Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Polska wykorzysta ukraińskie know-how, żeby bronić swojego nieba – ogłosił premier Donald Tusk podczas konferencji w Rzeszowie
W Rzeszowie trwa konferencja Road to URC „Security and Defense Dimension”. Spotkanie poświęcone kwestiom bezpieczeństwa, przemysłu zbrojeniowego i energetyki ma być jednocześnie rozbiegiem przed największym na świecie forum w sprawie powojennej odbudowy Ukrainy, które odbędzie się w czerwcu w Gdańsku.
„Ta idea, aby cały wolny świat zjednoczył się nie tylko wokół pomocy dla Ukrainy w jej walce obronnej z Rosją, ale żeby zjednoczył się także na rzecz przyszłych planów i realizacji odbudowy Ukrainy po wojnie. Głęboko w to wierzymy, że ta wojna nie przyniesie oczekiwanych rezultatów agresorowi, że Ukraina utrzyma swoją niepodległość, integralność terytorialną, ale wtedy będzie właśnie potrzebna ta wspólna wielka akcja na rzecz odbudowy Ukrainy niszczonej bezwzględnie przez rosyjskiego agresora” – mówił 27 kwietnia podczas konferencji w Rzeszowie premier Donald Tusk.
Szef polskiego rządu dodał, że wojna w Ukrainie, dowodzi nie tylko determinacji Kijowa do obrony własnego terytorium, ale pokazuje też, na czym może polegać międzynarodowa współpraca. „Narody wolnego świata, w tym narody europejskie, są w stanie zaangażować się finansowo, jeśli chodzi o ludzi, o działania praktyczne, planowanie przyszłości na rzecz obrony i wsparcia Ukrainy. I to jest coś bezprecedensowego” – mówił Donald Tusk.
Poza podziękowaniami i deklaracjami polsko-ukraińskiej współpracy padły też konkrety. Premier Donald Tusk ogłosił, że plan polski budowy armady dronowej będzie wspierany przez Ukrainę.
„Dla mnie jest bardzo ważne, aby te tragiczne, równocześnie imponujące doświadczenia Ukrainy w konfrontacji z Rosją stały się także częścią polskiego know-how, jak bronić polskiego nieba” – mówił szef rządu.
„Dzisiaj zaczynamy ten wielki projekt armady dronów. Polska musi mieć swoją nowoczesną armadę dronową, tak abyśmy mogli nie tylko dzisiaj pomagać Ukrainie, ale żebyśmy z pełnym przekonaniem mogli powiedzieć Polkom i Polakom, że jesteśmy bezpieczni” – dodał szef rządu.
Głos zabrała też premier Ukrainy Julia Swyrydenko. „Ukraina była krajem, który otrzymywał pomoc od pierwszych dni inwazji, a teraz sama jest w stanie zapewnić najnownocześniejsze rozwiązania w zakresie obronności. Jesteśmy w stanie niszczyć czołgi, niszczyć drogie systemy, drony, to nasza rzeczywistość” – mówiła Swyrydenko. Dodała, że wiele z systemów, których używa ukraińska armia nie przyjeżdża z Zachodu, tylko jest produkowana w kraju.
Odnosząc się do planu wspólnego zbudowania polskiej floty dronowej, premier Ukrainy stwierdziła, że to nie tylko sprawa bezpieczeństwa, ale też nowe możliwości dla polskich i ukraińskich firm.
„Jeszcze raz dziękuję za organizację tej konferencji, za przyjęcie nas i ugoszczenie. Chciałabym wyrazić naszą wdzięczność dla wszystkich Polek i Polaków. I zachęcam do skorzystania z możliwości, które też współtworzy Ukraina w zakresie obronności i bezpieczeństwa” – mówiła Swyrydenko.
Piąta edycja Ukraine Recovery Conference zaplanowana jest na 25–26 czerwca 2026 r. w Gdańsku. Ma zgromadzić około 2 tys. uczestników z ponad 40 krajów, w tym szefów rządów i liderów instytucji finansowych. Głównym celem wydarzenia jest prezentacja polskiego potencjału technologicznego i nawiązanie relacji biznesowych kluczowych dla obronności oraz przyszłej odbudowy państwa ukraińskiego.
Prezydent Karol Nawrocki uhonorował działalność charytatywną zmarłego posła Lewicy. Wniosek w tej sprawie złożyły organizacje ochrony zwierząt
„Postanowieniem z dnia 27 kwietnia 2026 r. prezydent Karol Nawrocki odznaczył pośmiertnie tragicznie zmarłego posła na Sejm Łukasza Karola Litewkę Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski” – przekazał na portalu X rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.
To odpowiedź na wniosek 26 organizacji zajmujących się ochroną zwierząt, który w Kancelarii Prezydenta złożyła mecenas Katarzyna Topczewska. Organizacje domagały się, aby uhonorować działalność charytatywną posła Litewki. Przypominały, jak przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku Litewka poświęcił swoją kampanię psom ze schroniska w Sosnowcu – zachęcając mieszkańców do ich adopcji. Litewka był też zaangażowany w likwidację niehumanitarnego transportu konnego na trasie do Morskiego Oka, zakaz trzymania psów na łańcuchach czy wprowadzenie obowiązkowego chipowania zwierząt.
„Jesteśmy przekonani, że pośmiertne odznaczenie Pana Posła Łukasza Litewki Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski byłoby gestem głęboko słusznym i potrzebnym – nie tylko jako akt sprawiedliwości wobec człowieka, który na to zasłużył, ale jako wyraźny sygnał dla całego społeczeństwa, że Polska dostrzega i honoruje tych, którzy służą najsłabszym: chorym dzieciom, opuszczonym seniorom i zwierzętom, które na ludzką łaskę czekają cicho w cierpieniu” – apelowały organizacje społeczne.
Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski to wysokie odznaczenie państwowe za wybitne osiągnięcia w służbie państwu i społeczeństwu – w tym w nauce, kulturze, sztuce, gospodarce czy działalności charytatywnej.
Łukasz Litewka zginął tragicznie 23 kwietnia w wypadku drogowym pomiędzy Sosnowcem a Dąbrową Górniczą. Poseł Lewicy jechał rowerem, gdy czołowo uderzył w niego jadący z naprzeciwka 57-letni kierowca pojazdu Mitsubishi Colt. W sobotę 25 kwietnia Sąd Rejnowy w Dąbrowie Górniczej zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec mężczyzny, podejrzanego o spowodowanie wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Sąd zastrzegł, że mężczyzna będzie mógł opuścić areszt, jeżeli w terminie 14 dni wpłaci poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł. W poniedziałek 27 kwietnia Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu zaskarżyła decyzję sądu dotyczącą poręczenia. „Jedynie bezwzględne aresztowanie podejrzanego pozwoli należycie zabezpieczyć postępowanie” – stwierdzili śledczy.
Przyczyna wypadku nie jest jeszcze znana, ale policja po rozmowie z kierowcą poinformowała, że 57-latek prawdopodobnie zasłabł albo stracił przytomność za kierownicą. Służby apelują o niepublikowanie niesprawdzonych informacji i nierozpowszechnianie teorii spiskowych dotyczących zdarzenia.
Przeczytaj także:
Władze w Belfaście podejrzewają, że za zamachem stoją dysydenci z Nowej IRA. Premierka Iralndii Północnej potępiła atak i ogłosiła, że sprawcy „nikogo nie reprezentują”
Policja prowadzi dochodzenie w sprawie wybuchu bomby samochodowej przed komisariatem w Dunmurry na południowy zachód od Belfastu. Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę (25/26 kwietnia). W ataku nikt nie zginął. Jak podają służby, ewakuowano jednak mieszkańców okolicznych budynków, w tym dwoje niemowląt.
Według lokalnych władz za atakiem stała grupa paramilitarna Nowa IRA. Do podobnej próby zamachu bombowego doszło 30 marca. Wówczas ładunek wybuchowy przypominający butlę gazową – także umieszczony w porwanym samochodzie kurierskim – pozostawiono przed posterunkiem policji w Lurgan.
„To, czego tego typu urządzeniu mogło brakować pod względem zaawansowania i wielkości, z nawiązką rekompensowała jego nieprzewidywalność. Dzięki szybkiej reakcji policji nikt nie został ranny, co jest niczym innym jak cudem” – poinformował podczas konferencji prasowej Bobby Singleton, zastępca komendanta głównego Policji Irlandii Północnej (PSNI, Police Service of Northern Ireland).
Próbę zamachu potępił premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Zapowiedział też, że winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.
Premier Irlandii Północnej Michelle O'Neill z partii Sinn Féin stwierdziła, że sprawcy ataku „nie reprezentują absolutnie nikogo”.
Gavin Robinson, lider Demokratycznej Partii Unionistycznej – głównej partii pro-brytyjskiej w Irlandii Północnej – określił incydent jako „budzący głębokie zaniepokojenie”.
„Jeśli była to kolejna próba ze strony republikańskich dysydentów mająca na celu zastraszenie społeczności i atak na policję, należy na nią zareagować z całą surowością prawa” – stwierdził Gavinson.
Choć obecnie grupy republikańskich dysydentów są mniejsze i mniej brutalne niż ich poprzednicy, to i tak kilka razy w roku podejmują oni próby przeprowadzenia zamachów. Do najbardziej poważnego ataku terrorystycznego ze strony Nowej IRA doszło w 2011 roku, gdy w zamachu bombowym zginął funkcjonariusz Ronan Kerr. W kwietniu 2019 roku, podczas zamieszek w Creggan w mieście Derry, zastrzelona została dziennikarka Lyra McKee. W 2023 dwóch zamaskowanych sprawców zaatakowało policjanta Johna Cadwella pod centrum handlowym w Omagh. Mężczyzna otrzymał cztery rany postrzałowe, ale atak przeżył.
Nowa IRA to naśladowcy Irlandzkiej Armii Republikańskiej, która od lat 60. do podpisania w 1998 r. porozumienia wielkopiątkowego prowadziła powstanie przeciwko brytyjskim władzom. W tym czasie zginęło ok. 3,5 tys. osób, w zdecydowanej większości cywili. Do 2005 roku w Irlandii Północnej działała Tymczasowa IRA, która prowadziła bardziej punktową, ale równie brutalną kampanię przemocy. Dopiero w 2022 roku brytyjskie służby bezpieczeństwa MI5 zdecydowały o obniżeniu poziomu zagrożenia terrorystycznego w Irlandii Północnej.
Przeczytaj także:
Podczas szalonego streamu charytatywnego udało się zebrać 251 mln zł na onkologię dziecięcą. W tle trwa fundamentalna dyskusja: czy celebryckie show to najlepsza odpowiedź na problemy ochrony zdrowia w Polsce
W niedzielę 26 kwietnia zakończył się charytatywny stream na YouTubie, który wywołał podobne poruszenie co Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Piotr Gawkowski, znany na Youtubie jako Łatwogang, ściągnął do swojego studia nagraniowego polskich celebrytów, którzy przez 10 dni zachęcali widzów do wpłacania pieniędzy na Fundację Cancer Fighters. Zebrano w sumie 251 mln złotych na onkologię dziecięcą. To zawrotna kwota jak na akcję charytatywną, szczególnie jeśli porównamy to z wynikami WOŚP. W 2026 roku, podczas 34. edycji wydarzenia, wolontariusze w terenie, a także przeróżne aukcje zebrały w sumie 263 mln zł. Jerzy Owsiak, szef WOŚP, pogratulował Łatwogangowi sukcesu. „Mówiłem, że będzie sto. A będzie jeszcze więcej niż 100 milionów. Coś niesamowitego. To zwariowana, Szalona zbiórka. Myślę, że ministra zdrowia podziękuję tej ekipę zwariowanych ludzi, że to zrobili” – mówił Owsiak. Dodał, że WOŚP może uczyć się od młodych ludzi, jak lepiej organizować podobne wydarzenia.
Owsiak przyznał jednak, że jest ciekawy, w jaki sposób zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na wsparcie onkologii dziecięcej. „My kupujemy gruby sprzęt, który jest w klinikach, w szpitalach, ale codzienność w tych szpitalach to są sale, to są łóżka szpitalne, to są dzieci, to są ich opiekunowie, rodzice. To jest ta codzienność, z którą oni się stykają, to są lekarstwa, to jest rehabilitacja” – mówił szef WOŚP.
Pomysł na stream narodził się z sukcesu utworu Bedoesa 2115 „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”. Raper nagrał piosenkę z 11-letnią Mają Mecan, podopieczną fundacji Cancer Fighters. W ciągu kilku dni utwór zebrał 4 mln wyświetleń na Youtubie. Miliony oglądających przyciągnął też stream Łatwoganga. A pojawili się w nim – fizycznie lub zdalnie – raperzy, aktorzy, dziennikarze, sportowcy, muzycy i influenserzy. Wśród nich: Iga Świątek, Robert Lewandowski, Maryla Rodowicz, Borys Szyc, Sanah, Wojciech Szczęsny, Katarzyna Nosowska, Maffashion, Martyna Wojciechowska, Monika Olejnik, Małgorzata Kożuchowska, Tomasz Karolak, Tede, Rychu Peja oraz ekipa aktorów z serialu komediowego „1670”. Niektórzy z nich, w akcie solidarności z osobami chorującymi na raka, golili głowy na łyso. O laur najbardziej hojnych prześcigały się też firmy – pierwsze na mecie zameldowały się Budimex i Tymbark.
Podobne akcje charytatywne, choć uruchamiają ogromny entuzjazm i zryw społeczny, zaspokajają promil potrzeb polskiej ochrony zdrowia. W walce o ludzkie życie liczy się oczywiście każda złotówka, a rozmaite akty solidarności wyrażane niezależnie od poglądów politycznych są oddechem od codziennych sporów. Warto jednak podkreślić, że w 2026 roku całkowite nakłady na ochronę zdrowia (wraz z dotacjami) mają wynieść ok. 247,8 mld zł. A tym, co mogłoby realnie podreperować budżet na opiekę zdrowotną, nie są akcje charytatywne, które funkcjonują obok państwa, tylko podniesienie składki zdrowotnej. Dla stabilności naszego systemu nie ma lepszego lekarstwa niż przewidywalne finansowanie. A od kilku lat, same składki nie wystarczają, żeby zabezpieczyć niezbędne wydatki. W Polsce funkcjonujemy więc w składkowo-budżetowym modelu finansowania ochrony zdrowia, a komponent budżetowy rośnie z roku na rok. “Ochrona zdrowia, która do niedawna w relatywnie niewielkim stopniu obciążała budżet państwa, stanie się jedną z trzech dziedzin o największym wpływie na deficyt sektora finansów publicznych, obok systemu ubezpieczeń społecznych oraz obronności” – podkreślają autorzy raportu "Luka finansowa w ochronie zdrowia – wyzwania długoterminowe”.
Celebryckie show umacniają przekonanie, że państwo jest niewydolne, a obywatelom lepiej poszłoby na własną rękę. Nie mówiąc o tym, że podczas streamu pojawiały się absurdalne wypowiedzi, które zachęcały najbogatszych ludzi na świecie do oddawania części swojego majątku na cele dobroczynne. W dobrze funkcjonujących państwach, które dbają o bezpieczeństwo i dobrobyt obywateli, zamiast charytatywnych datków mamy jednak progresywne podatki. I tego raczej powinniśmy się domagać.
Przeczytaj także:
Spłonęło sześć hektarów rezerwatu przyrody Kozłowe Borki znajdującego się w Puszczy Białowieskiej blisko granicy z Białorusią. Akcja gaśnicza zakończyła się w nocy z soboty na niedzielę. Trwała dziesięć godzin
Pożar wybuchł głęboko w lesie w Puszczy Białowieskiej w sobotę przed godziną 16.00. Akcja gaśnicza zakończyła się dopiero przed godz. 3 nocy z soboty na niedzielę.
Była bardzo trudna, bo warunki pogodowe, w tym silny wiatr, uniemożliwiły wykorzystanie samolotów gaśniczych – na co wskazywała rzeczniczka Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku Ewelina Szklarzewska.
Dodatkowo ów wiatr powodował szybkie rozprzestrzenianie się ognia. Straty to spalone 6 hektarów rezerwatu przyrody Kozłowe Borki.
Rezerwat Kozłowe Borki położony jest głęboko w lesie w Puszczy Białowieskiej blisko granicy z Białorusią. Ponieważ niemożliwe było prowadzenie akcji gaśniczej z powietrza, przedrzeć przez puszczę musiało się osiem wozów strażackich, w tym Państwowa Straż Pożarna i Ochotnicza Straż Pożarna.
„Drogi, ich sieć i dobry stan techniczny pozwoliły na sprawną akcję gaśniczą z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu naziemnego” – informuje na Facebooku Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku.
W gaszenie rezerwatu zaangażowani byli również leśnicy, straż graniczna, a nawet wojsko.
Dodatkowo, straż pożarna wróciła na miejsce pożaru w niedzielę, już po zakończeniu akcji gaśniczej, ponieważ utrzymujący się silny wiatr może spowodować ponownie wzniecenie ognia, dlatego strażacy patrolują pogorzelisko i polewają zagrożone miejsca wodą.
Brygadier Piotr Sienkiewicz z Komendy Powiatowej PSP w Hajnówce wskazywał w rozmowie z TVN24, że był to największy pożar w Puszczy od lat.
„Na tle innych kompleksów leśnych w Polsce Puszcza Białowieska należy do obszarów o stosunkowo niskim zagrożeniu pożarowym” – podkreśla Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot w mailu do OKO.press. „Wynika to m.in. z wysokiej wilgotności siedlisk oraz struktury lasu, w której znaczącą rolę odgrywa martwe drewno naturalnie zatrzymujące wodę. W Polsce dochodzi rocznie średnio do około 7,5 tysiąca pożarów lasów, obejmujących łącznie od 1000 do 3600 hektarów. W tym kontekście pożar z 26 kwietnia stanowi niewielki procent rocznej powierzchni objętej pożarami. Jednocześnie Polska znajduje się w europejskiej czołówce pod względem liczby pożarów lasów, a zdecydowana większość z nich ma źródło w działalności człowieka” – piszą eksperci.
Przyczyny pożaru w Puszczy Białowieskiej nie są znane.
Przeczytaj także: