienawiści. Jesteśmy za silną Polską różnych ludzi. Nie za Polską rozdrażnioną, poszatkowaną i zamkniętą wyłącznie dla tych “prawdziwych”.
Demonstracja solidarnościowa odbędzie się również w Poznaniu. Poznaniacy zbiorą się w niedzielę, również o godzinie 12, na Placu Wolności. „Spotkanie będzie miało charakter pokojowej pikiety. Wyrazimy podczas niego nasz sprzeciw wobec ostatnich wydarzeń w Polsce, a także zaprosimy do zabrania głosu organizacje pozarządowe i inicjatywy obywatelskie działające na rzecz integracji międzykulturowej i budowania społeczeństwa opartego na wzajemnym szacunku. Nie chcemy biernie przyglądać się temu, jak zmieniają się społeczne narracje i jak dezinformacja podważa zaufanie oraz niszczy nasz wspólny dorobek” – czytamy w zaproszeniu na pikietę.
Niemal codziennie na policję trafia zgłoszenie dotyczące przemocy fizycznej użytej przeciwko obywatelom Ukrainy mieszkającym w Polsce. W sobotę na łamach OKO.press opisywaliśmy atak, którego ofiarą padła 40-latka idąca po schodach w Gdyni.
Dr Olena Babakova oraz prof. Przemysław Sadura zbadali to, jak na sytuację Ukrainek i Ukraińców w Polsce wpłynęły ostatnie zmiany w prawie oraz narracje polityczne. W swoim badaniu, przygotowanym dla Instytutu Krytyki Politycznej wskazali, że to kampania prezydencka w 2025 była przełomowa w narastani fali niechęci wobec Ukraińców.
" To się nie stało powoli, tylko w pewnym momencie – i zaczęło się rozwijać. Jakby przełączono z włączonego na wyłączone” – to słowa jednej z respondentek, 40-letniej doktor nauk ekonomicznych z Kijowa, która od 2022 roku mieszka w Polsce.
Komenda Główna Policji odnotowała w 2025 roku wyraźny wzrost przestępstw z nienawiści motywowanych narodowością ofiary: liczba napaści na Ukraińców z powodu ksenofobii, rasizmu lub nietolerancji religijnej zwiększyła się w ciągu dwóch lat o ponad 66 procent, w okresie od stycznia do końca lipca 2025 odnotowano 543 takie przypadki. A liczba ta to promil rzeczywistych incydentów, bowiem migranci rzadko zgłaszają agresję motywowaną ich pochodzeniem z powodu nieznajomości języka, braku zaufania do policji lub braku wiedzy o mechanizmach zgłoszenia czy z obawy przed odwetem.
Prezydent Karol Nawrocki w ogóle nie odnosi się do kolejnych ataków, których ofiarami padają Ukraińcy mieszkający w Polsce. Premier Donald Tusk zapowiedział z kolei intensyfikację działań ze strony policji oraz wymiaru sprawiedliwości, które mają szybko wychwytwać i karać agresorów motywowanych ksenofobią.
Przeczytaj także: