Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu po raz kolejny nie udało się przedstawić zarzutów Grzegorzowi Braunowi. Podczas ich odczytywania po prostu wyszedł, po czym złożył wniosek o przeniesienie śledztwa do innej prokuratury, bo ta złamała zasadę domniemania niewinności. Chodzi o „obywatelskie zatrzymanie” Gizeli Jagielskiej
W piątek 8 maja Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu próbowała postawić zarzuty Grzegorzowi Braunowi. Po raz czwarty się nie udało.
Chodzi o sprawę w szpitalu w Oleśnicy i „obywatelskie zatrzymanie” ginekolożki Gizeli Jagielskiej.
Grzegorz Braun tym razem nawet stawił się w prokuraturze, jednak w czasie, gdy prokurator odczytywał mu zarzuty, Braun po prostu wstał i wyszedł z gabinetu.
Pełnomocniczka Brauna, mec. Magdalena Majkowska, poinformowała po wyjściu z prokuratury, że złożyła wniosek o zmianę jednostki prowadzącej śledztwo, bo Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu nie jest bezstronna. Dlaczego? Bo złamała zasadę domniemania niewinności.
„W związku z nagonką polityczną i naruszeniem dóbr osobistych pana posła Brauna, pan poseł skierował pozew o naruszenie dóbr osobistych przeciwko Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu, przeciwko Skarbowi Państwa” — powiedziała mec. Majkowska.
A skoro tak, wrocławska prokuratura będzie miała sprawę cywilną wytoczoną przez Brauna i dlatego właśnie nie może prowadzić przeciwko niemu postępowania.
Przeczytaj także:
Grzegorz Braun bawi się wrocławska prokuraturą w kotka i myszkę już od dawna. I jest kotkiem. To był już czwarty raz, kiedy prokurator próbował mu odczytać zarzuty. Poprzednio a to składał wnioski o wyłączenie prowadzących śledztwo prokuratorów, a to przedstawiał usprawiedliwienie nieobecności.
Prokuratura we Wrocławiu straciła cierpliwość dla tych wybiegów. W kwietniu przygotowała wniosek do przewodniczącej Parlamentu Europejskiego Roberty Metsoli o wyrażenie zgody na zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie Brauna do siedziby Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Rezultatów jeszcze nie ma, bo najpierw wniosek musiał trafić do Prokuratur Krajowej, stamtąd do Prokuraty Generalnej, a dopiero potem do Parlamentu Europejskiego. Do PE jednak jeszcze nie trafił, dlatego Prokuratura Krajowa zaleciła śledczym z Wrocławia, by spróbowali jeszcze raz, bez siłowego doprowadzenia Brauna.
Nie udało się, więc w najbliższych dniach zapadnie decyzja, czy owego wniosku nie skierować ponownie do Prokuratora Generalnego.
Zarzuty, jakich ciągle nie może postawić Grzegorzowi Braunowi prokurator, dotyczą sześciu czynów. Cztery związane są z wydarzeniami w szpitalu w Oleśnicy. Grzegorz Braun wraz z kilkoma współpracownikami pozbawił wolności ginekolożkę Gizelę Jagielską, naruszył jej nietykalności cielesną (poprzez popychanie i przytrzymywanie rękoma), znieważył słowne podczas wykonywania przez nią obowiązków służbowych, a także pomówił ją o działania mogące podważyć zaufanie do zawodu lekarza.
Wszystko to miało miejsce 16 kwietnia 2025 roku.
Przeczytaj także:
Pozostałe dwa zarzuty dotyczą zniszczenia plakatów w Opolu w marcu 2025 roku oraz namawiania do popełniania przestępstw w programie internetowym 14 grudnia 2023 roku.
13 listopada 2025 roku Parlament Europejski uchylił Braunowi immunitet, co pozwoliło na postawienie mu tych zarzutów.
Uchylenie immunitetu odbywa się jednak każdorazowo w odniesieniu do konkretnej sprawy. W przypadku Grzegorza Brauna PE robił to już cztery razy.
W nocy z 7 na 8 maja ukraińskie drony przeprowadziły zmasowany atak na Rosję. Zaatakowały Moskwę, a w Jarosławiu płonie jedna z największych rosyjskich rafinerii. To wszystko tuż przed wielkim świętem w Rosji z okazji zakończenia II wojny światowej. Polska obawia się prowokacji Rosji i wielkiego ataku na Kijów
Rosyjska obrona przeciwlotnicza ostatniej nocy z 7 na 8 maja zestrzeliła łącznie 264 drony nad 15 regionami Rosji i okupowanym Krymem – wynika z podsumowania Ministerstwa Obrony Rosji.
W ciągu ostatniej doby liczba strąconych ukraińskich dronów w samym tylko rejonie Moskwy sięga 90. Z tego powodu nawet tymczasowo zawieszono działanie dwóch podmoskiewskich lotnisk – Wnukowa i Domodiedowa.
Ruch lotniczy ucierpiał jeszcze mocniej, bo jak poinformowało rosyjskie Ministerstwo Transportu, na południu Rosji z powodu ataku dronów działalność wstrzymało łącznie 13 lotnisk.
Drony uszkodziły też jedną z pięciu najwiekszych rafinerii w Rosji – Sławnieft-JANOS w Jarosławiu, która kontrolowana jest przez Rosnieft i Gazprom. W rafinerii po serii eksplozji wybuchł rozległy pożar.
Cios w rafinerię w Jarosławiu jest dla Rosji bolesny, bo przetwarza ona nawet 15 mln ton ropy rocznie i jest jednym z największych zakładów przemysłowych w Centralnym Okręgu Federalnym. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przyznał, że był to najważniejszy cel Ukrainy.
Ukraińskie drony atakowały w nocy również obwód rostowski. W samym Rostowie nad Donem ucierpiały dwa ważne obiekty – jeden z największych zakładów chemicznych na południu Rosji – Empils, produkujący farby, lakiery i chemię przemysłową oraz centrum „Radar”.
„Radar” to naukowo-techniczny ośrodek zajmujący się elektroniką i systemami radiolokacyjnymi, który współpracuje m.in. z Ministerstwem Obrony Rosji. Inaczej mówiąc, jest zapleczem badawczym dla wojska.
Drony zaatakowały też tereny przemysłowe Kraju Permskiego, gdzie konieczna była ewakuacja pracowników.
Wszystkie te ataki ukraińskich dronów ostatniej nocy to odpowiedź Ukrainy na grę Putina, który oczekuje, że Ukraina da Rosji święty spokój w dniach 8-9 maja, czyli w czasie obchodów z okazji zakończenia II wojny światowej, ale sam Ukrainę ostrzeliwuje.
6 maja Ukraina złożyła Putinowi propozycję rozejmu i wstrzymała swoje ataki. Putin jednak ją odrzucił i nie przestał ostrzeliwać Ukrainy, dlatego ta 7 maja wznowiła ataki na europejską część Rosji.
Przeczytaj także:
Na 8 i 9 maja Putin ogłosił jednostronnie rozejm z okazji defilad na „dzień zwycięstwa”. Już 4 maja Rosja zapowiedziała „zmasowany atak rakietowy” na centrum Kijowa, jeśli Ukraińcy zepsują Putinowi obchody 9 maja.
Początkowo mowa była o defiladzie w Moskwie. Potem — o wszystkich uroczystościach w Rosji. Teraz — o jakimkolwiek naruszeniu rozejmu ogłoszonego jednostronnie przez Putina – pisała w OKO.press Agnieszka Jędrzejczyk.
W czwartek, 7 maja po południu rosyjski MON ostrzegł: „Jeśli Siły Zbrojne Ukrainy naruszą zawieszenie broni w strefie SWO lub podejmą próbę ataku na obszary zamieszkane i obiekty w regionach Rosji, Siły Zbrojne zapewnią odpowiednią odpowiedź”.
Tymczasem rosyjska telewizja pokazywała mapki Kijowa, wskazując, gdzie uderzy Rosja – chodziło o budynki rządowe. Jednocześnie na czerwonych paskach telewizja wzywała mieszkańców Kijowa, by opuścili miasto.
Oczywistym jest, że te komunikaty były jedynie pokazem siły Putina skierowanym do Rosjan, a nie zadym ostrzeżeniem Kijowian.
Marcin Bosacki, wiceminister spraw zagranicznych, w piątek rano na antenie Radia Zet powiedział, że Polska obawia się rosyjskiej prowokacji, ponieważ Rosja wzywa do opuszczenia Kijowa nie tylko ambasady wrogich krajów, ale wszystkie.
„Ostrzeżenie wszystkich placówek w Moskwie, że należy się ewakuować z Kijowa, może być przygrywką do poważnej prowokacji” – powiedział Marcin Bosacki.
„Rosjanie powiedzą, że Ukraińcy zrobili coś strasznego w Moskwie w związku z tym eskalujemy w Kijowie” – dodał wiceszef MSZ.
Zadeklarował jednak, że wspólnie z sojusznikami Polska zdecydowała się nie ewakuować z Kijowa.
Przeczytaj także:
Prezydent powołał nowego szefa BBN. To człowiek, który wcześniej pracował w MSZ i MSWiA. To on odpowiadał za kontakt pomiędzy MSWiA a strażą graniczną w czasie pierwszych ataków hybrydowych na polską granicę z terytorium Białorusi. Jest też wielkim przeciwnikiem unijnego paktu migracyjnego, co prezydenta wyraźnie zachwyca. Był powiązany z aferą wizową
Prezydent Karol Nawrocki w 8 maja o godz. 10.00 wręczył nominację na stanowisko szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszowi Grodeckiemu.
„To człowiek, który od blisko 20 lat jako urzędnik służy państwu polskiemu, zarówno w Ministerstwie Spraw Zagranicznych jak i MSWiA. Wykazywał się nie tylko świadomością, co dzieje się w architekturze bezpieczeństwa, ale też skutecznością, odpornością psychiczną i gotowością do poświęceń” – mówił prezydent Karol Nawrocki podczas wręczenia nominacji.
Podkreślił, że nie może mówić wprost o szczegółach działań Bartosza Grodeckiego, ale wskazał na dwie rzeczy, w które Bartosz Grodecki był zaangażowany.
Po pierwsze, to właśnie Grodecki, pracując w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpowiadał za kontakty ze strażą graniczną podczas pierwszych ataków hybrydowych na polską granicę z terytorium Białorusi – mówi prezydent.
Po drugie, brał udział w koordynowaniu ewakuacji współpracowników Sojuszu Północnoatlantyckiego z Afganistanu po decyzji o wycofaniu amerykańskich wojsk z tego kraju – dodał.
Karol Nawrocki podkreślał też doświadczenie dyplomatyczne nowego szefa BBN. Bartosz Grodecki pracował w przeszłości w placówkach dyplomatycznych w Stanach Zjednoczonych i w Szwecji – podkreślił prezydent.
Bartosz Grodecki jest też „wyraźnym przeciwnikiem i krytykiem paktu migracyjnego, co jest bliskie stanowisku pałacu prezydenckiego. Migracja zniszczyła państwa Europy Zachodniej” – mówi prezydent.
„Dziś mamy w BBN człowieka, który nie tylko jest przeciwnikiem paktu, ale przez wiele lat zdobywał doświadczenie w środowisku unijnym, z czego będziemy korzystać – dodał Nawrocki.
Przeczytaj także:
Bartosz Grodecki zajmie stanowisko szefa BBN po Sławomirze Cenckiewiczu, który sam zrezygnował z tej funkcji 23 kwietnia 2026 roku.
Prezydent podczas nominacji Grodeckiego kilkukrotnie wskazywał na to, że jest to człowiek niezwykle skuteczny w działaniu. Nie sposób nie postawić tej cechy w kontrze do dziewięciu miesięcy, kiedy BBN kierował Sławomir Cenckiewicz. Ten skuteczny po prostu nie mógł być, ponieważ nie miał dostępu do informacji niejawnych, co na tym stanowisku wiąże ręce.
Dodajmy, że Cenckiewicz został mianowany przez prezydenta Karola Nawrockiego na szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego w sierpniu 2026 roku, choć poświadczenia uprawniające do dostępu do informacji niejawnych stracił w lipcu 2024 roku. Nie mógł więc na przykład uczestniczyć w niejawnych spotkaniach Sojuszu Północnoatlantyckiego.
15 kwietnia 2026 roku Cenckiewicz wygrał spór o dostęp do informacji niejawnych przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, który oddalił skargi kasacyjne rządu w sprawie poświadczeń bezpieczeństwa.
Sławomir Cenckiewicz na platformie X ogłosił wówczas „pełne zwycięstwo nad reżimem bezprawia”, a prezydent Karol Nawrocki napisał o „zwycięstwie prawdy nad kłamstwem”.
Wyrok NSA jednak wcale nie oznaczał, że Cenckiewicz zyskał pełny dostęp do informacji niejawnych najwyższych kategorii, zarówno krajowych i międzynarodowych.
Przeczytaj także:
Nowy szef BBN (ur. 1980 w Warszawie) jest absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów MBA w zakresie zarządzania cyberbezpieczeństwem w Wojskowej Akademii Technicznej.
W latach 2020-2023 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpowiedzialnym m.in. za politykę migracyjną i graniczną, współpracę z UE w obszarze spraw wewnętrznych, kwestie cudzoziemców, obywatelstwa, cyberbezpieczeństwa i repatriacji.
Wcześniej, w latach 2006-2020 pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pełniąc funkcje konsularne i kierownicze, m.in. na placówkach w Los Angeles, Malmö i Sztokholmie.
W ostatnim czasie pracował w sektorze prywatnym, był doradcą zarządu spółki RADMOR, która od 2011 r. wchodzi w skład koncernu zbrojeniowego WB Group, a od marca 2025 roku był związany z Instytutem Sobieskiego.
„Gazeta Wyborcza” przypomina, że nowy szef BBN był powiązany z aferą wizową. To Bartosz Grodecki był autorem zmian w prawie dotyczących polityki wizowej. Jego nazwisko pojawia się w wystąpieniu pokontrolnym Najwyższej Izby Kontroli, który dotyczył nadzoru Ministra Spraw Zagranicznych nad działalnością konsularną.
Rosyjski MON ogłosił, że zaatakuje centrum Kijowa rakietami nie tylko w odwecie za próbę zakłócenia 9 maja defilady Putinowi, ale za każde naruszenie zawieszenia broni, które Putin ogłasza na 8 i 9 maja. Tymczasem Ukraina trafia w państwo Putina coraz celniej.
Po południu 7 maja rosyjski MON ostrzegł: „Jeśli Siły Zbrojne Ukrainy naruszą zawieszenie broni w strefie SWO lub podejmą próbę ataku na obszary zamieszkane i obiekty w regionach Rosji, Siły Zbrojne zapewnią odpowiednią odpowiedź”.
Na 8 i 9 maja Putin ogłosił rozejm z okazji defilad na „dzień zwycięstwa”.
Już 4 maja Rosja zapowiedziała „zmasowany atak rakietowy” na centrum Kijowa, jeśli Ukraińcy zepsują Putinowi obchody 9 maja. Początkowo mowa była o defiladzie w Moskwie. Potem — o wszystkich uroczystościach w Rosji. Teraz — o jakimkolwiek naruszeniu rozejmu ogłoszonego jednostronnie przez Putina.
Rosyjska telewizja ozdabia teraz programy czerwonym paskiem z wezwaniem do mieszkańców Kijowa, by opuścili miasto.
Propagandyści w programach „publicystycznych” w telewizji pokazują mapki Kijowa ze wskazaniem, gdzie uderzy Rosja (to budynki rządowe). Martwią się, że w sąsiedztwie tych budynków od czasów sowieckich mieszkają „weterani” – ale, niestety, jeśli zginą, to wina Ukrainy. Powtarzają, że w „obecnej sytuacji” władze muszą mieć przygotowany plan zniszczenia centrum Kijowa.
Rano zaapelowała o to rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. Polskie MSZ ogłosiło, że nasi dyplomaci w Kijowie zostają.
Przeczytaj także:
Putin odrzucił ukraińską propozycję rozejmu 6 maja. Prezydent Wołodymyr Zełenski przekonywał wtedy, że wojnę trzeba przerwać, a nie zajmować się umilaniem Putinowi defilady.
6 maja Rosja cały czas ostrzeliwała (i nadal ostrzeliwuje) Ukrainę. Tymczasem Ukraińcy — co widać z oficjalnego rosyjskiego przekazu — wstrzymali swoje ataki. Ale ponieważ Rosja się nie zatrzymała, 7 maja wznowili ataki na europejską część Rosji. Od razu trafili w:
Rosjanie zestrzelili też jednego dnia ponad 50 dronów zmierzających nad Moskwę (w każdym razie tak twierdzą).
Alarmy dronowe i rakietowe ogłaszane były w wielu regionach — a po dniu przerwy było to bardziej widoczne.
Stało się więc jasne, że Ukraina nie musi atakować rosyjskich defilad, ani miejscowości, w których są one organizowane — i tak jest w stanie zadać bolesne ciosy Putinowi. Z tego powodu zapewne Moskwa zaostrzyła retorykę.
Czerwone paski w telewizji nie są oczywiście skierowane dla Kijowian, bo oni tego nie oglądają. Przerażony Putin pręży muskuły przed swoimi.
Problem w tym, że forma komunikatu oznacza, że Rosja będzie w zasadzie musiała zaatakować Kijów. Na wojnie, takiej jak obecna, nie da się całkowicie wstrzymać operacji. Rosyjska propaganda opisała ten problem kilka dni temu, zanim Kreml wpadł w desperację: wszystkie rozejmy były naruszane. Rosja twierdzi, że przez Ukrainę, Ukraina ma dowody — że przez Rosję.
Także w czasie trwającego dzień zawieszenia broni ze strony Ukrainy Rosja oskarżała ją o łamanie rozejmu.
„Niezdolność Ukrainy do zatrzymania wojny” – to obelga, która jest po prostu częścią rosyjskiej propagandy.
Dowody podawane 6 maja były słabe, nieudokumentowane, nie wiadomo nie tylko, czy opisywane przez Rosję wypadki naprawdę się zdarzyły, ani kiedy. Ale jakie to ma znaczenie?
Przeczytaj także:
Były prezes Orlenu komentuje: „Czekam na wniosek o uchylenie mi immunitetu za to, że źle przeszedłem przez pasy”
Prokurator generalny Waldemar Żurek przekazał 7 maja 2026 przewodniczącej Parlamentu Europejskiego wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie europosła Daniela Obajtka do odpowiedzialności karnej.
„Według ustaleń śledztwa Daniel Obajtek miał zaniżyć w deklaracjach podatkowych za 2020 rok wartość osiągniętych przychodów i dochodów o ponad 3 mln zł. Miało to skutkować zaniżeniem należnego podatku dochodowego od osób fizycznych oraz należnej daniny solidarnościowej łącznie o 1 089 395 zł” – informuje prokuratura.
Obajtek będzie oskarżony o oszustwa podatkowe z art. 56 § 1 i § 2 kodeksu karnego skarbowego.
Chodzi o rozliczenia podatkowe byłego prezesa Orlenu z 2020 roku.
W 2021 roku Obajtek nie wykazał „przychodów [z 2020] z nieodpłatnych świadczeń w łącznej kwocie 3 030 879 zł, związanych z bezgotówkowym dofinansowaniem przez ORLEN S.A. kosztów opieki medycznej oraz z nakładami poniesionymi przez Fundację Pomocy i Więzi Polskiej „Kresy RP” na remont należącej do niego nieruchomości położonej w gminie Choczewo”. Według śledczych uszczupliło to podatek dochodowy od osób fizycznych o 968 351 zł.
Obajtek nie wykazał też „dochodów z nieodpłatnych świadczeń w łącznej kwocie 3 030 879 zł, związanych z bezgotówkowym dofinansowaniem przez ORLEN S.A. kosztów opieki medycznej oraz z nakładami poniesionymi przez Fundację Pomocy i Więzi Polskiej „Kresy RP” na remont należącej do niego nieruchomości położonej w gminie Choczewo”. Tu oszczędność podatkowa Obajtka wyniosła 121 044 zł.
Europoseł Daniel Obajtek skomentował:
„Miało być pociąganie mnie do odpowiedzialności za współpracę z Saudyjczykami, za fuzję Orlenu z Lotosem, za małe reaktory atomowe. Sprawy te albo umarzają (jak w przypadku SMR-ów), albo kontynuują i się tym chwalą (jak w przypadku bezpieczeństwa dostaw). Szukają więc pseudoafer. Co do świadczeń: wszystkich rozliczeń dokonywało Centrum Usług Korporacyjnych. Jeśli zaś chodzi o nieruchomość w gminie Choczewo: była oddana do użytkowania na wiele lat przez Fundację Pomocy i Więzi Polskiej „Kresy RP” i nie ja ponosiłem koszty, nie było w związku z tym żadnego przysporzenia.
Czekam na wniosek o uchylenie mi immunitetu za to, że źle przeszedłem przez pasy”.
Przeczytaj także: