Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
To już pewne: UE przyjmuje cel klimatyczny do 2040 roku. Zakłada, że uda się zredukować emisje o 90 proc. w porównaniu z 1990 rokiem.
Negocjatorzy z Parlamentu Europejskiego i Rady UE uzgodnili finalny cel klimatyczny na 2040 rok. Zakłada on redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. w porównaniu z rokiem 1990. Jest w tym założeniu jednak haczyk – 5 punktów procentowych może być odliczonych w ramach „kredytów węglowych”. To mechanizm, dzięki któremu kraje członkowskie mogą kompensować własne emisje, dofinansowując projekty w krajach rozwijających się (np. dotyczące zalesiania).
"Taki model odciąga środki od krajowej dekarbonizacji i podważa wiarygodność transformacji UE” – krytykowała Climate Action Network Europe, europejska koalicja organizacji pozarządowych zajmujących się zmianą klimatu, jeszcze na etapie negocjacji.
Porozumienie zakłada również opóźnienie o rok (z 2027 roku na 2028 rok) wejścia w życie unijnego systemu handlu emisjami dla budynków i transportu drogowego (ETS2). Było to rozwiązanie, na które naciskał m.in. polski rząd. „Udało się wybić zęby systemowi ETS2” – komentował w listopadzie w rozmowie z PAP Krzysztof Bolesta, wiceminister klimatu i środowiska.
„Dzisiaj UE wykazuje nasze zdecydowane zaangażowanie na rzecz działań w dziedzinie klimatu i porozumienia paryskiego. Miesiąc po [szczycie klimatycznym] COP30 zmieniliśmy nasze słowa w działanie – z prawnie wiążącym celem redukcji emisji o 90 proc. do 2040 roku. Mamy jasny kierunek działań na rzecz neutralności klimatycznej. oraz pragmatyczny i elastyczny plan zwiększenia konkurencyjności przejścia na czystą energię” – chwaliła porozumienie przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
Porozumienie kończy 18-miesięczne negocjacje, a jego zapisy odzwierciedlają niemal w całości to, czego domagały się państwa członkowskie (i co opisywaliśmy w OKO.press). Nowy cel uzupełni obowiązujące w UE prawo, według którego do 2030 r. Unia obniży emisje o 55 proc., a w 2050 r. stanie się klimatycznie neutralna.
Parlament Europejski i Rada UE będą musiały teraz formalnie przyjąć tekst. Następnie zmiana Europejskiego prawa o klimacie zostanie opublikowana w Dzienniku Urzędowym UE i wejdzie w życie.
Polska była jednym z krajów, które naciskały na przesunięcie wprowadzenia systemu ETS2 – między innymi dlatego, że w 2027 r. odbędą się wybory parlamentarne, na które taka zmiana mogłaby mieć duży wpływ.
Jak pisał w OKO.press Szymon Bujalski, opłaty za ETS2 mają być pierwszymi opłatami klimatycznymi, które w tak bezpośredni sposób odczują Polacy. Co prawda formalnie system będzie wdrażany na poziomie dostawców paliw, ale w praktyce oznacza to, że koszty emisji CO2 zostaną przerzucone na użytkowników końcowych.
Przeczytaj także:
„Szacunki wskazują, że przy cenie uprawnień do emisji wynoszącej 45 euro za tonę CO2 cena węgla mogłaby wzrosnąć o około 460 zł na tonie, gazu o 0,40 zł za metr sześcienny, a paliw silnikowych o około 0,50 zł za litr” – wyliczał Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy.
Mimo tego że udało się w uzgodnionym dokumencie zapisać 2028 rok jako start ETS2, Polska podczas głosowania ministrów środowiska UE (5.11.2025) była przeciwko celowi klimatycznemu.
“Polska nie poparła tego celu, konsekwentnie podkreślając, że w obecnych warunkach gospodarczych i geopolitycznych cel w takiej wysokości jest niemożliwy do realizacji” – napisało w komunikacie Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Resort mimo wszystko był jednak zadowolony z wynegocjowanych przez siebie ustępstw – w tym przesunięcia ETS2 i zwolnienia produkcji zbrojnej z obostrzeń klimatycznych.
„Obecny przekaz rządu opiera się na interesującej konstrukcji — przypisuje polskim negocjatorom zasługę za kształt decyzji, której ostatecznie nie poparliśmy. Widać też rozjazd pomiędzy wcześniejszym postulatem Polski co do odłożenia ETS2 o trzy lata a obecnym stanowiskiem Rady UE, które mówi jedynie o rocznym opóźnieniu” – komentował w OKO.press Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform.
Przeczytaj także: