Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
837 – tylu nietrzeźwych kierowców zatrzymała policja podczas trzech świątecznych dni. KGP apeluje o spokojne powroty do domów i zapowiada wzmożone kontrole
Od piątku 3 kwietnia na polskich drogach zginęło 16 osób, 189 zostało rannych – wynika z danych Komendy Głównej Policji. W tym czasie doszło łącznie do 152 wypadków.
Jak przyznał Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego KGP, przez cały świąteczny weekend policjanci złapali wyjątkowo dużo pijanych kierowców.
W sumie – 837 osób pod wpływem alkoholu.
A to tylko statystyki za trzy pierwsze dni. Policjanci spodziewają się, że na drogach równie trudno będzie w poniedziałek 6 kwietnia, gdy kierowcy ruszą do powrotów. Stąd wzmożone patrole w całym kraju. „Na drogach działają także policyjne grupy Speed, których głównym zadaniem jest przeciwdziałanie niebezpiecznym zachowaniom na drodze – w szczególności przekraczaniu dozwolonych limitów prędkości” – informuje Komenda Główna Policji.
Poniżej statystyki KGP z ostatnich trzech dni.
Wielki Piątek:
Wielka Sobota
Niedziela Wielkanocna
Rok wcześniej, w 2025, podczas świąt doszło do 241 wypadków drogowych. Zginęło w nich 16 osób, a 279 zostało rannych.
Z roku na rok polskie drogi są coraz bezpieczniejsze, ale alkohol za kierownicą wciąż pozostaje ogromnym problemem. W 2025 roku policja odnotowała najmniej ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w historii, śmierć na drodze poniosło wówczas 1 651 osób. „Każda ofiara śmiertelna jest jednak liczbą nieakceptowalną i mimo wyraźnej, znaczącej poprawy Policja nadal będzie podejmować zdecydowane działania na rzecz dalszego ograniczania tragicznych zdarzeń na drogach” – informowała wówczas KGP.
Podczas 17 milionów kontroli uwzględniających badanie na obecność alkoholu, policjanci złapali 95 tys. nietrzeźwych kierowców. W 2025 roku doszło do 1 141 wypadków spowodowanych przez kierujących pod wpływem alkoholu. W zdarzeniach tych zginęły 124 osoby, a 1 439 osób zostało rannych.
Przeczytaj także:
Ukraińcy intensyfikują ataki na zaplecze energetyczne Rosji. Tym razem Kijów obrał za cel terminal w Noworosyjsku, przez który ropa Urals trafia na światowe rynki
W nocy z niedzieli na poniedziałek (5/6 kwietnia) ukraińskie drony zaatakowały terminal naftowy Sheskharis – podaje brytyjski The Guardian. To jeden z kluczowych punktów eksportu rosyjskiej ropy. Znajduje się w porcie w Noworosyjsk na Morzu Czarnym. Do terminalu docierają główne rurociągi Transniefti, a stąd ropa i produkty naftowe – w tym popularny surowiec Urals – trafiają na rynki zagraniczne.
Na nagraniach dostępnych w sieci widać duży pożar, który wybuchł w regionie terminalu. Mieszkańcy mieli słyszeć liczne eksplozje, szczególnie w okolicach terminalu przeładunkowego. Za to serwis monitorujący FIRMS należący do NASA wykrył nietypowy skok temperatury o godz. 01:57.
Rosyjskie siły poinformowały tylko, że w nocy jednostki obrony powietrznej zestrzeliły 148 ukraińskich dronów. A ataki powietrzne pozbawiły prądu prawie pół miliona gospodarstw domowych.
To nie pierwszy raz, gdy Sheskharis staje w ogniu. Udany atak Ukraińcy przeprowadzili już miesiąc wcześniej, 5 marca.
Choć ataki na zaplacze logistyczne i energetyczne Rosjan nie są niczym nowym, to z najnowszego raportu Instytutu Badań nad Wojną (ISW) wynika, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni Ukraina zintensyfikowała swoje działania.
„Rosyjscy blogerzy wojskowi zauważyli, że naprawa szkód wyrządzonych przez ataki w zakresie rosyjskich zdolności eksportowych ropy będzie kosztowna i czasochłonna, a uszkodzone lub utracone rosyjskie statki będą trudne do zastąpienia” – opisuje ISW. Naprawy utrudniają sankcje oraz kolejne niepowodzenia rosyjskiej obrony przeciwlotniczej.
Wzmożone ataki ze strony Ukrainy to nie przypadek. Rosjanie zaczęli bowiem ekonomicznie zyskiwać na wojnie w Iranie. Po zamknięciu cieśniny Ormuz, USA tymczasowo złagodziły sankcje na rosyjską ropę. Sztandarowy rosyjski surowiec Urals, dostarczany do indyjskich portów, po razy pierwszy od wybuchu wojny w Ukrainie, sprzedawany był z premią w stosunku do ropy Brent, będącej międzynarodowym punktem odniesienia.
Jak wyliczał Reuters, cena rosyjskiej ropy naftowej stanowiąca podstawę opodatkowania osiągnęła w poniedziałek 6105 rubli za baryłkę, co stanowi wzrost o 82 proc. w porównaniu z 27 lutego, czyli z dnia przed atakiem Stanów Zjednoczonycg i Izraela na Iran.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podróżuje po krajach Bliskiego Wschodu, zaciesniając współpracę w zakresie bezpieczeństwa. W niedzielę 5 kwietnia spotkał się prezydentem Syrii Ahmadem Asz-Szarą. Wcześniej podczas briefingu dla mediów w Stambule, Zełenski przekazał, że obawia się, że przedłużająca się wojna USA z Iranem, osłabi pomoc Ameryki dla Kijowa. "Musimy zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy obecnie priorytetem” – stwierdził Zełenski. Dlatego w zamian za technologię, która pozwoli krajom Zatoki Perskiej bronić się przed irańskimi dronami, Kijów oczekuje od państw regionu wsparcia w zakresie pocisków przeciwrakietowych.
Przeczytaj także:
Prezydent USA po raz kolejny przedłużył ultimatum dla Iranu, domagając się odblokowania cieśniny Ormuz. Irańska marynarka wojenna odpowiada, że zamierza zaprowadzić „nowy porządek w Zatoce Perskiej”, a na bombardowania odpowie akcją odwetową
Irańska marynarka wojenna odpowiedziała na ultimatum Trumpa. „Cieśnina Ormuz nigdy nie powróci do dawnego stanu, zwłaszcza dla Ameryki i Izraela” – zadeklarowały siły Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Iran zapowiedział, że finalizuje przygotowania operacyjne do planu „zaprowadzenia nowego porządku w Zatoce Perskiej”.
Prezydent USA 5 kwietnia zagroził, że w ciągu 48 godzin zbombarduje infrastrukturę energetyczną i mosty, jeśli Iran nie otworzy cieśniny Ormuz, przez którą przepływa ok. 20 proc. światowych dostaw ropy i jedna trzecia światowej produkcji nawozów.
Jak podaje amerykański portal Axios, choć negocjacje ws. warunków 45-dniowego zawieszenia broni, które mogłoby doprowadzić do końca wojny na Bliskim Wschodzie, wciąż trwają, to szanse na osiągnięcie choć częściowego porozumienia w najbliższych godzinach, są niewielkie. Regionalni mediatorzy, szczególnie Pakistan, mają jednak robić wszystko, żeby nie doprowadzić do eskalacji konfliktu i kolejnych akcji odwetowych. Przekonują Iran, który oficjalnie trzyma twardą linię, że to ostatni moment, żeby zapobiec ogromnym zniszczeniom kraju. Jednak Irańczycy nawet w kuluarowych rozmowach nie chcą zgodzić się na odblokowanie szlaku handlowego w zamian za tymczasowe zawieszenie broni. A w oficjalnych komunikatach dodają, że nie będą się kłaniać przed żadnymi groźbami.
I na bombardowania odpowiedzią druzgocącym odwetem.
Sam Trump, w wywiadzie dla portalu Axios, powiedział, że na porozumienie są spore szanse, ale „jeśli do niego nie dojdą, to wszystko tam zniszczy”.
Z informacji amerykańskich mediów wynika, że negocjacyjny plan minimum zakłada odblokowanie Cieśniny Ormuz i rozwiązanie kwestii wysokowzbogaconego Uranu – albo poprzez jego wywóz, albo rozcieńczenie.
W poniedziałek 6 kwietnia wczesnym popołudniem rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych przekazał, że
Iran odrzuca wszelkie propozycje tymczasowego zawieszenia broni.
Mogłoby to bowiem skutkować przegrupowaniem sił Izraela i USA, a więc kolejnymi atakami.
Trump grozi zbombardowaniem irańskiej infrastuktury cywilnej od 21 marca. Ostatecznie, argumentując to dobrymi rozmowami z irańskimi władzami, przesunął termin ultimatum na 6 kwietnia. Dzień przed jego upływem zapowiedział, że Iran ma ostatnie 48 godzin na porozumienie. Zablokowanie Cieśniny Ormuz doprowadziło bowiem do wzrostu cen paliw w Stanach Zjednoczonych, co przekłada się na słabnące poparcie dla Republikanów i samego Białego Domu. Sfrutrowany prezydent USA raz grozi eskalacją, chwilę poźniej zwiastuje szybkie porozumienie.
Jak informował The New York Times, irańczycy mają pracować nad planem opodatkowania statków przepływających przez cieśninę Ormuz. W ten sposób Iran chciałby ugruntować „niezależność, kontrolę i nadzór” nad jednym z ważniejszych kanałów handlowych na świecie.
Należność miałaby być uiszczana z pominięciem tradycyjnego systemu finansowego – w chińskich juanach lub kryptowalutach. Armatorzy planujący przeprawienie się przez cieśninę mieliby kontaktować się z firmą brokerską powiązaną z Korpuse Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).
Przeczytaj także:
Węgierskie władze twierdzą, że Ukraina chciała wysadzić serbsko-węgierski gazociąg. Przypominają Nord Stream 2
Po nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Obrony premier Węgier ogłosił, że węgierski odcinek gazociągu TurkStream zostanie objęty wzmocnionym monitoringiem wojskowym i ochroną. W niedzielę 5 kwietnia 2026 władze serbskie poinformowały, że w pobliżu gazociągu, przez który Rosja dostarcza gaz do Serbii i Węgier, znaleziono ładunki wybuchowe. Orbán nazwał to próbą sabotażu. Zasugerował też, że odpowiedzialni za to mogą być Ukraińcy.
Na Ukraińców wskazał minister spraw zagraniacznych i handlu Węgier Péter Szijjártó: „Udaremniony zamach terrorystyczny na gazociąg TurkStream wpisuje się w serię ataków ze strony Ukrainy, do których doszło w ostatnich tygodniach”.
Szef węgierskiej dyplomacji porównuje serbski incydent do wysadzenia Nord Stream 2.
„We wrześniu 2022 roku doszło do eksplozji gazociągu Nord Stream. Początkowo obwiniano Rosjan – choć zniszczenie własnego gazociągu nie miało sensu – potem okazało się, że to Ukraińcy”.
„Ostrzegł, że Ukraina od dawna dąży do odcięcia Europy od taniej rosyjskiej energii, ignorując konsekwencje dla Europejczyków, w tym zakłócenia w dostawach i rosnące ceny energii. Wskazał na wstrzymanie tranzytu gazu przez Ukrainę, wstrzymanie dostaw rurociągiem naftowym „Przyjaźń” oraz powtarzające się ataki dronów na gazociąg TurkStream” – przekazał rzecznik węgierskiego MSZ.
Minister nazwał próbę sabotażu „bardzo poważnym atakiem na naszą suwerenność”. Rurociąg ma być chroniony przez węgierskie wojsko.
Na te spodziewane oskarżenia zareagowała Ukraina. „Kategorycznie odrzucamy próby fałszywego powiązania Ukrainy z incydentem z materiałami wybuchowymi znalezionymi w pobliżu gazociągu Turkstream w Serbii. Ukraina nie ma z tym nic wspólnego. Najprawdopodobniej jest to rosyjska operacja pod fałszywą flagą, będąca częścią poważnej ingerencji Moskwy w wybory na Węgrzech” – oświadczył rzecznik ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Heorhij Tychyj.
Na zdjęciu powyżej billboard z portretem węgierskiego premiera Viktora Orbána i napisem „Zjednoczmy się przeciwko wojnie” oraz uszkodzony plakat z portretem prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i węgierskiego lidera opozycji Petera Magyara z napisem „ Są niebezpieczni”. Plakaty sfotografowano w 3. dzielnicy Budapesztu 27 marca 2026 r. (fot. ATTILA KISBENEDEK / AFP)
W rozmowie z Natalią Sawką z OKO.press ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich opowiadała o kampanii wyborczej przed wyborami, które mają się odbyć na Węgrzech 12 kwietnia 2026:
„W kampaniach prowadzonych przez Fidesz wizerunek Zełenskiego pojawia się często jako symbol zewnętrznego nacisku lub potencjalnego zagrożenia, wobec którego rząd musi „bronić” interesów Węgier. To klasyczny zabieg: łatwiej mobilizować wyborców poprzez wskazanie wyraźnego „zewnętrznego aktora” niż poprzez eksponowanie własnego lidera.
Praktycznie cała kampania Fideszu jest w tej chwili oparta na motywie wrogiego nastawienia wobec Ukrainy.
W stolicy Węgier wyraźnie widać, że wizerunek Zełenskiego jest w tej kampanii intensywnie wykorzystywany. Ale to tylko część strategii, bo obok tego pojawiają się bezpośrednie ataki na lidera opozycji Pétera Magyara i próby ustawienia go po jednej stronie z Unią Europejską i Ukrainą, czyli w roli negatywnych graczy”.
Ważnym motywem jest rurociąg „Przyjaźń”, o którym wspomniał szef węgierskiego MSZ:
„Rurociąg przestał funkcjonować po rosyjskich atakach z 27 stycznia. W efekcie Węgry i Słowacja mają ograniczony dostęp do rosyjskiej ropy.
Strona ukraińska tłumaczy to poważnymi problemami technicznymi i trudnościami z naprawą infrastruktury. Z kolei strona węgierska twierdzi, że wszystko działa, a problemem jest brak politycznej woli po stronie Kijowa. W domyśle pojawia się więc narracja o celowym działaniu Ukrainy i utrudnianiu Węgrom dostępu do taniej rosyjskiej ropy”.
Przeczytaj także:
Donald Trump grozi Iranowi, że zbombarduje infrastrukturę energetyczną i mosty, jeśli do wtorku Cieśnina Ormuz nie zostanie otwarta
W niedzielę 5 kwietnia 2026 prezydent Stanów Zjednoczonych napisał na swojej platformie Truth Social:
„Wtorek będzie w Iranie dniem elektrowni i dniem mostów w jednym. Nie będzie nic podobnego!!! Otwórzcie tę cholerną cieśninę, wy szaleni dranie [Open the Fuckin' Strait, you crazy bastards], albo będziecie żyć w piekle – PO PROSTU PATRZCIE! Chwała Allahowi. Prezydent DONALD J. TRUMP”.
Trump powtórzył te groźby w wywiadzie dla stacji Fox News: „Jeśli nie zawrą porozumienia, i to szybko, rozważam wysadzenie wszystkiego w powietrze i przejęcie ropy”.
„Zobaczycie, jak mosty i elektrownie będą się walić w całym kraju” – ostrzega Trump. Prezydent USA najwyraźniej nie przejmuje się tym, że jego celem miałyby być cele cywilne.
Jednocześnie Trump twierdzi, że trwają negocjacje z Iranem, a on wierzy, iż istnieje „duża szansa” na zawarcie porozumienia do poniedziałku.
Irańskie władze zaprzeczają jednak tym twierdzeniom. W sobotę 4 kwietnia rzecznik centralnego dowództwa irańskiej armii oświadczył, że „iluzja pokonania Islamskiej Republiki Iranu zamieniła się w bagno”, w którym pogrążą się Stany Zjednoczone.
Trump „uciekł się do wulgaryzmów i bzdur z czystej desperacji i gniewu” – stwierdził Seyyed Mehdi Tabatabaei, zastępca ds. komunikacji w kancelarii prezydenta Iranu.
Irański urzędnik oświadczył, że Iran otworzy Cieśninę Ormuz dopiero po otrzymaniu odszkodowania za szkody wojenne, wypłaconego w ramach „nowego systemu prawnego” opartego na opłatach tranzytowych.
Zareagowała też irańska misja przy ONZ. „Gdyby sumienie Organizacji Narodów Zjednoczonych było żywe, nie milczałoby w obliczu jawnej i bezwstydnej groźby ze strony wojowniczego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który zamierza uderzyć w infrastrukturę cywilną. Trump dąży do wciągnięcia regionu w niekończącą się wojnę” – stwierdziła misja na platformie X.
„Jest to bezpośrednie i publiczne podżeganie do terroryzowania ludności cywilnej oraz wyraźny dowód zamiaru popełnienia zbrodni wojennej” – stwierdzono.
Trump ma na myśli Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa ok. 20 proc. światowych dostaw ropy i jedna trzecia światowej produkcji nawozów. Zablokowanie Cieśniny przez Iran spowodowało wzrost cen paliw nawet w Stanach Zjednoczonych, mimo że USA polegają głównie na własnej produkcji ropy.
Już 21 marca Trump groził bombardowaniem irańskich elektrowni. Dwa dni później oświadczył, że między USA a Iranem odbyły się produktywne rozmowy, w związku z czym odracza bombardowanie o pięć dni. 27 marca Trump ponownie przesunął termin ataków o 10 na 6 kwietnia, uzasadniając to prośbami irańskiego rządu.
Przeczytaj także: