Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Produkcja gadżetów, organizowanie konferencji prasowych i analiza konkurencji na listach wyborczych – takie zadania miał zlecać Krzysztof Szczucki swoim podwładnym z RCL. Dziennikarze Interii dotarli do treści maili, które bada również Państwowa Komisja Wyborcza
Dziennikarze Interii dotarli do maili ze służbowej skrzynki Krzysztofa Szczuckiego z czasów, kiedy był szefem Rządowego Centrum Legislacji. Wiadomości bada również Państwowa Komisja Wyborcza, która pod koniec sierpnia ma zdecydować, czy obetnie dotację PiS ze względu na nieprawidłowości w finansowaniu kampanii wyborczej w 2023 roku. Chodzi o wykorzystywanie urzędów i publicznych pieniędzy do prowadzenia agitacji na rzecz Prawa i Sprawiedliwości.
Przeczytaj także:
Chodzi o działalność Szczuckiego z czasów, kiedy szefował Rządowemu Centrum Legislacji. Z maili, do których dotarli dziennikarze Interii, wynika, że pracownicy RCL mieli prowadzić kampanię wyborczą swojego szefa.
Do zadań zlecanych im przez Szczuckiego należało m.in. organizowanie konferencji prasowych. Jeden z pracowników miał zająć się transportem flag na konferencję, inny “dopilnowaniem” młodych osób, które stojąc za przemawiającym politykiem tworzyły “tło” całego wydarzenia. Pracownicy Rządowego Centrum Legislacji mieli także „załatwić w ch... mediów” na organizowane wydarzenia.
Mieli także przygotować dla Szczuckiego opis „problemów w regionie, gorących tematów oraz działań kontrkandydatów”.
Krzysztof Szczucki stanowczo zaprzecza stawianym zarzutom. I zapewnia, że wszystkie działania prowadzone przez urzędników RCL miały zawsze uzasadnienie służbowe.
“Jeśli ktoś chciał pomagać mi w kampanii wyborczej, robił to w czasie wolnym lub będąc na urlopie, nigdy w ramach swoich obowiązków służbowych” – powiedział Szczucki w rozmowie z Interią.
Do treści samych maili nie chciał się jednak odnieść, podawał w wątpliwość ich prawdziwość. Jak sam twierdzi, stał się ofiarą nagonki związanej z decyzją stojącą przed Państwową Komisją Wyborczą.
“Jestem przekonany, że celem całej operacji, wymierzonej między innymi we mnie, jest chęć wywarcia presji na członków PKW, by zagłosowali za odebraniem finansowania największej partii opozycyjnej” – powiedział dziennikarzom Interii.