Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
W nadgranicznym Rosówku prezes PiS przekonywał, że Donald Tusk prowadzi politykę pełnej podległości wobec Niemiec
Prezes PiS Jarosław Kaczyński wystąpił dziś na konferencji prasowej w Rosówku w województwie zachodniopomorskim na granicy polsko-niemieckiej. Tematem był rzekomy kryzys migracyjny na granicy.
„Walczmy dalej, ten ruch społeczny, ruch obrony granic to jest naprawdę nowy fenomen w naszym życiu publicznym. Być może naprawdę bardzo, bardzo ważny” – mówił prezes PiS, nawiązując do prawicowych grup, które w ostatnich dniach dokonywały samowolnych kontroli na granicy polsko-niemieckiej.
Prezes PiS ostro krytykował premiera Donalda Tuska, który grupy te nazwał w tym tygodniu „bojówkami”.
„Polityka Tuska nie jest polityką państwa niepodległego, tylko podległego, które już nie jest nawet tym partnerem juniorem, jak to się często w publicystyce czy politologii mówi, jest po prostu podporządkowana. Nie reaguje na działania, które w normalnych warunkach powinny być natychmiast przerwane przez polskie władze i reakcja powinna być zdecydowana i jednoznaczna” – mówił Kaczyński.
Swoich zwolenników prezes PiS przekonywał, że politycznym credo premiera jest pełne podporządkowanie się Niemcom. Rząd oskarżał o „radykalnie” występowanie przeciwko społeczeństwu i narodowi polskiemu.
„Oni chcą tego bronić, oni mimo przegranych wyborów prezydenckich chcą w dalszym ciągu tą drogą iść. To smutne, bardzo smutne, ale będziemy tutaj bardzo aktywni. Nie ukrywam, że bardzo wierzę w prezydenta Nawrockiego, w jego energię, odwagę, jego siłę, nie tylko fizyczną, chociaż też jest silny, nawet bardzo silmy, ale w tę siłę psychiczną, którą ma mocną i będziemy razem szli tą drogą, która zmierza do zmiany sytuacji w naszym kraju” – przekonywał prezes PiS.
12 czerwca około 1 w nocy przebywający w Polsce legalnie od lutego 19-letni obywatel Wenezueli brutalnie zaatakował w toruńskim parku wracającą z pracy 24-letnią kobietę. Ofiara zmarła w toruńskim szpitalu po prawie dwutygodniowej walce o jej życie.
Ta tragedia stała się początkowo paliwem przede wszystkim dla będącego częścią Konfederacji Ruchu Narodowego. Do bulwersującej opinię publiczną zbrodni natychmiast dopisano kontekst imigrancki. Sprawa z Torunia nie ma żadnego związku z granicą zachodnią, jednak to ona podgrzała w drugiej połowie czerwca antyimigranckie nastroje prawicy i jej wyborców.
PiS postanowiło wykorzystać te emocje i przenieść centrum antyimigranckiej debaty na granicę polsko-niemiecką. Na zachodnią granicę ruszyły grupy „Ruchu Obrony Granic” zwołanego przez Roberta Bąkiewicza, działacza skrajnej prawicy kiedyś związanego z Ruchu Narodowego, obecnie z PiS. Bąkiewicz wzywał, by obywatele sprawdzali przejeżdżające przez granicę busy i informowali Straż Graniczną o pojawieniu się podejrzanych osób. Potem doszły do tego „obywatelskie zatrzymania” migrantów.
Pretekstem były doniesienia o poczynaniach niemieckiej policji, która odstawiała na polską granicę migrantów zatrzymanych na terenie własnego państwa. Dzieje się to na podstawie obowiązujących w Unii Europejskiej umów o readmisji – czyli przekazywania osób bez prawa do pobytu na terytorium danego kraju do państwa, w którym przekroczyły one po raz pierwszy granicę UE.
Tekst Pauliny Pacuły z 2 lipca pokazuje, że nie mamy do czynienia z wyjątkowym nasileniem tego zjawiska w ostatnich miesiącach. Pod naciskiem prawicy rząd zdecydował jednak, że od 7 lipca na granicy z Niemcami przywrócone zostaną jednak wyrywkowe kontrole.
Przeczytaj także: