Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydent Karol Nawrocki spotkał się dziś z prezesem NBP Adamem Glapińskim. Ogłosił po spotkaniu, że ma alternatywę dla unijnego programu SAFE. Zbrojenia armii mają być finansowane z zysku NBP. Szef MON: każde dodatkowe środki są ok, ale to nie jest alternatywa dla SAFE
Prezydent Karol Nawrocki wystąpił w środę 4 marca 2026 r. wieczorem z kontrpropozycją dla unijnego programu sfinansowania europejskich zbrojeń – SAFE. Jak podał PAP, prezydent jeszcze w środę wystosuje do premiera Donalda Tuska i wicepremiera, ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza pismo z zaproszeniem na spotkanie ws. SAFE 0 proc.
Wcześniej Nawrocki spotkał się z prezesem NBP Adamem Glapińskim. Na platformie X opublikował po tym spotkaniu kilka tweetów. Dla wygody czytelników połączyliśmy je w jeden tekst:
"Spotkaliśmy się dziś z Prezesem NBP, aby znaleźć korzystną, suwerenną, bezpieczną, dobrą i efektywną alternatywę dla SAFE. Po tygodniach spotkań ekspertów w KPRP, ale także po działaniach prezesa Glapińskiego, doszło do naszego spotkania, na którym dyskutowaliśmy o Polskim SAFE 0 proc.
Dzięki pracy prezesa, całego zarządu NBP Polacy zarobili znacznie więcej niż 185 miliardów złotych potrzebnych do sfinansowania polskiego bezpieczeństwa w najbliższych 5 latach.
Mamy dla SAFE konkretną i bezpieczną alternatywę, która nie będzie wiązała się z żadnymi odsetkami. Spotkaliśmy się dziś, by dograć szczegóły tego projektu, który zagwarantuje 185 miliardów złotych, które nie będą wiązać się z kredytem, zmianą sytuacji w UE, będą miały potrzebną polskim siłom zbrojnym elastyczność w wyborze sprzętu.
W kontekście decyzji o SAFE należy też brać pod uwagę potencjalne zmiany demokratyczne w całej Europie. Do roku 2070 mogą zostać wybrane rządy, które będą miały inny stosunek choćby do Federacji Rosyjskiej, a my nie możemy sobie pozwalać na brak stabilności jako państwo przyfrontowe. A więc zakres warunkowości zapisany w SAFE jest zagrożeniem dla stabilizacji i rozwoju polskich sił zbrojnych.
Dla Prezydenta Polski nasza narodowa wspólnota i Rzeczpospolita to wspólnota wszystkich pokoleń – także tych, które nie brały udziału w ostatnich wyborach, a będą odpowiadać za pożyczkę zaciągniętą w ramach SAFE. Pożyczkę tę będą spłacać ci, którzy mają dzisiaj 10, 11, 12 lat. Musimy brać tutaj pod uwagę konkretne problemy wokół konstytucyjności rozwiązań SAFE z jednej strony, a z drugiej – że są one niezgodne z art. 4 traktatu o UE, gdzie bezpieczeństwo należy do państw członkowskich, a nie do samej Unii Europejskiej.
Toczy się w opinii publicznej dyskusja o SAFE. W moim uznaniu, ta dyskusja jest nazbyt emocjonująca, co nie służy sytuacji w Polsce. Ja podejmę decyzję biorąc pod uwagę wszystkie argumenty i będzie to decyzja najlepsza dla Polski.
Jesteśmy w sytuacji międzynarodowej, w której wysiłki na zbrojenie Rzeczpospolitej, rozwój polskich Sił Zbrojnych, wzmacnianie polskiego przemysłu zbrojeniowego są jednym z priorytetów działań Prezydenta Polski. Mam głębokie przekonanie, że bezpieczeństwo to stabilizacja".
Obecny na konferencji szef NBP Adam Glapiński był z kolei pytany o to, z jakich aktywów rezerwowych bank centralny planuje sfinansować SAFE 0 proc. – Z żadnej części rezerw (...) nie możemy skorzystać, w tym sensie, że część rezerw zostanie przekazana, bo to jest wbrew prawu. (...) Przyjdzie czas na szczegóły, że będziemy je relacjonować – powiedział Glapiński.
- Na przykład zysk, w większości, w 95 proc. przekazujemy rządowi. On jest używany w określonym celu. W tym wypadku spodziewamy się, że w celu właśnie wzmacniania polskiej obronności – dodał Glapiński.
Na wystąpienie prezydenta zareagował minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Napisał na platformie X:
„Program SAFE daje najszybsze i konkretne środki na modernizację polskiej armii dlatego wojskowi, przemysł zbrojeniowy oraz wszyscy, którym na sercu leży wzmocnienie siły naszej armii apelują i liczą na podpis pod ustawą przez @prezydentpl. Jeśli jednak pojawią się kolejne instrumenty finansowania armii, Wojsko Polskie tylko na tym zyska. Nie jako alternatywa dla SAFE, ale dodatkowe środki wzmacniające bezpieczeństwo”.
Na biurku prezydenta leży od kilku dni ustawa o finansowaniu polskiego przemysłu zbrojeniowego w ramach unijnego programu SAFE. Prezydent zwleka z jej podpisaniem. Z dzisiejszych wypowiedzi wynika, że odmówi jej podpisania.
Rząd twierdzi, że znajdzie sposób na skorzystanie z programu SAFE bez tej ustawy. OKO.press opisało zarówno założenia jak i szczegóły unijnego programu SAFE, oraz zażarty opór Konfederacji i PiS przeciwko temu unijnemu programowi.
SAFE (od angielskiego Security Action for Europe) to unijny program wart 150 mld euro. Polska dostanie z niego blisko 44 mld euro na modernizację i dozbrojenie armii. Pieniądze mają być inwestowane przede wszystkim w polskie firmy zbrojeniowe.
SAFE będzie niskooprocentowaną pożyczką (ok. 3 proc.) gwarantowaną przez UE, spłacaną od 2030 do 2070 r. Zakupów trzeba zaś dokonać do 2030 r. Odpowiednia ustawa w tej sprawie została przyjęta – przy sprzeciwie PiS i Konfederacji – przez parlament i leży na biurku prezydenta Nawrockiego. Partia Jarosława Kaczyńskiego i Konfederacja nawołują do jej zawetowania.
PiS – wbrew faktom – szermuje hasłem „niemieckiego uzależnienia”, bo na unijnej pożyczce miałyby głównie skorzystać firmy naszego zachodniego sąsiada. Rząd Donalda Tuska tłumaczy, że co najmniej 80 proc. pieniędzy trafi do polskich przedsiębiorstw.
Partii Kaczyńskiego nie podoba się też zasada warunkowości – podobnie jak przy dystrybucji wszystkich unijnych pieniędzy Komisja Europejska może wstrzymać ich wypłacanie, jeśli dany kraj łamie unijne prawo. Chodzi głównie o korupcję i wydawanie pieniędzy niezgodnie z celem.
Przeczytaj także:
Ministerstwo obrony w Ankarze poinformowało, że w środę przechwycono wystrzeloną z Iranu rakietę balistyczną, która zmierzała w kierunku Turcji.
Jak podaje PAP, rakieta przeleciała najpierw nad terytorium Iraku i Syrii. W incydencie nikt nie ucierpiał. Rakieta została jednak w porę zestrzelona przez elementy obrony powietrznej NATO.
„Turcja zastrzega sobie prawo do reakcji na każde wymierzone w nią wrogie działanie i ostrzega wszystkie strony, by powstrzymały się od działań, które mogą doprowadzić do eskalacji konfliktu” – podkreślono w komunikacie cytowanym przez agencję Reutera.
Rzeczniczka prasowa NATO Allison Hart potępiła działania Iranu, który tego dnia wystrzelił pocisk balistyczny w kierunku przestrzeni powietrznej Turcji. „Nasze odstraszanie i obrona pozostają silne we wszystkich obszarach, także jeśli chodzi o obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową” – powiedziała.
Hart podkreśliła, że NATO jest solidarne ze wszystkimi sojusznikami, w tym Turcją, w obliczu ataków Iranu na kraje regionu.
Przedstawiciel tureckich władz poinformował, że zdaniem Ankary, to nie Turcja była celem wystrzelonej z Iranu rakiety. „Myślimy, że zmierzała do bazy wojskowej na Cyprze, ale zboczyła z toru” – przekazał agencji AFP.
Sekretarz obrony USA Pete Hegseth oświadczył w Pentagonie, że Stany Zjednoczone „słyszały” o doniesieniach dotyczących rzekomej udaremnionej próby irańskiego ataku rakietowego na Turcja. Dodał jednak, że nie spodziewa się, aby incydent ten doprowadził do uruchomienia klauzuli o wspólnej obronie w ramach NATO.
Hegseth zaznaczył, że „nie uważa, by incydent ten mógł doprowadzić do uruchomienia czegokolwiek na wzór Artykułu 5”. Dodał też, że szczegóły dotyczące samego przechwycenia wymagają jeszcze doprecyzowania. „Jeśli chodzi o Turcję, będę musiał wrócić z informacją, jak dokładnie wyglądało to przechwycenie. Jesteśmy świadomi tego incydentu, ale nie wydaje się, by mógł on uruchomić mechanizm podobny do Artykułu 5” – powiedział.
Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego to podstawowa zasada obronna NATO. Zakłada, że atak na jedno z państw członkowskich jest traktowany jako atak na cały sojusz.
Klauzula ta została uruchomiona tylko raz w ponad siedemdziesięcioletniej historii NATO. W 2001 roku powołały się na nią Stany Zjednoczone w odpowiedzi na zamachy terrorystyczne z ataków z 11 września 2001 roku.
Rakietę przechwycono kilka dni po tym, jak Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły ataki powietrzne na Iran, w wyniku których zginął m.in. najwyższy przywódca tego kraju, Ali Chamenei. W odpowiedzi Teheran zaatakował Izrael oraz kilka państw Zatoki Perskiej, uderzając zarówno w amerykańskie bazy wojskowe, jak i obiekty cywilne.
Do tej pory nie było jednak doniesień o atakach Iranu wymierzonych w Turcję.
rezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, komentując rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, stwierdził, że „ataki USA i Izraela wyraźnie naruszają suwerenność Iranu i prawo międzynarodowe”. Jednocześnie potępił irańskie uderzenia na „bratnie kraje Zatoki Perskiej”.
Izraelskie siły zbrojne (IDF) przekazały w środę, że w związku z trwającymi walkami z organizacją Hezbollah cywile z całego południowego Libanu powinni ewakuować się na północ od rzeki Litani.
Jak podaje PAP, trwający konflikt Iranu z USA i Izraelem doprowadził do przełożenia imprez sportowych w kilku krajach. Zawody w innych częściach świata zostały zakłócone. Związane jest to z odwołaniem lub opóźnieniem tysięcy lotów w jednym z najbardziej ruchliwych węzłów komunikacyjnych na świecie.
Jak przekazało AFP Iran nie ma zamiaru negocjować ze Stanami Zjednoczonymi. Mohammad Mokhber, starszy doradca zmarłego najwyższego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego powiedział w państwowej telewizji, że kraj może kontynuować wojnę „tak długo, jak chce”.
Wskazał, że każda osoba pomagająca wrogom Iranu „zostanie potraktowana stanowczo i surowo”. Słowa te padły po tym, jak Stany Zjednoczone i Izrael wezwały Irańczyków do wystąpienia przeciwko władzom republiki islamskiej.
Władze Sri Lanki poinformowały, że irańska fregata ze 180-osobową załogą zatonęła tuż za wodami terytorialnymi wyspy na skutek eksplozji. Minister spraw zagranicznych Sri Lanki poinformował, że 32 „ciężko rannych” marynarzy zostało uratowanych z okrętu wojennego IRIS Dena po tym, jak o świcie nadano sygnał SOS. Trwają poszukiwania pozostałych członków załogi.
Francja poinformowała, że planuje zorganizować na początku przyszłego tygodnia spotkanie ministrów finansów G7 w sprawie kryzysu. Obecni będą również przedstawiciele banków centralnych.
Przeczytaj także:
Po groźbach Trumpa zerwania kontaktów handlowych z Hiszpanią 4 marca głos zabrał jej premier Pedro Sánchez. Trump ma do niego pretensje, że Hiszpania nie zgodziła się na wykorzystanie swoich baz w Rota i Morón do amerykańskiego ataku na Iran.
W środowym przemówieniu telewizyjnym Sánchez powtórzył antywojenne stanowisko Hiszpanii, ostrzegając, że konflikt grozi wybuchem poważnej katastrofy o zasięgu globalnym.
„Nie będziemy współwinni czemuś, co jest złe dla świata i sprzeczne z naszymi wartościami i interesami, tylko po to, by uniknąć represji ” – powiedział Sánchez. O ataku USA i Izraela na Iran powiedział: „Nie dla wojny, nie będziemy wspierać tej katastrofy”
Sprzeciw wyraził ostro, ale nie wymieniając Trumpa.
Sánchez, jeden z najbardziej zagorzałych krytyków zarówno Trumpa, jak i premiera Izraela Benjamina Netanjahu, skrytykował przywódców, którzy „wykorzystują mgłę wojny, aby ukryć swoje porażki” na arenie krajowej.
Hiszpania nadal powstrzymuje się od angażowania się w amerykańską wojnę, choć Wielka Brytania, Francja i Grecja zgodziły się już wysłać wsparcie wojskowe na zaatakowany przez drony Cypr. Brytyjski premier Keir Starmer, po chwili wahania, zgodził się na wykorzystanie brytyjskich baz do ataków obronnych innych krajów na Teheran (choć sama Wielka Brytania w tych atakach nie bierze udziału).
3 marca opór Hiszpanii wzbudził furię Trumpa. „Niektóre kraje europejskie współpracowały, a inne nie, i to mnie zaskakuje. Niemcy i inne kraje były bardzo dobre, wspaniałe. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte jest fantastyczny. Ale inni Europejczycy, jak Hiszpania, byli okropni” – powiedział po spotkaniu z kanclerzem Niemiec Merzem.
Przeczytaj także:
Komisja Europejska oświadczyła w 4 marca, że oczekuje, iż Stany Zjednoczone będą przestrzegać umowy handlowej z Unią Europejską. UE wymaga, aby państwa trzecie traktowały ją jako jednolity blok celny. Komisja wyraziła „pełną solidarność” z państwami członkowskimi. W tym oświadczeniu, podobnie jak w oświadczeniu Sancheza, nie padły nazwy – nie została wspominana Hiszpania..
Dlaczego Hiszpania zajmuje inne stanowisko niż Francja i Niemcy? Sánchez wyjaśnił, że będzie dążył do konsensusu w UE, ale przede wszystkim podkreślił, że Hiszpania nie będzie podporządkowana Stanom Zjednoczonym i ma do tego prawo, ponieważ jest wiarygodnym partnerem w NATO i UE, który wywiązuje się ze swoich zobowiązań. „Nie można odpowiadać na jedno naruszenie prawa innym”
Hiszpański „El Pais” pisze, że swoim stanowiskiem premier Sánchez ożywia ruch „nie dla wojny”, który w czasie amerykańskiej interwencji w Iraku w 2003 r. zmobilizował hiszpańską lewicę i doprowadził do utraty władzy przez prawicową Partię Ludową w 2004 roku.
Teraz Sánchez, sprzeciwiając się wojnie Trumpa i Netanjahu. chce się pokazać się jako główny antagonista prezydenta USA. „Stanowisko Hiszpanii jest takie samo jak w sprawie Ukrainy czy w Strefy Gazy. Nie dla łamania prawa międzynarodowego, które chroni nas wszystkich. Nie dla rozwiązywania konfliktów za pomocą bomb. Stanowisko Hiszpanii można podsumować w czterech słowach: »nie dla wojny«”.
„23 lata temu inna administracja USA wpędziła nas w niesprawiedliwą wojnę. Wojna w Iraku spowodowała gwałtowny wzrost terroryzmu, poważny kryzys migracyjny i kryzys gospodarczy. To był dar azorskiego trio: bardziej niepewny świat i gorsze życie” – podkreślił Sánchez.
Dodał, że Hiszpania odrzuca nie tylko reżim ajatollahów, ale także tę wojnę. Zapewnił o swoim zaangażowaniu w dyplomację. „Niektórzy powiedzą, że to naiwne. Naiwne jest myślenie, że przemoc jest rozwiązaniem. Albo myślenie, że ślepe i służalcze posłuszeństwo jest przywództwem.
Sánchez powiedział też, że nie przemawia w imieniu „mniejszości”. „Nie jesteśmy sami. Rząd stoi po stronie tych, po stronie których musi stać: wartości konstytucji, UE, Karty Narodów Zjednoczonych i pokoju. Miliony ludzi na całym świecie opowiadają się za pokojem i dobrobytem”.
Cytowany przez Reutersa Peter Shane, profesor prawa amerykańskiego na Uniwersytecie Nowojorskim, wskazał, że Trump nie za bardzo może nałożyć embargo handlowe na Hiszpanię. Musiałby wcześniej wykazać, że brak zgody Hiszpanii na wykorzystanie jej baz wojskowych stwarza „niezwykłe lub nadzwyczajne” zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. „W jaki sposób to, że Hiszpania odmawia nam dostępu do baz lotniczych na swoim terytorium, abyśmy z niego atakowali Iran, miałoby być tym wyjątkowym zagrożeniem naszego bezpieczeństwa narodowego?” – zapytał Shane.
Hiszpański rząd ostrzegł już, że jeśli Trump chce zerwać stosunki handlowe, musi to zrobić z poszanowaniem woli prywatnych firm, a także porozumień podpisanych z Unią Europejską.
Hiszpania sprzedaje do USA więcej, niż kupuje. Pewne sektory, np. produkty farmaceutyczne i oliwa z oliwek, są bardziej narażone na sankcje. Źródło Reutersa w hiszpańskiej firmie Dcoop produkującej oliwę wyraziło zaniepokojenie ewentualnymi sankcjami. Firma może przyspieszyć realizację zamówień. „Jesteśmy rolnikami, którzy chcą sprzedawać swoje produkty bez przeszkód” – powiedział informator Reutersa.
Przeczytaj także:
Polskie Linie Lotnicze LOT organizują transport ewakuacyjny turystów ze Sri Lanki i Malediwów. Jak przekazał minister infrastruktury Mariusz Klimczak lot zaplanowano na czwartek 5 marca.
„Na jutro zaplanowaliśmy lot największym w naszej dyspozycji samolotem do Sri Lanki, a dalej na Malediwy i zamierzamy sprowadzić stamtąd naszych obywateli” — zapowiedział Klimczak podczas środowego posiedzenia zespołu koordynacyjnego do spraw sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Minister przypomniał, że w poniedziałek sprowadzono polskich obywateli, którzy przebywali turystycznie w Izraelu i przemieścili się do stolicy Egiptu Kairu. Zaznaczył, że LOT utrzymuje regularne połączenia z tym miastem cztery razy w tygodniu.
„Jeżeli będzie taka potrzeba, pojawią się kolejni Polacy, którzy będą potrzebowali przetransportować się z tamtego miasta, z tamtego państwa, to także będzie wspierał ich polski narodowy przewoźnik, Polskie Linie Lotnicze LOT” — zadeklarował minister infrastruktury.
Klimczak podkreślił, że w miejscach przesiadkowych, m.in. w Indiach, zadysponowano większe samoloty, aby umożliwić powrót większej liczbie pasażerów, próbujących dotrzeć do Polski.
Jak podaje kancelaria premiera do Polski od poniedziałku wróciło 574 osób.
Po ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran, a także w odpowiedzi na irańskie ataki odwetowe, napięcie na Bliskim Wschodzie gwałtownie wzrosło. Działania wojenne odbiły się także na ruchu lotniczym. Część państw zamknęła swoją przestrzeń powietrzną, co zmusiło linie lotnicze do zmiany tras lub całkowitego zawieszenia połączeń. W efekcie wielu pasażerów utknęło w portach przesiadkowych i hotelach, nie wiedząc, kiedy będą mogli wrócić do domów.
W środę w Omanie wylądował samolot wysłany po Polaków wymagających pomocy medycznej. „W tej chwili koncentrujemy się na transporcie polskich obywateli z ZEA do lotnisk w Omanie – na dzisiaj mamy zaplanowanych w tej chwili 6 połączeń z Omanem, około 1 tys. obywateli wróci do Polski” – przekazał minister sportu Jakub Rutnicki.
Dodał, że jeśli w samolocie pozostaną wolne miejsca, możliwa będzie także ewakuacja innych obywateli.
Premier zaapelował także o elastyczność w sprawie transportu Polaków. „Ja wiem, że nie muszę tego mówić, ale chciałbym, żeby to też wiedziała opinia publiczna. Jeśli samolot poleci po chorych, a będzie także miejsce dla zdrowych, ewakuujemy każdego, kto będzie potrzebował, w ramach możliwości” – podkreślił.
Tusk odniósł się do informacji, którą – jak zaznaczył – przekazał mu szef MSZ Radosław Sikorski, że ciągle dość duże grupy osób decydują się na wylot turystyczny do państw Bliskiego Wschodu. Zaznaczył, że polski rząd nie może nikomu zakazać lotu do państw objętych konfliktem lub nim zagrożonych.
„Wszystko musi wynikać ze zdrowego rozsądku ludzi. Jeśli ktoś nie musi tam lecieć, to niech tam nie leci” – powiedział. Zaznaczył, że zdaje sobie sprawę z tego, że to może wiązać się z konsekwencjami finansowymi.
Tusk mówiąc o sprawie przygotowania placówek dyplomatycznych zaznaczył, że pojawiają się głosy, że skoro rząd wiedział, że „będzie wojna”, to powinno wszystko być przygotowane „pod klucz” już od soboty lub niedzieli. „Dedykuję tym wszystkim informację bezpośrednio z Waszyngtonu, gdzie wszyscy, którzy naprawdę wiedzieli, kiedy i co się zacznie też nie są przygotowani do ewakuacji na dużą skalę” – podkreślił.
Przeczytaj także:
Tankowiec Ethera został zatrzymany w Morzu Północnym w niedzielę 1 marca. Tankowiec należy do tzw. rosyjskiej floty cieni. Belgijskie służby wykryły czterdzieści pięć naruszeń.
Jak podaje Baird Maritime, belgijskie Ministerstwo ds. Morza Północnego poinformowało, że zatrzymany tankowiec jest częścią rosyjskiej floty cieni pływającej pod fałszywymi banderami i z fałszywymi dokumentami.
„Wykryto czterdzieści pięć naruszeń. Dotyczyły one głównie fałszywych certyfikatów, wynikających z faktu, że statek pływał pod fałszywą banderą Gwinei” – czytamy w oświadczeniu. Stwierdzono również wady techniczne.
Statek będzie mógł ponownie wypłynąć w morze dopiero po wpłaceniu kaucji i pozytywnym przejściu kontroli, która potwierdzi zgodność z wymogami, w tym zapewnienie z państwa, pod którego banderą jednostka pływa, uzyskanie ważnych certyfikatów i usunięcie usterek technicznych.
Do tego czasu – jak pisze portal HNL – 21-osobowa załoga musi pozostać na pokładzie. Załoga składa się z rosyjskiego kapitana, siedmiu oficerów oraz trzynastu innych członków załogi w większości pochodzenia indyjskiego.
„Nasz rząd podejmuje zdecydowane działania przeciwko okrętom floty cieni. Dzięki tej operacji egzekwujemy sankcje UE, chronimy Morze Północne i ograniczamy finansowanie wojny Rosji na Ukrainie” – powiedział minister obrony Belgii Theo Francken. „Belgia nie pozwoli, aby jej przestrzeń morska była wykorzystywana do podważania prawa międzynarodowego. To działanie pokazuje, że potrafimy działać szybko i skutecznie, aby zapewnić bezpieczeństwo naszych mórz i kluczowej infrastruktury”.
„Statki pływające po naszych wodach muszą dawać wszelkie gwarancje zgodności z przepisami” – dodaje belgijski minister ds. mobilności Jean-Luc Crucke. „W tym zakresie ustalenia techniczne w pełni uzasadniają decyzję o zastosowaniu tego środka zatrzymania. Międzynarodowe przepisy dotyczące bezpieczeństwa i ochrony środowiska nie podlegają negocjacjom”.
1 marca nad ranem o zatrzymaniu tankowca poinformował minister obrony Belgii Theo Francken. Miało do tego dojść około północy 28 lutego. Statek pływał pod banderą Gwinei i płynął z La Manche, ale został przechwycony u wybrzeży Ostendy, miasta w północno-zachodniej Belgii. Tankowiec był pusty i płynął z Maroka do Sankt Petersburga w Rosji.
Zatrzymanie tankowca odbyło się w ramach operacji „Błękitny Intruz”, podczas której belgijskie siły zbrojne działały przy wsparciu francuskich kolegów. Statek został doprowadzony pod eskortą do portu Zeebrugge, gdzie został przejęty.
Ethera znajduje się na liście statków objętych sankcjami Unii Europejskiej.
Przeczytaj także:
W niedzielę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski pochwalił „stanowcze działania” Belgii i zaapelował o modernizację europejskiego prawodawstwa, aby tankowce przewożące rosyjską ropę nie tylko były zatrzymywane, ale i konfiskowane, a przewożona ropa wykorzystywana dla bezpieczeństwa Europy.
Rosyjska flota cieni liczy około 1200 tankowców transportujących rosyjską ropę naftową oraz produkty ropopochodne. Działają poza międzynarodowymi przepisami w celu obejścia sankcji gospodarczych, w szczególności tych skierowanych przeciwko eksportowi ropy naftowej przez Rosję.
Większość z tych statków jest przestarzała (nie spełnia wymagań technicznych, co stanowi potencjalne zagrożenie dla środowiska, stare tankowce są podatne na wycieki, awarie mechaniczne) i często używa fałszywych flag, aby stworzyć wrażenie legalności. Około połowy tankowców floty cieni już objęta jest sankcjami, mimo to nadal przewożą rosyjską ropę.
Dochody Rosji z ropy naftowej pozwalają jej kontynuować wojnę przeciwko Ukrainie.
Przeczytaj także: