Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Ukraiński parlament przegłosował ustawę o Ukraińskim Panteonie Narodowego. To, czy zostaną w nim pochowani dowódcy UPA odpowiedzialni za Rzeź Wołynia, będzie miało ogromny wpływ na relacje Ukrainy z Polską
W ekspresowym tempie ukraińska Rada Najwyższa (parlament) przyjęła projekt ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym. Za projektem głosowało 287 z 450 deputowanych. Przewodniczący izby Rusłan Stefanczuk ogłosił, że w Panteonie znajdą się „najlepsi synowie i córki narodu ukraińskiego”.
Projekt ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym przeszedł we wtorek 30 czerwca przez komisję polityki kulturalnej i informacyjnej ukraińskiej Rady Najwyższej, o czym informował Dziennik Gazeta Prawna. Komisja zagłosowała za projektem jednogłośnie.
W Polsce idea budowy Ukraińskiego Panteonu Narodowego rozpala ogromne emocje – ze względu na to, że projekt ustawy jej dotyczący prezydent Wołodymyr Zełenski złożył już po wybuchu historyczno-politycznego konfliktu z Polską dotyczącego upamiętnienia żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii. W tej chwili największe kontrowersje wiążą się z tym, czy w Panteonie znajdzie się krypta dla Dmytro Klaczkiwskiego, dowódcy UPA o pseudonimie „Kłym Sawur”, bezpośrednio odpowiedzialnego za rzeź Wołynia i dla jego następcy, Romana Szuchewycza (pseudonim „Taras Czuprynka”), który uczestniczył w procesie decyzyjnym prowadzącym do czystki etnicznej na Wołyniu i później w Galicji Wschodniej. Żadne decyzje w tej sprawie nie zostały jeszcze podjęte.
Wśród innych kandydatów do Panteonu są między innymi książęta Rusi Kijowskiej, hetmani kozaccy, przywódcy efemerycznych form niepodległej ukraińskiej państwowości z lat 1918-21, prezydenci współczesnej Ukrainy (za wyjątkiem rosyjskiego kolaboranta Wiktora Janukowycza), głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy z okresu wojny z Rosją, bohaterowie wojenni, a także wybitni artyści, duchowni czy sportowcy.
Decyzje w sprawie konkretnych nazwisk będą jednak zapadać dopiero w przyszłości.
Według projektu decyzję o pochówku danej osoby w Panteonie ma podejmować parlament na podstawie wskazań specjalnej rady. W jej skład mają wejść przedstawiciele Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (UINP), niezależni historycy i członkowie organizacji społecznych. To rekomendacja rady będzie „przepustką” do tego, czy dana kandydatura do pochówku w Panteonie będzie w ogóle głosowana przez parlament.
Idea budowy Panteonu Narodowego krążyła w ukraińskiej debacie publicznej od wielu lat. Już w 2015 roku – na fali patriotycznego uniesienia wywołanego pierwszą hybrydową rosyjską inwazją na Ukrainę i okupacją Krymu i części Donbasu – Rada Najwyższa przegłosowała uchwałę wzywającą do utworzenia Panteonu.
Realizację projektu jednak odkładano – między innymi ze względu na konieczność ponoszenia przez Ukrainę wojennych wydatków jeszcze przed pełnoskalową inwazją Rosji z 2022 roku. Projekt powrócił dopiero w apogeum historyczno-politycznego zwarcia z Polską zapoczątkowanego upamiętnieniem nazwą ukraińskiej jednostki „Bohaterów UPA” i następującym po tym odebraniem Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Przeczytaj także:
Dekret Donalda Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia jest niezgodny z konstytucją – uznał Sąd Najwyższy USA. To jedna z najpoważniejszych porażek prezydenta przed 250. rocznicą niepodległości Stanów Zjednoczonych.
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych stosunkiem głosów 6 do 3 odrzucił we wtorek dekret prezydenta Donalda Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia – informuje agencja Reutera. Orzeczenie utrzymuje w mocy wcześniejszą decyzję sądu niższej instancji, który zablokował wejście przepisów w życie.
Dekret, podpisany przez Trumpa pierwszego dnia jego drugiej kadencji, przewidywał, że dzieci urodzone na terytorium USA nie otrzymywałyby automatycznie obywatelstwa, jeśli żaden z rodziców nie jest obywatelem Stanów Zjednoczonych ani nie posiada prawa stałego pobytu.
W uzasadnieniu wyroku prezes Sądu Najwyższego John Roberts wskazał, że obowiązująca od ponad wieku wykładnia 14. poprawki do Konstytucji USA gwarantuje obywatelstwo wszystkim dzieciom urodzonym na terytorium Stanów Zjednoczonych i „nie ma powodów, by dziś od niej odchodzić”. Odwołał się przy tym do precedensowego wyroku United States v. Wong Kim Ark z 1898 r.
Do większości dołączyło pięciu sędziów, w tym konserwatywna sędzia Amy Coney Barrett. Odrębne zdanie zgłosił konserwatywny sędzia Brett Kavanaugh, który uznał, że dekret jest sprzeczny z prawem federalnym, ale niekoniecznie z konstytucją. Zdania odrębne złożyli również Clarence Thomas, Samuel Alito i Neil Gorsuch.
Prawo do obywatelstwa z urodzenia wynika z 14. poprawki do Konstytucji USA, uchwalonej po wojnie secesyjnej. Miała ona zagwarantować obywatelstwo byłym niewolnikom i ich potomkom. Od przełomowego wyroku Sądu Najwyższego w sprawie United States v. Wong Kim Ark z 1898 r. przepis jest interpretowany jako przyznający obywatelstwo niemal wszystkim dzieciom urodzonym na terytorium Stanów Zjednoczonych, niezależnie od statusu imigracyjnego ich rodziców.
Zniesienie lub ograniczenie tzw. birthright citizenship było jedną z głównych zapowiedzi wyborczych Donalda Trumpa. Prezydent podpisał odpowiedni dekret pierwszego dnia po powrocie do Białego Domu, przedstawiając go jako element działań na rzecz ograniczenia legalnej i nielegalnej imigracji.
Wtorkowe orzeczenie było jednocześnie jednym z trzech ważnych wyroków wydanych tego dnia przez Sąd Najwyższy USA. W dwóch pozostałych sprawach konserwatywna większość opowiedziała się po myśli administracji Trumpa – utrzymała w mocy przepisy zakazujące transpłciowym uczennicom i studentkom udziału w kobiecych rozgrywkach sportowych w Idaho i Wirginii Zachodniej, otwierając drogę kolejnym stanom do wprowadzania podobnych ograniczeń.
Sąd uchylił także federalne limity dotyczące wspólnych wydatków partii politycznych i ich kandydatów na kampanię wyborczą. Uznał, że ograniczenia te naruszają konstytucyjną ochronę wolności słowa, ponieważ w amerykańskim orzecznictwie wydatki na prowadzenie kampanii są traktowane jako forma wypowiedzi politycznej. Wyrok umożliwi partiom przeznaczanie większych środków na wspólne prowadzenie kampanii z kandydatami.
Przeczytaj także:
Audyty Krajowej Administracji Skarbowej dotyczące okresu rządów PiS wykazały nieprawidłowości przy wydatkowaniu 120 mld zł środków publicznych – poinformował w TVN24+ wiceminister finansów Zbigniew Stawicki. Do prokuratury trafiło już 245 zawiadomień.
Przelewy środków publicznych na prywatne konta, zakupy w biurach podróży i wypłaty 205 tys. zł gotówki z bankomatów – m.in. takie przypadki wykazały audyty Krajowej Administracji Skarbowej dotyczące wydatkowania pieniędzy publicznych w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jak poinformował TVN24+ wiceminister finansów i zastępca szefa KAS Zbigniew Stawicki (na zdjęciu powyżej), 166 audytów ujawniło dotąd nieprawidłowości o łącznej wartości 120 mld zł.
– Spodziewałem się dużych problemów, ale rozmiar i sposób traktowania pieniędzy publicznych przerósł moje oczekiwania – powiedział Stawicki w programie „News Michalskiego”. Podkreślił, że mają one bardzo różny charakter: od naruszeń prawa zamówień publicznych po przeznaczanie dotacji na spłatę prywatnych kredytów i przelewanie środków na prywatne rachunki.
126 audytów już zakończono, a kolejnych 50 jest w toku. Na ich podstawie skierowano 245 zawiadomień do prokuratury dotyczących nieprawidłowości o wartości 105 mld zł. Poza tym 126 zawiadomień o nieprawidłowościach obejmujących blisko 7 mld zł trafiło do rzecznika dyscypliny finansów publicznych.
Jednym z najbardziej rażących przykładów nieprawidłowości była – według KAS – działalność Fundacji Rozwoju Centrum Macierz Polonii. Jak relacjonował wiceminister, pieniądze z dotacji trafiały na prywatne rachunki członków zarządu, a następnie były wydawane m.in. w biurach podróży lub wypłacane w gotówce. Same wypłaty z bankomatów miały wynieść 205 tys. zł.
Nieprawidłowości wykryto także w Ministerstwie Sportu. Według Stawickiego urzędnicy mieli przygotowywać wnioski o dotacje za organizacje ubiegające się o wsparcie, a osoby rekomendowane do otrzymania środków były oznaczane symbolem dolara przez przedstawicieli kierownictwa resortu. Audytorzy natrafili również na przypadki zawyżania kosztów usług – m.in. rozliczania szkoleń po 8 tys. zł za godzinę przy rynkowej stawce około 500 zł – oraz na opracowanie sfinansowane z dotacji, którego 87 proc. treści stanowiły materiały skopiowane z ogólnodostępnych źródeł.
Krajowa Administracja Skarbowa rozpoczęła szeroko zakrojone audyty wydatkowania środków publicznych po zmianie władzy pod koniec 2023 r. Kontrole obejmują przede wszystkim okres rządów Prawa i Sprawiedliwości i dotyczą ministerstw, fundacji oraz innych podmiotów korzystających z publicznych dotacji.
Według Stawickiego kontrola gospodarowania środkami publicznymi należy do ustawowych zadań KAS od 2016 r., jednak – jak ocenił – w poprzednich latach uprawnienia te nie były wykorzystywane w skali odpowiadającej zagrożeniom. Dodał, że informacje o kolejnych zakończonych audytach są sukcesywnie publikowane przez KAS.
Obecny rząd zapowiada rozliczenie nieprawidłowości przy wydatkowaniu środków publicznych z okresu rządów PiS. Efektem prowadzonych kontroli są zawiadomienia kierowane do prokuratury oraz postępowania dotyczące naruszenia dyscypliny finansów publicznych.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Aż 5,3 proc. mieszkańców Polski żyło w 2025 r. w skrajnym ubóstwie, czyli poniżej minimum egzystencji – wynika z nowych danych GUS. Najbardziej zagrożone są dzieci, mieszkańcy wsi oraz gospodarstwa utrzymujące się z rolnictwa.
Niemal 2 mln mieszkańców Polski żyło w 2025 r. w skrajnym ubóstwie, czyli poniżej granicy minimum egzystencji – wynika z opublikowanych we wtorek danych Głównego Urzędu Statystycznego. Oznacza to, że dochody lub wydatki tych osób nie wystarczały na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb życiowych, takich jak żywność, mieszkanie czy niezbędne leczenie. Wskaźnik skrajnego ubóstwa wyniósł 5,3 proc., wobec 5,2 proc. rok wcześniej. W przypadku jednoosobowego gospodarstwa domowego granica skrajnego ubóstwa wynosiła pod koniec 2025 r. 1037 zł miesięcznie.
GUS odnotował także niewielki wzrost tzw. ubóstwa relatywnego – z 13,3 do 13,5 proc. Obejmuje ono osoby żyjące na poziomie wyraźnie niższym od przeciętnego standardu życia w Polsce. Granica ubóstwa relatywnego jest wyznaczana jako 50 proc. przeciętnych miesięcznych wydatków gospodarstw domowych. Dla gospodarstwa jednoosobowego odpowiadało to pod koniec 2025 r. kwocie 1332 zł miesięcznie.
Największy wzrost dotyczył natomiast ubóstwa ustawowego, czyli odsetka osób spełniających kryteria dochodowe uprawniające do korzystania z pomocy społecznej. Wskaźnik wzrósł z 2,6 proc. do 8,1 proc. po podniesieniu od stycznia 2025 r. progów dochodowych. Do końca 2024 r. prawo do świadczeń z pomocy społecznej przysługiwało osobom samotnym z dochodem nieprzekraczającym 776 zł miesięcznie, a w gospodarstwach wieloosobowych – 600 zł na osobę. Obecnie limity wynoszą odpowiednio 1010 zł oraz 823 zł na osobę.
Najbardziej narażeni na skrajne ubóstwo pozostają mieszkańcy gospodarstw utrzymujących się z rolnictwa (17,5 proc.) oraz renciści (12,1 proc.). Wyższe ryzyko dotyczy również dzieci, mieszkańców wsi oraz rodzin wychowujących troje i więcej dzieci.
Podwyższenie od 2025 r. progów dochodowych uprawniających do korzystania z pomocy społecznej sprawiło, że więcej osób spełnia ustawowe kryteria otrzymania świadczeń. Eksperci zwracają jednak uwagę, że zmiana nie rozwiązuje problemu systemowo.
Kryteria dochodowe są waloryzowane tylko raz na trzy lata, podczas gdy koszty życia i granica minimum egzystencji rosną co roku.
W efekcie z czasem ponownie przybywa osób żyjących poniżej minimum egzystencji, które formalnie nie kwalifikują się do pomocy społecznej. Według raportu Poverty Watch w 2025 r. takich osób było w Polsce ok. 975 tysięcy.
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej od ponad roku proponuje wprowadzenie corocznej waloryzacji progów dochodowych, jednak projekt nie trafił jeszcze do wykazu prac rządu. Resort finansów zgłasza zastrzeżenia dotyczące kosztów reformy, które MRPiPS szacuje na około 700 mln zł rocznie. Zdaniem autorów raportu i ekspertów zajmujących się ubóstwem obecny mechanizm sprawia, że nawet po jednorazowym podniesieniu progów luka między rzeczywistym poziomem ubóstwa a dostępem do pomocy społecznej będzie ponownie narastać.
Przeczytaj także:
Przeczytaj także:
Archidiecezja San Francisco zgodziła się zapłacić 395 mln dol. ponad 500 osobom, które oskarżały duchownych o molestowanie w dzieciństwie. „Bierzemy pełną odpowiedzialność za to, co się stało” – oświadczył abp Salvatore Cordileone.
Archidiecezja katolicka w San Francisco zawarła ugodę na 395 mln dolarów z osobami, które zarzucały duchownym i pracownikom Kościoła molestowanie seksualne w dzieciństwie – donosi amerykańska telewizja ABC. Porozumienie obejmuje ok. 530 osób i jest jednym z największych rozliczeń tego typu w USA.
Ugoda kończy jeden z najważniejszych etapów postępowania upadłościowego archidiecezji, która złożyła wniosek o bankructwo trzy lata temu, po fali pozwów dotyczących dawnych przestępstw seksualnych. Porozumienie musi jeszcze zatwierdzić sąd upadłościowy.
Wypłata odszkodowań dla ofiar przemocy seksualnej to niejedyny element porozumienia. Arcybiskup San Francisco Salvatore Cordileone ma wysłać osobiste listy z przeprosinami do każdej z osób pokrzywdzonych. Archidiecezja zobowiązała się też do reform dotyczących ochrony dzieci i przejrzystości, w tym opublikowania aktualnej listy duchownych-sprawców przemocy seksualnej oraz rezygnację z umów poufności, które uciszałyby osoby skrzywdzone.
– Bierzemy pełną odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, i szczerze przepraszam wszystkich, którzy zostali skrzywdzeni – oświadczył Cordileone. Według niego ugoda ma stworzyć „ścieżkę do sprawiedliwego zadośćuczynienia” dla osób, które przez całe życie niosły ciężar doznanej przemocy.
Pozwy były możliwe dzięki kalifornijskiej ustawie AB 218, podpisanej przez gubernatora Gavina Newsoma w 2019 r. Przepisy otworzyły trzyletnie „okno”, w którym osoby wykorzystywane seksualnie w dzieciństwie mogły wnosić pozwy cywilne przeciwko sprawcom i instytucjom tuszującym nadużycia, nawet jeśli roszczenia były wcześniej przedawnione. Ustawa jednocześnie wydłużyła termin dochodzenia roszczeń cywilnych do ukończenia przez ofiarę 40. roku życia oraz rozszerzyła definicję czynów objętych przepisami z wykorzystywania seksualnego dzieci na szerszą kategorię napaści seksualnych na dzieci.
Podobne „okna prawne” wprowadzano także w innych stanach USA, co doprowadziło do kolejnych fal pozwów przeciwko diecezjom i zakonom. Według zestawień organizacji monitorujących sprawy nadużyć co najmniej 28 katolickich diecezji w USA ogłosiło bankructwo w związku z roszczeniami ofiar wykorzystywania seksualnego; część z nich zawarła już ugody z poszkodowanymi.
Największą ugodę w USA zawarła w 2024 roku Archidiecezja Los Angeles, która zgodziła się wypłacić 880 mln dolarów osobom pokrzywdzonym. Ugoda w San Francisco jest jednak największą ugodą zawartą w ramach postępowania upadłościowego diecezji katolickiej.
Przeczytaj także: