Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Nic nie powiedział” – a przynajmniej nic, co rzucałoby nowe światło na działania w Iranie. Tak można streścić prezydencki briefing Donalda Trumpa na temat sytuacji w konflikcie na Bliskim Wschodzie.
Prezydent USA Donald Trump mówił o przebiegu wojny przeciwko Iranowi przy okazji ceremonii przyznania medalu za zasługi trzem amerykańskim wojskowym. Wcześniej trudno było odczytać, jakie intencje przyświecają Trumpowi i jaki plan ma Waszyngton na kolejne etapy konfliktu. Według informacji telewizji CNN z soboty operacja „Epicka Furia” miała trwać kilka dni. Później Trump stwierdził, że wojna może zająć nawet cztery tygodnie. Trump stwierdził również, że w działaniach Izraela i USA chodzi o zmianę władzy w Teheranie, czemu innym razem zaprzeczył, zwracając uwagę przede wszystkim na potrzebę osłabienia militarnego Iranu. Nie jest jasne również, czy USA są przygotowane na działania lądowe (określane terminem „boots on the ground”), co sugerowały niektóre wypowiedzi prezydenta z poniedziałku.
Poniedziałkowe przemówienie mogło rozjaśnić ten obraz. Trump nie powiedział jednak nic konkretnego na temat kolejnych celów stawianych przed wojskowymi. Było też sporo przechwałek dotyczących dotychczasowych osiągnięć amerykańskiej interwencji. Sporą część swojego briefingu poświęcił zmianom w Białym Domu, który staje się „coraz piękniejszy”, choć jego żona „nie jest zachwycona”.
„Zawsze lubiłem złoto. Ale myślę, że możemy zaoszczędzić sporo pieniędzy. Właśnie zaoszczędziłem na zasłonach” – mówił Trump.
Odnosząc się do wojny z Iranem, stwierdził, że kraj ten pozostawał zagrożeniem przez umowę dotyczącą programu nuklearnego Teheranu, podpisaną przez „Baracka Husseina Obamę”.
„Reżim dysponował już rakietami zdolnymi do uderzenia w Europę oraz nasze bazy lokalne i zagraniczne, a wkrótce miałby rakiety zdolne do dotarcia do naszej pięknej Ameryki. Celem tego szybko rozwijającego się programu rakietowego było ukrycie prac nad bronią jądrową i utrudnienie komukolwiek powstrzymania ich przed produkcją tej wysoce zakazanej przez nas broni jądrowej” – mówił Trump. – „Reżim irański uzbrojony w pociski dalekiego zasięgu i broń jądrową stanowiłby niedopuszczalne zagrożenie dla Bliskiego Wschodu, ale także dla narodu amerykańskiego. Nasz kraj znalazłby się w niebezpieczeństwie i był bardzo bliski zagrożenia. Byłem bardzo dumny, że udało mi się zniweczyć porozumienie jądrowe z Iranem zawarte przez prezydenta Baracka Husseina Obamę.”
Podsumowując efekty operacji, Trump mówił o 10 zatopionych irańskich okrętach i zabiciu czołowych przywódców tamtejszej armii. Odniósł się również do strat w ludziach, których amerykańska armia doznała w pierwszych dniach ataku.
„Dzisiaj opłakujemy czterech bohaterskich amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w akcji, i przesyłamy nasze wyrazy miłości i wsparcia ich rodzinom. Ku ich pamięci kontynuujemy tę misję z zaciekłą, nieugiętą determinacją, aby zniszczyć zagrożenie, jakie ten terrorystyczny reżim stanowi dla narodu amerykańskiego. A jest to rzeczywiście zagrożenie.”
Przeczytaj także:
Również w poniedziałek Trump odznaczył pośmiertnie starszego sierżanta Michaela Ollisa, który w 2013 roku zasłonił własnym ciałem polskiego żołnierza Karola Cierpicę podczas służby w Afganistanie. Trump, przekazując odznaczenie, ciepło wypowiedział się o sojuszu polsko-amerykańskim i prezydencie Karolu Nawrockim, który według niego „będzie świetnym prezydentem, już jest”.
Polska jest w grupie ośmiu krajów, które rozważają propozycję wspólnego programu odstraszania jądrowego, zaproponowanego przez prezydenta Francji.
Prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiedział wzmocnienie potencjału nuklearnego swojego kraju. Jak stwierdził, tego wymagają wyzwania współczesności. Zapowiedź ta nastąpiła po ataku Izraela i USA na Iran. Macron stwierdził, że Francja powinna myśleć o „zaawansowanym odstraszaniu nuklearnym”
„Gdyby ktokolwiek chciał uderzyć we Francję, musi być przygotowany na niewyobrażalne koszty” – przekonywał prezydent Francji w trakcie wizyty w jednej z francuskich baz wojskowych. Jak stwierdził, Francja jest gotowa wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo na kontynencie, a francuskie samoloty zdolne do przenoszenia głowic jądrowych mogłyby zostać rozmieszczone w różnych krajach Unii Europejskiej. Do tej pory zainteresowanie objęciem francuskim parasolem nuklearnym wyraziło osiem krajów, w tym Polska.
„Nasi przeciwnicy się zmienili, nasi partnerzy i świat stali się twardsi. Musimy zwiększyć odstraszanie jądrowe w Europie ze względu na zwiększone zagrożenia, nazywam to odstraszaniem zaawansowanym. Niemcy będą odgrywały kluczową rolą. Polska, Holandia, Belgia, Dania także dołączą do wysiłków Francji” – zapowiedział francuski prezydent.
„Polska prowadzi rozmowy z Francją i grupą najbliższych europejskich sojuszników w sprawie zaawansowanego programu odstraszania nuklearnego” – potwierdził w mediach społecznościowych Donald Tusk.
To kolejna z propozycji wspólnego działania europejskich państw dla bezpieczeństwa UE. W piątek Sejm zagłosował za przystąpieniem do programu SAFE, czyli unijnego finansowania zakupów europejskiego uzbrojenia, finansowanego ze wspólnie zaciągniętej pożyczki. Programowi sprzeciwia się polska prawica. Jak przekonują posłowie PiS i Konfederacji, lepiej postawić na amerykański sprzęt. Politycy obu formacji obawiają się też, że wypłata środków byłaby uzależniona od przestrzegania zasad praworządności przez państwa Wspólnoty. Premier Donald Tusk przekonuje z kolei, że SAFE przyniesie korzyści dla polskiej zbrojeniówki, a Polska postawi na zamówienia u rodzimych producentów.
Przeczytaj także:
Sekretarz wojny (dawniej: obrony) Stanów Zjednoczonych Pete Hegseth stwierdził, że amerykańsko-izraelska ofensywa na Iran nie jest operacją „zmiany reżimu”, ale władza w Teheranie mimo to się zmieniła.
„Szalone reżimy, takie jak irański, nie mogą trwać” – stwierdził podczas poniedziałkowej konferencji prasowej. Zaprzeczył w ten sposób słowom prezydenta Donalda Trumpa, który w jednej z wypowiedzi przyznał, że zmiana władzy w Iranie jest jednym z ceków Waszyngtonu.
„Reżim, który krzyczał »śmierć Ameryce«, »śmierć Izraelowi«, poniósł śmierć z rąk tej samej Ameryki” – stwierdził Hegseth, mimo że ośrodki władzy w Teheranie podtrzymują kontrolę nad terytorium Iranu i wciąż prowadzą wojnę. – „Misja operacji »Epicka Furia« jest laserowo skoncentrowana. Zniszczyć irańskie rakiety. Zniszczyć irańską produkcję pocisków. Zniszczyć ich marynarkę wojenną i infrastrukturę bezpieczeństwa, Tak, żeby nigdy nie mieli broni jądrowej” – mówił Hegseth. Przedstawiciel administracji Donalda Trumpa bronił sensowności uderzenia w Iran, zaprzeczając, by stojąca za nim logika była podobna do tej, która zdecydowała o atakach na Afganistan i Irak.
„Żadnych głupich zasad walki, żadnego plątania się w »budowanie narodu«, żadnych ćwiczeń z budowania demokracji, żadnych politycznie poprawnych wojen. Walczymy, by wygrać i nie marnujemy czasu ani życia” – mówił Hegseth. Zapytany o możliwy czas trwania irańskiego konfliktu odpowiedział, że długość operacji zależy decyzji Donalda Trumpa.
„Prezydent Trump ma pełną swobodę, aby mówić o tym, jak długo to może potrwać, czy to cztery tygodnie, dwa tygodnie, sześć tygodni. Może to nastąpić wcześniej. Może to nastąpić później” – mówił Hegseth. Wcześniej prezydent USA stwierdził, że konflikt może potrwać cztery tygodnie. W sobotę stacja CNN podawała, że Waszyngton nastawia się na zaledwie kilkudniowe działania skierowane przeciwko Iranowi.
Hezbollah próbuje odpowiedzieć na zabicie przez Izrael Alego Chameneiego
„Ogłaszamy zakaz działalności militarnej dla Hezbollahu i ograniczamy jego rolę w sferze politycznej” – ogłosił dziś premier Libanu Nawaf Salam. Ataki grupy na Izrael po rozpoczęciu izraelsko-amerykańskiej wojny w Iranie premier nazwał nielegalnymi. I nakazał grupie złożenie broni.
Wcześniej Hezbollah ogłosił, że jego ataki na Izrael to odpowiedź na zabicie Alego Chameneiego, a także próba „obrony Libanu i jego mieszkańców”.
Premier Salam ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Zastrzega, że prawo do działań militarnych z terenu Libanu ma tylko libańska armia i potępia obecne uderzenia Hezbollahu na Izrael. Hezbollah wystrzelił dziś rakiety w stronę Izraela po raz pierwszy od zawieszenia broni z listopada 2024 roku. Izrael zapowiedział dużą ofensywę i ogłosił, że jednym z jego celów jest sekretarz generalny Hezbollahu Naim Kassem.
Konflikt między Izraelem a Hezbollahem zelżał w 2025 roku po konflikcie z jesieni 2024 roku i zabiciu poprzedniego, wieloletniego sekretarza generalnego Hassana Nasrallaha. Hezbollah wyszedł z tej rundy walk znacznie osłabiony. Libańska grupa jest ważnym sojusznikiem Iranu i częścią jego Osi Oporu – grupy organizacji sprzeciwiających się izraelsko-amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie.
Hezbollah to grupa szyicka, co zbliża ją ideologicznie do Republiki Islamskiej. Iran był od początku istnienia grupy jego najważniejszym sponsorem. Hezbollah zachowuje pewną niezależność operacyjną, ale jednocześnie od zawsze współpracuje blisko z Iranem i jest jego sojusznikiem. Jest też siłą polityczną – obecnie posiada 15 miejsc w 128-osobowym parlamencie.
W dzisiejszej sytuacji większość komentatorów zwraca jednak uwagę, że otwarte wciągnięcie Izraela w konflikt to dla Hezbollahu decyzja samobójcza.
Przeczytaj także:
Polskie MSZ przekazało, że nie ma dotąd sygnałów o rannych lub poszkodowanych obywatelach RP przebywających na Bliskim Wschodzie. Resort apeluje do Polaków w regionie, by rozważyli wyjazd i w miarę możliwości wybierali inne drogi transportu zamiast połączeń lotniczych.
Po ataku na Iran i odwecie Teheranu wielu turystów z Polski utknęło na lotniskach oraz w hotelach w krajach Bliskiego Wschodu i w Azji.
„W obecnej sytuacji najważniejsze jest zachowanie spokoju i dbanie o własne bezpieczeństwo” – napisał na platformie X Maciej Wewiór. Rzecznik MSZ ponowił apel: „nie jedź NA Bliski Wschód i nie planuj podróży PRZEZ ten region do czasu stabilizacji sytuacji”.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało, że Polacy, którzy utknęli na lotniskach, są kwaterowani w bezpiecznych miejscach. Przykładowo, jak donosi PAP, władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich zadeklarowały opiekę nad wszystkimi turystami, którzy przebywali na lotnisku w Dubaju. Utrudnienia dotyczą także osób z przesiadkami w regionie, w tym wracających z innych państw Azji.
Rzecznik MSZ zachęcił przebywających w regionie do stałego kontaktu z liniami lotniczymi oraz biurami podróży. Paweł Wewiór podkreślił także, by bezwzględnie stosować się do zaleceń miejscowych służb i na bieżąco śledzić komunikaty publikowane przez polskie placówki dyplomatyczne.
Pomocna może być rejestracja w systemie Odyseusz, za pośrednictwem którego obywatele zgłaszają swoją obecność za granicą. Jak przekazały służby, w ostatnim czasie odnotowano wyraźny wzrost liczby takich zgłoszeń.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych uruchomiło dodatkową infolinię: +48 22 523 88 80, która od niedzieli od godz. 17 będzie stanowić wsparcie dla Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie.
W poniedziałek rano Marcin Bosacki, wiceszef MSZ przekazał, że na Bliskim Wschodzie przebywa obecnie kilkanaście tysięcy Polaków.
Dodał, że jeśli chodzi o Zjednoczone Emiraty Arabskie, kraj, w którym obecnie przebywa najwięcej Polaków, zadeklarowały, że każdy, komu kończy się pobyt w hotelu, będzie mógł na koszt miejscowych władz tam zostać.
Bosacki pytany o sygnały od Polaków przebywających poza krajem, którzy próbują uzyskać pomoc od państwa i mają z tym problemy, wiceszef MSZ zapewnił, że konsulowie pracują non stop.
„Problemy wynikają z tego, że nagle tysiące osób próbują skontaktować się z konsulami. Ale chciałbym podkreślić, że oni wszyscy od soboty, wczesnych godzin porannych, do dziś bez przerwy pracowali” – powiedział.
W weekend decyzje o zamknięciu przestrzeni powietrznej w części państw Bliskiego Wschodu doprowadziły do poważnych zakłóceń w ruchu lotniczym. Odwoływano kolejne połączenia, a tysiące pasażerów utknęło na lotniskach m.in. w Dubaju, Abu Zabi i Dosze. Są też tacy, którzy utknęli w Tajlandii, ponieważ atak Izraela i USA na Iran doprowadził do problemów komunikacyjnych także na węzłach przesiadkowych. Linie lotnicze oraz biura podróży uruchomiły procedury awaryjne, a polskie MSZ zdecydowało o wzmocnieniu wsparcia konsularnego.
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poinformował w sobotę, że „pewna liczba naszych rodaków utknęła na lotniskach w tym regionie”. Jak zaznaczył, odpowiedzialność za pasażerów spoczywa na przewoźnikach, a polscy konsulowie pozostają z nimi w kontakcie lub starają się do nich dotrzeć.
Rzecznik polskiego MSZ Maciej Wewiór w niedzielę był dopytywany przez dziennikarzy, czy Polska wyśle samoloty wojskowe po swoich obywateli, którzy nie mają możliwości powrotu z regionu objętego konfliktem. Ze słów przedstawiciela resortu wynika, że taki scenariusz na razie jest wykluczony. „Tego nie uczynimy” – powiedział.
Dodał, że będzie to możliwe, kiedy skończą się działania wojenne i kiedy będzie to bezpieczne.
Co najmniej 555 osób zginęło dotąd w Iranie w wyniku ataków USA i Izraela na to państwo – poinformował w poniedziałek irański Czerwony Półksiężyc. Organizacja odnotowała w tym czasie naloty na 131 irańskich miast.
Przeczytaj także: