Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Na początku sierpnia udaremniono zamach za pomocą dronów z ładunkami wybuchowymi na lotnisku w Lipsku. Teraz śledczy odnaleźli kolejne drony z ładunkami i podejrzewają, że na niemieckim lotnisku być może planowano znacznie większy zamach, niż dotąd podawano do publicznej wiadomości
Na lotnisku Halle/Lipsk 4 sierpnia w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego znaleziono drona, do którego przymocowane były materiały wybuchowe i zapalnik. Znaleziono go w porę. Do wybuchu nie doszło.
Najnowsze ustalenia śledczych mówią jednak, że dronów w planowanym ataku mogło być więcej. Dziennik „Sueddeutsche Zeitung” oraz stacje NDR i WDR podały we wtorek 25 sierpnia, że drugi dron mógł zderzyć się z samolotem DHL. To ustalenia śledczych.
Ustalenia samych mediów są dodatkowo takie, że dziesięć dni po udaremnieniu zamachu na polu na zachód od lotniska znaleziono jeszcze trzeciego drona oraz substancję, która prawdopodobnie była heksogenem. To wysoce wybuchowa wojskowa substancja.
Na tej podstawie niemieckie media podają, że:
„Sprawcy mogli planować znacznie większy zamach, niż dotychczas podawano do wiadomości publicznej.”
Przeczytaj także:
Do tych rewelacji mediów odniósł się we wtorek kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Przed rozpoczęciem posiedzenia gabinetu w brandenburskim Neuhardenbergu Merz powiedział dziennikarzom, że sprawcy planujący zamach „zapłacą za to”.
Kanclerz podkreślił, że „Niemcy pozostają bezpiecznym krajem”, ale jednocześnie przyznał, że „Sprawcy ataków coraz częściej bez skrupułów dopuszczają poważne szkody materialne, a nawet rannych i zabitych” na terenie Niemiec.
Owi sprawcy nie zostali jednak jeszcze wykryci. Nie wiadomo, kto stał za tym atakiem, jednak niektóre źródła podejrzewają, że zaangażowane były rosyjskie służby specjalne.
Dodajmy, że dopiero co, w poniedziałek 24 sierpnia premier Finlandii Petteri Orpo ostrzegał, że Rosja może nasilać działania sabotażowe na terenie Europy.
Przeczytaj także:
Doradca Władimira Putina na antenie BCC straszy Wielką Brytanię: coś może się wam wydarzyć, na przykład atak hakerski, nie mogę w stu procentach wykluczyć także jakichś działań o charakterze półmilitarnym
Andriej Fiodorow, doradca Władimira Putina w wywiadzie dla BBC otwarcie straszy Wielką Brytanię, ostrzegając, że powinna się liczyć z możliwością ataków ze strony Rosji.
„Może to być (...), na przykład, atak hakerski z nieznanego źródła, nie prowadzony na szczeblu oficjalnym. Oczywiście możliwe są różne kroki polityczne i
nie mogę w stu procentach wykluczyć także jakichś działań o charakterze półmilitarnym"
- powiedział Fiodorow.
Co to są działania półmilitarne? „Na przykład coś mogłoby się wydarzyć w zakładach czy fabrykach produkujących drony dla Ukrainy” – wyjaśnił doradca Putina.
W poniedziałkowym programie BBC „Newsnight” mówił rownież, że na rosyjskiego prezydenta wywierana jest „bardzo silna presja polityczna i społeczna, by podjął jakieś działania przeciwko Zjednoczonemu Królestwu, ponieważ uważa je za uczestnika wojny w Ukrainie.” Tę presję mają wyrażać zarówno rosyjskie media jak i badania opinii publicznej.
W poniedziałek również rzecznik Kremla Dimitrj Pieskow publicznie oskarżał Londyn o „zaangażowanie się w wojnę po stronie kijowskiego reżimu” i „dolewanie oliwy do ognia”.
Ta tak niezwykle otwarta wrogość wobec Wielkiej Brytanii jest reakcją Kremla na ogłoszoną w poniedziałek decyzję Brytyjczyków – poinformowali oni, że przekażą Ukrainie tajną technologię, która pozwoli im samodzielnie produkować rakiety zdolne do rażenia celów setki kilometrów w głąb Rosji.
Przeczytaj także:
Decyzja Brytyjczyków o transferze technologii do Ukrainy została ogłoszona w poniedziałek w Kijowie podczas obchodów Dnia Niepodległości Ukrainy. Premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham poinformował, że brytyjski koncern MBDA przekazał Ukrainie niejawne informacje dotyczące brytyjskich komponentów do francuskich pocisków dalekiego zasięgu SCALP.
Na Wyspach znane są one jako Storm Shadow, mają zasięg do 550 km i zdolne są do przenoszenia głowic odłamkowo-burzących o masie około 400 kg. Dodatkowo mogą lecieć bardzo nisko nad ziemią, co utrudnia ich wykrycie przez obronę powietrzną. Ukraina wykorzystuje te pociski do niszczenia bardzo chronionych obiektów, jak podziemne stanowiska dowodzenia.
Ta decyzja Brytyjczyków ma umożliwić Ukrainie stworzenie zdolności do samodzielnej produkcji broni dalekiego zasięgu. Francja wspólnie z Ukrainą planują uruchomienie odpowiednich linii produkcyjnych do końca 2026 roku, które z czasem mają być rozbudowywane.
Ukraina równocześnie pracuje nad własną technologią. Wołodymyr Zełenski niedawno chwalił się uderzeniami w głąb Rosji za pomocą rodzimych pocisków manewrująców FP-5 Flamingo produkowanych przez firmę Fire Point. Zasięg tych pocisków według producenta to nawet 3000 km.
Przeczytaj także:
Premier Finlandii Petteri Orpo ostrzega: Rosja może nasilać działania sabotażowe. Cel? Fabryki fabryki amunicji i broni na terenie Europy
„Jestem coraz bardziej pesymistyczny, ale trzeba być przygotowanym i czujnym – powiedział szef fińskiego rządu Petteri Orpo w poniedziałek 24 sierpnia podczas corocznego zjazdu fińskich ambasadorów i szefów placówek dyplomatycznych.
Premier Finlandii przypomniał przy tym ostatnie niepokojące wydarzenia w kilku krajach europejskich:
„Dlatego w Finlandii musimy potraktować taki rozwój sytuacji bardzo poważnie” – mówił premier Orpo na spotkaniu z estońskimi dyplomatami.
Przeczytaj także:
Fiński rząd w opublikował pełny tekst wystąpienia premiera, w którym wskazano wprost:
"Różnego rodzaju działania hybrydowe i sabotażowe były wymierzone w infrastrukturę krytyczną zarówno w Finlandii, jak i w innych częściach Europy.”
Premier Finlandii swoje alarmistyczne przemówienie oparł na zaktualizowanej ocenie zagrożeń, którą otrzymał od organów bezpieczeństwa i kontrwywiadowczych a także wywiadu wojskowego. Oceny te wskazują jasno, że rośnie prawdopodobieństwo ataków sabotażowych przeprowadzanych na terenie Finlandii przez rosyjskie służby.
Finlandia, długo była neutralna, choć dzieli ją z Rosją 1300 km granicy. Zdecydowała się jednak wstąpić do NATO po po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
Jednocześnie w 2022 roku do Finlandii napłynęła rekordowa liczba Rosjan – ponad 6 tys. To największy jednorazowy napływ od czasu upadku ZSRR.
Przeczytaj także:
Lider Konfederacji Korony Polskiej usłyszał we wtorek w krakowskim oddziale IPN zarzuty. Dotyczą zaprzeczania zbrodniom ludobójstwa, popełnionym przez funkcjonariuszy III Rzeszy Niemieckiej w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Grzegorz Braun nadal twierdzi, że komory gazowe w Auschwitz są jedynie „mityczne”
Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie we wtorek postawił Grzegorzowi Braunowi zarzuty, za które europosłowi grozi kara grzywny lub pozbawienia wolności do trzech lat.
Zarzuty te dotyczą "publicznego i wbrew faktom zaprzeczania zbrodniom ludobójstwa, popełnionym przez funkcjonariuszy III Rzeszy Niemieckiej w niemieckim obozie koncentracyjnym i obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu”.
IPN precyzuje, że liderowi Konfederacji Korony Polskiej zarzucono popełnienie dwóch czynów polegających na publicznym zakwestionowaniu w lipcu 2025 roku istnienia komór gazowych w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i obozie zagłady KL Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu oraz wykorzystywania ich do masowego zabijania więźniów.
„Stwierdzenia te są w oczywisty sposób sprzeczne z powszechną wiedzą historyczną opartą na dokumentach, relacjach świadków, wyjaśnieniach sprawców, ustaleniach zarówno postępowań karnych prowadzonych w przeszłości, jak też obecnie prowadzonego śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie w sprawie zbrodni ludobójstwa w obozie KL Auschwitz-Birkenau" – podał IPN w komunikacie opublikowanym po przedstawieniu zarzutów europosłowi.
Wiadomo, że Grzegorz Braun skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień, poinformował o tym dziennikarzy minister sprawiedliwości Waldemar Żurek.
Grzegorz Braun natomiast po wyjściu z IPN zapowiedział, że wyjaśnienia złoży po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Jasne jest jednak, że ze swoich stwierdzeń nie ma zamiaru się wycofać.
„Państwa się szantażuje tym, że to są fakty powszechnie znane i niekwestionowane. Otóż ja je kwestionuję. Kwestionuję je tylko i aż w tym newralgicznym – jak się okazuje – punkcie, jakim są owe mityczne komory gazowe w Auschwitz – powiedział Braun przed krakowskim oddziałem IPN, gdzie usłyszał zarzuty.
Przeczytaj także:
Grzegorz Braun zaprzeczył istnieniu komór gazowych w Oświęcimu i wykorzystywaniu ich do masowego zabijania ludzi dwukrotnie w lipcu 2025 roku. Najpierw na antenie Radia Wnet powiedział, że „komory gazowe w Auschwitz to fake”. Zbulwersowany prowadzący wywiad przerwał rozmowę.
Wypowiedź Brauna potępiło m.in. Muzeum Auschwitz, ambasada Izraela w Polsce i Instytut Pamięci Narodowej.
Potem powtórzył tę tezę w podcaście "Jan Pospieszalski Rozmawia”.
Śledztwo w tej sprawie wszczęto 14 lipca 2025 roku z zawiadomienia złożonego przez posłankę Lewicy Annę–Marię Żukowską, dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz – Birkenau dr Piotra M. A. Cywińskiego oraz prezesa Fundacji Basta Bartosza Staszewskiego.
Podstawą prawną jest art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
Przeczytaj także:
„Rosja stoi w obliczu oczywistego zagrożenia atakami dronów na infrastrukturę krytyczną” – przyznał 25 sierpnia rzecznik Putina Pieskow.
„Mamy do czynienia z oczywistym zagrożeniem ataków dronów na obiekty infrastruktury krytycznej oraz obiekty, które mają, powiedzmy, kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa gospodarczego i socjalnego naszego kraju” – powiedział Pieskow na codziennym briefingu.
Dzień wcześniej Putin wydał dekret pozwalający na przejmowanie przez państwo w zarząd prywatnych obiektów infrastruktury krytycznej, których właściciele nie zapewniają im ochrony przed zagrożeniami. Dekret precyzuje, że obiekty te obejmują:
Zgodnie z dekretem, tymczasowym zarządcą będzie Federalna Agencja Zarządzania Majątkiem Państwowym (Rosimuszczestwo) lub „inny podmiot” wyznaczony przez rząd.
Wicepremier Manturow zapewnił następnie, że nie oznacza to „nacjonalizacji ani zmian w strukturze własnościowej przedsiębiorstw; decyzje będą podejmowane na najwyższym szczeblu i w sposób ukierunkowany”. „Przedsiębiorstwa prywatne, obok państwowych, są ważnym elementem gospodarki narodowej”. Jednak „właściciele przedsiębiorstw podchodzą do dzisiejszych palących zagrożeń z różnym stopniem odpowiedzialności”. A w niektórych przypadkach „zapewnienie bezpieczeństwa obiektów i pracowników niestety nie jest priorytetem”.
Czy jest już jasne, które przedsiębiorstwa mogą zostać objęte takimi środkami i kiedy? „Sytuacja zostanie przeanalizowana. Będzie to analizowane przede wszystkim przez rząd i odpowiednie agencje. A tam, gdzie środki bezpieczeństwa nie zostaną podjęte w obszarach krytycznych, odpowiednie propozycje zostaną przedstawione, przeanalizowane, a następnie sformalizowane w postaci konkretnych decyzji” – odpowiedział szczegółowo Pieskow.
Nacjonalizacja nie jest dla Moskwy rozwiązaniem — Putin wierzy, że gospodarka Rosji może się rozwijać właśnie dzięki prywatnej własności, choć pod kontrolą jego i jego kolegów. Jednak z tłumaczeń Kremla widać, że daniem publiczności Kreml zmierza do nacjonalizacji.
Moskwa najwyraźniej przestaje opowiadać, że ukraińskie ataki na jej zaplecze nie mają znaczenia, poza „niedogodnościami” dla cywili i „bolesnymi stratami" w ludziach. Putin powtarzał do tej pory, że takie ataki nie mogą mieć wpływu na sytuację wojenną, gdyż nigdy wcześniej coś podobnego się nie zdarzyło.
Teraz jednak władza nie tylko przyznaje się do skali problemu, ale i wprowadza środki nadzwyczajne. Dekret Putina szczegółowo wylicza, gdzie Ukraińcy zadają Rosji straty.
Po ukraińskich uderzeniach kolejne rosyjskie rafinerie zawieszają produkcję. Benzyny 95 nie ma na 80 proc. rosyjskich stacji benzynowych. „Jedynym problemem jest benzyna. Olej napędowy i nafta – żaden problem” – powiedział 23 sierpnia w charakterystycznym dla Moskwy stylu przyznawania się do problemów wicepremier od paliw Nowak.
Jako środek nadzwyczajny Rosja stosuje też obecnie kult relikwii: w czasie prac konserwatorskich w cerkwi na Kremlu znaleziono szczątki moskiewskiego władcy z XIV wieku, Dymitra Dońskiego. Pokonał on 8 września 1389 r. w bitwie na Kulikowym Polu Tatarów wodza Zachodniej Ordy Mamaja. Teraz Kreml dorabia do tego wersję, że Tatarów Mamaja nasłał na państwo rosyjskie (które wtedy w ogóle nie istniało, aa Dymitr bronił w bitwie interesów chana Tochtamysza) papież, Genueńczycy i Litwini. Więc zwycięstwo nad nimi zapowiada zwycięstwo w Putina w Donbasie, które nastąpi niebawem.
Dlatego propaganda pokazuje, jak Putin ogląda święte kości (Dymitr Doński został prawosławnym świętym). Relikwie mają być też wysyłane w strefę działań wojennych. Jednocześnie Kreml dzień w dzień dementuje krążące po Rosji plotki, że Putin lada dzień ogłosi powszechną mobilizację.
Więcej o sytuacji na wojnie w cotygodniowej analizie płk. Piotra Lewandowskiego:
Przeczytaj także: