Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Na pokładzie prezydenckiego helikoptera byli też minister spraw zagranicznych Iranu i kilku innych wysokich urzędników. Nikt nie przeżył katastrofy
Irański Czerwony Półksiężyc poinformował około 5 rano polskiego czasu, że żaden z pasażerów prezydenckiego śmigłowca, który rozbił się w niedzielę na dalekiej północy Iranu, nie przeżył. Irańska telewizja państwowa potwierdziła tę informację dopiero po 6 rano polskiego czasu.
Na pokładzie maszyny byli prezydent Iranu Ebrahim Raisi, minister spraw zagranicznych Hossein Amirabdollahian i ajatollah Mohammad Ali Ale-Haszem, przedstawiciel najwyższego przywódcy Iranu w prowincji Azerbejdżan Wschodni. Wszyscy wracali z uroczystości oficjalnego otwarcia nowej tamy na dalekiej północy kraju w pobliżu granicy z Nachiczewańską Republiką Autonomiczną będącą eksklawą Azerbejdżamnu.
Do katastrofy doszło w rejonie irańskiej Dżolfy, w trudnym, słabo zaludnionym i trudno dostępnym terenie. Odnalezienie śmigłowca i dotarcie do wraku dodatkowo utrudniały ratownikom warunki atmosferyczne – przede wszystkim bardzo gęsta mgła. Akcja trwała więc wiele godzin, także w trakcie nocy. Swoje ekipy ratownicze i sprzęt przysłały na pomoc Irańczykom m.in. Rosja, Turcja i Armenia. Ostatecznie pomogły wyposażone w noktowizję i termowizję drony przysłane przez Turcję – to jeden z nich namierzył szczątki maszyny.
Irańska konstytucja przewiduje, że po śmierci prezydenta jego stanowisko tymczasowo obejmie I wiceprezydent Mohammad Mochber. Niezbędna jest jednak do tego akceptacja irańskiego Najwyższego Przywódcy – ajatollaha Alego Chameneiego. W ciągu najbliższych 50 dni będą natomiast musiały odbyć się wybory prezydenckie.
Prezydent Ebrahim Raisi był konserwatywnym islamskim duchownym, jednym z rządzących Iranem ajatollahów. Prowadził zgodny z doktryną islamskich władz Iranu twardy kurs – zaostrzony zresztą w ostatnim czasie w trakcie trwających przez kilka lat protestów na rzecz demokratyzacji kraju.