Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
„Uznaję przegraną w tych wyborach, ale nie rezygnuję z walki, która napędzała moją kampanię" – powiedziała wiceprezydent USA Kamala Harris, przemawiając do swoich zwolenników kilkanaście godzin po przegranej z Donaldem Trumpem
Wiceprezydent Kamala Harris wygłosiła przemówienie po przegranej wyborczej batalii z Donaldem Trumpem. We wtorek 5 listopada Amerykanie i Amerykanki zdecydowali w wyborach, że to właśnie Trump będzie kolejnym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Zwycięstwo republikanina jest bardzo wyraźne: wygrał w sześciu z siedmiu wahających się stanów, które w praktyce decydują o wyniku wyborów, a ma szanse na zdobycie również siódmego z nich – Arizonę. Trump zdobył co najmniej 301 głosów elektorskich, do zwycięstwa potrzebował 270 głosów.
Harris nie wygłosiła przemówienia w noc wyborczą, zrobiła to dopiero kilkanaście godzin później, w środę późnym wieczorem polskiego czasu. Uznała przegraną w wyborach, wcześniej dzwoniąc z gratulacjami do Trumpa.
„Walka o wolność, sprawiedliwość i godność wszystkich ludzi, walka o ideały leżące u podstaw naszej narodowości, ideały, które odzwierciedlają Amerykę w jej najlepszym wydaniu, to walka, z której nigdy się nie wycofam” – mówiła do swoich zwolenników Harris.
„Nigdy nie zrezygnuję z walki o przyszłość, w której Amerykanie mogą realizować swoje marzenia, ambicje i aspiracje, a kobiety mogą podejmować decyzję o swoim ciele bez ingerencji rządu. Nigdy nie zrezygnujemy z walki o ochronę naszych szkół i ulic przed przemocą z użyciem broni, z walki o naszą demokrację, rządy prawa, równość, sprawiedliwość i świętą ideę, że każdemu z nas, niezależnie od tego, kim jesteśmy i skąd pochodzimy, przysługują fundamentalne prawa i wolności. Te prawa muszą być szanowane i przestrzegane” – dodała.
Zwróciła się też do swoich młodych zwolenników:
„To naturalne, że czujecie smutek i rozczarowanie, ale proszę, uwierzcie, że wszystko będzie w porządku. W trakcie kampanii często mówiłam, że kiedy walczymy, wygrywamy, ale ta walka czasami musi potrwać dłużej. Ale to nie znaczy, że nie wygramy, ważne, aby nigdy się nie poddawać”
„Do wszystkich, którzy teraz mnie oglądają, chcę powiedzieć: nie rozpaczajcie. To nie jest czas na załamywanie rąk. To czas na zakasanie rękawów. To czas na organizowanie się, mobilizowanie i zaangażowanie w imię wolności i sprawiedliwości. Oraz przyszłości, którą możemy razem zbudować” – mówiła Harris.
Wiceprezydent Kamala Harris została kandydatką na prezydenta Partii Demokratycznej po tym, jak ze startu w wyborach w lipcu 2024 roku zrezygnował prezydent Joe Biden. Biden rzucił ręcznik po katastrofalnej debacie z Donaldem Trumpem, naciskach z wewnątrz partii i zarzutach, że jego podeszły wiek oraz stan zdrowia nie pozwalają mu na rywalizację z nieco tylko młodszym Trumpem.
Harris kampanię prowadziła z rozmachem, koncentrując się zwłaszcza na tym, jak duże zagrożenie Donald Trump stanowi dla demokracji i praw obywatelskich, zwłaszcza praw kobiet. Nie zdołała jednak w pełni zdystansować się od dziedzictwa Joe Bidena, zwłaszcza od polityki gospodarczej, która choć miała obiektywne sukcesy, subiektywnie była postrzegana przez większość Amerykanów jako zła, głównie ze względu na wysoką jak na Stany Zjednoczone inflację.
Sondaże przed samymi wyborami zapowiadały bardzo zaciętą walkę między Harris a Trumpem, a różnice w poszczególnych, istotnych stanach mieściły się w widełkach błędu pomiaru. Ostatecznie wybory zakończyły się wyraźnym zwycięstwem republikanina, ale należy podkreślić, że liczone w punktach procentowych różnice między dwójką kandydatów w stanach swingujących rzeczywiście w większości z nich były niewielkie.
Przeczytaj także: