Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Siły Obronne Izraela zaakceptowały szacunki Ministerstwa Zdrowia Gazy, które mówią o ok. 71 tysiącach ofiar śmiertelnych wojny. Liczba ta uwzględnia tylko osoby, które zginęły w wyniku bezpośredniego ostrzału wojsk izraelskich.
Siły Obronne Izraela (IDF) zaakceptowały szacunki Ministerstwa Zdrowia Gazy, zarządzanego przez Hamas, mówiące o tym, że podczas wojny izraelskiej interwencji w Gazie zginęło około 71 000 Palestyńczyków – podaje dziennik Haaretz. Liczba ta nie obejmuje zaginionych mieszkańców, którzy mogli zostać pogrzebani pod gruzami.
Ministerstwo w tej liczbie uwzględniło tylko osoby zabite bezpośrednio przez izraelski ostrzał wojskowy. Nie ma zatem w tej grupie osób, które zmarły z powodu głodu lub chorób. Ponad 90 proc. ciał zidentyfikowano po nazwisku i numerze identyfikacyjnym. Ministerstwo nie prowadzi jednak rejestru rozróżniającego ofiary cywilne od bojowników. Izraelskie Siły Obronne przekazały, że prowadzone są obecnie analizy mające wskazać, jaka część ofiar stanowili bojownicy.
„Dane publikowane przez Ministerstwo Zdrowia dotyczące ofiar śmiertelnych i rannych w Strefie Gazy były analizowane od początku wojny przez wiele organizacji międzynarodowych, rządów, mediów i badaczy i panuje powszechna zgoda co do ich wiarygodności. Niemniej jednak Izrael nigdy oficjalnie nie zaakceptował tych danych, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych nazwało je wręcz »mylącymi i nierzetelnymi«" – czytamy w Haaretz.
Przeczytaj także:
„Każdy reżim, który zabija tysiące własnych obywateli, dąży do własnego upadku" – przekazała Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji.
Ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej przyjęli w czwartek nowe sankcje wobec Iranu, wymierzone w osoby i podmioty zaangażowane w brutalne represje wobec demonstrantów oraz w pomoc udzielaną przez ten kraj Rosji.
„Represje nie mogą pozostać bez odpowiedzi (...) Każdy reżim, który zabija tysiące własnych obywateli, dąży do własnego upadku" – napisała na Twitterze (X) Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji.
Ministrowie zdecydowali także jednogłośnie o uznaniu Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną. To jedna z irańskich jednostek sił zbrojnych utworzonych w 1979 roku. Korpus najprawdopodobniej odgrywa kluczową rolę w krwawym tłumieniu styczniowych protestów.
„To postawi ich na równi z Al-Kaidą, Hamasem i Daesh” – powiedziała Kaja Kallas w czwartek. „Jeśli działasz jak terrorysta, powinieneś być również traktowany jak terrorysta”.
Unijne sankcje obejmują także 15 irańskich urzędników, w tym najwyższych dowódców Korpusu Strażników.
Sankcje przyjęte dziś przez UE są w dużej mierze symboliczne, ale mają zwiększyć presję międzynarodową na Republikę Islamską, która krwawo tłumi trwające od miesiąca protesty. Od kilku tygodni prezydent Donald Trump zapowiada możliwość podjęcia działań militarnych przez USA w związku z zabijaniem przez reżim pokojowych demonstrantów.
Jak podaje agencja Associated Press, liczba ofiar śmiertelnych w Iranie mogła przekroczyć już ponad 6300 osób, z których prawie 6000 stanowią właśnie demonstranci. Tydzień temu władze Iranu podawały liczby dwukrotnie mniejsze od przytaczanych przez AP szacunków.
Przeczytaj także:
Przedstawiciele Konfederacji rozmawiali z Karolem Nawrockim m.in. o edukacji zdrowotnej, Ukrainie, szczepieniach i przedsiębiorcach. Partia Razem namawiała do zablokowania ewentualnego zniesienia dwukadencyjności w samorządach oraz do poparcia swoich ustaw o posiłkach w szkołach oraz o podatku antyspekulacyjnym.
Pierwsi przedstawiciele klubów i kół poselskich zakończyli już czwartkowe spotkania z prezydentem. Po godzinie 11.00 przewodniczący klubu Konfederacji Grzegorz Płaczek przekazał dziennikarzom, czego dotyczyła rozmowa z głową państwa.
„Rozmawialiśmy między innymi o przyszłości polskich przedsiębiorstw, o coraz wyższych rachunkach za prąd, o pomyśle prezydenta i o ustawie obniżającej wysokość rachunków za energię elektryczną. Rozmawialiśmy o edukacji zdrowotnej, która najprawdopodobniej, jeśli cud się nie zdarzy, wejdzie jako przedmiot obowiązkowy do polskich szkół" – mówił polityk.
Spotkanie dotyczyła także ustaw, które czekają na podpis prezydenta. Chodzi m.in. o przepisy wprowadzające unijną dyrektywę NIS 2 (dotyczące krajowego systemu cyberbezpieczeństwa), a także o ustawę o zawodzie psychologa.
„Rozmawialiśmy o Ukrainie, o blokadzie złomu z Ukrainy do Unii Europejskiej, który wszedł w życie w styczniu 2026 roku i o tym, jaki ta decyzja będzie miała skutek na przyszłość polskiej stali. Sytuacja jest bardzo poważna, bardzo groźna i zastanawialiśmy się, jakie możemy znaleźć rozwiązanie tutaj i czy Pałac Prezydencki, w jaki sposób może skutecznie zareagować i pomóc polskiej branży" – mówił Grzegorz Płaczek.
„Rozmawialiśmy również o kalendarzu szczepień obowiązkowych, o edukacji domowej. Rozważaliśmy, czy przypadkiem regulacje dotyczące edukacji domowej nie powinny znaleźć się w Trybunale Konstytucyjnym i czy TK nie powinien odnieść się do tego” – dodawał.
Na spotkanie u Karola Nawrockiego wybrali się także przedstawiciele partii Razem. Aleksandra Owca, współprzewodnicząca partii, przekazała, że spotkanie dotyczyło konkretnych ustaw – zgłaszanych przez Partię Razem, zgłaszanych przez prezydenta i tych, które obecnie są procedowane w Sejmie.
„Podstawową kwestią, którą chcieliśmy poruszyć dzisiaj (...) To pomysł głównie Polskiego Stronnictwa Ludowego związany ze zniesieniem wprowadzonego w poprzedniej kadencji parlamentu limitu kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Ten projekt jest w naszej ocenie bardzo szkodliwy. Wielokrotnie wspominaliśmy o tym, że ten limit kadencji ma szansę stać się bezpiecznikiem, który pozwoli rozbić tworzące się w bardzo wielu miejscach w Polsce układy, układziki wokół konkretnej osoby, konkretnej opcji politycznej, które betonują na całe dekady polskie miasta (...) Dzisiaj w rozmowie z panem prezydentem prosiliśmy go o to, aby jeśli taki projekt przejdzie przez Sejm, przejdzie przez parlament, aby ten projekt zawetował" – powiedziała Aleksandra Owca.
Posłanka Razem Marcelina Zawisza przekazała, że rozmowa dotyczyła także złożonych przez partię w Sejmie ustaw o bezpłatnych posiłkach w szkołach, zmniejszeniu liczebności grup dzieci w placówkach publicznych, a także o projekcie podatku antyspekulacyjnym.
Karol Nawrocki wyszedł z inicjatywą spotkania z przedstawicielami klubów sejmowych 23 stycznia, po powrocie z Davos. Klub PiS jako pierwszy przekazał mediom, że pojawi się w Pałacu Prezydenckim. Przy czym zaproszenie od prezydenta dostał nie tylko przewodniczący klubu, ale cały klub PiS. Przewodniczący innych klubów dostali tylko pojedyncze imienne zaproszenia.
Onet podaje, że Polskę 2050 będzie reprezentował u Nawrockiego Bartosz Romowicz, a z ramienia PSL na spotkanie uda się Krzysztof Paszyk. Jednak Katarzyna Pełczyńska-Nałecz, kandydatka na szefową Pl 2050 zasugerowała, że na spotkanie nie należy iść. „Uważam, że warto rozmawiać. Decyzja szefa klubu Pl2050 będzie dziś. Nie jest dobrym pomysłem, by decyzje prezydenta dzieliły koalicję”.
Przewodniczący klubu Konfederacji Grzegorz Płaczek przekazał PAP, że „w obecnej sytuacji politycznej, mając na uwadze, że każda rozmowa oparta na odpowiedzialności i trosce o interes państwa jest szczególnie potrzebna”, w imieniu klubu pozytywnie odpowiada on na zaproszenie prezydenta.
Udziału w spotkaniu odmówili przedstawiciele klubów KO i Nowej Lewicy.
„Nie zamierzam spowiadać się przed prezydentem ”- mówiła w TOK FM Anna Maria Żukowska. – „Od razu napisałam do szefa kancelarii Zbigniewa Boguckiego, że bardzo dziękuję za zaproszenie, ale nie skorzystam” – podkreśliła przewodnicząca Klubu Parlamentarnego Lewicy. Zaproszenie na spotkanie z prezydentem – jak wyjaśniła – było imienne, więc do Pałacu Prezydenckiego nie wybiera się żaden przedstawiciel Lewicy.
„Formuła spotkań jest dziwna: wezwanie szefów kół na spotkania indywidualne nie wiadomo, o czym”- oceniła Żukowska. Według niej przewodniczący klubów parlamentarnych i kół powinni się spotykać z prezydentem w ramach Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
O braku obecności przedstawiciela klubu KO na rozmowach z prezydentem poinformował media rzecznik rządu Adam Szłapka. Polityk argumentował, że w takich spotkaniach powinien uczestniczyć premier i to do niego powinny być kierowane tego rodzaju zaproszenia.
Przeczytaj także:
W związku z nieusprawiedliwionymi nieobecnościami marszałek Sejmu skierował sprawę Zbigniewa Ziobry do sejmowej Komisji regulaminowej. Poprzez tę procedurę Prezydium Sejmu będzie mogło zdecydować o odebraniu diety parlamentarnej i obniżeniu uposażenia posła do 1/10 jego wysokości.
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty poinformował dziś podczas briefingu prasowego o skierowaniu pisma do Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych w sprawie Zbigniewa Ziobry.
„Ponieważ wczoraj upłynęło 7 dni od momentu, kiedy minister mógł usprawiedliwić swoją 18. nieobecność na posiedzeniach Sejmu, w związku z tym, zgodnie z regulaminem Sejmu, po minięciu tych dni, kieruję dzisiaj pismo do posła Jarosława Urbaniaka, przewodniczącego komisji regulaminowej, wniosek o zajęcie się tą sprawą" – przekazał dziennikarzom marszałek.
„Pan Urbaniak, na podstawie 22 artykułu regulaminu Sejmu, komisja ma obowiązek zająć się moim wnioskiem i podjąć uchwałę bądź nie w sprawie zwrócenia posłowi uwagi, udzielenia posłowi upomnienia bądź udzielenia posłowi nagany. W momencie, kiedy na posiedzeniu komisja taka stanowisko zajmie i przekaże na moje ręce to stanowisko, to pan poseł Ziobro będzie miał czas na odwołanie się do prezydium Sejmu od tej decyzji. Jeżeli się odwoła, to ta decyzja zostanie rozpatrzona. Jeżeli się nie odwoła, to przedstawię na prezydium Sejmu projekt uchwały o utracie diety parlamentarnej i obniżeniu uposażenia posła do 1/10 jego wysokości, czyli pobierania 1350 zł” – wyjaśnił Włodzimierz Czarzasty.
Zbigniew Ziobro przebywa w Budapeszcie od października 2025. Posłowi PiS i byłemu ministrowi sprawiedliwości polska prokuratura chce postawić aż 26 zarzutów. Śledczy zarzucają Ziobrze m.in. założenie i kierowanie grupą przestępczą, przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w związku z rozdysponowaniem środków Funduszu Sprawiedliwości Chodzi m.in. o ustawianie konkursów i przeznaczanie pieniędzy funduszu na kampanie wyborcze polityków Suwerennej Polski.
W połowie stycznia media dowiedziały się, że Zbigniew Ziobro oraz jego żona Patrycja Kotecka-Ziobro dostali na Węgrzech azyl.
W tym samym kraju od kilkunastu miesięcy przebywa także Marcin Romanowski, poseł PiS oraz były wiceminister w resorcie Zbigniewa Ziobry. W związku ze sprawą Funduszu Sprawiedliwości na Romanowskim ciąży 11 zarzutów. To pierwszy poseł, który otrzymał azyl polityczny od rządzonych przez Viktora Orbana Węgier.
Na początku 2025 roku Marcin Romanowski zrzekł się statusu posła zawodowego i od tego czasu nie pobiera uposażenia poselskiego. Kilka miesięcy później redakcja „Faktu” ujawniła, że były wiceminister, choć przebywa za granicą, pobiera jednak ryczałt na prowadzenie biur poselskich. To 23 tysiące złotych miesięcznie.
Przeczytaj także:
Komisja dyscyplinarna zadecydowała, że nauczycielka, która wyrzuciła do śmieci halloweenową zabawkę – krzyż, może po feriach wrócić do szkoły – podało Radio Zet.
Komisja dyscyplinarna dla nauczycieli przy wojewodzie pomorskim uwzględniła wniosek nauczycielki z Kielna o cofnięcie decyzji o jej zawieszeniu – podało w środę 28 stycznia Radio Zet, powołując się na jej prawnika. Oznacza to, że zdyscyplinowana przez dyrektora szkoły pracowniczka po feriach może wrócić do pracy i prowadzić lekcje.
Nauczycielka angielskiego z Kielna została zawieszona w styczniu 2025 roku po tym, jak jeden z uczniów poinformował rodziców, że miała wyrzucić podczas lekcji do śmieci krzyż, a sprawę nagłośniły środowiska ultrakatolickie i prawicowe.
Zabezpieczony przez lokalną policję krzyż okazał się plastikowym elementem halloweenowego stroju. Jak mówiła nauczycielka, z którą skontaktował się „Dziennik Bałtycki„, był to „gadżet, który dzieci powiesiły nad klatką chomika”. Sprawę nagłośnił zaś uczeń, którego ona nie uczy i nie zna.
Według początkowych informacji rozpowszechnianych przez środowiska prawicowe i ultrakatolickie nauczycielka miała zerwać krzyż ze ściany i wrzucić do kosza na śmieci. W tej wersji sprawa wzbudziła oburzenie, a przed szkołą w Kielnie odbył się na początku stycznia protest, w którym udział brali politycy Konfederacji Korony Polskiej, Dorota Arciszewska-Mielewczyk i Michał Kowalski, członkowie Klubów Gazety Polskiej i Robert Bąkiewicz.
Więcej o „aferze" w Kielnie pisała w OKO.press Stasia Budzisz:
Przeczytaj także: