Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Rząd Islandii chce wznowić rozmowy o przyłączeniu wyspy do Unii Europejskiej – ale najpierw zamierza poznać zdanie swoich obywateli. Data referendum już jest. Potrzeba formalnej zgody parlamentu.
„Rząd Islandii podjął decyzję o skierowaniu do Althingi, czyli parlamentu Islandii, wniosku o rezolucję proponującą przeprowadzenie 29 sierpnia 2026 r. referendum w sprawie wznowienia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską” – ogłosił islandzki rząd na oficjalnej stronie internetowej.
To dopiero początek ewentualnej drogi Islandii do stania się krajem członkowskim Unii Europejskiej. Kraj złożył wniosek o członkostwo w 2009, w szczycie globalnego kryzysu finansowego naocznie odczuwanego przez Islandczyków. Wówczas upadły trzy największe banki tego kraju. Po trzech latach negocjacji, zawieszono je. Wówczas w Islandii zmienił się rząd, do władzy doszła m.in. eeurosceptyczna Partia Niepodległości, a eksperci ostrzegali przed potencjalnym rozpadem strefy euro.
Teraz nowe ugrupowanie koalicyjne chce spytać obywateli, czy powinien do negocjacji wrócić. Formalnie bowiem od trzynastu lat są one uśpione. Dopiero wtedy, gdy negocjacje zakończą się sukcesem, Islandia rozpisze kolejne referendum – tym razem pytając, czy są za przystąpieniem kraju do Unii Europejskiej.
Informacja o zamiarze rozpisania referendum pojawiła się już 1 marca, podczas warszawskiego spotkania Kristrun Frostadottir, islandzkiej premier, z Donaldem Tuskiem. Ta ogłosiła wtedy, że Islandia w najbliższych miesiącach przeprowadzi referendum i potencjalnie wróci do negocjacji akcesyjnych z UE. Ta wiadomość oficjalnie została przedstawiona przez wyspiarski rząd 6 marca.
Rząd oficjalnie tłumaczy, że referendum i powrót do rozmów o dołączeniu do UE był jednym z punktów programu koalicji. Zadeklarowano tam, że akcja referendalna zostanie zakończona do 2027 roku. Nieoficjalnie jednak spekuluje się, że decyzja islandzkiego rządu mogła zostać przyspieszona przez Donalda Trumpa i jego rozszczenia względem Grenlandii.
Przeczytaj także:
Jak mówi „Deutsche Welle” islandzki politolog, prof. Eirikur Bergmann, Islandczycy nigdy do tej pory nie debatowali o akcesji do UE w kontekście bezpieczeństwa swojego kraju. „To nowy czynnik i nie widać jeszcze w badaniach wpływu takich wydarzeń, jak dojście Trumpa do władzy, obłożenie Islandii amerykańskimi cłami czy kwestia Grenlandii, na postawy społeczeństwa wobec Unii Europejskiej. To jest jeszcze dla Islandii kwestia niejasna” – podkreśla Bergmann, dyrektor Centrum Studiów Europejskich na uniwersytecie Bifröst.
W sondażu Gallupa z marca ubiegłego roku, na który powołuje się „DW” 44,3 proc. badanych było za wznowieniem rozmów z UE i przystąpieniem do Unii. Przeciw – 35,6 proc. przeciw, a reszta niezdecydowana. Kolejne badanie, wykonane w dniach 21 stycznia – 2 lutego 2026 z pytaniem „czy Islandia powinna przystąpić do UE?”, dało wynik 42 proc. „za”, 42 proc. „przeciw” i 16 proc. niezdecydowanych.
Sama Islandia jest członkiem strefy Schengen oraz Europejskiego Obrotu Gospodarczego, zaimplementowała już część prawnych rozwiązań.
W marcu Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej ma udać się do Arktyki. Unia obiecuje Islandii przynależność do struktury bezpiecznej, stabilnej i przewidywalnej. Na drugim brzegu jest jednak kwestia ... ryb. Rybołóstwo jest bowiem jednym z najważniejszych sektorów gospodarki wyspy, odpowiadającej za 40 procent eskportu. Unijna polityka mówi jednak o równym dostępie do wód całej Unii, a także podporządkowaniu się limitom i zasadom połowowym. To najpewniej najważniesjzy element negocjacji z UE.