Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Partia Jabłoko, jedyna w Rosji, która w programie ma zakończenie wojny w Ukrainie, została skreślona z list partii dopuszczonych do wrześniowych wyborów do Dumy. Zrobił to putinowski „sąd najwyższy”.
Sąd Najwyższy Rosji uwzględnił pozew o dyskwalifikację partii Jabłoko z wyborów do Dumy Państwowej. Pozew złożyła w zeszły piątek proputinowska partia Rodina. Oskarżyła Jabłoko o szereg naruszeń, w tym
Jak relacjonuje niezależna „Meduza”, pełnomocnik Rodiny wyjaśnił w sądzie logikę tego oskarżenia w następujący sposób: „Część terytoriów Rosji jest okupowana przez reżim neonazistowski. Wezwania do natychmiastowego zawieszenia broni stanowią wezwania do wstrzymania wyzwolenia okupowanych terytoriów lub do zaniechania tego wyzwolenia”.
Sprzeciw Jabłoka wobec represji wobec społeczności LGBTQ również został uznany za poparcie dla ekstremizmu.
Pozew rozpatrywał i uznał za zasadny sędzia Wiaczesław Kiriłłow, który wiosną uznał stowarzyszenie Memoriał za „ekstremistyczne” – podaje „Meduza”. Sędzia nie odczytał uzasadnienia — dodaje „The Moscow Times”.
Lider Jabłoka, Nikołaj Rybakow, odrzucił zarzuty Rodiny i zapowiedział, że będzie walczył o przywrócenie wpisu partii w rejestrze wyborczym. „Ponieważ widać wyraźnie, jak wielu ludzi opowiada się za pokojem, za tym, żeby ludzie przestali umierać” – powiedział po rozprawie.
Młodym ludziom zgromadzonym pod sądem funkcjonariusze służb bezpieczeństwa kazali się rozejść i dali im na to trzy minuty.
Dopuszczenie Jabłoka do wyborów do dumy, które mają się odbyć 18, 19 i 20 września, Kreml musiał uznać za błąd. Jedyną partię, która sprzeciwia się wojnie, Centralna Komisja Wyborcza zarejestrowała 29 lipca.
Wybory wygra oczywiście putinowska partia „Jedyna Rosja”, ale najwyraźniej zwykłe fałszerstwo przy liczeniu głosów i nasilająca się propaganda nie dają władzy pewności, że wszystko odbędzie się „zgodnie z planem”.
Rosjanie zaczęli w końcu doświadczać skutków wojny, którą w 2022 r. wywołał Putin. Wyborców propaganda pociesza w kółko obietnicami zemsty i obrazami płonącej Ukrainy, którą Putin ma ostrzeliwać rakietami balistycznymi „bardziej”, niż Ukraina szkodzi Rosji. Niemniej w Rosji rośnie liczba cywilnych ofiar wojny.
Według niezależnego Centrum Lewady po raz pierwszy od pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę ponad połowa Rosjan nie uważa operacji Putina za udaną.
Gwałtowne zaburzenia w stanie świadomości społecznej rejestrują też oficjalne sondażownie. Poparcie i zaufanie do Putina spada i wynosi obecnie około 65-70 proc. (a sięgało 80 proc.). Co prawda o chęci głosowania w wyborach melduje rządowym ankieterom 70 proc. pytanych, ale jednocześnie tylko 64 proc. z nich odpowiada „tak” na pytanie, czy wie, że w Rosji będą wybory. Partia Putina notuje na razie „jedynie” 35-proc. poparcie, ale propaganda nie ustaje w przekonywaniu poddanych Putina, że poparcie to nieustannie rośnie. By utrudnić jakiekolwiek protesty, władza promuje też głosowanie zdalne — wtedy wyborca nie może w żaden sposób rozwiać obaw, że wszyscy są za Putinem, więc nie ma co głosować na coś mniej putinowskiego.
Przeczytaj także:
Na zdjęciu: moskiewskie metro oplakatowane zapowiedziami wyborów, 4 sierpnia 2026. Fot. AP
Wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zapowiedziała zmiany w alertach Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Teraz Polacy będą dostawać sms-y zawsze, gdy wojsko poderwie myśliwce w związku z zagrożeniem w Ukrainie.
Zmiany w alertach RCB to efekt incydentu z końca lipca, gdy nad południowo-wschodnią Polską przeleciała rosyjska rakieta. Zboczyła z kursu podczas ataku na zachodnią Ukrainę i wleciała w polską przestrzeń powietrzną. Dyżurny myśliwiec F-16 dokonywał procedury identyfikacji rakiety, gdy ta w okolicy miejscowości Tarnawa-Kolonia rozbiła się o ziemię.
Mieszkańcy okolicznych powiatów zostali zaalarmowani o zagrożeniu za pomocą syren, ale nie dostali żadnego innego komunikatu. Nie wiedzieli więc, czego mają się obawiać ani co robić.
Zaraz po zdarzeniu krytykowano przede wszystkim to, że nie wykorzystano systemu alertów RCB, rozsyłanych sms-ami. Premier Donald Tusk zapowiedział wówczas zmiany w systemie tak, by nawet kiedy zagrożenie minie, mieszkańcy dostawali informację z wyjaśnieniem zdarzenia.
W tej chwili trwają pracę nad tymi zmianami.
„Rządowe Centrum Bezpieczeństwa oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wyciągają wnioski z tej lekcji” – zapewniła 10 sierpnia w Wirtualnej Polsce wiceministra obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. – „Teraz będą informacje wysyłane SMS-em o sytuacji niebezpiecznej jeszcze na terenie Ukrainy.”
Oczywiście nie o każdym alarmie w Ukrainie Polacy będą informowani. Chodzi tylko o te sytuacje, o których już teraz uprzedza na platformach społecznościowych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ). Za każdym razem, gdy ataki Rosji na Ukrainę mogą zagrozić polskiej przestrzeni powietrznej, podrywane są dyżurne polskie myśliwce F-16, by zabezpieczać granice kraju. DORSZ informuje o tym na swoich kontach w internecie. Teraz takie komunikaty mają być także rozsyłane przez system RCB.
„O szczegółach, jak to będzie działało, zostawiam w kompetencjach ministra spraw wewnętrznych i administracji – zaznaczyła Sobkowiak-Czarnecka. – Strona wojskowa, która – jeszcze raz powiem – zadziałała w tym przypadku bez uwag, współuczestniczy też w tej poprawie jakości systemu ze strony MSWiA.”
Polacy nie są zadowoleni z dotychczasowego sposobu działania alertów RCB. Wskazują na to wyniki sondażu, przeprowadzonego przez SW Research dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Pozytywnie system ocenia niewiele ponad 20 procent badanych. Między 42 a 46 proc. ankietowanych (wynik zależny od grupy wiekowej) uważa, że działa on przeciętnie, a ok. 25 procent ocenia go negatywnie.
Badani zarzucają alertom przede wszystkim nieterminowość, zbyt dużą liczbę mało istotnych powiadomień oraz brak jasnych instrukcji w rozsyłanych komunikatach. Drugą sondę przeprowadzono wśród samorządowców. Tutaj badani zwracali uwagę na konieczność oddzielania alertów o pogodzie (np. burzach) od komunikatów dotyczących poważniejszych zagrożeń. Te ostatnie powinny zawierać jasne informacje, czy zagrożeniem jest rakieta, dron czy zupełnie inne zdarzenie.
Samorządowcy podkreślali również, że potrzebne jest przekazanie mieszkańcom konkretnych zaleceń, co mają robić w takiej sytuacji. Nieprecyzyjne sugestie, pojawiające się dziś w sms-ach RCB, zmniejszają skuteczność alertów.
Przeczytaj także:
W nocy 10 sierpnia drony zaatakowały rafinerię ropy naftowej w Niżnekamsku w Republice Tatarstanu – około 1200-1300 km od granicy Rosji z Ukrainą.
Władze Tatarstanu poinformowały, że w nocy Niżnekamsk został zaatakowany przez ukraińskie drony. Według burmistrza miasta Radmira Beliajewa atakom padły obiekty przemysłowe i cywilne. W wyniku ataku w Niżnekamsku miało zginąć 13 osób, w tym jedno dziecko, a kolejne 39 zostało rannych.
Rano mieszkańcy Niżnekamska publikowali w sieci nagrania przedstawiające skutki uderzenia, na których widać wyraźny słup dymu unoszący się nad terenem zakładu petrochemicznego „Niżnekamskneftechim”. Według analizy materiałów ekspertów portalu Militarnyj ukraińskie drony uderzyły w pobliżu magazynu i elektrociepłowni. Tatarstańska rafineria znajduje się około 1200-1300 km od granicy państwowej Ukrainy. A jeśli wziąć pod uwagę, że ukraińskie bezzałogowce zostały wystrzelone z głębi terytorium Ukrainy, to musiały pokonać jeszcze większą odległość.
W Niżnekamsku, w Republice Tatarstanu znajduje się jeden z największych i najnowocześniejszych kompleksów petrochemicznych i rafineryjnych w Rosji, w którym działają dwa główne przedsiębiorstwa — „TANECO” (należące do „Tatneft”) i „TAIF-NK” (w czerwcu i lipcu te zakłady również były atakowane), a także zakłady spółki „SIBUR” – m.in. „Niżnekamskneftechim”. Ten kompleks przemysłowy stanowi kluczowy element infrastruktury paliwowo-energetycznej Rosji.
Zaatakowane dziś przedsiębiorstwo „Niżnekamskneftechim” – to jeden z największych zakładów petrochemicznych w Rosji i Europie Wschodniej, wchodzący w skład holdingu „SIBUR”. Zakład ten jest jednym ze światowych liderów w produkcji kauczuku izoprenowego. Ponadto zakład produkuje etylen, propylen i benzen, a także syntetyczne smary i glikol propylenowy.
Jak zaznacza Militarnyj, produkty należącej do grupy holdingowej „SIBUR” oraz bezpośrednio przedsiębiorstwa „Niżnekamskneftechim”, w szczególności tworzywa sztuczne, kauczuki, propan-butan i rozpuszczalniki, są wykorzystywane przez przedsiębiorstwa sektora obronnego Federacji Rosyjskiej. Dostawy realizowane są między innymi do kombinatu w Kamieńsku oraz fabryki prochu w Permie, które produkują stałe paliwo rakietowe, silniki i ładunki do rosyjskich pocisków manewrujących.
Według Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej w ciągu ostatniej nocy siły obrony przeciwlotniczej przechwyciły i zniszczyły 456 ukraińskich dronów nad 16 regionami, a także nad okupowanym Krymem. W szczególności drony zauważono nad Tatarstanem oraz w obwodach moskiewskim, belgorodzkim, woroneżskim, rostowskim i kałuskim.
Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy potwierdził, że w nocy 10 sierpnia „w ramach działań mających na celu osłabienie potencjału militarnego rosyjskiego agresora, oddziały Sił Obronnych Ukrainy przeprowadziły atak na rafinerię TANEKO (Niżnekamsk, Republika Tatarstanu, FR)”. Na terenie obiektu odnotowano pożar.
Wadym Skibicki, zastępca szefa ukraińskiego wywiadu HUR w wywiadzie dla „RBC-Ukraina” powiedział, że realizacja miesięcznego planu dotyczącego najbardziej wykorzystywanych rakiet w rosyjskim kompleksie wojskowo-przemysłowym przekracza założenia i wynosi obecnie 110–120%.
Plan produkcji pocisku skrzydłowego Ch-101 w lipcu został zrealizowany w 140% (87 sztuk), pocisków „Kalibr” – w 111% (29 sztuk), a Ch-35 – w 200%.
Jeśli chodzi o rakiety balistyczne „Iskander”, to Rosja posiada na uzbrojeniu około 130 pocisków do tych systemów, a planowana miesięczna produkcja wynosi 60 sztuk, w lipcu wyprodukowano 65.
Według Skibickiego już od kwietnia Rosjanie zaprzestali produkcji pocisków dla kompleksu „Kindżal” oraz pocisków manewrujących Ch-32. Paliwo rakietowe i komponenty z tych pocisków są wykorzystywane do produkcji innych modeli, które w Rosji uważa się za bardziej skuteczne (m.in. dzięki temu Rosjanie zwiększyli produkcję rakiet balistycznych).
Ukraińska obrona przeciwlotnicza zmaga się z brakiem rakiet przechwytujących do systemów Patriot, które niezbędne są do zestrzeliwania rakiet balistycznych. Rosja stara się maksymalnie wykorzystać tę sytuację.
Dziś rosyjska armia również atakowa Ukrainę. Rosjanie przeprowadzili intensywny ostrzał artyleryjski dzielnicy wsi Buhaiwka w obwodzie charkowskim, w wyniku czego odnotowano pięć ofiar śmiertelnych. W innych obwodach też odnotowano zniszczenia. W Sumach wojska Federacji Rosyjskiej zadały pięć uderzeń kierowanymi bombami lotniczymi w infrastrukturę cywilną miasta. W wyniku ataku co najmniej 14 osób zostało rannych.
Przeczytaj także:
Dziennikarze „Guardiana” informują, że chińskie władze obniżyły alert przed Tajfunem Delfin z czerwonego (najwyższego) do poziomu burzy tropikalnej. Choć w Chinach przywrócono pierwsze połączenia lotnicze i uruchomiono metro, sytuacja nadal jest poważna. Ulewne deszcze zapowiadane są do środy, ryzyko powodzi oraz osuwisk wciąż jest realne.
To byly najwyższe 24-godzinne opady deszczu w Szanghaju od ponad 150 lat. Tajfun Delfin uderzył we wschodnią część Chin (a konkretnie w miasto Yuhuan w prowincji Zhejiang) w niedzielę. Meteorolodzy, na których powołuje się BBC, wyliczają, że jego prędkość osiągnęla nawet 150 km/h. Potem uderzył w Wenzhou, położone prawie 90 kilometrów dalej.
Władze zdecydowały o natychmiastowej ewakuacji 900 tys. osób w prowincji Zhejiang, 98,9 tys. w prowincji Fujian oraz 215,6 tys. w Szanghaju. Jeszcze przed uderzeniem Delfina zdecydowało o odwołaniu ok. półtora tysiąca lotów. Zawieszono kursowanie pociągów, rejsów wycieczkowych i metra, zamknięto Disneyland i Legoland.
Choć tajfun w poniedziałkowy poranek osłabł, co pozwoliło obniżyć alert z najwyższego, czerwonego, do poziomu burzy tropikalnej oraz otworzyć międzynarodowe lotnisko Nigbo w Zhejiang czy metro w Hajzhou, prognozy przewidują, że w ciągu kilku następnych dni w niektórych miejscach spadnie 200-400 mm deszczu. To oznacza ryzyko podtopień i powodzi oraz osunięć ziemi. „Guardian” zapowiada, że w poniedziałek, 10 sierpnia, ulewne deszcze są zapowiadane w prowincjach Szantung, Henan, Hubei, Anhui, Jiangsu, Zhejiang i w Szanghaju.
Ze wschodu Chin tajfun ma się przesuwać dalej na zachód, a następnie powoli tracić impet – powiedział Wang Haiping z Państwowego Centrum Meteorologicznego, cytowany przez Polską Agencję Prasową.
Tajfun Delfin uderzył wcześniej w prefekturę Okinawa na południu Japonii. BBC podaje, że na wskutek aktywności tajfunu trzy osoby zmarły, sześć jest rannych. Nawet 50 tysięcy budynków pozbawiono prądu.
Jak pisze „Guardian", mieszkańcy Hongkongu mają do czynienia z rekordowymi temperaturami (zanotowano najwyższą temperaturę w historii – 36,9°C). Tajwan z kolei zawiesił połączenia promowe i odwołał ponad 180 lotów.
Delfin nie dotarł bezpośrednio na Filipiny, ale nasilił tam sezonowe deszcze monsunowe, które zalały wiele obszarów i – jak wynika z informacji BBC – spowodowały śmierć ośmiu osób.
„Jeszcze w tym roku możemy spodziewać się wyjątkowo silnego, ocieplającego ocean epizodu zwanego El Niño – wynika z najnowszej prognozy Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO). El Niño może przyspieszyć wzrost temperatury do ok. 1,7°C względem lat 1850-1900, twierdzą naukowcy” – pisał na łamach OKO.press Wojciech Kość.
I tłumaczył, że: „Według badań każda dziesiąta część stopnia ocieplenia ma poważne skutki: nasila ekstrema pogodowe, utrudnia dostosowanie się ekosystemów i zwiększa zagrożenia dla ludzkiego zdrowia”.
Przeczytaj także:
„Wstępne ustalenia oraz zebrany materiał dowodowy wskazują, że rysica została zabita najprawdopodobniej z broni myśliwskiej” – podaje Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze.
Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze w piątek (7.08) zostało wezwane do martwego rysia znalezionego w rzece Kokna, pod Złocieńcem, na Pomorzu Zachodnim. Całą historię nagłośniło w mediach społecznościowych po weekendzie.
Na miejscu okazało się, że ofiarą jest rysica, a jej ciało, wrzucone do rzeki, było już w stanie rozkładu. „Stwierdzono otwór wlotowy po pocisku, a detektor potwierdził obecność metalu. Samica nie miała obroży telemetrycznej” – podaje ZTP. Na miejscu działali również funkcjonariusze Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Powiatowej Policji w Drawsku Pomorskim i Straż Leśna. Policja zabezpieczyła materiał dowodowy.
„Wstępne ustalenia oraz zebrany materiał dowodowy wskazują, że rysica została zabita najprawdopodobniej z broni myśliwskiej. Z jej ciała wydobyto i zabezpieczono fragmenty pocisku, które będą jednym z kluczowych dowodów w prowadzonym postępowaniu” – informuje ZTP.
Rzeka, w której znajdowało się ciało rysicy, leży na granicy obwodów łowieckich dzierżawionych przez koła łowieckie „Jeleń” i „Cyranka”. Polski Związek Łowiecki nie odniósł się do tej sprawy.
Przez stan ciała zwierzęcia nie dało się stwierdzić, czy rysica była karmiącą matką. „Jeżeli wychowywała młode, gdzieś w lesie mogły pozostać małe rysie, które czekały na jej powrót. Nie rozumieją, dlaczego matka nie wraca. Bez niej nie mają praktycznie żadnych szans na przeżycie” – wskazuje ZTP.
Towarzystwo zapowiada, że będzie walczyć o ustalenie i ukaranie sprawcy.
Ryś jest gatunkiem objętym ochroną, za jego zabicie grozi do pięciu lat pozbawienia wolności. Co więcej, ryś jest gatunkiem bardzo nielicznym, ZTP szacuje, że mamy w Polsce zaledwie 200 osobników. W związku z tym utrata pojedynczego rysia ma znaczenie dla całej populacji. Towarzystwo prowadzi program „Rozszerzenie zasięgu populacji rysia w północnej Polsce”.
Rysie, wypuszczane później na wolność, hodowane są w Dzikiej Zagrodzie w Jabłonowie. „Reintrodukcja rysi na wcześniej wyznaczonych optymalnych obszarach, z wykorzystaniem osobników z własnej hodowli jest poprzedzona przygotowaniem młodych osobników w zagrodach adaptacyjnych” – czytamy w opisie projektu. Wszystkie wypuszczane dorosłe osobniki mają założone obroże GPS, dzięki czemu można śledzić ich losy.
Jak podaje ZTP, to już jedenasty ryś, który ginie od postrzelenia z broni myśliwskiej od początku prowadzenia projektów związanych z reintrodukcją tego gatunku.
W 2022 zginęła czteromiesięczna kotka i jej matka o imieniu Cleo. W lutym 2025 roku opisywaliśmy w OKO.press historię zastrzelonej samicy Merle.
"Każdy taki ubytek jest ogromną stratą dla populacji rysi, które niedawno powróciły po kilkuset latach nieobecności do północno-zachodniej Polski. Było to możliwe dzięki interwencji człowieka. Śmierć samicy obniża potencjał rozrodczy populacji. Samice rysi mogą dożyć nawet kilkunastu lat, więc mogła zostać matką co najmniej kilku miotów rysi” – mówił wtedy Maciej Tracz z ZTP.
Przeczytaj także: