Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Prezydenckie nominacje dla członków władz NBP czekały na kontrasygnatę od lutego.
O tym, że Donald Tusk zgodzi się na powołanie nowych członków władz Narodowego Banku Polskiego, mówiło się już w mediach. We wczesne wtorkowe popołudnie ta informacja się potwierdziła. Premier umotywował swoją decyzję dbałością o kondycję złotówki.
„Zgodnie z rekomendacją pana ministra (finansów, Andrzeja – przyp. aut.) Domańskiego złożyłem podpis, kontrasygnatę, pod propozycjami nowych członków zarządu NBP. Odesłaliśmy już te dokumenty do prezydenta, tam jeszcze trzeba jego podpisu. NBP musi być chroniony przez nas wszystkich przed jakimiś niepotrzebnymi wstrząsami, groził nam klincz i brak możliwości prowadzenia prac przez NBP. Dlatego zdecydowałem się na ten gest” – potwierdził Tusk, mówiąc o kontrasygnacie dotyczącej powołania Andrzeja Glapińskiego na kolejną kadencję.
Wcześniej między innymi Radio Eska podawało, że w poniedziałek, 2 listopada doszło do spotkania pomiędzy ministrem Domańskim a szefem NBP. Wtedy Glapiński miał usłyszeć zapewnienie o kontrasygnacie pod decyzją prezydenta Karola Nawrockiego i powołaniu na stanowiska w banku centralnym kandydatów przedstawionych przez Pałac Prezydencki: Marty Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego. Miała to być decyzja Tuska, który według dziennikarzy miał odstąpić od otwierania kolejnego frontu politycznej walki.
To koniec jednego z konfliktów na linii rząd-prezydent. Karol Nawrocki zawnioskował o podpisy pod decyzją o powołaniu czterech członków NBP w lutym. Prezydent chciał, by we władzach NBP pozostała Kightley, która wcześniej pełniła wcześniej funkcję pierwszej wiceprezes NBP. Pozostali kandydaci do tej pory byli członkami Rady Polityki Pieniężnej. W marcu premier odmówił podpisu i zgody na powołanie nowych osób do zarządu NBP. Według mediów miało chodzić o sprzeciw rządu wobec zaangażowania Glapińskiego w walkę polityczną po stronie Pałacu Prezydenckiego i pomysł finansowania programu obronnego alternatywnego dla SAFE z użyciem zasobów NBP.
Gdyby premier zwlekał z kontrasygnatą dłużej, zarząd NBP pracowałby w składzie poniżej minimalnej liczby członków wymaganym przez ustawę. Doszłoby do tego po zakończeniu kadencji wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. To budziłoby wątpliwości co do jego legitymizacji, utrudniłoby kontrolę nad złotówką czy stopami procentowymi i groziło wspomnianym przez Tuska „klinczem”.
Przeczytaj także: