Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Aktywiści protestujący o całkowite wycofanie przewozów konnych nad Morskim Okiem, wnioskowali o zamknięcie trasy na czas ich protestu, na co zgody nie wyraził starosta tatrzański. Działacze siadali więc na asfalcie, skąd siłą ściągała ich policja.
W sobotę rano rozpoczął się protest przeciwko transportowi konnemu na szklaku do Morskiego Oka w Tatrzańskim Parku Narodowym. Organizatorem były Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (to stowarzyszenie, a nie instytucja publiczna, jak sugeruje jej nazwa) oraz ruch społeczny „Dla Zwierząt”.
„Protestuję przeciwko znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem, którego dopuszczają się górale Stop! Nie pozwolimy na to. Są elektryczne pojazdy, można wykorzystać. Koni nie pozwolimy wykorzystywać, choćbyśmy mieli przypłacić to własnym życiem" – powiedziała jedna z uczestniczek protestu reporterce Polsat News.
Aktywiści wnioskowali o zamknięcie trasy na czas ich protestu, na co zgody nie wyraził starosta tatrzański. Po szlaku jeździły więc zaprzęgi. Działacze siadali więc na asfalcie, skąd siłą ściągała ich policja. Doszło też do przepychanki, jedna osoba została zatrzymana. Oprócz aktywistów na trasie zorganizowano także kontrmanifestację mieszkańców Podhala.
„Wychowywaliśmy się tu z końmi i będziemy walczyć o to, aby te konie nadal tu były, tak jak ma to miejsce od pokoleń. Jest masa koni, są zadbane" – cytuje jednego z mieszkańców TVN24.
Walka o likwidację transportu konnego do Morskiego Oka trwa od lat 90., kiedy zaczęli protestować przewodnicy tatrzańscy i ratownicy TOPR. Od tamtej pory do opinii publicznej kilkukrotnie docierały filmy, w których turystom i postronnym obserwatorom udawało się uchwycić na kamerze przypadki, gdy przeciążone zwierzęta padają z wycieńczenia. Tak było w maju 2024 roku. Do sieci trafił film, na którym widać, jak upada koń. Jeden z fiakrów uderza go w głowę, żeby zwierzę wstało. W Polsce ponownie rozgorzała dyskusja o losie zwierząt, a Ministerstwo Klimatu i Środowiska brało udział w okrągłym stole dla ratowania koni wraz z fiakrami i organizacjami społecznymi. Po miesiącach negocjacji wydawało się, że jednym z ustaleń będzie skrócenie trasy przejazdu koni i zastąpienie ich transportem elektrycznym. Ministerstwo oraz Tatrzański Park Narodowy zapowiadało, że takie zmiany miały zacząć się już od początku 2026 roku. Tak się jednak nie stało, stąd w ostatnich tygodniach dochodzi do takich protestów, jak ten sobotni.
Od 1 września startuje rozwiązanie pilotażowe. Konie z Morskiego Oka mają wozić turystów z Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. To około 2,9 km zamiast dotychczasowych 6,9 km. Dalej odwiedzających mają przewozić pojazdy elektryczne.
Przeczytaj także: