Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Włoski rząd nie zgadza się na wykorzystywanie przez Amerykanów sycylijskiej bazy Sigonella do celów związanych z prowadzeniem wojny przeciwko Iranowi
Amerykańska armia nie może wykorzystywać bazy Sigonella położonej na Sycylii do celów związanych z prowadzeniem wojny przeciwko Iranowi – informuje Corriere della Sera. Zarazem włoskie ministerstwo obrony potwierdziło, że Amerykanie kilka dni temu nie otrzymali zgody na lądowanie w bazie kilku bombowców przed ich dalszym lotem na Bliski Wschód. Według źródeł we włoskim MON Amerykanie mieli przekazać swój plan lądowania w Sigonelli już w trakcie lotu samolotów, co uniemożliwiało udzielenie na to wymaganej w takich wypadkach zgody przez włoski parlament. W dodatku planowi lotu przesłanego przez Amerykanów nie towarzyszyła formalna prośba o udzielenie pozwolenia na wykorzystanie bazy do celów wojennych. Do dziś incydent był utrzymywany w tajemnicy.
Na mocy umów między USA a Włochami zawartych w okresie po II wojnie światowej, amerykańska armia może korzystać z bazy Sigonella wyłącznie do celów logistycznych. Ewentualne wykorzystanie bazy na potrzeby związane z prowadzeniem wojny wymaga natomiast zgody włoskiego parlamentu.
Oficjalne komunikaty włoskiego MON związane ze sprawą są bardzo stonowane. „Ktoś próbuje przekazać wiadomość, że Włochy postanowiły zawiesić korzystanie z baz przez siły amerykańskie. To po prostu nieprawda, ponieważ bazy są aktywne, w użyciu i nic się nie zmieniło” – napisał w serwisie X szef włoskiego MON Guido Crosetto. Rzecz jasna nie odnosi się to do ewentualnego wykorzystania baz do celów wojennych.
Włochy są drugim po Hiszpanii krajem Europy, który nie udzielił amerykańskiej armii zgody na wykorzystanie położonych na swym terytorium baz wojskowych do celów związanych z prowadzeniem wojny w Iranie (chodzi przede wszystkim o międzylądowania bombowców i samolotów transportujących broń).
"Włochy z pewnością nie rozważają wojny z Iranem. Nie dość, że jest to konstytucyjnie niemożliwe , to jeszcze nie ma ku temu woli” – mówił w poniedziałek wieczorem minister obrony narodowej Włoch Guido Crosetto.
Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe składa do Państwowej Agencji Atomistyki wniosek o pozwolenie na budowę elektrowni atomowej w Choczewie w województwie pomorskim
Do Państwowej Agencji Atomistyki ma dziś (wtorek 31 marca) trafić wniosek o pozwolenie na budowę pierwszej polskiej elektrowni atomowej – poinformował prezes spółki Polskie Elektrownie Jądrowe Marek Woszczyk. „Zgodnie z deklaracjami, zresztą wielokrotnie przeze mnie osobiście, czy przez koleżanki i kolegów z zarządu podnoszonymi, dotrzymujemy przyrzeczenia wobec nas samych złożonego i składamy dzisiaj formalnie wniosek do Państwowej Agencji Atomistyki o wydanie zezwolenia na budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Choczewie” – mówił Woszczyk.
Pierwsza polska elektrownia jądrowa ma powstać w rejonie nadmorskich miejscowości Lubiatowo i Kopalino w gminie Choczewo w województwie pomorskim. Docelowo ma się ona składać z trzech bloków o łącznej mocy 3,75 GW. Dla porównania – 3 lutego ze względu na falę mrozów odnotowano w Polsce historycznie rekordowe chwilowe zapotrzebowanie na energię – wyniosło ono ponad 27 GW. Typowe zapotrzebowanie na energię elektryczną wynosi w Polsce zwykle między 17 a 21 GW w danym momencie.
Pierwsze prace budowlane w gminie Choczewo mają się rozpocząć w roku 2028, z kolei uruchomienie pierwszego bloku elektrowni – i tym samym rozpoczęcie produkcji energii elektrycznej – przewidywane jest w roku 2036.
Złożenie przez spółkę PEJ do Państwowej Agencji Atomistyki wniosku o pozwolenie na budowę oznacza rozpoczęcie dość skomplikowanego procesu uzyskania zgody na rozpoczęcie budowy samych instalacji jądrowych – przede wszystkim oczywiście reaktora. Pierwsze prace budowlane mogą się jednak rozpocząć przed uzyskaniem pozwolenia od PAA. Rząd przygotował projekt nowelizacji tzw. specustawy jądrowej. Nowelizacja miałaby pozwolić na rozpoczęcie budowy tzw niejądrowych elementów elektrowni w uproszczonym trybie.
Na terenie przeznaczonym pod budowę elektrowni prowadzono już prace przygotowawcze i szczegółowe badania geologiczne.
Uderzenie irańskiego drona wywołało pożar na pokładzie kuwejckiego tankowca załadowanego 2 mln baryłek ropy przeznaczonej dla Chin. Statek znajdował się w rejonie Dubaju u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich
W nocy z poniedziałku na wtorek 31 marca kuwejcki tankowiec „Al Salmi” zakotwiczony w rejonie Dubaju u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich został zaatakowany przez irańskiego drona. W wyniku ataku na pokładzie statku wybuchł pożar – jego gaszenie trwało kilka godzin. Tankowiec wypełniony był 2 milionami baryłek pochodzącej z Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej ropy – jego portem przeznaczenia było miasto Qingdao w Chinach. Tankowiec – podobnie jak wiele innych jednostek oczekiwał w rejonie Dubaju na szansę przejścia przez blokowaną przez Iran cieśninę Ormuz stanowiącą wyjście z Zatoki Perskiej do Zatoki Omańskiej na Morzu Arabskim.
Na pokładzie tankowca nikt nie został ranny – a władze ZEA i Kuwejtu informują, że wszyscy członkowie 24 osobowej załogi są bezpieczni.
Amerykańsko-izraelski atak na Iran spowodował niemal całkowity paraliż transportu morskiego w Zatoce Perskiej, co ma bezpośredni wpływ na światowy rynek ropy i gazu. Utrzymujące sojusznicze relacje z USA kraje arabskie położone nad Zatoką pokrywały przed wybuchem wojny około 20 proc. światowego zapotrzebowania na ropę. Ze względów geograficznych ropa i gaz z Zatoki Perskiej trafiały przede wszystkim do krajów Azji Południowej i Wschodniej oraz Australii i Oceanii. Obecnie w odwecie za amerykańsko-izraelską agresję Iran blokuje cieśninę Ormuz stanowiącą wyjście z Zatoki Perskiej do Zatoki Omańskiej na Morzu Arabskim i następnie na wody Oceanu Indyjskiego. To jedyny szlak, którym drogą morską mogą być transportowane wydobywane w krajach Zatoki Perskiej surowce energetyczne.
Iran prowadzi też ataki rakietowe i dronowe zarówno na infrastrukturę surowcową krajów Zatoki Perskiej, jak i statki przewożące wydobywane przez nie surowce energetyczne. W rejonie Zatoki Perskiej zaatakowane zostały jak dotąd 24 statki handlowe. Większość z nich to tankowce transportujące ropę.
Kosiniak-Kamysz: Nie planujemy przemieszczania polskich baterii Patriot. Mają służyć do ochrony wschodniej flanki NATO i polskiego nieba
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że Polska nie planuje przemieszczania należących do naszej armii baterii przeciwlotniczych i antyrakietowych Patriot poza granice kraju.
„Nasze baterie Patriot i ich uzbrojenie służą do ochrony polskiego nieba i wschodniej flanki NATO. Nic w tej kwestii się nie zmienia i nigdzie nie planujemy ich przemieszczać! Nasi sojusznicy dobrze wiedzą i rozumieją jak ważne mamy tu zadania. Bezpieczeństwo Polski jest absolutnym priorytetem” – napisał Kosiniak-Kamysz w serwisie X.
Kosiniak-Kamysz zareagował na informacje „Rzeczpospolitej”. Dziennikarze „Rz” powołując się na nieoficjalne źródła opisali amerykańskie zabiegi o przemieszczenie jednej z polskich baterii Patriot kupionych przez nasz kraj od Stanów Zjednoczonych na Bliski Wschód. Tam polskie patrioty miałyby wzmocnić obronę powietrzną czy to którejś z amerykańskich baz wojskowych, czy to jednego z atakowanych przez Iran państw Zatoki Perskiej.
Polska armia dysponuje obecnie 2 bateriami Patriot i ok 200 pociskami do nich. Dostawy kolejnych 6 baterii i następnych 600 pocisków mają się dopiero rozpocząć. W związku z uwikłaniem Stanów Zjednoczonych w konflikt z Iranem i fakt, że zarówno USA, jak i ich bliskowschodni sojusznicy zużyli już ogromne ilości pocisków do Patriotów, należy spodziewać się znacznych opóźnień w dostawach dla Polski.
Kneset uchwalił prawo nakazujące stosowanie kary śmierci za śmiertelny atak na Izraelczyków – mimo protestów zachodnich demokracji i obrońców praw człowieka
W poniedziałek 30 marca wieczorem media społecznościowe obiegły zdjęcia uradowanego Itamara Ben-Gwira, ministra bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela i lidera skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła. Wraz ze swoimi partyjnymi kolegami, uśmiechnięty, wznosił szampanem toast za nową ustawę, która właśnie przeszła przez Kneset. Na zdjęciach widać, że politycy noszą przypinki w kształcie szubienicznej pętli.
Nowe prawo wprowadza bowiem jako obowiązkową w sądach wojskowych mających jurysdykcję na terytoriach okupowanych karę śmierci przez powieszenie dla osób, które dopuściły się śmiertelnego ataku na Izraelczyków, uznanego za akt terrorystyczny. W sądach cywilnych w samym Izraelu zaś taka kara będzie mogła być zastosowana tylko wtedy, gdy skazany zabił „z intencją zanegowania istnienia państwa Izrael„. Jak pisze „The New York Times”, obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że w praktyce wyłącza to żydowskich sprawców aktów terrorystycznych i jest skierowane wyłącznie przeciwko Palestyńczykom.
Wątpliwości – oprócz zasadności samej kary śmierci jako takiej – budzi również narzucony przez ustawę obowiązkowy krótki termin pomiędzy wyrokiem a egzekucją, który utrudni działania odwoławcze. Zdaniem ekspertów nowe prawo nie daje również możliwości ułaskawienia skazanego.
Izraelskie organizacje broniące praw człowieka złożyły już petycję do Sądu Najwyższego, wnosząc o anulowanie ustawy. Wcześniej o jej nieuchwalanie zaapelowały we wspólnym oświadczeniu Wielka Brytania, Francja, Włochy i Niemcy.
Choć od początku istnienia państwa Izrael jego ustawodawstwo dopuszczało karę śmierci, wykonano ją tylko na dwóch osobach. W 1948 r. rozstrzelano oskarżonego o szpiegostwo izraelskiego oficera Meira Toubianskiego (został pośmiertnie oczyszczony z zarzutów). W 1962 roku powieszono Adolfa Eichmanna, jednego z architektów Zagłady, którego Izraelczycy wytropili i uprowadzili z Argentyny.
Obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że Izrael od lat praktykował pozasądowe zabójstwa osób podejrzanych o akty terrorystyczne wobec Izraela, zarówno na Zachodnim Brzegu, jak i w Strefie Gazy.