Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Lekarz ze Szpitala Południowego informował prezydenta Warszawy o działaniach Dawida Kacprzyka. Tusk skomentował: „Coraz bardziej wydaje się dość oczywiste, że ta afera ma też swoje źródło w konflikcie pomiędzy dwoma lekarzami oraz szpitalem a jednym z tych lekarzy”
Portal Zero.pl opublikował wiadomości byłego ordynatora Szpitala Południowego w Warszawie do Rafała Trzaskowskiego z lipca 2025. Ordynator informował prezydenta Warszawy, że koordynator SOR i działacz partyjny Dawid Kacprzyk wykonuje procedury, do których nie ma uprawnień. A „zarządzanie Szpitalem Południowym wymyka się normom etycznym, zdroworozsądkowym i merytorycznym”.
Trzaskowski na wiadomość odpowiedział.
Tymczasem kilkadziesiąt minut wcześniej podczas konferencji prasowej Trzaskowski zaprzeczył, jakoby wcześniej wiedział o sytuacji w Szpitalu Południowym.
W piątek 19 czerwca 2026 prezydent Warszawy podczas konferencji prasowej odniósł się do ujawnionych przez portal Zero doniesień o działaniu Szpitala Południowego (szybka ścieżka dostępu do procedur medycznych dla polityków) i działalności koordynatora tamtejszego SOR Dawida Kacprzyka (pracując w różnych miejscach zarobił 1,6 mln zł, dowody pokazują, że w godzinach pracy w szpitalach zajmował się działalnością polityczną, np. udzielaniem wywiadów w telewizji).
Głowny przekaz konferencji Trzaskowskiego można streścić jego słowami: „Moja reakcja była szybka i konkretna”. Prezydent zapowiedział, że z rad nadzorczych szpitali znikną politycy. Przypomniał, że na jego żadanie zwolniony został zarząd szpitala, rozwiązał też radę nadzorczą.
Zapewnił też: „Wczoraj przez kilkanaście godzin sprawdzaliśmy, czy było jakieś zgłoszenie dotyczące Kacprzyka i Szpitala Południowego. Takiego pisma nie znaleźliśmy. Przypominam, była też kontrola wojewody w marcu, nie wskazała nieprawidłowości ”.
Dziennikarz Kanału Zero, Dawid Chęć, dopytywał Trzaskowskiego: „Chciałem jeszcze raz zapytać, czy na pewno, no może nie ścieżką formalną, ale nigdy nie słyszał pan o żadnych nieprawidłowościach, może prywatnie, może w kuluarach w Szpitalu Południowym?”
Odpowiedź Trzaskowskiego brzmiała: „Tak jak powiedziałem, do mnie nie dochodziły informacje o nieprawidłowościach na SOR-ze w Szpitalu Południowym, natomiast do tego są, tak jak mówiłem, odpowiednie procedury. Dlatego, że tylko wtedy możemy mieć absolutną pewność, czy te procedury zostały zachowane, czy wpłynęły do nas jakiekolwiek zawiadomienia. Tak jak mówię, myśmy sprawdzali wczoraj do późnych godzin nocnych, czy takie zawiadomienie gdziekolwiek się pojawiło.
Ja nie słyszałem o tego typu doniesieniach. Koncentruję się oczywiście na tych ścieżkach formalnych.
I też jeszcze raz apel do tych wszystkich z Państwa, jeżeli są jakieś doniesienia, jeżeli są podejrzenia, że w ogóle prawo zostało ruszone, to wtedy oczywiście zgłoszenie do prokuratury”.
Pytanie dziennikarza Kanału Zero i odpowiedź Trzaskowskiego padły ok. godziny 13. O 13:47 portal Zero.pl opublikował tekst Patryka Słowika dowodzący, że prezydent Warszawy otrzymał informacje przynajmniej o części nieprawidłowości w szpitalu.
Ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym w czerwcu 2025 informował o zastrzeżeniach wobec pracy Dawida Kacprzyka dyrektorkę szpitala Annę Łukasik i jednego z członków rady nadzorczej.
19 lipca 2025 napisał do prezydenta Warszawy na prywatnym komunikatorze:
„Najbardziej niepokojąca sytuacja dotyczy lekarza Dawida Kacprzyka, który będąc zaledwie na pierwszym roku specjalizacji, został dopuszczony – de facto – do zarządzania Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym”.
Odrynator pisał, że Kacprzyk „wykonuje procedury, do których nie ma uprawnień, często bez nadzoru osób z odpowiednią specjalizacją. Wznieca konflikty, insynuuje, prowokuje pacjentów do składania skarg, za które sam w istocie odpowiada”.
Zaznaczył też, że spodziewa się zwolnienia z pracy, co stało się dwa miesiące później. W tamtym czasie również Kacprzyk „skarżył się na ordynatora władzom szpitala oraz niektórym miejskim urzędnikom” – wynika z informacji Zero.pl. Między lekarzami dochodziło do kłótni. Ordynator został zwolniony za zaległości w przekazywaniu dokumentacji Narodowemu Funduszowi Zdrowia, powodem był też skargi pacjentów na to, że oddział chirurgii nie wyznaczał niezwłocznie terminów zabiegu oraz zgubienie depozytu jednego z pacjentów.
Prezydent Warszawy zareagował na wiadomość od lekarza. Usprawiedliwił się licznymi obowiązkami i poprosił o informacje na piśmie. Jak pisze portal Zero, taką informację otrzymał. Nie jest jasne, czy ordynator ją wysłał, czy faktycznie trafiła przed oczy Trzaskowskiego.
Gdy portal Zero opublikował wiadomości ordynatora ze Szpitala Południowego, Trzaskowski napisał na platformie X:
„Codziennie dostaję setki wiadomości. Z przeróżnych źródeł. Nie z każdą wiadomością jestem w stanie się zapoznać. A prywatna wiadomość nie jest kanałem zgłaszania nieprawidłowości w miejskiej instytucji. Jeżeli ktoś ma wiedzę o możliwym naruszeniu prawa albo poważnych nieprawidłowościach, powinien skorzystać z formalnych ścieżek: pisemnego zawiadomienia właściwych organów, w tym prokuratury, albo procedury zgłoszeń dla sygnalistów. Wtedy sprawa jest rejestrowana, trafia do właściwej instytucji, ma osobę odpowiedzialną i termin dalszych działań.
Z mojej wiedzy wynika, że szpital jest w poważnym sporze prawnym z byłym ordynatorem”.
„Coraz bardziej wydaje się dość oczywiste, że ta afera ma też swoje źródło w konflikcie pomiędzy dwoma lekarzami oraz szpitalem a jednym z tych lekarzy, który dzisiaj informował o swojej opinii w tej kwestii. Nie będę rozstrzygał, który z nich bardziej zawinił, jeśli chodzi o sytuację wewnątrz szpitala. Ten młodszy, o którym tak głośno, tak czy inaczej odpowiedzialności nie uniknął” – powiedział w piątek popołudniu dziennikarzom premier Donald Tusk.
Zapowiedział też, że prokurator generalny Waldemar Żurek będzie osobiście nadzorował śledztwo w sprawie szpitala.
W kampanii prezydenckiej 2025, podczas jednej z debat Trzaskowski chwalił się: „Zarządzam szpitalami w Warszawie (…). Wybudowałem Szpital Południowy”. W toczącej się aferze wokół szpitala te słowa stały się jednym z „dowodów winy” Trzaskowskiego.
Przeczytaj także:
Sytuacja w Libanie ma kluczowe znaczenie dla rozmów między USA i Iranem. A napięcia na linii Izrael-USA są coraz głębsze
Powołując się na anonimowego amerykańskiego urzędnika Reuters podaje, że Izrael i Hezbollah zgodziły się na zawieszenie broni. Ogłoszenie nastąpiło po kolejnej eskalacji w wojnie Izraela z Hezbollahem. W izraelskich nalotach z Libanie zginęło 18 osób, w atakach Hezbollahu zginęło z kolei czterech izraelskich żołnierzy.
To sprowokowało ostre reakcje po stronie izraelskiej i ryzyko dalszej, ostrej eskalacji.
W piątek rano izraelski minister bezpieczeństwa wewnętrznego Itamar Ben Gwir napisał w mediach społecznościowych, że w odpowiedzi na śmierć czwórki żołnierzy zapłonąć powinien cały Liban. Napisał też wprost, że za śmierć jednego żołnierza, Liban powinien zapłacić śmiercią tysiąca osób. Sugerował też, że Amerykanie nie powinni wtrącać się w sprawy Izraela. Ben Gwir nie zareagował jeszcze na informację o zawieszeniu broni.
Hezbollah pierwszy potwierdził, że zastosował się do porozumienia i zaprzestał ataków na Izrael. Chwilę później to samo przekazali Izraelczycy. Izrael jednocześnie nie ma zamiaru wycofać się z tej części południowego Libanu, jaką obecnie okupuje.
Sytuacja między Izraelem a Hezbollahem w Libanie jest jedną z kluczowych zmiennych w dalszych rozmowach pokojowych pomiędzy Iranem i USA. Początkowo mówiło się, że dziś w Szwajcarii odbędzie się pierwsza runda rozmów między przedstawicielami Iranu i USA po podpisaniu wstępnego porozumienia. Rozmowy zostały jednak odwołane. I chociaż żadna ze stron nie podała oficjalnego powodu, dosyć jasne jest, że sprawa rozbiła się o sytuację w Libanie.
W porozumieniu jasno napisane jest, że obie strony zgadzają się na zatrzymanie walk na wszystkich frontach, w tym w Libanie. Iran uznaje Izrael za narzędzie polityki USA, Amerykanie i Izraelczycy patrzą na Hezbollah jako na narzędzie Iranu. Jeśli walki na tym froncie będą trwały, rozmowy między USA i Iranem najpewniej się nie odbędą. Według porozumienia, strony mają 60 dni na dalsze ustalenia, m.in. w temacie irańskiego programu atomowego i zniesieniu sankcji na Iran.
Na razie nie wiadomo wiele na temat tego, jak udało się kolejny raz doprowadzić do powstrzymania walk w Libanie. Ale niemal na pewno politycy izraelscy są wściekli. I nie będzie łatwo powstrzymać ich przed powrotem do walk. Szczególnie, że w ostatnich dniach mamy bardzo dużo przykładów napięcia pomiędzy Amerykanami i Izraelczykami. Wstępna umowa Iranu z USA została w Izraelu odebrana jako kapitulacja i była ostro krytykowana. W odpowiedzi wiceprezydent USA J.D. Vance powiedział, że Donald Trump jest dziś jedynym światowym przywódcą, który sympatyzuje z Izraelem. „Gdybym był w izraelskim rządzie, raczej nie atakowałbym jedynego potężnego sojusznika, jaki mi pozostał” – powiedział Vance dziennikarzom.
Izrael zraził do siebie wiele krajów i rządów na świecie przez zbrodnie popełniane w Strefie Gazy po 7 października 2023 roku. Izraelczycy nie schodzą jednak ze ścieżki bardzo agresywnej polityki zagranicznej wobec sąsiadów. To nie tylko Strefa Gazy, ale także Liban i południowa Syria. Jesienią Izrael czekają wybory parlamentarne. Ale nawet w wypadku zmiany władzy, na dziś wątpliwa jest znacząca korekta polityki zagranicznej. To zwiastuje bardzo trudne rozmowy Iranu z USA – bardzo możliwe bowiem, że Izrael i Hezbollah szybko wrócą do wymiany ognia. A to może mieć wpływ na cały region.
Przeczytaj także:
Elwira Nabiullina pojawiła się na konferencji prasowej w Moskwie po dwutygodniowej nieobecności. Zatem Putin nie zdecydował się na zmianę polityki gospodarczej. Wszystko, łącznie z wysokimi stopami procentowymi, pozostanie po staremu. Tylko pieniądze się kończą
Na konferencji banku centralnego Rosji pojawiła się 19 czerwca jej szefowa Elwira Nabiullina. Nie pokazywała się od dwóch tygodni, nawet na ważnych wydarzeniach, w tym na spotkaniu gospodarczym u Putina. Ten w tym czasie prowadził publiczne rozważania o potrzebie obniżenia stóp procentowych w Rosji.
Nabiullina, wyjaśniwszy swą nieobecność przeziębieniem, powiedziała jednak, że obniżek stóp nie przewiduje. „Wzrost cen spowolnił ostatnio, ale z powodu czynników jednorazowych”, natomiast „obecnie ryzyko inflacji jeszcze bardziej wzrosło i jeśli prognoza dotycząca ścieżki stóp procentowych ulegnie zmianie, to będą one rosły, a nie spadały”. „Praktycznie wszyscy zauważyli, że przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych się skurczyła” – podkreśliła.
Nabiullina zaleciła też obniżenie szacunków na cenę ropy naftowej w budżecie Rosji, co pozwoli urealnić dochody budżetowe. Wyższe ceny ropy, w następstwie wojny z Iranem, przyniosły Rosji, chwilową ulgę. Jednak wraz ze złagodzeniem napięć na Bliskim Wschodzie, cena rosyjskiej ropy spadła już o około jedną trzecią w stosunku do szczytowych poziomów. Korzyści płynące z cen ropy zostały zniwelowane przez silnego rubla i ukraińskie ataki na rafinerie i inną infrastrukturę energetyczną.
Szefowa banku dodała, że nie widzi „żadnego ryzyka ochłodzenia gospodarki”. Do recesji w Rosji jeszcze nie doszło. Bank centralny szacuje, że pierwszej połowie 2026 roku PKB jednak w Rosji jednak wzrośnie – o 0,5%, bo już za pierwszy kwartał, po spadkach na początku roku, odnotowano wzrost 0,3 proc.
Elwira Nabiullina uchodzi za ekspertkę, która zapewniła Rosji przetrwanie w momencie, gdy uderzyły w nią zachodnie sankcje. Pilnuje stabilności gospodarki w państwie, która krocie wydaje na wojnę, na płace dla żołnierzy, odprawy pośmiertne oraz pracowników sektora wojskowego. Według Ministerstwa Finansów Rosji, od stycznia do maja wydatki federalnego budżetu wzrosły o 17 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, Odzwierciedla to rosnącą siłę ssącą machiny wojennej.
Jak pisze „Financial Times”,
uwaga, jaką przyciągnęła kilkunastodniowa nieobecność Nabiulliny, pokazuje jej rolę w zarządzaniu gospodarką wojenną Rosji.
Żeby powstrzymać inflację, bank centralny utrzymuje wysokie stopy procentowe (obecnie, po dzisiejszej, mniejszej niż oczekiwał rynek obniżce – to 14 proc.). Taka polityka ma jednak w Rosji wielu przeciwników – dla biznesu koszty kredytu stają się nie do wytrzymania. Na wojnę nie ma pieniędzy.
Niewątpliwie w kremlowskich kręgach władzy doszło do jakiejś rozgrywki. Że coś jest na rzeczy, wynika ze słów samej Nabiulliny, która opisała to w kategoriach meczu piłkarskiego: „Bank centralny czuje się jak bramkarz w obronie przed inflacją, a od jego działań zależą wyniki wielu meczów”.
Prezeska banku krytykom wysokich stóp procentowych tłumaczy, że nie decydują one o wzroście gospodarczym. „Aby gospodarka rozwijała się w zrównoważony i szybki sposób, potrzebujemy mechanizmów i instytucji, które będą stymulować rozwój zdolności produkcyjnych i wzrost wydajności pracy. To zależy przede wszystkim od efektywnego wykorzystania czynników produkcji”.
Skąd by się to miało w Rosji znaleźć, nie wiadomo.
Rosja – jak mówi cytowany przez „The New York Times” anonimowy doradca rządowy – stoi na gospodarczym rozdrożu, jednak „Putin żywi pewnego rodzaju złudzenie, że wszystko, co robi, jest zawsze słuszne”.
Będzie trudniej nękać dziennikarzy, aktywistów i zaangażowanych obywateli. „Wokół ustawy na moment pękła logika wojny plemiennej”
Karol Nawrocki podpisał 19 czerwca 2026 ustawę „o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej”. Regulacje kryjące się pod tą nazwą określane są w skrócie jako „ustawa anty-SLAPP”.
Ustawa utrudni działania zmierzające „wyłącznie lub głównie do stłumienia, ograniczenia, zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej”.
O podpis pod ustawą apelowało bezprecedensowo szerokie grono organizacji: od Fundacji Batorego po związane z PiS Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. We wcześniejszych pracach uczestniczyła też „Gazeta Polska” obok np. Atlasu Nienawiści. Apel o podpis prezydenta, a wcześniej o poprawki podpisała też nasza redakcja, OKO.press.
Może się wydawać, że to ustawa dotycząca środowiska dziennikarskiego, ale w rzeczywistości jest ona ważnym instrumentem, który będzie chronić obywateli walczących z nieprawidłowościami czy korupcją.
Przypomnijmy, co to są SLAPP-y. „Chodzi o strategiczne wykorzystanie procesu sądowego po to, by zniechęcić do zabierania głosu. Taki pozew nie musi być wygrany, żeby spełnić swoją funkcję” – pisała w OKO.press prawnicza dr Dominika Bychawska-Siniarska.
Najbardziej głośne są przypadki, gdy potężne instytucje (korporacje, politycy) pozywają znanych dziennikarzy, w tym dziennikarzy śledczych.
Jednak problem szczególnie dotyka tych poza zainteresowaniem głównych mediów: dziennikarzy lokalnych, aktywistów, a nawet grup obywateli.
„SLAPP często zaczyna się lokalnie: tam, gdzie mieszkańcy pytają o spalarnię, plan zagospodarowania, wydatkowanie środków publicznych, działania burmistrza, inwestora albo spółki komunalnej” – pisze Bychawska-Siniarska.
Podpisana przez prezydenta ustawa wprowadza kilka istotnych zmian do polskiego prawa:
O tym, jak SLAPP-y stały się narzędziem w rękach różnych uprzywilejowanych grup i osób, piszemy w OKO.press konsekwentnie i od dawna.
Przeczytaj także:
Sejm przyjął projekt ustawy o powiązaniu informacji o wynagrodzeniach lekarzy z numerem PESEL. Przeciwko nie był nikt. Ale aż 177 posłów się wstrzymało od głosu
19 czerwca 2026 Sejm przegłosował ustawę, która pozwoli Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji gromadzić dane o wynagrodzeniach medyków powiązane z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu.
Rządową ustawę poparło 253 posłanek i posłów ze wszystkich klubów parlamentarnych. W tym dwóch posłów PiS: Bartosz Kownacki i Bartłomiej Wróblewski.
Żadna z obecnych na sali osób nie podniosła ręki przeciwko ustawie. Jednak byli tacy, którzy wstrzymali się od głosu.
Ręki za ustawą nie podniósł niemal cały klub PiS, wstrzymało się 173 posłów i posłanek partii Jarosława Kaczyńskiego. Od głosu wstrzymali się też: Witold Tumanowicz z Konfederacji, Paweł Kukiz, Marek Jakubiak i Marcin Józefaciuk.
Ustawa idzie przez Sejm w trybie ekspresowym. Prace przyspieszyły po tym, jak portal Zero.pl ujawnił, że Dawida Kacprzyka, radny KO, jako lekarz w trakcie specjalizacji i koordynator SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie zarobił 1,6 mln złotych. W tym samym szpitalu funkcjonował „salonik VIP”, a politycy mogli skorzystać z szybkiej ścieżki dostępu do świadczeń medycznych.
Ustawą już w przyszłym tygodniu ma się zająć Senat. Gdy zostanie przyjęta (z nie ma wątpliwości, że tak będzie), trafi na biurko prezydenta.
Deklaracji prezydenta jeszcze nie ma. Wypowiedział się za to szef prezydenckiej kancelarii. Zbigniew Bogucki zabrał głos w Sejmie przed głosowaniem nad ustawą.
„Wynaturzenia i patologie w słuzbie zdrowia mają znaczek Platformy Obywatelskiej, Koalicji Obywatelskiej i nie można przed tym uciekać” – w ten sposób Bogucki odniósł się do słów Donalda Tuska, który mówił w reakcji na doniesienia o zarobkach Kacprzyka i praktykach Szpitala Południowego mówił:
„Tutaj nie powinno być sporów partyjnych, bo te wynaturzenia nie mają koloru jednej partii. Wiecie o tym dobrze. Te wynaturzenia nie mają tylko politycznego znaczka. Te wynaturzenia są dość powszechne”.
Tusk stwierdził też: „Słyszę argumenty, że nie różnimy się od PiS. [...] Gdyby rządził PiS, to ten młody lekarz ze Szpitala Południowego by został pewnie wiceministrem. Jak się rozhulała sprawa respiratorów, to Janusz Cieszyński z podsekretarza stanu, został sekretarzem, a potem ministrem“.
W odpowiedzi na te słowa Bogucki mówił w Sejmie: „Szpital Południowy jest zarządzany przez kogo? Przez prezydenta z Platformy Obywatelskiej, Rafała Trzaskowskiego. On ma konkretny znaczek i jest z konkretnej partii politycznej”.
Wewał premiera, by ten przeprosił Polaków: „Panie Premierze, powinien pan wyjść tutaj, w Wysokim Sejmie, i przeprosić Polaków, tych pacjentów, którzy nie mogą dostać się do lekarza, którzy czekają w kolejkach, których państwa nieudolne rządy odsyłały, odsyłały z zabiegów planowych ratujących życie i zdrowie w zeszłym roku”.
Ujawnienie zarobków lekarza-milionera należącego do Koalicji Obywatelskiej, a także informacje o uprzywilejowanym traktowaniu polityków warszawskim szpitalu stworzyło najpoważniejszy kryzys dla koalicji rządzącej od początku kadencji.
Sprawa ma wiele warstw. Pierwsza to wieloletnie zaniedbania w systemie opieki zdrowotnej i reformy wprowadzane ad hoc. Doprowadziło to do stworzenia niesprawiedliwego i skutkującego patologiami systemu wynagradzania lekarzy.
Przeczytaj także:
Połączona z pierwszą warstwa druga to nierówności w dostępie do publicznej ochrony zdrowia: terytorialne, klasowe. Skutkuje to jednocześnie rozrostem sektora prywatnego i rosnącym poczuciem niesprawiedliwości.
Warstwa trzecia to panujące wśród polityków przekonanie, że ludzie na dostęp do ochrony zdrowia narzekają, ale jeszcze nikt z tego powodu władzy nie stracił.
Warstwa czwarta: układ koalicyjny i włączenie „trybu przetrwania” przez rządzącą koalicję. Choć rząd Tuska ma stabilną sejmową większość, daleki od stabilności jest układ koalicyjny. Konieczność równoważenia tworzących rząd partii powoduje, że sensowne i prospołeczne rozwiązania padają ofiarą partyjnych interesów, a interesy wąskich grup stanowiących zaplecze konkretnych partii przeważają nad interesem całego społeczeństwa. Tak było w sprawie ciągnącej się miesiącami debaty o obniżeniu składki zdrowotnej, co na razie zablokowało próby zrównoważenia obciążeń różnych grup.
Warstwa czwarta to słabość komunikacyjna rządu. W sytuacji kryzysu jedyną osobą, która na ten kryzys może wiarygodnie odpowiedzieć jest premier.
Wreszcie warstwa piąta to układ sił w Koalicji Obywatelskiej. Afera szpitalna nakłada się na trwający od lat konflikt dwóch czołowych polityków KO: Marcina Kierwińskiego i Rafała Trzaskowskiego. Będący szefem warszawskich struktur partii Tuska Kierwiński wiele razy pokazywał prezydentowi Warszawy, kto naprawdę rządzi stolicą. Np. w przypadku ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu, gdy to radni KO zablokowali pomysły Trzaskowskiego. Teraz radni KO wezwali Trzaskowskiego do przedstawienia informacji na temat sytuacji w warszawskich szpitalach.
Kierwiński miał się szykować do przejęcia fotela prezydenta po Trzaskowskim. Dziś jednak słychać raczej, że miałby się pożegnać z pierwszoplanową rolą w KO.
Jak donosi Interia: „Kierwiński zapewne już wie albo przynajmniej przeczuwa, że Tusk skłania się ku „opcji atomowej”, czyli wymianie szefa struktur w stolicy, a być może nawet rozwiązaniu samych struktur tak, jak miało to niedawno miejsce w Krakowie. Stąd próba uderzenia wyprzedzającego, wymierzonego w Trzaskowskiego”.
Przeczytaj także: